MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Świętowanie



"Świętowanie to wychodzenie ku temu, co może nadawać sens naszemu życiu. To oderwanie się od codzienności i zwracanie się z nadzieją ku lepszej wizji swojego życia. Świętowanie to czas, w którym możemy pytać Boga: komu jesteśmy potrzebni, dlaczego warto żyć? Świętowanie pozwala nabierać dystansu wobec powszednich trosk.

Świętowanie jest cechą charakterystyczną wspólnoty. Co świętujemy? Fakt bycia razem. Jesteśmy tak bardzo szczęśliwi, że Pan Bóg nas połączył, dlatego życie rodziny powinno skupiać się wokół świętowania. Rocznice, śluby, w pewien sposób także każdy posiłek to święto, jesteśmy szczęśliwi, że jesteśmy razem. Każde święto jest też swoistym dziękczynieniem za to, że Bóg połączył nas w tej właśnie wspólnocie. Rzeczywiście nie należy przesadzać z przygotowaniami do świętowania, ale nie można ich też lekceważyć. Święto to czas radości. Niektórzy podkreślają, że kiedy razem tańczymy, śpiewamy, uchodzi z nas agresja. W każdej wspólnocie są ludzie, którzy doświadczają stanów napięcia emocjonalnego. Ale gdyby razem tańczyli, razem się śmiali.

Dla świętowania zabójcza jest powierzchowność, bezmyślna mechanizacja czynności związana z brakiem wewnętrznego zaangażowania. Z religijnego punktu widzenia wydaje się, że lepiej, aby takiego świętowania nie było w ogóle. Świętowanie to chyba przede wszystkim sprawa właściwego przeżywania czasu. To, co materialne, może jedynie uzupełniać i uwznioślać każde dobre, prawdziwe świętowanie, ale nie powinno wyrażać jego istoty.

Prawdziwe świętowanie jest radosne i doprasza się, aby to czynić z innymi. Z reguły o ileż lepiej smakują piękne krajobrazy, jeśli możemy na nie patrzeć razem z kimś, kto jest dla nas ważny, wymieniać się wspólną radością.

Świętowanie, to między innymi zatrzymywanie się i radosne wzdychanie nad urodą świata czy pięknem ludzi. W świętowaniu codziennym jest wiele z patrzenia w zachwycie. Zachwyt nad swoimi śpiącymi dziećmi, spoglądanie na kogoś, kogo się kocha. Świętować, to zachwycać się tym, co jest nam dane w tej chwili, otwierać się na doświadczenia, które nazywamy szczytowymi.

W świętowaniu jest przede wszystkim zostawianie przestrzeni dla Boga i ludzi, aby On mógł być i ci, którzy przyszli, mogli czuć się ważni i potrzebni. Potrzebne jest wypracowanie rytuałów wspólnego przeżywania. Jednak rytuał nie zawierający autentycznego przeżycia nie czyni święta. Od wieków i we wszystkich kulturach czas świętowania przyjęło się zaznaczać wspólnym uroczystym posiłkiem, wspólnie palonym światłem (świece, ogniska).

Które okazje warto czy trzeba świętować? Dla jednych na święto zasługują wyłącznie ważne uroczystości religijne lub okrągły jubileusz, a dla drugich nawet spektakularny sukces któregoś z członków rodziny (zdany egzamin czy udana premiera) może być ważną okazją, by świętować. I w tym względzie rozumiałabym słowo „święto” jako przeciwieństwo do czasu nieświątecznego, czyli do codzienności. Jest to swoista przerwa w czasie powszednim. Oznacza ono w takim razie wyrażenie potrzeby, aby było inaczej niż zwykle, piękniej, bardziej uroczyście. I wcale niekoniecznie radośnie. Zdarza się, że bardzo uroczyście świętujemy okoliczność smutną lub po prostu poważną.

Istotnie ważne wydają się skutki wewnętrzne, czyli to, co nam z tego święta pozostaje. I chociaż, święto jest wydarzeniem społecznym, to jego najważniejszy wymiar dokonuje się wewnątrz każdej przeżywającej je jednostki. Innymi słowy: choć ceremonia jest zewnętrzna, prawdziwe święto, aby miało sens, musi dokonać się w nas.

Wydaje się, że to zależy w większym stopniu od autentyczności przeżywania i rzeczywistej potrzeby przeżycia święta (czyli zaangażowania) niż od tego, co było okazją do świętowania. W wielu wspólnotach rytuał stał się mechaniczny, wypowiadane słowa stały się pełnymi pompy i nadęcia oklepanymi frazami, w których sens już dawno nikt się nie wsłuchuje. Gesty puste i pozbawione emocji, z jakich się zrodziły, przynoszą z sobą jedynie rutynę i znudzenie. Rodzinna uroczystość może zmienić się w coroczne słuchanie tych samych opowieści i odśpiewanie tych samych piosenek czy pieśni, bez szczerej potrzeby, z samego tylko nawyku. Aż każdy z uczestników z przerażeniem myśli o kolejnej konieczności zasiadania za wspólnym stołem. A przy tym, mimo że wszyscy męczą się udawaniem radości ze wspólnego biesiadowania, nikt nie ma odwagi przyznać, że to tylko poczucie obowiązku.

Jest w wielu z nas (bo przyznajmy, nie we wszystkich) ogromna tęsknota do przeżywania święta. Takiego święta, po którego przeżyciu wracamy do codzienności bogatsi wewnętrznie, z sercem pełnym odmiany lub choćby szczerej radości.

Bywa, że spontanicznie zwołane osoby zasiądą wokół naszego stołu i zrodzi się cud głębokiej, dobrej rozmowy, po której czujemy, że jest nam bliżej do nich i bezpieczniej w świecie. Bywa, że rodzina stworzy swoje własne rytuały. Własne, a więc nie dotknięte pleśnią znużenia i oklepania. To dla ludzi religijnych mogą być wspólnie przeżywane rekolekcje, a dla innych np. uroczysty obiad z okazji rocznicy zamieszkania w nowym domu.

Sens świąt i świętowania odkryjemy tylko pod warunkiem autentycznego zaangażowania się zarówno w ich istotę, jak i w wyrażające tę istotę gesty i słowa. Może warto spróbować przed każdym świętem, które planujemy przeżyć, pomyśleć chwilę, jaki ma dla nas sens, spróbować poznać i zrozumieć symbolikę liturgicznych gestów lub tradycyjnych zachowań. Choćby wsłuchać się w słowa kolędy i zrozumieć, o czym śpiewamy.

Świętowanie ma jeszcze jedną wielką zaletę. Po czasie świątecznym wracamy z pewną ulgą do naszej codzienności, której szarość nabiera specjalnego uroku. Zanurzamy się w nią i zaczynamy doceniać jej zwyczajny rytm, bez świątecznej mobilizacji. Bez świątecznego szaleństwa. Aż znów zatęsknimy do świętowania.

W jakości świętowania objawia się jakość wspólnoty. We wspólnocie, która przestała świętować, ujawniają się nierozwiązane napięcia, konflikty, z którymi jej członkowie nie potrafią sobie poradzić. Jednym ze sposobów, jest uroczyste sprawowanie Eucharystii, nabożeństw, ale także czasami obchodzenie świąt. W połączeniu z uroczystym posiłkiem i, być może, z opowiedzeniem przez każdego jakiejś historii. Każdy opowiada coś o swoim życiu.

Być może trzeba by zacząć mówić o tym, dlaczego cieszę się, że jestem w tej rodzinie, w tym małżeństwie, w tej wspólnocie. Dlaczego podoba mi się tu? Co trzeba zrobić, by odnaleźć w sobie radość bycia w małżeństwie, w rodzinie, we wspólnocie? To może być naprawdę piękne odrodzenie wszystkich.

Świętowanie to przede wszystkim skupienie się na osobie: „jestem naprawdę szczęśliwy, że tu jesteś”. Nie można tak naprawdę świętować, jeśli nie wykonało się wcześniej solidnej pracy w danym środowisku, mówiąc: „jestem szczęśliwy, że jestem twoją żoną, twoim mężem, twoim dzieckiem”. I dlaczego jestem szczęśliwy?

Trzeba przygotować się do świętowania — bez zbędnych szczegółów, ale jednak — trzeba wiedzieć, co będziemy robić. Na przykład: chcę wiedzieć, co lubisz jeść, byś podczas posiłku dostał to, co będzie ci smakowało. Chodzi o jakość wspólnego bycia. Tym, co utrudnia świętowanie, jest głębokie poczucie winy, zranione poczucie własnej wartości. Te osoby nie dają sobie prawa do radości. Jest to też często kwestia surowej duchowości, według której nie mamy prawa do doznawania i wyrażania naszej radości. Wszędzie możemy napotkać ludzi zamkniętych w sobie, nie można ich do niczego zmuszać. Tacy są, trzeba to uszanować.

Człowiek, który nie zna Boga, chociaż tego potrzebuje, nie wie, dlaczego i jak ma świętować. Gdy zagubi Boga — sens celebracji — ucieka się do środków zastępczych lub wspomagających świętowanie: do alkoholu, narkotyków, seksu, okultyzmu.

Dwie rzeczy budują wspólnotę Kościoła (wspólnotę zakonną): przebaczenie i świętowanie. Jedno zależy od drugiego. Jeśli się ze sobą kłócimy, to nie będziemy potrafili świętować. Świętują ludzie szczęśliwi.

Świętowanie jest cechą charakterystyczną wspólnoty. Jeśli jesteśmy wspólnotą, świętowanie jest naszą naturalną potrzebą. Co świętujemy? Świętujemy fakt bycia razem. Jesteśmy tak bardzo szczęśliwi, że Pan Bóg nas połączył - to dlatego życie wspólnoty zakonnej powinno skupiać się również na świętowaniu. Jesteśmy szczęśliwi, że jesteśmy razem. Każde święto jest też swoistym dziękczynieniem za to, że Bóg połączył nas w tej właśnie wspólnocie. Świętowanie, to czas radości. Kiedy razem śpiewamy, uchodzi z nas agresja. W każdej wspólnocie są ludzie, którzy doświadczają stanów napięcia emocjonalnego.

We wspólnocie, która przestała świętować, ujawniają się nierozwiązane napięcia, konflikty, z którymi jej członkowie nie potrafią sobie poradzić. Być może podczas spotkań trzeba by zacząć mówić o tym, dlaczego cieszę się, że jestem siostrą zakonną tego Zgromadzenia. Dlaczego jestem we wspólnocie? Dlaczego podoba mi się w niej? Dlaczego zostałam we wspólnocie? Co trzeba zrobić, aby odnaleźć w sobie radość bycia we wspólnocie zakonnej?

Chodzi o jakość wspólnego bycia. Wiele osób nie będzie chciało opowiadać o tym, jak wyglądała ich droga we wspólnocie. Dzieje się tak dlatego, że jest w nas głębokie poczucie winy, zranione poczucie własnej wartości. Wiele sióstr nie daje sobie prawa do radości. Jest to też często kwestia surowej duchowości, według której nie mamy prawa do doznawania i wyrażania naszej radości.

Wszędzie możemy napotkać ludzi zamkniętych w sobie, nie można ich do niczego zmuszać. Tacy są, trzeba to uszanować. Świętowanie to wychodzenie ku temu, co może nadawać sens naszemu życiu. To oderwanie się od codzienności i zwracanie się z nadzieją ku lepszej wizji swojego życia. Świętowanie to czas, w którym możemy pytać Boga: komu jesteśmy potrzebni, dlaczego warto żyć? Świętowanie pozwala nabierać dystansu wobec powszednich trosk.

Świętowanie oznacza wyrażenie potrzeby, aby było inaczej niż zwykle, piękniej, bardziej uroczyście. I wcale niekoniecznie radośnie. Zdarza się, że bardzo uroczyście świętujemy okoliczność smutną lub po prostu poważną.

Istotnie ważne wydają się skutki wewnętrzne, czyli to, co nam z tego święta pozostaje. Najważniejszy wymiar dokonuje się wewnątrz każdej przeżywającej je jednostki. Choć ceremonia jest zewnętrzna, prawdziwe święto, aby miało sens, musi dokonać się w nas.

Zależy to w większym stopniu od autentyczności przeżywania i rzeczywistej potrzeby przeżycia święta (czyli zaangażowania) niż od tego, co było okazją do świętowania. W wielu wspólnotach rytuał stał się mechaniczny, wypowiadane słowa stały się pełnymi pompy i nadęcia oklepanymi frazami, w których sens już dawno nikt się nie wsłuchuje. Gesty puste i pozbawione emocji, z jakich się zrodziły, przynoszą z sobą jedynie rutynę i znudzenie. Rodzinna uroczystość może zmienić się w coroczne słuchanie tych samych opowieści i odśpiewanie tych samych piosenek czy pieśni, bez szczerej potrzeby, z samego tylko nawyku. Aż każdy z uczestników z przerażeniem myśli o kolejnej konieczności zasiadania za wspólnym stołem. A przy tym, mimo że wszyscy męczą się udawaniem radości ze wspólnego biesiadowania, nikt nie ma odwagi przyznać, że to tylko poczucie obowiązku.

Jest w wielu z nas ogromna tęsknota do przeżywania święta. Takiego święta, po którego przeżyciu wracamy do codzienności bogatsi wewnętrznie, z sercem pełnym odmiany lub choćby szczerej radości.

Bywa, że spontanicznie zwołane osoby zasiądą wokół naszego stołu i zrodzi się cud głębokiej, dobrej rozmowy, po której czujemy, że jest nam bliżej do nich i bezpieczniej. Sens świętowania odkryjemy tylko pod warunkiem autentycznego zaangażowania się zarówno w ich istotę, jak i w wyrażające tę istotę gesty i słowa. Może warto spróbować przed każdym świętem, które planujemy przeżyć, pomyśleć chwilę, jaki ma dla nas sens, spróbować poznać i zrozumieć symbolikę liturgicznych gestów lub tradycyjnych zachowań. Choćby wsłuchać się w słowa pieśni i zrozumieć, o czym śpiewamy.

W jakości świętowania objawia się jakość wspólnoty. We wspólnocie, która przestała świętować, ujawniają się nierozwiązane napięcia, konflikty, z którymi jej członkowie nie potrafią sobie poradzić" (autorem tekstu jest Jean Vanier).




Liczba wyświetleń strony: 10051632 * Liczba gości online: 21 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-21
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC