MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Miłosierdzie Boże



Miłosierdziem jest wczuwanie się, zarówno w dobre, jak i dramatyczne przeżycia spotkanych osób. Potrzeba odczuć to, co one odczuwają i zapłakać nad nimi, aby one mogły zapłakać nad sobą. Aktem miłosierdzia Jezusa, jest Jego płacz. Łzy Pana nas poruszają, bolą, oczyszczają, by z czasem wnieść pocieszenie równoznaczne z odzyskaniem wzroku przez niewidomego i słuchu, przez nie słyszącego. Łzy Jezusa, podobnie jak Jego słowa powodują, że oddajemy serce z kamienia, a przyjmujemy serce z ciała. Aby współczuć, potrzeba odczuć w sobie dramat błądzenia człowieka. Współodczuwanie zbliża ludzi tak, iż stają się mocni akceptacją, zrozumieniem, obecnością tych, którzy udzielają im wsparcia. Blisko ran człowieka, a nawet w jego ranach, jest Jezus ze swoim Miłosierdziem. Gdy szukamy Boga, najczęściej spotkamy Go, w poranionym, grzesznym, zagubionym w sobie i świecie, naszym bracie i naszej siostrze.

Jezus chce, byśmy mieli serce dla biednych, zarówno materialnie, moralnie, oraz duchowo. Przemiana przez ten dar potrzebna jest każdemu, kto trwa w jakiejkolwiek niewoli. Oczekuję, proszę o miłosierdzie, ponieważ odkrywam w sobie zdolność do zamykania własnego serca przed tym, co jest we mnie biedne i nędzne. Przyjęcie miłości i przebaczenia jest trudniejsze niż ich dawanie. W miłości i przebaczeniu, potrzeba wyrzeczenia i całkowitego zawierzenia. Nie można żyć samemu przykazaniem miłości, jeśli nie pozwolę kochać się bez graniczeń i warunków wstępnych.

Ilekroć szukam miłości tam, gdzie nie można jej znaleźć, jestem synem marnotrawnym. Dlaczego nie zauważam miejsc, gdzie znajduje się prawdziwa miłość, i z uporem poszukuję jej gdzie indziej? Dlaczego ciągle opuszczam dom, w którym zostałem nazwany dzieckiem Bożym, umiłowanym Ojca? Miłość nie pozwala ojcu zatrzymać syna w domu, za wszelką cenę. Miłość sprawia, że ojciec godzi się, by syn szukał własnego życia, nawet jeśli istnieje ryzyko, że je utraci.

Im dalej odbiegam od miejsca, gdzie mieszka Bóg, tym słabiej słyszę głos nazywający mnie umiłowanym, a im słabiej go słyszę, tym łatwiej daję się uwikłać w manipulacje i gry tego świata. Młodszy syn uświadomił sobie swoje zagubienie, gdy wszyscy z jego otoczenia przestali mu okazywać choćby najmniejsze zainteresowanie. Zauważali go dopóty, dopóki był im przydatny. Prawdziwe osamotnienie przychodzi wówczas, gdy czujemy, że nie mamy z nikim nic wspólnego. Im mniej mamy wspólnego, tym trudniej być razem i tym bardziej obco się czujemy.

Okazać sobie miłosierdzie, to opamiętać się, powrócić do tego dobra, które odrzuciłem, nie znając naprawdę jego wartości i piękna. Powrót młodszego syna ma miejsce wówczas, gdy na nowo odkrywa swoje synostwo, choć utracił całą swoją godność. Nieustannie jestem narażony na zagubienie. Jest coś w człowieku, co przywiązuje go do grzechu.

Starszy syn, jawi się, jako człowiek o surowym spojrzeniu, stojący z boku, obserwator. Zagubił się nie tylko młodszy syn, ale i ten, który pozostał w domu. Pozornie, na zewnątrz robił wszystko to, co należy do obowiązków dobrego syna, ale we wnętrzu odszedł od ojca. Każdego dnia ciężko pracował i spełniał wszystkie powinności, ale stawał się coraz bardziej nieszczęśliwy, zniewolony. Starszy syn patrzy na ojca, ale bez radości. Pomiędzy nim a ojcem istnieje duża przestrzeń, a przecież pozostał w domu i był blisko ojca. Zgorzkniały, obrażony i rozgniewany człowiek. Niektórzy robią to, co jest właściwe, w większości stosując się do oczekiwań innych, a równocześnie głęboko skrywają pragnienie ucieczki, odejścia, zostawienia, poznania smaku innego życia, niż to, które przeżywają. Być może starszy syn odczuwa zazdrość wobec nieposłusznego młodszego brata. Młodszy świetnie się bawił, robiąc to, co starszy potępia. Postrzega zachowanie młodszego, jako naganne, a nawet niemoralne, ale jednocześnie może pojawić się myśl, dlaczego on nie miał odwagi, by samemu czegoś z tych rzeczy spróbować.

Posłuszne i sumienne życie, z którego jest dumny, albo za które jest czasem chwalony, przypomina nałożone mu na ramiona jarzmo, z którym, choć go uciska, tak się zrósł, że nie potrafi go odrzucić. Nietrudno utożsamić się ze starszym synem z przypowieści, wnoszącym skargę: „Tyle lat ci służę i nigdy nie wykroczyłem przeciw twoim rozkazom. Ty jednak nigdy nie dałeś mi koźlęcia, bym się weselił z przyjaciółmi” (Łk 5,29). W tej skardze posłuszeństwo i powinność, zmieniły się w jarzmo, a służba – w niewolę. Takie zagubienie, jak starszego syna, prowadzi do osądzania, potępiania, gniewu, rozgoryczenia, oburzenia i zazdrości. Młodszy syn zagubił się ewidentnie: roztrwonił swoje pieniądze, czas, przyjaciół, ciało. Na czym polegała jego wina, wiedzieli nie tylko jego przyjaciele, rodzina, ale i on sam. Zbuntował się przeciw moralności, dał się ponieść żądzom i chciwości. Gdy zobaczył, że nieposłuszeństwo doprowadziło go do nędzy, opamiętał się, zawrócił i poprosił o przebaczenie.

A starszy syn? Właściwie to robił same właściwe rzeczy: był posłuszny, obowiązkowy, prawomyślny i pracowity. Ludzie szanowali go i podziwiali, chwalili i prawdopodobnie uważali za wzorowego syna. Na zewnątrz był bez zarzutu. Kiedy jednak dokonała się jego konfrontacja z radością ojca, cieszącego się z powrotu jego młodszego brata, zaczęły w nim pracować siły ciemne. W jaskrawy sposób pokazuje jak jest rozgoryczony, nieżyczliwy, samolubny i pełen pychy. Ta strona jego życia była dotychczas głęboko ukryta, jednak stawała się coraz silniejsza. Co więcej niszczy: żądza czy rozgoryczenie? Jest tyle rozgoryczenia w osobach „prawych” i „cnotliwych”. Jest niezwykła gotowość do osądzania, potępiania i uprzedzeń pomiędzy „świętymi”. Jest wiele zapiekłego gniewu pomiędzy ludźmi, którzy zabiegają o to, by unikać „grzechu”. Wielka troska o to by być dobrym, akceptowanym, lubianym, być przykładem życia dla innych, troska o to, by w sposób świadomy unikać pułapek grzechu. Równocześnie strach przed pokusą. Z czasem pojawia się powaga, „moralna przesada”, która sprawia, że coraz trudniej poczuć się w domu ojca jak u siebie. Z czasem utrata swobody, spontaniczności, radości i człowiek może zacząć być postrzegany, jako osoba „trudna”.

Czy nigdy nie odczułem, jak starszy syn, że nie otrzymałem tego, co mi się należało? Bo to jest jedna z przyczyn ludzkiego rozgoryczenia. Wewnętrzne narzekanie skrywa w sobie ogromną ciemną siłę. Narzekanie samo się napędza i samo w siebie jest wymierzone. Trudno żyje się z człowiekiem, który ciągle narzeka. Raz wyrażona skarga prowadzi do dalszego odrzucenia. Stąd trudno starszemu synowi dzielić radość z ojcem. Kiedy zaczynamy użalać się nad sobą, tracimy spontaniczność, i nawet radość nie może wywołać w nas radości. „Usłyszał muzykę”: nie był w stanie się bawić, był niezdolny do radości, do spontaniczności. Czy w nim nie zrodziła się obawa, że znowu został w czymś pominięty? Nikt go nie powiadomił o ty, co się dzieje, jest trzymany na boku. Zamiast ulgi i wdzięczności, iż brat powrócił, pojawia się reakcja przeciwna: „Na to się rozgniewał i nie chciał wejść do domu”. Radość i uraza nie mogą współistnieć. To, co jednych zachęca do radości, innych, do oddalenia się i większego smutku. Ta sama radość jednych, może stać się dla drugich źródłem rozgoryczenia. Niezdolność, by włączyć się do wspólnej radości, jest doświadczeniem odrzuconego serca.

Ojciec chce, aby powrócił nie tylko jego młodszy syn, ale także starszy. Ta przypowieść nie dzieli braci na dobrego i złego. Dobry jest jedynie ojciec. Kocha obu synów. Wybiega na spotkanie jednego i drugiego. Chce, aby obaj usiedli przy stole i uczestniczyli w jego radości. Młodszy brat pozwala się trzymać w przebaczającym objęciu. Starszy brat staje, patrzy na miłosierny gest ojca i nie potrafi wykroczyć poza swój gniew, nie potrafi pozwolić, aby ojciec również jego uzdrowił, przygarnął. Ojciec nie narzuca swej miłości umiłowanemu. Chociaż pragnie wyzwolić nas z wszelkich ciemności, jednak daje nam wolność dokonania wyboru. Starszy syn nie ma już brata. Nie ma też już ojca. Obaj stali się dla niego obcy. Patrzy z pogardą na swego brata grzesznika. Zagubienie starszego brata wyraża się, między innymi w tym, że stał się obcy we własnym domu.



Liczba wyświetleń strony: 9477122 * Liczba gości online: 28 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC