MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Śmierć w świetle „Tryptyku rzymskiego” i „Testamentu Jana Pawła II”



W „Tryptyku rzymskim”, bardzo osobistym traktacie poetyckim papież Jan Paweł II zawarł przesłanie na trzecie tysiąclecie, umożliwiające człowiekowi odkrycie sensu miłości, cierpienia, śmierci i życia wiecznego. W prezentowanych lirykach kryje się zaproszenie do odkrywania w surowym pięknie górskich krajobrazów źródeł świętości, a także zaproszenie do medytacji nad tajemnicą przemijania.

Papież mówi o początku i kresie życia, o tajemnicy stworzenia i ciągłego stwarzania świata i człowieka, o przeznaczeniu i sądzie ostatecznym. W Tryptyku Jan Paweł II staje się bliskim człowiekowi przewodnikiem, prowadzącym każdego z osobna w stronę Boga. Na tych szlakach medytacji szczególne słowa, które dają znać o sobie odnoszą się do śmierci: „A przecież nie cały umieram. To, co we mnie niezniszczalne trwa”.

Czytając tryptyk wchodzimy w wewnętrzne przekonanie, że w wędrowaniu na tej Ziemi nie jesteśmy sami. Zawsze czuwa nad nami Ojciec i Przewodnik, który poprowadzi, chwyci za rękę.

Medytacja Ojca Świętego nad Sądem Ostatecznym daje pewność, że wciąż trwać będzie w człowieku to, co niezniszczalne. Pokazać dzisiejszemu światu to, co prawdziwe, dobre i piękne, jak powie autor „Tryptyku”, to pozwolić działać w sobie Tajemnicy. Otworzyć oczy, uszy i serce na zdumienie tym, co autentycznie ma zachwycać, to odkryć cząstkę obrazu Ojca we własnym obliczu oraz obliczu drugiej osoby. Przyjąć tę prawdę znaczy iść do góry, pod prąd, przechodząc przez śmierć do życia, które trwa wiecznie.

„Tryptyk rzymski” zbliża czytelnia do Tajemnicy, do myślenia o umieraniu, przemijaniu, wieczności. W pierwszej medytacji Papież podkreśla trzykrotnie, że przemijanie ma sens. Dla niego śmierć jest częścią życia. „Oto widzę siebie pomiędzy Początkiem i Kresem”, napisał Jana Paweł II. Papież w „Tryptyku” myśli o swojej śmierci, o życiu, które przeszedł i o dalszym ciągu dzieła, które prowadził.

Rozmyślania w Kaplicy Sykstyńskiej zawierają jeden smutny, bolesny fragment: „po mojej śmierci” tu odbędzie się następna konklawe.

„Tryptyku” część pierwsza to „Strumień”.

Co mi mówisz, górski strumieniu?

w którym miejscu ze mną się spotykasz?

ze mną, który także przemijam –

podobnie jak ty...

To poetyckie rozmyślanie jest nie tylko zadumą nad przemijaniem, nad dającym się usłyszeć przy lekturze szumie spadających mas wody. To nie tylko patrzenie na wodę, która płynie i przemija jak my.

Jeśli chcesz znaleźć źródło,

musisz iść do góry, pod prąd.

Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj,

wiesz, że ono musi tu gdzieś być –

Gdzie jesteś źródło...

Gdzie jesteś, źródło?!

Centralny obraz tryptyku – to medytacja na progu Kaplicy Sykstyńskiej. Wnętrze tej kaplicy to wstrząsający Sąd Ostateczny, wielkie dzieło Michała Anioła.

Ludzie, którym troskę o dziedzictwo kluczy powierzono,

zbierają się tutaj, pozwalają ogarnąć się

sykstyńskiej polichromii,

wizji, którą Michał Anioł pozostawił –

Tak było w sierpniu, a potem w październiku pamiętnego roku

dwóch konklawe,

i tak będzie znów, gdy zajdzie potrzeba,

po mojej śmierci.

Trzeci obraz, trzecia wizja „Tryptyku rzymskiego” – „Wzgórze w krainie Moria” – jest poetycką opowieścią o Abrahamie.

Bo Bóg Abrahamowi objawił,

czym jest dla ojca ofiara własnego syna

– śmierć ofiarna.

O Abrahamie – tak bowiem Bóg umiłował świat,

że Syna swojego dał, aby każdy kto

w Niego uwierzył,

miał żywot wieczny.

Papież w „Tryptyku rzymskim” zachęca:

zatrzymaj się, to przemijanie ma sens

ma sens... ma sens... ma sens!

Zatrzymaj się na chwilę w pędzie. Zamilcz w skupieniu i refleksji. Otwórz się na prawdę i sens. Nasze życie wydaje się być nie tyle trwaniem w sensie, ile nieustanną walką o sens - sens życia, istnienia, działania. Papież nieustannie dozwalał nam ten sens dostrzegać i budować. Kontemplował sens i nas owego zamyślenia nad sensem uczył. Pokazał jednak i powiedział także być może coś jeszcze istotniejszego - sens ma nie tylko nasze życie w każdym jego stanie i przejawie, ale pełne sensu jest także przemijanie. Swym niezwykłym odchodzeniem nadał najgłębszy sens własnemu przemijaniu. Tym sensem obdarzył także przemijanie nasze. Pokazał jak żyć, ale i jak umierać. Odczarował śmierć. Uwolnił nas od panicznego, ludzkiego lęku przed przemijaniem. Jego Nie lękajcie się! zyskało głębszy wymiar. Nie lękajcie się - Boga, siebie, innych, cierpienia, starości, przemijania, śmierci.

Własnym odchodzeniem umocnił w nas wiarę w nieprzemijalność, w ocalenie tego, co w człowieku najistotniejsze. Pokazał, że życie nie kończy się, ale przemienia. Śmierć nie jest i nie może być końcem wszystkiego. W swym testamencie pisał: rozważałem prawdę o Chrystusowym kapłaństwie w perspektywie owego Przejścia, jakim dla każdego z nas jest chwila jego śmierci. Rozstania się z tym światem - aby narodzić się dla innego, dla świata przyszłego, którego znakiem decydującym, wymownym jest dla nas Zmartwychwstanie Chrystusa.

Śmierć jest powrotem do Domu Ojca. Powrotem po ludzku trudnym i bolesnym, ale pełnym ufnego spokoju i zawierzenia. W Tryptyku rzymskim Ojciec Święty pisał :

[...] nie cały umieram,

to co we mnie niezniszczalne trwa!

Śmierć stanowi główny temat testamentu. Temat trudny. Temat, do którego się dorasta, zbliża, dojrzewa. Widać wyraźnie, jak z upływem lat rozwijała się myśl Jana Pawła II na temat miejsca pogrzebu. W pierwszej wzmiance widać było tęsknotę, uczucia, bliską więź z Ojczyzną; to zrozumiałe. Ale z czasem Ojciec Święty jakby pogłębiał swój punkt widzenia, coraz lepiej rozumiał, że mimo miłości do Ojczyzny, nie należy już do niej, lecz do całego Kościoła. I dlatego Jego miejsce już na zawsze będzie związane z Rzymem. I chyba chciał, abyśmy i my to zrozumieli i zaakceptowali.

Testament Ojca Świętego jest świadectwem Jego pokory i realizmu. Myśl o śmierci nie była Mu obca ani straszna. Myślał o niej ze spokojem, a nawet swego rodzaju radością na spotkanie z Panem, którego był pewien i oczekiwał z wielką ufnością. Z jednej strony Ojciec Święty czuł i zdawał sobie sprawę z ciężaru odpowiedzialności za losy Kościoła i świata; z drugiej miał świadomość swojej ludzkiej kruchości, słabości i konieczności śmierci.

Kolejne fragmenty testamentu były spisywane każdorazowo podczas rekolekcji wielkopostnych. Był to dla Ojca Świętego czas szczególny, w którym stawał przed Bogiem niejako prywatnie, we własnym imieniu, jako Karol Wojtyła. W tej osobistej perspektywie widział coś więcej, niż wtedy, gdy stawał przed Bogiem jako Następca Św. Piotra. I może właśnie w tych osobistych przemyśleniach o swojej śmierci, Ojciec Święty znajdował w sobie źródło siły do dawania tego niespotykanego świadectwa wierności do końca, nie poddawania się uciążliwościom podeszłego wieku i choroby. Miał odwagę niczego przed światem nie skrywać, bo najpierw powierzył to wszystko Bogu.



Liczba wyświetleń strony: 10034297 * Liczba gości online: 14 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC