MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Śmierć w perspektywie biblijnej



Człowieka dni ilość zliczona, i liczba miesięcy u Ciebie, kres wyznaczyłeś im nieprzekraczalny."/Hi 14,51/

Człowiek od początku swego istnienia zmagał się z wątpliwościami i niepokojami związanymi z jego życiem, śmiercią i ostatecznym przeznaczeniem. Na kartach Biblii znajdujemy odbicie tych odwiecznych pytań i próby odpowiedzi na nie.

Śmierć jest i pozostanie zagadką - świadczy o tym Pismo Święte. Wykazuje ono pewną ewolucję w rozumieniu tej tajemnicy. Część hebrajska Biblii wiele mówi o śmiertelności człowieka, wyraźnie zorientowanego na życie doczesne i pokładającego ufność w Panu Bogu. Nie ma jeszcze tutaj wyraźnego radowania się nadzieją na zmartwychwstanie, które jest istotą chrześcijańskiej części Pisma Świętego. Przede wszystkim - zarówno w Starym jak i w Nowym Testamencie - Biblia mówi, że nie powinniśmy czuć się pozbawieni nadziei. Dzięki świadectwom biblijnym człowiek wierzący wie, że zwycięzcą w walce ze śmiercią jest Pan Bóg. Wszelka potęga śmierci została podporządkowana władzy Wszechmogącego - Tego, który stworzył świat i podtrzymuje go w istnieniu. Wierzącemu przyobiecano życie i przyjdzie dzień, w którym moc śmierci zostanie zniszczona.

Biblia ukazuje dwa sposoby podejścia do śmierci: sposób mądrościowy (pedagogiczny), występujący w Starym Testamencie oraz sposób paschalny, przynależący do chrześcijaństwa. Dlaczego rodzimy się? Dlaczego umieramy? Jaki jest sens śmierci? Są to pytania, które pozostawiają mędrca Starego Testamentu z jedną tylko odpowiedzią: „Bóg tak chce!"(por. Hi 14,5).

Starożytni Hebrajczycy wobec tajemnicy śmierci.

We wszystkich kulturach występuje z początku karmiona mitem spokojna pewność w przyjmowaniu ludzkiego „umieraj i stań się", nasycenie doczesnością, pragnienie samospełnienia w życiu długim i bogatym, znajdującym swe przedłużenie w dzieciach i wnukach. Nie jest to tylko wizja właściwa wczesnemu światu Starego Testamentu. Identyczne jest spojrzenie starych Greków: Achilles woli być żebrakiem na tym świecie, aniżeli królem w królestwie cieni, gdzie życie jest nie-życiem. To samo odnosi się do najbardziej spirytualistycznej z kultur - kultury indyjskiej. Nigdzie nie przypisuje się śmierci charakteru absolutnego. Nie do pomyślenia jest absolutna nicość. Specjalne ryty mają umożliwić zmarłym owo dalsze życie, choć nie jest ono już życiem, ale szczególnym stanem bytu i nicości zarazem. Budzi ono lęk przed wkroczeniem zmarłych - a wraz z nimi nicości - w sferę życia. Dlatego też ryty pogrzebowe są zarazem obrzędami broniącymi żywych - zatrzymują zmarłych w ich świecie śmierci. Wszelkie formy kultu przodków i wiary w zaświaty towarzyszą stale życiu ziemskiemu ludzkości. Wspólne wszystkim wczesnym kulturom przekonanie, że tylko życie ziemskie jest życiem, a śmierć oznacza bytowanie w niebycie, nie mogło się ostać w miarę duchowego rozwoju ludzkości, o czym świadczą losy dawnego Izraela. Pierwotne wyobrażenia o śmierci dzieli Izrael z całym ówczesnym światem objętym ustrojem rodowym. Przemiany w spojrzeniu na rzeczywistość śmierci, wynikające z odrzucenia mitycznych bogów i z wiary w jedyność Jahwe, rysują się bardzo powoli. Ludzie starożytnego Bliskiego Wschodu - sąsiedzi Izraela - wierzyli wprawdzie w pewną formę życia po śmierci, jednakże w większości panowało przekonanie, że tylko życie na tym świecie ma pełny sens i znaczenie. Tak było w przypadku narodu asyrobabilońskiego, z którego wywodził się Abraham i patriarchowie. Asyrobabilończycy wierzyli, że ludzie zostali ukształtowani po to, by pracować dla bogów (uprawiać ziemię, budować świątynie itd.), dlatego też sensowne było jedynie życie na tym świecie - życie doczesne.

Wśród sąsiadów dawnego Izraela można zauważyć pewien niepokój wobec śmierci i wobec przyszłego losu śmiertelnej istoty ludzkiej. Ukształtowała się koncepcja życia po śmierci jako posępna czy wręcz napełniona przerażeniem egzystencja. Na przykład starożytni Kananejczycy wyobrażali sobie świat podziemny (tzn. świat po śmierci) jako miejsce nieprzyjemne, pełne demonów, które szkodzą żyjącym, sprowadzając nieszczęścia, zarazy, kataklizmy. Dawni Izraelici wprawdzie podzielali ze swymi sąsiadami niektóre aspekty takiej koncepcji życia po śmierci, to jednak w znacznej mierze dążyli do demitologizacji pośmiertnych losów człowieka. U jej podstaw leżała wiara w jedynego, prawdziwego i wiernego Boga - Jahwe.

U progu objawienia biblijnego dotyczącego życia i śmierci znajdujemy przekonanie, że życie ludzkie jako dar jest dane na czas określony: „Niech tylko zwróci uwagę, niech życie i tchnienie odbierze, a wszelkie ciało zaginie i człowiek w pył się obróci" (Hi 34, 14-15). Tak mówi w Księdze Hioba Elihu, wyrażając wspólne wszystkim Izraelitom przekonanie, że życie jest darem Boga, a jego zewnętrznym, postrzegalnym znakiem - ludzki oddech, „tchnienie". Hebrajczycy żyli z tą świadomością, że życie jest ograniczone do pewnego odcinka czasu. Nie wdawali się w teoretyczne dociekania na temat tego, co dzieje się, kiedy człowiek umiera. Byli raczej zakotwiczeni w teraźniejszości -interesowało ich to, aby przeżyć kolejny dany dzień. Życiodajnym aspektem osoby był według nich oddech. Stworzenie pojmowano jako Boży gest wzięcia prochu, uformowania go i następnie ożywienia go tchnieniem życia. W chwili śmierci człowiek dosłownie „wydychał" (oddawał ducha), zwracał to tchnienie życia, które powracało do Boga. Miara czasu przyznanego pojedynczemu człowiekowi została określona przez Boga: „Wtedy Bóg rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną" (Rdz 6,3).

W myśli starotestamentalnej śmierć uważana była za coś normalnego. Rzeczywistość śmierci i konieczność jej zaakceptowania znajdują wyraz w słowach Księgi Rodzaju: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz" (Rdz 3,19). Śmierć bowiem jest rzeczywistością powszednią, a Bóg zna dni życia każdego człowieka: „Człowieka dni ilość zliczona, i liczba miesięcy u Ciebie, kres wyznaczyłeś im nieprzekraczalny" (Hi 14,5). Ludzie Starego Testamentu raczej spokojnie przyjmowali śmierć, ale pod warunkiem, że spotykała ona człowieka w wieku sędziwym, w pełni dojrzałego; Bóg zapowiedział Abrahamowi: „Ale ty odejdziesz do twych przodków w pokoju, w późnej starości zejdziesz do grobu" (Rdz 15,15). W Księdze Hioba zaś czytamy: „Dojrzały zejdziesz do grobu, jak snopy zbierane w swym czasie" (Hi 5,26). Natomiast w Księdze Syracha znajdujemy radę, aby bez lęku przyjąć śmierć, która przychodzi w swoim czasie: „Nie bój się wyroku śmierci, pamiętaj o tych, co przed tobą byli i będą po tobie" (Syr41,3). W mentalności dawnego Izraela śmierć w wieku dojrzałym pojmowana była jako naturalne przeznaczenie istoty ludzkiej. Kohelet rozpoczyna swoje rozważania słowami: „Jest czas rodzenia i czas umierania", a kończy sentencją: „Powstało wszystko z prochu i wszystko do prochu znów wraca" (Koh 3,20). Normalnym spełnieniem życia jest dla Izraelity umrzeć „starym i sytym lat", to znaczy zakosztować pełni ziemskiego życia, oglądać dzieci i wnuki, i w nich uczestniczyć w przyszłości Izraela, w spełnianiu się danych mu obietnic. Okropnością i hańbą była śmierć przedwczesna, tragiczna, śmierć z dala od swoich i od swojego kraju, śmierć bez pozostawienia spadkobiercy. Bezdzietność lub przedwczesny zgon uchodzi za ingerencję śmierci nie dającą się wytłumaczyć w sposób naturalny, za karę spotykającą człowieka i niszczącą jego udział w życiu. Interpretuje się takie wypadki wiążąc los człowieka z jego moralnym postępowaniem, widzi się w nich następstwa grzechu, np. „Przeto zachowujcie szabat, który winien być dla was świętością. I ktokolwiek by go znieważył, będzie ukarany śmiercią" (Wj 31,14). „Ktokolwiek złorzeczy ojcu lub matce, będzie ukarany śmiercią" (Kpł 20,9).

Śmierć wiąże się z odwróceniem od Jahwe i unaocznia je: „Nie dążcie do śmierci przez swe błędne życie, nie gotujcie sobie zguby własnymi rękami!" (Mdr 1,12). Zachowany zostaje tu zasadniczo związek pomiędzy życiem a sprawiedliwością. Jednakże śmierć nie oznacza po prostu zagłady człowieka. Dość wcześnie wśród starożytnych Hebrajczyków pojawiła się teoria jakiegoś nieokreślonego istnienia w Szeolu, będącego formą bytowania człowieka po śmierci. Śmierć nie jawi się jako definitywne przeciwieństwo życia, ale jako drugi koniec linii życia. Śmierć to sprowadzenie do minimum siły życia. Tak też przedstawia się Szeol: to miejsce, w którym życie osiąga najniższy swój poziom. Zmarły zstępuje do Szeolu, gdzie prowadzi życie cienia. Może się ukazać żywym, napełniając ich lękiem, jest jednak oddzielony od świata żyjących, nie ma z nim żadnej łączności. To zerwanie wszystkich więzi oznacza właśnie zniszczenie życia. Cała otchłań nicości przejawia się w tym, że nie ma w niej Jahwe, że nie doznaje On tam chwały:

bo nikt po śmierci nie wspomni o Tobie: któż Cię wychwala w Szeolu ?(Ps 6,6).Zaiste, nie Szeol Cię sławi ani śmierć wychwala Ciebie; nie ci oglądają się na Twój ą wierność, którzy w dół zstępują. żywy, żywy Cię tylko wysławia(Iz 3 8,18-19a).

Mieszkańcy Szeolu nie mają żadnej łączności z Jahwe. Śmierć jest więc niekończącą się niewolą, bytem i niebytem zarazem - jakimś jeszcze egzystowaniem, ale już nie życiem. Śmierć jest sferą wdzierającą się w życie człowieka (np. poprzez chorobę). Jej istotą jest opuszczenie, izolacja, samotność - a przez to wydanie człowieka nicości. Życie we właściwym sensie jest tam, gdzie nie ma cierpienia, samotności, izolacji, gdzie jest natomiast obfitość spełnienia, miłość, wspólnota, gdzie człowiek doznaje dotknięcia Boga. Życie staje się więc jednoznaczne z błogosławieństwem, śmierć natomiast z przekleństwem. Życie bowiem to wspólnota, istotą śmierci jest wyrwanie z wszystkich więzi. Pojawia się więc pytanie: jeżeli z jednej strony człowiek może żyć fizycznie, będąc jednocześnie „martwy" w swoim osamotnieniu, to czy - z drugiej strony - moc wspólnoty, a w szczególności moc wspólnoty z Bogiem, nie musi być silniejsza od śmierci fizycznej?; zatem życie człowieka trwa i poza jego fizyczne istnienie.

Następuje więc kryzys dotychczasowych wyobrażeń związanych z pojęciem śmierci. Delikatnie zaczyna pojawiać się motyw wiary w życie wieczne, pojmowane jako pełnia życia. Ostateczny kryzys dotychczasowych wyobrażeń znajduje wyraz w dokumentach izraelskiego „oświecenia" - w księgach mądrościowych. Szczególnie Księgi Koheleta i Hioba wyrażają załamanie się dotychczasowego poczucia pewności i bezpieczeństwa. Człowiek „oświecony" pyta od nowa o swą istotę. Obie księgi prowadzą do radykalnej krytyki starego wiązania ziemskiego powodzenia człowieka z jego postępowaniem. Nie ma w ogóle takiego powiązania, nie ma ewidentnej logiki w ludzkim życiu i umieraniu: „"Czyż nie umiera mędrzec tak samo jak głupiec?" (Koh 2,16). Stąd też głęboki sceptycyzm Koheleta: „"Marność nad marnościami i wszystko marność" (Koh 1,2). Księga Hioba jeszcze dramatyczniej przedstawia wewnętrzny spór szkół mądrościowych i odrzucenie klasycznej logiki doczesnej pomyślności. Szczytowym momentem jest tu odwołanie się do Boga jako Wybawcy:

"Czemu, jak Bóg, mnie dręczycie? Nie syci was wygląd ciała? Któż zdoła utrwalić me słowa, Potrafi je w księdze umieścić? żelaznym rylcem, diamentem, Na skale je wyryć na wieki? Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, Na ziemi wystąpi jako ostatni.Potem me szczątki skórą odziej e, i ciałem swym Boga zobaczę"(Hi 19, 22-26).

Hiob ufa Bogu, zawierza Nieznanemu. Jawi się tu już jakaś nadzieja życia wiecznego. Księgi Hioba i Koheleta są dokumentami duchowego kryzysu, pozwalającymi przeczuć cały rozmiar wstrząsu, który doprowadził do załamania się dotychczasowej doktryny i mądrości życia. W całej dziedzinie śmierci zaczynają pojawiać się nowe, pozytywne treści: śmierć nie jest już pojmowana jako kara - rachunek za grzechy wystawiony człowiekowi. Śmierć, choroba, cierpienie mogą być właśnie drogą wybranych, drogą tych, którzy własnym cierpieniem otwierają bramy życia drugim, stają się ich ratunkiem. Choroba i śmierć nie są już kresem sensu życia i użyteczności człowieka, także jego użyteczności dla Boga, którego nie może już chwalić. Nie są odrzuceniem w absolutną pustkę Szeolu. Stanowią nową możliwość daną człowiekowi. Śmierć nie jest już czymś ostatecznym, nie jest nicością i nieodwołalną karą, lecz staje się siłą oczyszczenia i przemiany. Choroba i śmierć są więc również drogą sprawiedliwego. Następuje wyraźny rozwój objawienia, w którym pojawia się nadzieja zmartwychwstania. Można ją odnaleźć u Ezechiela, Deutero-Izajasza, Daniela, także w Psalmach. Szczególną rolę odgrywa we wczesnochrześcijańskiej nauce o zmartwychwstaniu Psalm 16. Ufając do głębi zbawczej mocy Boga, modlący odważa się mówić:

"Ciało moje będzie spoczywać z ufnością,bo nie pozostawisz mojej duszy w Szeolu i nie dozwolisz, by wierny Tobie zaznał grobu.Ukażesz mi ścieżkę życia,Pełnię radości u Ciebie,Rozkosze na wieki po twojej prawicy.(Ps 16,9-11)

Brzmi już wyraźnie w tych słowach pewność, że Bóg potężniejszy jest od Szeolu. Znany egzegeta niemiecki - H.J. Knaus - bardzo słynny ze swej ostrożności - analizując myśli zawarte w Psalmach - stwierdza: „Boży fundament życia podtrzymuje ciało człowieka pośród krainy śmierci. Jednakże pewność, że Boża moc życia przenosi człowieka poprzez śmierć do życia nowego, pozostaje jeszcze w słowie Starego Testamentu ukryta. Niemniej jest już widoczna tajemnicza transparencja tej prawdy". Dopowiada tę prawdę i jeszcze bardziej ją precyzuje Psalm 73. Modlący się słowami tego psalmu staje wobec tych samych pytań, z którymi zmaga się Hiob i Kohelet. Psalmista patrzy na pomyślność grzeszników, którym wszystko się wiedzie.

Wydaje się, że porządek świata został odwrócony - pozostaje więc tylko jedno: żyć tak, jak żyją grzesznicy; odwrócić się od Boga i przyłączyć się do cynicznych ludzi siły i sukcesu. Pobożność zdaje się być bezsensowna i daremna. I rzeczywiście -dopóki punktem wyjścia jest logika przyczyny i skutku: dobre życie daje ziemskie powodzenie, dopóki człowiek patrzy na religię z punktu widzenia korzyści ziemskich i sprawiedliwości ziemskiej, pozostaje mu tylko rozpacz albo odejście od Boga. Odpowiedź otrzymuje psalmista w świątyni, w spojrzeniu na Boga. Wtedy poznaje ułudę, nicość, nędzę szczęścia ziemskiego. Nowe doświadczenie rozsadza ciasny krąg dotychczasowych pojęć:

.. .prowadzisz mnie według swojej rady

i przyjmujesz mnie na koniec do chwały.

Kogóż prócz Ciebie mam w niebie?

Gdy jestem z Tobą, nie cieszy mnie ziemia.

Niszczeje moje ciało i serce, Bóg jest opoką mego serca

i mym udziałem na wieki.

(Ps 27, 24-26)

Egzegeta J.H. Knaus zauważa, że bez jakichkolwiek zapożyczeń z zewnątrz, bez schematów filozoficznych czy mitologicznych, wprost z głębi doświadczenia wspólnoty z Bogiem rodzi się w modlącym pewność, że więź z Bogiem mocniejsza jest niż rozpad ciała. I ta wspólnota jest właściwą rzeczywistością, wobec której wszystko, co tak natarczywie narzuca się człowiekowi jako rzeczywistość, okazuje się pozorem i nicością. Wspólnota z Bogiem jest prawdziwą realnością. Jako istotna realność jest też ta więź realniejsza od śmierci. Tekst psalmu niczego nie opisuje, nie obrazuje, nie uzasadnia ani nie wyjaśnia na drodze refleksji; tekst ten nie podaje teorii nieśmiertelności. Jest to jeden z tych tekstów, w których Stary Testament wkracza już najzupełniej w Nowy. Rozwinięta zostaje tutaj całkowicie oryginalna myśl o przezwyciężeniu śmierci, idea, której nie można uzależnić od żadnych obcych wzorów. Tekst nie operuje ani pojęciem duszy (tak charakterystycznym dla myśli greckiej), ani myślą o zmartwychwstaniu. Wypowiedź opiera się wyłącznie na pojęciu Boga oraz na idei wspólnoty czy doświadczeniu wspólnoty, stwierdzając, że poprzez zwrócenie się ku Bogu, poprzez bycie z Nim człowiek może przeciwstawić się Szeolowi, stale obecnemu w ludzkim życiu. Księgi Starego Testamentu - w miarę rozwoju Objawienia -coraz wyraźniej formułują myśl o zmartwychwstaniu. Znajdujemy ją w tekstach poruszających temat męczeństwa. Poprzez doświadczenie martyrium człowiek ufający Panu zdobywa pewność życia, w martyrium widzi nową drogę oparcia się śmierci. Z tą myślą wiążą się słowa Księgi Daniela (12,2): „Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy zaś ku hańbie, ku wiecznej odrazie". Werset ten stanowi naj wy raźniej sze w Starym Testamencie sformułowanie wiary w zmartwychwstanie. Wiąże się z prześladowaniem Żydów w epoce hellenistycznej. Są to czasy, w których świadectwo wiary Izraela przyjmuje szczególnie wspaniałą postać. Obok Księgi Daniela, do tej grupy tekstów należą dwie najpóźniej sze z wszystkich ksiąg Starego Testamentu: Księga Mądrości i Druga Księga Machabejska:

„(Juda) uczyniwszy składkę pomiędzy ludźmi, posłał do Jerozolimy około dwu tysięcy srebrnych drachm, aby złożono ofiarę za grzech. Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym, lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda - była to myśl święta i pobożna" (2 Mchb 12, 43-45).

Na tym późniejszym etapie rozwoju Objawienia zauważyć można ewolucję postawy wobec śmierci przedwczesnej: niegdyś będąca tragedią, przedwczesna śmierć okazuje się błogosławieństwem, jeżeli jest następstwem niezłomnego trwania przy Prawie albo uwolnieniem od związanych z prześladowaniem cierpień. Na nic się tu nie zda przeświadczenie dawnych Hebrajczyków, że sprawiedliwość zapewnia pomyślne życie. Przeciwnie, dochowanie wiary i sprawiedliwości prowadzi często do okrutnej, przedwczesnej utraty życia. Ale taka śmierć cenna jest w oczach Pana: „A sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek" (Mdr 4,7). Dla wierzącego staje się jasne, że sprawiedliwość waży więcej niż biologiczne istnienie, że ten, kto oddaje życie dla Bożego prawa, nie wkracza w nicość, ale w samo życie, we wspólnotę z Bogiem i ta właśnie wspólnota z Bogiem jest życiem sięgającym poza śmierć.

Ta bardziej rozwinięta koncepcja nie była jednak w stanie usunąć całkowicie w cień starszego, bardziej tradycyjnego spojrzenia na naturalną śmiertelność człowieka. Tak więc, obok wypowiedzi z Księgi Mądrości, możemy znaleźć w Księdze Syracha, pochodzącej z tego samego okresu historycznego, takie stwierdzenie: „Któż w Szeolu wielbić będzie Najwyższego zamiast żyjących, którzy mogą oddawać Mu chwałę? Zmarły, jako ten, którego nie ma, nie może składać dziękczynienia, żyjący i zdrowy wychwala Pana" (Syr 17,27-28).

Te dwie różne orientacje myślowe były podtrzymywane odpowiednio przez dwa różne ugrupowania, które ukształtowały się w późniejszym okresie Starego Testamentu: faryzeuszy i saduceuszy. Saduceusze zdecydowanie odrzucali zmartwychwstanie, faryzeusze natomiast wierzyli w nie: „Saduceusze bowiem mówią, że nie ma zmartwychwstania, ani anioła, ani ducha, a faryzeusze uznają jedno i drugie" (Dz 23,8).



Liczba wyświetleń strony: 9476962 * Liczba gości online: 25 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC