MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Potrzeba odwagi, aby żyć w sercu, żyć sercem



Obawiamy się porażek, pragniemy odnosić zwycięstwa. Porażka jest wpisana w zwycięstwo. Miejscem przeżywania porażki, a przez to dojrzewania do zwycięstwa jest ludzkie serce. Nie godząc się na porażkę, nie wyrażamy też zgody na nasze zwycięstwo w Chrystusie. Porażka sprawia, że stajemy się ludźmi łagodnymi, dobrze wrażliwymi. Nie oceniamy już innych. Źle przeżyta porażka sprawia, że jesteśmy dla innych surowi, a nawet bezwzględni i bardzo ukierunkowani na przestrzeganie litery prawa. Nie interesuje nas człowiek, przeżycia w sercu, lecz egzekwowanie litery prawa.

Tak ważny jest w naszym życiu zapał to, ile serca wkładamy w naszą drogę. Potrzeba nam odwagi. Tam gdzie nie ma wolności, nie może być odwagi kochania, odwagi pragnień. „Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie Boże! Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego: kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże” (Ps 42,1-2). Jezus pragnie naszego serca. Miłością jest pragnąć Jego serca.

Wszystko to, co kochamy sprawia, że jest w nas pragnienie życia. Pomyślmy o tym, kogo kochamy. Jeśli kogoś kochamy, to jest to również miłe Bogu. Przez miłość nasze serce żyje, budzi się dla wielu spraw dotychczas przeżywanych w zniechęceniu. Kochając, żyjemy jak Bóg. Pielęgnując w sobie pragnienie miłości, szukamy Boga. „Boże, Ty Boże mój, Ciebie szukam; Ciebie pragnie moja dusza, za tobą tęskni moje ciało jak ziemia zeschła, spragniona, bez wody” (Ps 63,2). Boga trzeba pragnąć nie tylko sercem, ale i własnym ciałem.

Miłość wymaga serca żywego, czujnego i wolnego. Serce żyje, gdy kocha. Serce żyje, gdy się o kogoś konkretnego troszczy, myśli, odczuwa z nim. Zostaliśmy stworzeni, aby kochać. Serce żywe to takie, które przeżywa z miłością to, co spotyka.

To, czym żyjemy, powinno przechodzić przez serce. Wszystko trzeba kochać, aby nic nie stało się zagrożeniem dla serca. Miłość demaskuje zło. Ona oczyszcza ze złych intencji, zamiarów, dążeń. Mówimy, że nie chcemy wracać do tego, co boli; nie chcemy powracać do ludzi, którzy zadali nam ból. Trzeba przeszłość zanurzyć w sercu. Ona boli. Lecz ból serca, które kocha Boga, prowadzi do uzdrowienia serca. Trzeba żyć we własnym sercu, patrzeć z miłością na ludzi i sprawy, które dotarły do serca. Trzeba wsłuchiwać się we własne serce, w jego mowę, jego płacz, albo radość, ból, lub łagodność, ciszę.

Poznajemy zasady życia, obowiązki, realizujemy programy nakreślane nam przez Kościół, Zgromadzenie zakonne, lecz nie wchodzimy w poznanie Boga bardzo intymne, osobiste, całym sercem. Istotą naszego życia nie jest działanie, lecz bliskość z Bogiem.

Czego potrzebujemy najbardziej? Miłości. Im głębiej jesteśmy zranieni, tym bardziej złaknieni jesteśmy miłości. Rany są dla doznawania miłości, nie zaś dla bólu. Ból serca jest przejściowy, jak doświadczanie czyśćca w drodze do nieba. Im większa miłość, tym większy ból. Kochając, doświadczamy coraz silniejszej tęsknoty za jednością z Bogiem. Tęsknota w miłości bardzo boli. Warto tego bólu doświadczać, bo poprzez niego smakujemy miłość, wchodzimy w nią głębiej, i głębsza jest radość z doświadczania miłości, głębsza jest radość z drogi, którą idziemy, większa jest radość życia.

Uciekając od miłości, uciekamy od życia w sercu, uciekamy od Boga posługującego się mową pragnień. Pragnienie Boga w sercu, to jedyny sposób, aby się nam powiodło. Zabić pragnienie to całkowicie zabić własne serce. Nie można kochać, nie pragnąc miłości. Trzeba żyć pragnieniami. Bóg słucha pragnień ludzkiego serca. Słuchanie Jego rozwija w nas miłość. On swoim słowem budzi w sercu najpiękniejsze pragnienia. Zapomnieć o największym pragnieniu własnego serca, to zapomnieć o miłości. Jeśli utraciliśmy odwagę kochania, pragnienie kochania Boga i sióstr, nie chcemy tworzyć razem z innymi życia, a przez to bliskość z Bogiem staje się dla nas niemożliwa. Trzeba odważyć się żyć dla Boga i dla sióstr.

Potrzeba uczynić własne serce wnikliwym, uważnym. Spieszymy się w klasztorach, a przez to nie smakujemy tego, co jest pocieszeniem, czułością i pięknem Boga. „Tylko dwie rzeczy przenikają ludzkie serce: piękno i cierpienie” (Simone Weil). Piękno jest w cierpieniu i cierpienie jest w tym, co piękne. Nigdy nie możemy je smakować „do końca”. Jest jakaś granica odczuwania, radowania się. Niedosyt w smakowaniu piękna jest zamierzony i błogosławiony. Niedosyt utrzymuje nas przy Tym, co piękne. Nie chodzi o nasycenie się, lecz nieustanne smakowanie, nasycanie się nim, przyzwolenie na przenikanie przez nie. Tylko piękno może nas otulać ciepłem i czułością.

Pośpiech jest kuszeniem. Wchodząc na szczyt góry, nie idziemy po to, aby ją zdobyć, lecz po to, aby smakować wszystko to, co w drodze możemy wokół siebie zobaczyć, czym możemy się wzruszyć, co możemy usłyszeć (ciszę).

Żyć pięknie, to żyć powoli. „Jeśli podoba ci się diament, wystarczy, że będziesz szedł ku niemu powoli, i coraz wolniej, a przeżyjesz życie pełne wzruszeń” (Antoine de Saint-Exupéry). W życiu człowieka ważne są wzruszenia. Nie jest najważniejsza praca, lecz nasze serce i przeżywanie radości spotkania z Jezusem. Dramatem naszych wspólnot i dramatem naszego powołania jest wieczne zabieganie. Ciągle jesteśmy zajęci. Czas wolny jest czymś nieprzyzwoitym. Utarło się, że trzeba ciągle pracować. Siostra, która odpoczywała, miała poczucie winy, wyrzuty sumienia, przyszła z tym do spowiedzi. Śmiertelny dla nas plan polega na utrzymywaniu nas w ciągłym ruchu. W ten sposób nigdy nie dbamy o swoje serce: o ciszę w nim, łagodność, piękne pragnienia. Będąc zmęczonymi często nie jesteśmy wyciszonymi. Nie można wchodzić z biegu w modlitwę. Będąc w ciągłym ruchu wypalamy się duchowo i wówczas Zły duch nas dopada. Jesteśmy osłabieni i nie potrafimy, a nawet nie chcemy podjąć duchowej walki.

Puste serce jest najbardziej narażone na pokusy. Jest wówczas wiele podniet, którym nie potrafimy się oprzeć: choćby plotka, krytyka innych, obmowa, kłamstwo. Tylko serce nie zaangażowane w relację z Bogiem, ulega uwiedzeniu. Jak mówi jeden z autorów: „Serce, o które się dba, jest podobne do zakochanej kobiety albo mężczyzny – żaden romans nie wydaje się pociągający, gdy jesteś głęboko zaangażowany”.

Jeśli życie zakonne nie daje nam radości w sercu, to nie jest życiem zakonnym. Jeśli nie pozwala mieć szacunku do samego siebie i tych, z którymi dzielę życie we wspólnocie, nie jest życiem zakonnym. Jeśli nie rozwijam w sobie pragnienia kochania Boga, to jeszcze to nie jest życie zakonne. Nierozwiązane problemy mogą tworzyć duchowe twierdze w naszym życiu. Nie pozwalamy Bogu zbliżyć się do siebie będąc zanurzonymi w nadmiarze trosk i niepokojów.

„Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących” (Dz 4,2). Tu jest miłość, więź, poczucie jedności. Oni kochali to samo, chcieli być tym samym i łączyła ich więź wspólnych poszukiwań. Odchodzą od wspólnoty tylko ci, którzy tak naprawdę swoim sercem nie byli ze wspólnotą. Takim był Judasz. Obecny ciałem, nieobecny sercem. Im więcej formalizmu, zewnętrzności w naszym codziennym życiu, tym bardziej oddalamy się od Jezusa i naszej wspólnoty. Potrzebujemy wspólnot, w których jesteśmy rozumiani. Potrzebujemy wspólnoty, gdzie nie jesteśmy postrzegani przez pryzmat naszych braków, słabości, zaniedbań.

Pragnienie Boga w sercu, to jedyny sposób, aby się nam powiodło. Zabić pragnienie to całkowicie zabić własne serce. Nie można kochać, nie pragnąc miłości. Trzeba żyć pragnieniami. Bóg słucha pragnień ludzkiego serca.

Cofamy się przed miłością tak wiele razy w życiu, ponieważ miłość to ukierunkowanie na drugą osobę, to przyzwolenie na poznanie siebie, to złożenie własnego życia w ręce drugiego, zaufanie, radość i ból, pokazanie swojej słabości, doznanie tęsknoty, doświadczanie nienasycenia, bezradności. Kochać Boga, kochać człowieka, to otworzyć serce na możliwość doznawania bólu, przyjmowania innych rozwiązań, niezrozumienia tego, którego kocham. „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije!” (J 7,37-38).



Liczba wyświetleń strony: 9477097 * Liczba gości online: 26 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC