MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Patrzeć sercem



Nie możemy jasno i dobrze myśleć o naszym życiu, jeśli nie będziemy patrzeć sercem. W Księdze Przysłów czytamy: „Z Całą pilnością strzeż swego serca, bo życie tam ma swoje źródło” (Prz 4,23). Serce nasze uczy się patrzenia i słuchania przez kontemplację. Otrzymuje myśli i przeżycia będące jego mocą. Żyć w pełni, to patrzeć i słuchać, przeżywać w swoim sercu tak, jak Bóg patrzy, słucha i przeżywa w swoim sercu.

Tym, który usiłuje zniszczyć nasze serce jest szatan.

Odczuwamy, jakby Bóg nas opuścił, oszukał, nie spełnia tego, o co Go prosimy. Pozwala nam żyć z ranami serca, dopuszcza namiętności i grzechy, które upokarzają. Gdy rodzi się w nas frustracja, poczucie niespełnienia, niezadowolenie trzeba pamiętać, iż Jezus mówi o złodzieju, który będzie próbował nas okraść, zabić i zniszczyć. Nie zrozumiemy naszego życia, tego, co się z nami dzieje, jeśli nie zrozumiemy, że nasze życie jest walką. Toczy się ona o nasze serce.

Pierwszym atakiem na człowieka ze strony Złego jest kłamstwo. Przedstawia nam nieprawdziwy obraz Boga. Taki obraz jest nie do przyjęcia, stajemy się nieufni wobec Boga, podejrzliwi, zdystansowani. Szatan okłamuje nas w naszym sercu, usiłuje powiedzieć, że obietnice Boga wobec nas są nieprawdziwe, dobro jest niemożliwe, niemożliwe jest również życie w prawdzie, bycie uczciwym. Sugeruje nam określone pomysły, podsuwa skłonności, albo wrażenia, jakich warto doznać. Szatan chce naszej zgody na to, co proponuje. Rozpoznanie jego pomysłów jest punktem wyjścia do walki duchowej.

Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jesteśmy duchowo atakowani? Jeśli tak to, kiedy i gdzie? W jakich sprawach szczególnie jesteśmy słabi? Duchowy atak dokonuje się przez tworzenie w nas klimatu lęku, wycofania się, zniechęcenia, podejrzliwości, niewiary w to, że mogę określone dobro uczynić. Żeby patrzeć sercem, żyć w sercu, trzeba o nie walczyć. Walka o serce polega najpierw na rozpoznaniu tego, kto ma na nie wpływ. O jakiej treści myśli i jakie emocje są dominujące w nim. Trzeba poznać, w jakich sprawach jestem więźniem, do czego odnosi się mój brak wolności? W jakich sprawach jestem przyparty do muru, pozbawiony możliwości, tak się przynajmniej wydaje, decydowania o sobie.

Walka może nastąpić wówczas, kiedy dokonamy rozeznania działania Złego ducha w naszym sercu. Walka polega na tym, aby nie kupić tego, co on podsuwa, nie utożsamić się z tym, co proponuje. Nie podejmować określonych treści, jakie rodzą się w sercu, jako własnych. Nie utożsamiać się ze złą myślą, złym pragnieniem. Jego pomysłów nie uznać za własne. Szatan wymusza na nas zgodę na coś, na co nie powinniśmy jej wyrażać. Dąży do ugody z nami. Stąd walka powinna polegać na tym, aby nie myśleć tak, jak sugerują myśli, które się we mnie pojawiają, a odczytuję je jako nie moje. Nie identyfikować się z myślami i pragnieniami, które osłabiają moją relację z Bogiem, każą mi nie dowierzać Jemu.

Problem jest w tym, że nie widzimy wszystkiego wyraźnie tak, jak powinniśmy. Nie rozumiemy, co się nam przydarza. Co się wokół nas rozgrywa, lub, co się dzieje z tymi, których kochamy? Dlaczego nie widzimy? Ponieważ nie patrzymy oczami serca. Myślimy o tym, czy coś jest prawdziwe, czy fałszywe. Rozum przeważnie pozostaje obojętny. Ci, którzy kierują się tylko rozumem, są oderwani od życia. Ci, którzy kierują się sercem, uważają tych, którzy kierują się rozumem, za nieprzystępnych. Fizycznie są obecni. Możemy być fizycznie obecni na modlitwie, lecz sercem daleko, czyli nieprzeżywający, nieprzyjmujący pocieszenia od Pana.

Wiele spraw oceniamy rozumem, nie zaś sercem. My wiemy, że Bóg nas kocha, wiemy, że jesteśmy dla Niego ważni, ale tego nie odczuwamy, czyli nie poznajemy sercem. Wiele prawd wiary, prawd Ewangelii zatrzymujemy na poziomie umysłu, nie dopuszczając do serca. Wiele wydarzeń przechowujemy w umyśle. Nie przemawiają one do nas na tym poziomie, na którym powinniśmy je usłyszeć. Twierdzenie przemawia do rozumu. W kontemplacji chodzi o to, aby wydarzenia ewangeliczne przemówiły do serca.

Potrzebujemy przebudzenia serca, aby jasno myśleć o swoim życiu. Jeden z autorów powiedział: „Nigdy nie będziesz wielkim człowiekiem, jeśli masz więcej rozumu niż serca”. Szczęście odczuwamy nie w umyśle, lecz w sercu. Gdy mamy za sobą wiele bolesnych doświadczeń, odczuwamy pustkę w sercu, wypłukanie ze wszystkiego, do prawdziwe i piękne. Wyłączając serce z naszego życia, albo je znieczulając brakiem odpowiedniego przeżywania spraw, wydarzeń, nie kochamy.

Zły duch zabierając nam serce, niszczy je. Taki stan odczuwamy jako zagubienie, ogłuszenie wewnętrzne. Aby odnaleźć się w tym życiu, powinniśmy wrócić do naszego serca. Serce jest najważniejsze.

Czytamy w Biblii: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych. Rzekł Mu uczony w Piśmie: Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznie powiedziałeś, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary ( Marek 12,28b-34).

Miłować całym sercem, czyli wszystkimi uczuciami, emocjami, przeżyciami, dalszymi i bliższymi doświadczeniami. Emocje są głosem serca. Nie sercem, ale jego głosem. Wyrażają najgłębsze poruszenia serca, jak wtedy, gdy opłakujemy stratę kogoś, kogo kochaliśmy.

Serce, to również rany, urazy, ból. Ono jest bardzo podatne na ból. Miłować Boga sercem, to znaczy tym wszystkim, co boli, tymi uczuciami, które na pozór niewiele, albo nic wspólnego nie mają z miłością. Miłować w tych przeżyciach i doświadczeniach, do których nie chcemy powracać, które chcielibyśmy oddalić, zapomnieć. Można kochać Boga bólem i buntem, złością i poczuciem klęski, frustracją i zniechęceniem, żalem.

To, co w nas małe, a przynajmniej za takie uważamy, służy powstaniu tego, co wielkie - miłości. Serce, które kocha, kocha Boga wszystkim i przez wszystko, co w nim jest uzyskuje głębię spojrzenia na życie, wrażliwość na to, czego nie widzimy, wrażliwość na Boże i ludzkie słowo.

Kochamy wszystkim, przez co przeszliśmy i przechodzimy, również tym, czego się wstydzimy, o czym chcielibyśmy zapomnieć, co bardzo bolało. Na nasze miłowanie Boga sercem, nie składają się wyłącznie piękne akty serca, lecz i te „brzydkie”, będące jakby odpadem ludzkich zachowań. To, czego się wstydzimy, może doprowadzić do skruchy serca. Skruszone serce jest piękne, otwarte, nieporadne, otwarte na szukanie go i znalezienie przez Pana, otwarte na uzdrowienie. Miłujemy również tą częścią naszego serca, która jest słaba i niedorastająca.

Serce może być stroskane, zranione, przeszyte, zbolałe, a nawet złamane. Może też być pogodne, zadowolone, radosne. Może być całe albo podzielone. Dlaczego niektórzy spośród nas utracili powołanie, odeszli? Ponieważ nie wkładali serca w to, co czynili, w relację z Bogiem. Serce zostało wypełnione nadmiarem przeżyć, które pozbawiają mocy, mądrości i miłości. Zaangażowaliśmy serce w sprawy, które przyczyniły się do jego utraty dla drogi, którą idziemy. „Każdego droga jest prawa w jego oczach, lecz Pan osądza serca” (Prz, 21,2).

Nasze najgłębsze myśli są przechowywane w sercu. Żeby należeć do Boga, trzeba się zaangażować całym sercem, uwierzyć sercem. „Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił” (Mt 13,15). Rozum, to wspaniałe możliwości i zdolności. Lecz to serce jest miejscem, w którym mieszka prawdziwa wiara.



Liczba wyświetleń strony: 10717400 * Liczba gości online: 37 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC