MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Umiar w ascezie



Jest ryzykiem zbyt wczesne zachęcanie penitentów do wyrzeczenia się swoich pragnień. Niezbyt mądre byłoby natychmiastowe rozpoczęcie walki z tak zwanymi pociechami. Zanim św. Jan od Krzyża zaczął opisywać radykalną ascezę, która jego zdaniem wyzwala człowieka do przyjęcia Boga, wskazał, że trzeba wpierw być rozpalonym miłością do swego Umiłowanego. Bez tej miłości niebezpieczne jest poddanie się surowej ascezie.

Radykalna asceza zakłada pewien stopień mistyki. Prowadzić surową walkę przeciwko pragnieniom, co jest właściwie zakamuflowaną próbą zaspokojenia swego fundamentalnego, życiowego pragnienia miłości, pociąga za sobą ryzyko, że równocześnie stłumi się tę fundamentalną potrzebę. Potrzeba ta zacznie szukać dla siebie nowych wyjść. Zbyt wczesna asceza skrzywia człowieka. Jeśli wysiłki skupiają się wyłącznie na wyrzeczeniu, zapieraniu się, odrzucaniu, a nie na przyjmowaniu, życie chrześcijańskie promieniuje surowością, zamiast miłością. Człowiek nie może żyć w próżni, jest stworzony do uścisku miłości.

Dla tego, kto raz odkrył miłość, wyrzeczenie jest potrzebą, oczywistością. Ono nie jest już mówieniem „nie" wobec czegoś pociągającego, ale mówieniem „tak" temu, co pociąga jeszcze bardziej — jest wybieraniem tego, co najlepsze, preferowaniem miłości.

Kryterium stanowi radość. Jeżeli wyrzeczenie czy asceza przekracza znacznie miarę miłości, jaką się już osiągnęło, konsekwencją będzie prawdopodobnie smutek, depresja, poczucie, że życie jest szare. Jeżeli potrzeba ofiary jest większa od miłości, jest o krok dalej, wówczas pociąga miłość ku nowym wyzwaniom. Taka ofiara może budzić miłość. Jeżeli ofiara jest za duża, zbyt wymagająca, może gasić miłość. Małe wyrzeczenie może przypominać o tym, że wybraliśmy Boga, że nie należymy już do siebie.

U niektórych osób, które przeżyły radykalne nawrócenie albo, które z zapałem rozpoczęły życie modlitwy, budzi się często hojna wola ofiary. Niemądrze postąpiłby kierownik duchowy, tłumiąc ją. Powinien zachęcać do zdrowego rozsądku, do „staranności i roztropności", jak pisze św. Jan od Krzyża, ale nie powinien gasić rozpalonego ognia.

Ofiara jest częścią życia chrześcijańskiego (por. Rz 12,1). Kto nauczył się ofiary w zewnętrznych, może banalnych sprawach, będzie też zdolny o wiele głębiej, w swoim wnętrzu, rezygnować z własnego egoizmu. Sposób praktykowania ofiary osiąga równowagę stopniowo w miarę postępu w rozwoju duchowym.

Kierownik duchowy dobrze zrobi, jeżeli będzie próbował inspirować osoby, które lękają się ofiary, do zadań nie przekraczających normalnych ludzkich uwarunkowań. Takim zadaniem może być nawet tylko uśmiech w momencie, w którym miałoby się ochotę zrobić kwaśną minę.

Wyrzeczenie zharmonizowane z miłością, które nie wybiega zbytnio naprzód ani nie pozostaje za bardzo w tyle, prowadzi do radości. Często błędnie rozumie się słowa Jezusa, mówiące o tym, że trzeba zaprzeć się samego siebie i stracić swoje życie (Mt 16,24-25). Nie mamy zapierać się prawdziwego „ja", ale fałszywego, dawnego człowieka. Prawdziwe „ja" tylko zyska na zaparciu się „ja" fałszywego, egoizmu. „Dla mnie zaś jest szczęściem przebywać blisko Boga" (Ps 73,28). Przebywać blisko Boga, nie myśleć już o sobie, nie dawać pożywki własnemu egoizmowi, oto moja radość. Nie może być inaczej, ponieważ moja właściwa istota jest otwarciem się na Boga. „Radością jest dla mnie, pełnić Twoją wolę, mój Boże, a Twoje Prawo mieszka w moim sercu" (Ps 40,9).

Zbyt często traktowano eros i agape jak wrogów, nie mogących żyć razem w pokoju. Albo wybierasz eros: w miłości do drugiej osoby szukasz radości dla siebie, bardziej myślisz o tym, aby otrzymać niż dawać, mówisz drugiej osobie: „Jesteś mój (moja)". Albo wybierasz agape: myślisz tylko o radości drugiej osoby, nie chcesz przyjmować, nie chcesz otrzymywać, ale dawać, mówisz: „Jestem twój (twoja)". W rzeczywistości eros i agape to siostry, potrzebujące siebie nawzajem i tęskniące za sobą. Czy mógłbym (mogłabym) cię uszczęśliwić (agape), gdybyś nie znaczył (znaczyła) czegoś dla mnie, gdyby nie było we mnie żadnej tęsknoty za tobą (eros)? Taka miłość jest właściwie głęboko upokarzająca. To w zasadzie nie jest miłość. W zdrowej relacji miłości jest nie do pomyślenia, by jednostronnie tylko dawać albo tylko brać. Wzajemność jest zawsze właśnie współdziałaniem pomiędzy tymi dwoma składnikami miłości.

W Trójcy Świętej istnieje eros i agape w najwyższym stopniu. Ma miejsce bezgraniczne dawanie i przyjmowanie, i w tym przepływie w tę i z powrotem każda z Osób znajduje najwyższe szczęście. Osoby korzystające z kierownictwa duchowego powinny uczyć się, że miłość do Boga nie jest tylko radością, ale też ofiarą, choć równocześnie powinny uczyć się, że ona jest nie tylko ofiarą, ale i głęboką, prawdziwą radością.

Nie jest czymś złym być szczęśliwym, radosnym. Bóg stworzył nas do szczęścia. Katechizm Kościoła Katolickiego rozpoczyna się takim stwierdzeniem: „Bóg nieskończenie doskonały i szczęśliwy zamysłem czystej dobroci, w sposób całkowicie wolny, stworzył człowieka, by uczynić go uczestnikiem swego szczęśliwego życia". Bóg jest naszym błogosławieństwem, szczęściem. Dążyć do miłości, która jest czystą agape, to ryzykowne przedsięwzięcie. „Kochaj bliźniego, jak siebie samego", mówi Stary i Nowy Testament. Dawaj, aby móc przyjmować, przyjmuj, aby móc dawać.



Liczba wyświetleń strony: 10001405 * Liczba gości online: 19 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC