MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Rozpoznać najważniejszą tęsknotę ludzkiego serca



To, co sobie uświadamiamy i o czym potrafimy mówić, jest tylko czubkiem góry lodowej. Nasze pragnienia, motywacje, albo to, co nas inspiruje, jest w dużej mierze nieskończenie złożoną rzeczywistością. Penitent jest w stanie mówić tylko o tym, co sam rozumie z tej góry lodowej. Reszta jest przed nim zakryta. Jeśli słuchamy jedynie tego, co mówi, to bez wątpienia będziemy wprowadzeni w błąd. Musimy nauczyć się słyszeć także i to, czego się do nas nie mówi, co kryje się za wypowiadanymi słowami. Coś, co wygląda dobrze, w rzeczywistości może być bardzo brzydkie.

Łatwo jest wydać obiektywny osąd o zewnętrznym postępowaniu. Lecz teorie nie są zbyt pomocne, kiedy stajemy przed kimś, kto nam się zwierza. Spotykamy osoby, których życie duchowe jest przeciętne, ale nigdy nie popełniają żadnych poważniejszych błędów, podczas gdy inni, nie prowadzący głębokiego i bardzo oddanego życia wewnętrznego, może nigdy nie będą w stanie uniknąć potknięć, nawet dość ciężkich. Kto jest większym grzesznikiem? Podobnie jak coś pięknie wyglądającego może kryć w sobie brzydotę, tak i to, co wygląda brzydko może wyrażać coś pięknego. To przede wszystkim powinniśmy nauczyć się odkrywać. Nie ma takiego człowieka, który byłby całkowicie zły. Grzech zranił go, ale zupełnie nie zniszczył. Został stworzony dla Boga i jego podstawowa tęsknota skierowana jest ku Niemu.

Człowiek jest skierowany na Boga. Tego nie można zakłócić. Jednak tęsknota ta w jakiś sposób została zagubiona. Człowiek już nie wie, w którą stronę ją kierować, stracił swój kompas. Poza tym wszystkim, za czym tęskni w konkretnym swoim życiu, zawsze kryje się ta podstawowa tęsknota za Bogiem. Tęskni za Nim, ale szuka Go w niewłaściwych miejscach.

Zło samo w sobie nigdy nie jest rzeczywistością. Bóg nie może stwarzać złej rzeczywistości. Zło jest zawsze dobrem, które zostało wypaczone, straciło kierunek, jeszcze nie znalazło właściwego miejsca dla siebie albo je zgubiło. Błąd nigdy nie leży w samej tęsknocie. Nigdy nie można tęsknić za bardzo. Zło kryje się w złym ukierunkowaniu tęsknoty.

Jeżeli człowiek przestał być świadomy swej podstawowej tęsknoty, jeżeli zapomniał, że cała jego istota jest tęsknotą za Bogiem, to poszukuje czegoś innego, co może wypełnić tę przepaść. Rzuca się na wszystko, co znajdzie na swojej drodze, za każdym razem z tym samym zdumieniem: może ty potrafisz mnie uszczęśliwić, może ty jesteś w stanie spełnić moją tęsknotę? I zawsze kończy się to rozczarowaniem. Czuje się rozdarty, ponieważ jego podstawowa tęsknota jest rozbita na tysiące małych pragnień, ponieważ zwraca się ku wszelkim namiastkom, zamiast szukać tego jednego, Jedynego, który może go zaspokoić. Dopiero wtedy, kiedy znowu zacznie tęsknić za Bogiem „z całego swego serca i ze wszystkich sił", w jego życiu może zapanować jedność.

Nie znaczy to, że każde pragnienie, którego bezpośrednim obiektem nie jest sam Bóg, jest złe. Najistotniejsze, aby wszystkie pragnienia były zintegrowane w podstawowym pragnieniu. Błąd zaczyna się w chwili, kiedy pragnienia idą własnymi drogami, kiedy tworzą dodatkowy strumień, zamiast skupiać swoje wody w głębokim, szerokim korycie rzeki zmierzającej ku morzu.

Ważne, aby duchowi przewodnicy nie byli ślepo zapatrzeni w to, co penitent mówi o swoich fantazjach i pragnieniach, ale aby poza nimi odkrywali jego podstawową tęsknotę, która zawsze jest tęsknotą za miłością, bezgraniczną miłością — a więc tęsknotą za Bogiem. Gdy kierownik duchowy widzi to wyraźnie, to i samemu penitentowi też łatwiej to odkryć. Jeżeli zobaczy, że mnóstwo jego rozmaitych pragnień to tylko zakamuflowany wyraz tęsknoty za bezgraniczną miłością, pragnienia te stracą swą siłę. Kiedy zostaną przeniknięte, uwolnione z kamuflażu, staną się takimi, jakimi są z zamierzenia, czyli cząstką fundamentalnej tęsknoty za Bogiem, który mieszka w człowieku.

Im bardziej potrzeba miłości jest udręczona, tym łatwiej człowiek rzuca się na wszelkie jej namiastki. Fakt, że jest on taki bezradny, że nie wytrzymuje uporządkowanego, jednolitego życia, że przez cały czas musi się coś dziać, ma swoją przyczynę w głębokiej frustracji. Gdy brakuje wielkiej miłości, bo Bóg zniknął, a życie rodzinne zostało tak mocno poturbowane, to nic innego nie pozostaje, jak tylko szalone szukanie czegoś, co mogłoby zapełnić tę pustkę. Wówczas niebywale wyzwalającym jest znalezienie w kierowniku duchowym kogoś, kto sam odkrył wielką miłość i potrafi też coś z niej przekazać.

Zadaniem kierownika duchowego jest osobiste głębokie życie modlitwy w bliskości z Bogiem. Większą przysługę wyświadczy swoim penitentom, jeżeli niekiedy poświęci im mniej czasu, rezerwując go sobie raczej na modlitwę, niż kiedy będzie pozwalał na to, aby cały czas zajmowały mu rozmowy. Jeżeli „gwiazda poranna" miłości wschodzi w sercu penitenta (por. 2 P 1,19), wszystkie pragnienia zaczynają się skupiać i podporządkowywać miłości. Chaos staje się kosmosem, a ciemność światłem.



Liczba wyświetleń strony: 10077473 * Liczba gości online: 34 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC