MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

W szkole śmierci



Nie można pogodzić się z życiem, jeśli człowiek nie zmierzy się ze śmiercią. Życie ma sens albo go nie ma, w zależności od tego, jaki jest nasz stosunek do śmierci. Jeżeli raz przyjąłem ten fakt, że przyjdzie dzień, kiedy będę musiał wszystko opuścić, to nic mi się nie stanie, jeżeli już teraz coś mi się odbiera. Myśl o śmierci pozwala mi relatywizować większość tego, co robię i czego doświadczam. To, co przemija, nie ma tak wielkiego znaczenia, nie jest też tak dramatyczne. Znaczenie ma tylko to, co trwa. Życie „w poczekalni śmierci” nie jest ucieczką, ale życiem bardziej świadomym. Czas jest ograniczony, dlatego chodzi o korzystanie z każdej chwili oto, by żyć „z całych naszych sił”. Koniec jest bliski, więc nie trać czasu! Śmierć jest radykalnym zerwaniem. Jest ona bolesnym pożegnaniem: opuszczamy naszych przyjaciół, po raz ostatni rozglądamy się wokoło i żegnamy się, opuszczamy nawet to, z czym byliśmy najbardziej związani – nasze własne ciało. Rozstanie jest lżejsze, o wiele lżejsze dla tych, którzy odchodzą, niż dla tych, którzy pozostają.

Chcemy zostawić po sobie jakiś ślad. Chcemy coś pięknego zrobić z naszym życiem, coś co nie zniknie wraz z naszą śmiercią. A śmierć przychodzi często zanim zdołamy to zrobić. Każdy człowiek umiera samotnie. Nigdy nie można towarzyszyć drugiemu w śmierci. „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz” – mówi Jezus do Piotra. Można umierającego trzymać za rękę i być z nim do ostatniej chwili, lecz nagle idzie on swoją drogą, zupełnie sam. Nie można umrzeć czyjąś śmiercią. Kiedy staję w obliczu śmierci, widzę siebie takim, jakim jestem, a nie takim, za jakiego uznają mnie ludzie. Już mnie nie obchodzi, co inni o mnie mówią. W obliczu śmierci jestem nagi, jestem tylko tym, kim jestem. Uwalniam się z mojego otoczenia. To wyzwolenie może również stwarzać wielką samotność. Ważne jest to, byśmy umierali jak Jezus. Jego śmierć nie przytłaczała Go, lecz była wolnym działaniem, poprzez które oddawał swoje życie w ręce Ojca: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego”. Potrzeba przywrócić harmonię naszą z Bogiem, przed swoją śmiercią: „Niech się dzieje Twoja wola, Boże”. Jezus był posłuszny „aż do śmierci”. Zatem idę dokąd mi Bóg pozwala, niepewny siebie, lecz pewny Jego.

Umęczony działalnością misyjną Paweł wyraża w więzieniu przekonanie, że „umrzeć” – to zysk, a jednocześnie przeżywa wewnętrzną rozterkę, nie wiedząc, czy ma wybrać życie, czy śmierć. Chrystus może być uwielbiony zarówno przez życie jak i przez śmierć. Śmierć dopełnia życie. „Jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana”. Śmierć przerywa ciąg grzesznego życia człowieka i wyzwala go do pełnego życia dla Boga. Bez niej zło panowałoby wszechwładnie na świecie, nabierając cech koszmarnej nieśmiertelności. Śmierć nie jest unicestwieniem ani kresem istnienia, lecz Paschą i nowym początkiem. Następstwem grzechu nie jest sam fakt czasowego ograniczenia życia ludzkiego, lecz bolesny sposób doświadczania obecności i nieuchronności śmierci jako mrocznej i destrukcyjnej siły. Człowiek trzyma się kurczowo własnego istnienia. Nie potrafi on, z braku ufności i oddania, przeżywać śmierci jako spełnienia życia. Następstwem grzechu nie jest śmierć jako taka, lecz bolesny sposób przeżywania jej zbliżającej się obecności.

Grzech jest przede wszystkim brakiem zaufania i miłości. Jako taki staje się „ościeniem śmierci”. Tylko zaufanie i miłość mogą przezwyciężyć to, czego człowiek doświadcza jako bezsensu śmierci i lęku przed nią. Nawet ludziom pełnym wiary i oddania nie przychodzi łatwo oswojenie się z myślą o śmierci. W śmierci dokonuje się spotkanie człowieka z Chrystusem zmartwychwstałym. W śmierci osiągnie swą pełnię to, co w ciągu całego życia dokonywało się za pośrednictwem poszczególnych sakramentów. Śmierć jest patrzeniem na to, co dotychczas było dla człowieka za zasłoną. O. Teilhard de Chardin zwraca się do Chrystusa z prośbą: „Naucz mnie przyjmować śmierć jako Komunię”. Za pomocą sakramentów dokonuje się nasze spotkanie z Chrystusem zmartwychwstałym. Spotkanie i zjednoczenie przez śmierć obejmuje w sobie wszystkie dotychczasowe spotkania z Panem. W śmierci skupiają się całe duchowe dzieje człowieka. Śmierć jest spotkaniem i komunią. Śmierć jest objawieniem świata duchowego i zjednoczeniem człowieka z tym światem. Spojrzenie takie rozjaśnia oblicze śmierci, wnosi nadzieję, pogodę ducha i spokój. Ale też można tak powiedzieć: „człowiek jest kapłanem swojej śmierci”. Dawne rytuały nazywały dzień śmierci, dniem narodzin.

Człowieka należy stopniowo wychowywać do śmierci, tak jak wychowuje się go do życia. Tak jak przyjmujemy od Chrystusa życie w sakramencie Chrztu świętego, tak uczestniczymy również w Jego śmierć, a On w naszej. W Nim żyjemy, w Nim też umieramy. I w życiu i w śmierci należymy do Pana. Przyjmując swoją własną śmierć, w niej i przez nią przyjmujemy śmieć Chrystusa. W ten sposób dokonuje się Pascha – przejście ze śmierci do życia, przemiana, przez którą musi przejść każdy człowiek. Śmierć niszczy ludzkie ciało i doczesne więzy, zrównuje wszystkich ludzi ze sobą. Jest ona bardziej zwycięstwem niż klęską. Należy ją nie tyle opłakiwać, ile celebrować jako wielkie misterium.

Miłość i oddanie są sprawdzianem wewnętrznej wartości życia. Jezus w zmartwychwstałym ciele zachowuje ślady ran zadanych Mu w czasie męki. Czyż nie są one na zawsze znakiem trwałej wielkości Jego oddania się Ojcu i człowiekowi? Dzieje cierpienia zostały zapisane w Jego ciele. Prawda o „zmartwychwstaniu ciała” mówi coś więcej niż tylko o udziale w życiu wiecznym całego człowieka. Mówi również o trwałości międzyludzkich więzi i relacji. odmieniają ludzkie życie.



Liczba wyświetleń strony: 10001418 * Liczba gości online: 16 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC