MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

O śmierci



Nie świętujemy w dzień Wszystkich Świętych, w Dzień zaduszny, poczucia daremności. Świętujemy dojście do celu, osiągnięcie czegoś pięknego i dobrego. Radość jest tym większa, im więcej trudu i wysiłku trzeba było włożyć w urzeczywistnienie życia, powołania. Życie jest zadaniem najtrudniejszym. Nie był daremny trud Chrystusa. Nie na darmo przyszedł na ziemię, żył, nauczał, cierpiał i zmartwychwstał. Bóg nie chce mieć człowieka wdeptanego w ziemię, krzywdzonego i prześladowanego. Nie pragnie łez, które z oczu wyciska cierpienie. Nie cieszy Go życie złamane i poniżone. Ma błogosławieństwo dla tych, którzy muszą przejść przez to wszystko. Błogosławieństwa to obietnice i znaki nadziei. To wołanie o przyjście świata nowego, wbrew rzeczywistości, którą znamy dzisiaj i której boleśnie doświadczamy.

Zarówno życie jak i śmierć są darem tego samego Boga, miłującego ludzi. „Wszystko bowiem jest wasze /.../ czy to świat, czy życie, czy śmierć, czy to rzeczy teraźniejsze, czy przyszłe. Wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus Boga”. Obok charyzmatu mądrego i dobrego życia istnieje również charyzmat pogodnego przyjmowania śmierci. Miarą przyjmowania śmierci ze spokojem i ufnością jest stopień wewnętrznego rozświetlenia i przeobrażenia człowieka. Kto doświadczył zbliżenia do tajemnicy śmierci, staje się innym człowiekiem. Doznanie na granicy śmierci, a zwłaszcza doświadczenie światła, odmieniają ludzkie życie. Jest to zmiana, której nikt nie potrafi sam z siebie spowodować. Po takim przeżyciu, niektórzy przejawiają wielką chęć do życia oddanego służbie drugim. Spotkanie ze światłem odejmuje lub zmniejsza lęk przed śmiercią. Odtąd nie boją się ponownego odejścia z tego świata. Najbardziej przeobrażeni są ci, którzy mieli doznanie światła. Im głębsze przeżycie, tym większa przemiana. Śmierć na drodze ludzkiego życia jest lekarstwem, aktem Bożego miłosierdzia. To ona kładzie kres temu, co nieprawe, złe, naznaczone piętnem winy i cierpienia. Każdy musi przejść przez oczyszczenie. Stwórca nie dopuszcza, aby Jego stworzenie pozostało grzeszne na zawsze.

Na myślenie o śmierci nie jest nigdy za wcześnie. Nie musi być ono powodowane chorobą, zniechęceniem do życia. Gdy przychodzi śmierć, otrzymujemy łaskę śmierci. Wydaje się, że ludzie, którzy umierają, potrafią lepiej radzić sobie ze śmiercią niż ci, którzy tylko ją obserwują lub o niej myślą. Najgłębsza przemiana, która nas oczekuje, to śmierć. Wtedy nasze ziemskie życie przemieni się w boskie. Jeśli wszystko wypuścimy z rąk, Jego ręka nas przemieni, uformuje nas na nowo. Wszystko, co w nas sprzeciwia się Bogu, zostanie przemienione w ogniu Bożej miłości. Nikt nie może zobaczyć Boga inaczej, jak tylko przez śmierć. Kiedy myślimy o śmierci, możemy uwolnić się od wszelkiej obawy. Myślenie o śmierci pozbawia nas uczucia strachu, ponieważ przestajemy czuć przywiązanie do świata, swego życia i zdrowia. Myśl o śmieci pozwala nam świadomie przeżywać każdą chwilę, poznawać, czym jest życie i czerpać z niego.

Gdy zauważono, że jeden z zakonników jest zawsze pogodny, spytano go o przyczynę tego. Odpowiedział: „Ponieważ każdego dnia mam nadzieję, że umrę”. Człowiek, który cały czas stawia sobie przed oczyma śmierć, z łatwością pokonuje przygnębienie. Zakonnicy w taki sposób oczekiwali kiedyś na przyjście Chrystusa, jak dzieci oczekują na przybycie swojego ojca. Ponieważ trwali w oczekiwaniu, byli wolni od trosk doczesnych, od sądów i od oczekiwań innych ludzi w stosunku do siebie. Żeby sprostać zadaniom, jakie stawia przed nami świat, powinniśmy umrzeć dla świata. Umrzeć dla świata, lub wyobrazić sobie, że leżę w grobie, oznacza tę samą rzeczywistość. Dojrzewanie do śmierci jest związane również z koniecznością nie identyfikowania się z pochwałą lub naganą. Nasze życie będzie udane, jeżeli przestaniemy całkowicie uzależniać się od pochwały lub nagany. Stać się niczym umarły, nie oznacza bycie nieczułym. Chodzi o to, aby świat, czyli ludzie wraz ze swoimi oczekiwaniami, pretensjami, wzorcami i osądami, nie mieli już nad nami żadnej władzy. Już nie utożsamiamy się z tym wszystkim, a tym samym, z tym światem. Żyjemy po tamtej stronie życia, żyjemy rzeczywistością duchową, nad którą świat nie ma żadnej władzy. To czyni nas wolnymi. Jeżeli ciągle szukamy pochwał, zawsze będziemy niezadowoleni, ponieważ będziemy nienasyceni w naszej tęsknocie za pochwałami.

Nie należy utożsamiać się z pochwałą czy naganą, to znaczy, że posiadamy godność Bożą, która w nas jest, niezależnie od tego, czy ludzie nas chwalą, czy też ganią. Doświadczenie Bożej godności uodparnia nas na pochwałę i naganę. Nie jest to skutek naszej rezygnacji, do której z trudem się zmuszamy, ale wyraz naszego duchowego doświadczenia. Dalej, nasze przygotowanie do śmierci wyraża się w tym, aby stać się umarłym wobec drugiego człowieka. Oznacza to, by zrezygnować z osądzania go, ponieważ nie mam prawa wydawać sądów o innych. Może to jeszcze wskazywać na fakt, że staję się niezależny od problemów innych ludzi i nie utożsamiam się z ich trudnościami. Nie chodzi o to, byśmy stali się nieludzcy, jakby inni nas w ogóle nie interesowali. Nie chodzi nam o bezwzględność lub obojętność, lecz o duchowy dystans. Jeśli z kimś bardzo się utożsamiamy, to wówczas jego nieprzyjazne stosunki z jakimś człowiekiem odbierają nam spokój ducha. Trudno w takiej sytuacji zachować bezstronność. Dystans wobec problemów drugiego sprawia, że jesteśmy w stanie ocenić sytuację i faktycznie udzielić pomocy. Warunkiem dobrego współżycia jest pozostanie umarłym w stosunku do innych, we wspólnocie zakonnej. Dystans do własnych potrzeb i emocji stwarza atmosferę, w której możemy przebywać wspólnie, a nie jest to atmosfera nieczułości. Dzięki tej postawie powstaje miejsce dla miłości, bezpieczeństwa, wzajemnego zrozumienia oraz wolności. I dzięki temu każdy może iść swoją drogą, nie będąc ciągle pouczanym przez innych.

„Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo; ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten kto kocha swoje życie, straci je, a kto nienawidzi swojego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”. Potrzeba wyzwolić z życia samych siebie i własne wyobrażenia, a wówczas otworzy się przed nami obszar nowych możliwości. Musimy też wyzwolić się od swoich bliźnich, a wówczas realny stanie się właściwy stosunek do bliźnich. Kiedyś inaczej spojrzymy na dzieje tego świata. Na zło, które wyciska ludziom łzy. Na nasze życiowe nieszczęścia, na niesprawiedliwość. Na błędy i zagubienia.



Liczba wyświetleń strony: 10034314 * Liczba gości online: 14 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC