MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Śmierć



Życie jest związane, między innymi, z umieraniem. Człowiek nie może żyć nie spalając i nie skracając życia, nie może żyć bez umierania w każdej chwili. Często na zegarach znajdujących się na dziedzińcach zakonnych, umieszczany był napis, odnoszący się do upływających godzin: „Wszystkie ranią, ostatnia zabija”. Śmierć jest końcem wszystkich przywilejów, wszystkich różnic i niesprawiedliwości, które istnieją między ludźmi. Nie śmierć jest czymś absurdalnym, lecz życie bez niej.

Spoglądanie na życie z punktu patrzenia śmierci oddaje nam wspaniałą przysługę, gdyż zachęca nas do lepszego życia. Czy czujesz się zmęczony trudnościami i problemami? Idź do przodu. Stań w miejscu dogodnym i popatrz z punktu, z którego patrzy śmierć. Co byś wtedy uczynił? Jaką wartość nadałbyś tym rzeczom? Czyń tak, a będziesz uratowany! Czy masz jakiś problem z kimś? Spójrz na tę trudność z perspektywy śmierci. Co byś chciał wtedy uczynić? Odnieść zwycięstwo czy też upokorzyć się? Pokonać czy też przebaczyć?

Jesteśmy tylko o jeden krok od śmierci. W okresie średniowiecza pewien młodzieniec, patrząc któregoś dnia na zwłoki swojego krewnego usłyszał głos dobywający się z nich: „Kim ty jesteś, ja byłem. Kim ja jestem, ty będziesz”. Ta myśl tak nim wstrząsnęła, że ten światowy człowiek stał się św. Sylwestrem, opatem. Perspektywa śmierci wzmacniała życie. Jej bliskość jest wezwaniem do życia wiadomego i intensywnego. Św. Benedykt uznał, że ważnym ćwiczeniem życia duchowego jest codzienne wspominanie śmierci. Benedykt nie zalecał tego ćwiczenia po to, by chodzić po świecie ze smutną miną, lecz by rozkoszować się życiem, by przeżywać „radość życia”.

Pamiętać o tym, że umrzemy, oznacza – żyć po ludzku, żyć w sposób odpowiadający naszej ludzkiej, śmiertelnej naturze. Zapytano raz pewnego starca, dlaczego niczego się nie boi. Odpowiedział: „Ponieważ codziennie myślę o mojej śmierci”. Myśl o śmierci wyzwoliła go od obawy przed ludźmi, chorobą lub wypadkiem, przed słabością lub odrzuceniem. Ogarnia nas strach, że zawiedziemy i że nie sprostamy oczekiwaniom. Boimy się kompromitacji i odrzucenia przez innych. Gdy będę pamiętał o śmierci, przestanie być ważne to, co inni myślą o mnie. Wówczas nie będzie mnie interesować to, czy moje słowa dotrą do kogoś, czy ktoś mi uwierzy, czy też nie. W obliczu śmierci blednie ambicja osiągnięcia czegoś wielkiego.

Dobrze byłoby napisać list przyjmując, że jest to list pisany do najbliższych krótko przed własną śmiercią. Napiszmy o tym, co chcemy im przekazać jako sprawę najistotniejszą w tym życiu. Co jest naszym celem, w jaki sposób chcę na zakończenie mojego życia podsumować swoje posłannictwo. Całe nasze życie składa się z kroków uwalniania się od czegoś lub od kogoś. Nowe życie może wzrastać jedynie wtedy, gdy pozbędziemy się starego. Przez całe życie wymaga się od nas, byśmy pozostawili to, co zdobyliśmy: rzeczy, zdrowie, odgrywane przez nas role, bezpieczeństwo. Musimy pożegnać się ze swoimi siłami. Musimy przyjąć to, co jest nam dane. Musimy przyjąć siebie z całą naszą przeszłością, z naszym charakterem. Ale również musimy oddać to, co przyjęliśmy. Ostatecznie chodzi o to, by rozstać się ze samym sobą.

Dopiero w chwili śmierci wielu ludzi odczuwa, jak bardzo zależy im na życiu. Paradoksem jest to, że właśnie te osoby, które wciąż narzekały na trudy życia, nie mogą się z nim rozstać, gdy nadchodzi jego koniec. Wydaje się, że po przekroczeniu pewnego wieku tylko ten pozostaje żywotny, kto jest gotów umrzeć. W każdym cierpieniu, niepowodzeniu, i w każdej chorobie dostrzec można zapowiedź śmierci. Śmierć jest ostatnim aktem człowieka, którym dokonuje podsumowania wszystkich pojedynczych aktów wolności swojego życia. Śmierć jest obecna w każdym ludzkim pragnieniu, poznaniu i akcie pamięci, który każdorazowo odwołuje się do czegoś ponad człowiekiem.

Miłość i śmierć są ze sobą ściśle powiązane, a miłość jest możliwa jedynie wtedy, gdy poświęcamy się rezygnując przy tym z samych siebie. Prawdziwa miłość w naszym życiu wciąż jest zagrożona przez wymiar posiadania. W śmierci wyzwalamy się z wszelkiego pragnienia posiadania. Dopiero w śmierci możliwe jest całkowite oddanie miłosne, dopiero w śmierci bowiem możemy w pełni i bezwarunkowo oddać się. Gdy próbujemy bezwarunkowo kochać, pragnąć dobra i doświadczyć własnej tęsknoty, wówczas przeczuwamy, czym jest umieranie. Nie musimy obawiać się, czy uczyniliśmy w naszym życiu wystarczająco wiele dobrych uczynków. Najważniejsze jest to, byśmy oddali się Bogu z tym, co przeżyliśmy, także z balastem całej naszej winy. Jakkolwiek byśmy się starali, zawsze będziemy stać przed Bogiem z pustymi rękoma, jako bezużyteczni słudzy. Już teraz zatem, podczas życia należy uczyć się oddawać siebie Bogu, aby udało się nam to także potem, w chwili śmierci.



Liczba wyświetleń strony: 9444067 * Liczba gości online: 21 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC