MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Czym jest wola Boża?



Ciągle mówimy o woli Bożej i wydaje nam się, że wszyscy wiedzą, o co chodzi. Lecz czym tak naprawdę jest wola Boża? Mając jako punkt wyjścia zbawczy plan Boga, dokonany w Jezusie Chrystusie, który – będąc wyłącznym dziełem Boga – nie podlega rozeznawaniu, odkrywamy wiele znaczeń zawartych w tym wyrażeniu. Bóg może ingerować w świecie stworzonym zawsze, gdy uzna to za stosowne i to w zaskakujący sposób (nie w sensie deterministycznym). Znajdujemy się w głębi tajemnicy przeznaczenia i wolności osoby ludzkiej. Taka była Jego interwencja w przełomowych momentach historii zbawienia: wyzwolenie z Egiptu, Przymierze, Wcielenie, Zesłanie Ducha Świętego... Faktów tych nie da się wytłumaczyć w sposób naturalny. Tak samo było w przypadku wielkich powołań: Abrahama, Maryi, Apostołów, Pawła itd. W tych przypadkach można mówić o rozeznawaniu, chociaż sprowadza się ono do usłyszenia wezwania i przyjęcia go. Nam też, choć na trochę mniejszą skalę, zdarzają się podobne momenty: przyjąć wiarę, powołanie kapłańskie lub zakonne. Faktów tych nie da się wytłumaczyć tym, kim ktoś jest, lub wpływami otoczenia.

Wola Boża nie jest po prostu „tym, co jest dobre”, według własnego sumienia, lecz jest tym, co jest godne bycia synem Bożym i bratem Jezusa Chrystusa, nie zadowalającym się postępowaniem uczciwym, ale zawsze poszukującym tego, co najlepsze, zgodnie z dynamiką więcej, aby rozeznać to, „co lepsze” , to, „co jest dobre, co pożyteczne i co doskonałe”. Nie chodzi tu o wybór między dobrem a złem. To należy do moralności. Rozeznawanie ma na celu wybór między tym, co dobre, i tym, co najlepsze, po to, aby zawsze wybrać to drugie, bo tam właśnie złożona jest wola Boża. Jest to rozeznawanie według prawa miłości, która pragnie przypodobać się ukochanemu. Znajduje się to poza normami i prawem. Postępowanie takie nie jest zwykłym zastosowaniem norm lub powszechnych zasad moralnych do jakiegoś konkretnego przypadku, lecz czymś bardzo osobowym, niespotykanym, jedynym i niepowtarzalnym.

Przejawia się ona w normalnym toku naszego życia. Jest wolą Bożą, byśmy postępowali drogą własnego charyzmatu, własnego powołania. Wola Boża zapisana w głębi naszego bytu domaga się tego, abyśmy w przeróżnych sytuacjach życiowych postępowali zgodne z naszymi naturalnymi predyspozycjami i z naszym sumieniem. W tym przypadku droga nie jest przetarta i decydujące staje się korzystanie z rozumu i wolności. Wtedy to wola Boża objawia się poprzez rzeczywistość zewnętrzną: osoby, historię, znaki czasu interpretowane w świetle wiary. Przykładem może być spójność życia: gdy osoba uformowana i wrażliwa na problem sprawiedliwości decyduje się na pracę w komisji praw człowieka lub też gdy osoba, która podjęła śluby zakonne, odrzuca przyjaźń niezgodną z celibatem.

Czasami nazywamy wolą Bożą to, co nam się zdarza, bez naszego wyboru, i wypływa z niezależnych od nas przyczyn fizycznych lub moralnych. Są to wydarzenia, na które – negatywnie mówiąc – Bóg „przyzwala”, które zachodzą w naturalny sposób. W tych przypadkach Bóg nie interweniuje poprzez przekroczenie naturalnego porządku rzeczy. Wola Boża jest tu skierowana nie tyle na to, co się dzieje, lecz na moją postawę wobec toczących się wydarzeń. Moje zachowanie powinno być motywowane miłością. Podobnie Bóg nie chciał, aby Jego Syn poddany był niesprawiedliwej śmierci, ale pragnął, aby w tej sytuacji spowodowanej przez ludzi Jezus pozostał wiernym w okazywaniu tego, że Bóg ich kocha. Dopuszczając cierpienie, Bóg chce, abyśmy przeżywali je w taki sposób, aby wejść w zasięg Jego zbawczej woli.

Przełożony jest pośrednikiem pomiędzy Bogiem i człowiekiem. Zadanie to będzie wymagać od niego poznania i pokochania osób, w stosunku do których ma pośredniczyć. Przełożony powinien posiadać głęboką zażyłość z Bogiem, która pozwoliłaby mu na odróżnienie Jego głosu od innych głosów, pochodzących z własnych namiętności lub od świata. Jednocześnie powinien on poznać to, co zachodzi we wnętrzu każdej osoby. Jest on także przekazicielem objawiającej się woli Bożej. Nie „fabrykuje” woli Bożej, lecz jest skromnym tłumaczem zebranych przezeń danych, w celu odkrycia tego, co bardziej Bogu się podoba, oraz zdecydowania, co należałoby uczynić. Przełożony jest autorem nakazu, dlatego jego mandat jest ludzki. Oznacza to, że zarządzenie nie jest wolą Bożą dlatego, że przełożony tak nakazał. Przełożony nakazuje, ponieważ wierzy, że taka jest wola Boża.

Przełożony nie jest zwykłym przewodnikiem duchowym, który precyzuje nasze idee, lub udziela nam rad. Posiada on władzę, aby nakazać to, co uważa za słuszne. Może więc się zdarzyć, że dla podwładnego posłuszeństwo będzie krzyżem. Wówczas należałoby nie szukać krzyża dla niego samego, ale być gotowym na przyjęcie go w duchu wiary. Nie jest podstawowym zadaniem przełożonego bycie zarządcą dzieł Bożych. Najważniejszymi są osoby, którym ma on towarzyszyć na drodze ich powołania; wspólnota, którą powinien ożywiać; misja, którą powinien prowadzić według własnego charyzmatu i zgodnie : zadaniami podjętymi przez prowincję. Nierzadko spotyka się przełożonych tak pochłoniętych pracą i jej skutecznością, że nie mają oni czasu na to, aby poświęcić się członkom swojej wspólnoty, nadawaniu jej ducha i i dynamizowaniu jej apostolstwa.

Trzeba wspierać aktywne uczestnictwo wspólnoty lub jej członka nie tylko odnośnie do wykonania tego, co zostało nakazane, lecz w całym procesie poszukiwania woli Bożej. Dzięki takiej postawie przełożony będzie spełniał bardziej ochoczo i z większym zaangażowaniem to, co zostało mu powierzone. O tym właśnie mówi zasada pomocniczości, według której należy zdążać do tego, aby każdy członek wspólnoty podejmował własne obowiązki bez nakazu i przesadnej kontroli ze strony przełożonych, mających nadzór nad całością. Monopol lub zbytnia władza jednego może tłumić talenty innych. Wprawdzie nie zdarza się to zbyt często, czasami jednak można jeszcze spotkać się z opinią, że posłuszeństwo ma służyć wypróbowaniu ducha wiary podwładnego. Nakazuje się mu rzeczy trudne lub wręcz absurdalne, tak jak to czynili Ojcowie Pustyni. Może się zdarzyć, że przełożony czyni to w celach pedagogicznych lub ascetycznych; pomimo to, posłuszeństwo nie służy do tego; jest ono skierowane na poszukiwanie pełnienia woli Bożej. Używanie autorytetu przełożeńskiego do tego, aby przyczyniać się do czyjegoś cierpienia, stanowi nadużycie władzy. Podwładnemu i tak, bez specjalnego poszukiwania, nie zabraknie okazji do tego, aby wcielić w życie zdolność do wyrzeczenia oraz prawdziwą wiarę.

Patrząc na rolę podwładnego, spotykamy dwa różne sposoby podejścia do problemu, które na pierwszy rzut oka wydają się wzajemnie wykluczać, jednak w gruncie rzeczy wspaniale się dopełniają. Posłuszeństwo powinno być aktywne i odpowiedzialne (por. Dz, 14). Aktywne przeciwstawione jest biernemu, będącemu posłuszeństwem tych, którzy z założonymi rękami oczekują na to, co przełożony pomyślał i zdecydował. Posłuszeństwo takiej osoby sprowadza się do zrobienia tego, „co Matka przełożona powie”. Nie ma w nim troski o poszukiwanie lub słuchanie wezwań Ducha Świętego. Oczywiście, jest to wygodniejsze zarówno dla tego, kto nakazuje, jak i dla tego, kto słucha. Nie brakuje osób, które dążą do tego ideału. Tak naprawdę byłoby to formowanie „robotów”, które są posłuszne w sposób mechaniczny.

Dzisiaj wymaga się uczestnictwa aktywnego w posłuszeństwie. Nie korzystając z wolności, aktywnego posłuszeństwa, nie tylko w wykonaniu, ale w życiu, niektóre siostry pozostają „wiecznymi dziećmi”. Odpowiedzialne jest przeciwstawieniem nieodpowiedzialnego, właściwego tym, którzy są posłuszni, ale w taki sposób, że niemożliwa jest jakakolwiek odpowiedzialność za ich czyny z tego względu, iż oni po prostu „spełniają nakazy”. Aby posłuszeństwo mogło być odpowiedzialne przez całe życie, wypada dać młodym, już od początku ich formacji, pewien zakres odpowiedzialności za życie całej wspólnoty. Sobór Watykański II za pomocą dwóch przymiotników „aktywny” i „odpowiedzialny” wskazuje, że będąc posłusznym, należy działać jako osoba myśląca i wolna. Zazwyczaj dorosły człowiek czyni coś, znając tego motywy oraz wybierając z własnej woli to, co najlepsze. Stara się on odpowiedzieć w sposób wolny na wezwania Ducha Świętego, poprzez dialog wiary. O wiele bardziej wartościowe jest takie posłuszeństwo, które umie wykorzystać możliwości człowieka, i w ten sposób uczyni to posłuszeństwo w pełni ludzkim.

Posłuszeństwo musi jednak mieć jeszcze inny wymiar: obecność wiary i krzyża. Bez spojrzenia z wiarą na tę rzeczywistość, posłuszeństwo będzie bardzo „racjonalne” i ludzkie, lecz nie byłoby zakonne. Odczytywanie danych lub znaków objawiającej się woli Bożej powinno być dokonywane na podstawie zbawczego planu Boga, w zakresie działania opatrzności Ojca, a nie po prostu według ludzkiej roztropności. W tym kontekście nie może zabraknąć misterium krzyża. Doświadczenie ciągle to potwierdza. Konflikty mogą rodzić się z przeróżnych przyczyn. Oczywiste jest na przykład to, że pośrednictwo ludzkie i same struktury instytutu życia konsekrowanego będą naznaczone różnicami mentalności między poszczególnymi członkami. Przełożony działa według własnego oświecenia i własnej roztropności; jest on autorem nakazu i jego zarządzenia są uwarunkowane ograniczeniami i słabościami, którym poddany jest każdy człowiek. Nie jest on nieomylny i może się zdarzyć, że jego pośrednictwo nie będzie jasne i przejrzyste. Może on nie być dostatecznie poinformowany albo pozwoli się zwieść poprzez słabości swego charakteru lub też, może być zdominowanym przez własne namiętności. Może być nieczuły na rzeczywistość, albo niedostatecznie zakorzeniony w danej wspólnocie, może też mieć mentalność bardzo konserwatywną itd.

Również ze strony podwładnego może się zdarzyć, że będzie on niedojrzały uczuciowo lub też zbyt przywiązany do swojej pracy albo do osób, z którymi łączą go więzi uczuciowe, i dlatego będzie mu ciężko przyjąć inną funkcję, lub że będzie czuł się nieprzygotowany do nowego zadania itd. W takich przypadkach cierpi zarówno przełożony, jak i podwładny. Próbowali już wszystkich możliwych środków i ich dialog się wyczerpał. W tej sytuacji przełożony wydaje nakaz, ufając, że jest to najlepsze wyjście. Nadchodzi odpowiedni moment do tego, aby zagłębić się w wierze i odkryć opatrzność Ojca, który chce mnie upodobnić do swego Syna wstępującego na drogę krzyża. W planie Bożym krzyż nadal pozostaje niezastąpionym środkiem zbawienia świata.

Nieodłącznym środkiem w przeżywaniu posłuszeństwa opartego na rozeznawaniu jest dialog między przełożonym i podwładnym oraz między członkami wspólnoty. We wspólnym poszukiwaniu woli Bożej są to chwile szczególne. Ważne jest to, aby przypomnieć, jaki jest sens tego dialogu: poszukiwanie woli Bożej i pełnienie jej. Dlatego też nie jest to walka podwładnego z przełożonym w celu odkrycia, kto może więcej. Nie jest to gra dyplomatyczna, aby zobaczyć, kto kogo oszuka, albo, co zamierza. Sens dialogu jest o wiele głębszy. Rodzi się on z odpowiedzialności i zobowiązania do poszukiwania wyłącznie tego, co lepsze i co lepiej odpowiada Bożym wymaganiom.

Dialog nie jest jedynie możliwością, lecz jest powinnością. Czasami wynikiem dialogu będzie to, co jest korzystne dla podwładnego, kiedy indziej zaś to, co jest sprzeczne z jego pragnieniami. Takim przykładem może być przypadek, gdy podwładny nie ma najlepszego zdrowia, ale nie chce nic powiedzieć o tym przełożonemu, gdyż obawia się usunięcia ze swej funkcji lub przysporzenia wydatków prowincji. Podwładny jednak ma obowiązek poinformowania o takiej sytuacji. Może też się zdarzyć, że ujawniając przed przełożonym posiadane umiejętności i przygotowanie, zostanie poproszony o to, aby podjąć urząd lub pracę niezbyt pociągającą.



Liczba wyświetleń strony: 10717368 * Liczba gości online: 33 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC