MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Akceptacja samego siebie – również z błędami i winą



Najtrudniejsze zadanie człowieka polega chyba na tym, żeby umiał dobrze obchodzić się ze sobą wtedy, gdy popełnił błąd lub zawinił. Zwykle z trudem przychodzi nam miłosierdzie względem własnej osoby, jeśli popełniliśmy jakiś przykry błąd, który został w dodatku spostrzeżony przez nasze otoczenie. Z reguły obwiniamy się wówczas, pogrążamy się wewnętrznie, wytykając sobie, jak źli, słabi i tchórzliwi jesteśmy. Albo łamiemy sobie głowę nad tym, jak w ogóle mogło dojść do tego błędu. Jeszcze raz analizujemy przebieg zdarzenia i ciągle potrząsamy tylko głową, dziwiąc się, że mogło to nas spotkać. Dobrze postępować ze sobą, nie oznacza wybaczyć sobie swoje błędy przed sobą i przed innymi. Niejeden człowiek znajduje się w sytuacji, którą można by określić – przymus usprawiedliwienia. Zawsze musi on mieć czyste sumienie. Musi więc stale poszukiwać nowych argumentów na swoje usprawiedliwienie, starając się w ten sposób udowodnić, że to inni są winni, że przyczyną są czynniki obiektywne lub pogoda.

Usprawiedliwienie popełnionych błędów przed sobą czy przed innymi na niewiele się zdaje. Stale pojawiają się nowe przesłanki świadczące o tym, że może jednak to właśnie my zawiniliśmy, że jednak na nas spoczywa odpowiedzialność. W równie znikomym stopniu skuteczne jest obwinianie swojej osoby i uważanie siebie za najgorszego człowieka Dobrze postępujemy z naszą winą wówczas, gdy po prostu pozostawiamy ją w spokoju, nie wartościując jej, i gdy ofiarujemy ją Bogu, bardziej zdając się na Niego. Bóg w Swoim miłosierdziu przyjmuje nas bowiem razem z naszą winą – taka postawa jest lepsza niż nieustanne krążenie wokół własnej winy. Nie mamy żadnej gwarancji, że nie popełnimy już więcej błędu. Wprost przeciwnie, bardziej prawdopodobne jest, że znowu zawiedziemy (postanawiam, że więcej nie popełnię samogwałtu. Takich postanowień nie możemy podejmować). Jedynie wielkie zaufanie do Boga uchronić nas może przed zadręczaniem się wyrzutami sumienia.

W samooskarżaniu się kryje się często moja duma. Nie potrafię sobie wybaczyć, że to właśnie mi przytrafiła się ta głupia wpadka. Godzi to w mój honor, że tak ośmieszyłem się przed innymi. A powinienem przecież wykazać się przed Bogiem jako lepszy człowiek. Powinienem wreszcie zacząć dotrzymywać postanowień i przestać popadać w ten grzech. Bądźmy pokorni, miejmy świadomość tego, że nie możemy na sobie polegać, że nie mamy żadnej gwarancji uchronienia się przed ponownym popełnieniem tego samego grzechu. Jako ludzie zawsze na nowo będziemy upadać. Przez pokorę rozumiemy tu pogodzenie się z tym faktem. Sprawia to najpierw ból. Gdy na moich oczach tracą swoje znaczenie wyznawane jeszcze przeze mnie, w sposób błędny ideały – odbieram to boleśnie. Ale pokora prowadzi jednocześnie do poczucia wolności i ufności. Nie jestem już zmuszony do ciągłego wytykania sobie mojego przewinienia. Nie powinienem ciągle obwiniać się z powodu mojej niedoskonałości. Nie oznacza to, że chcę się uwolnić od wzięcia odpowiedzialności za popełniony czyn. Skoro Bóg wybaczył mi dany czyn, który popełniłem i ja powinienem go sobie wybaczyć. Nie wolno mi marnować swojego życia, bez przerwy robiąc sobie wyrzuty i poniżając siebie.



Liczba wyświetleń strony: 10034308 * Liczba gości online: 14 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC