MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Boże, kim jesteś?



Zdawało się, że tyle wiem o Bogu, a teraz okazuje się, że nic się nie zgadza - Bóg jest zupełnie inny. Bóg, którego, ja mi się zadawało, znam, był w pewnym sensie projekcją tego, co było doświadczeniem mojego życia jako dobro i pełnia miłości i co znalazło swoje przedłużenie w moim myśleniu o Bogu. Prawdziwy Bóg jest pełen miłości, ale całkiem inaczej niż ludzie. Niekiedy odbieram Boga, jako tego, który jest dla mojej radości, pociechy, szczęścia, wycofuje się i staje się nieosiągalny. Jego oblicze nie zwraca się już w moją stronę, Jego spojrzenie nie pada już na mnie. Tak właśnie to odczuwam. Ten stan sprawia, że człowiek czuje, że żyje pozbawiony Boga, że Bóg go karze i odrzuca, że jest na niego zagniewany i że jest Jego niegodny.

Wraz ze zmianą obrazu Boga, zmienia się też moja wiara. Mam wrażenie, że zaczynam tracić wiarę. Bóg, w którego wierzyłem, na którego liczyłem, zniknął i nie mam na czym oprzeć swej wiary. Czy można to nazwać wiarą? Wiara jest czymś o wiele szerszym i głębszym, niż gotowi jesteśmy sądzić. W Izraelu byli wierzący, którzy narzekali, że zgubili Boga: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? Daleko jesteś, mój Wybawco, od mych próśb i wołania”. Narzekania nie eliminują wiary, ale również mieszczą się w jej przestrzeni. I tak może być. To ludzkie doświadczenie „opuszczenia przez Boga” może mieścić się w ramach wiary. Wiara jest o wiele bardziej tajemnicza, niż myślimy. Wiara, to wierzyć Bogu, nie zaś temu, czego doświadczam o Bogu. Teraz Bóg może być tym, kim jest, zamiast być tym, kto zaspokaja moje potrzeby. Wychodzę ze sfery subiektywnej (mojej, osobistej, moich odczuć i myślenia), a otwieram się na rzeczywistość obiektywną.

Nikt, kto szuka Boga na drodze wiary, nie może uniknąć bolesnych doświadczeń, wewnętrznych rozdarć, braku rozumienia Boga, siebie, otoczenia w którym żyje. Nawet poddając się pewnym ćwiczeniom ascetycznym, zawsze istnieje podstawa, by skoncentrować się na własnej osobie. Miłość ma to do siebie, że uszczęśliwia. Dopóki tak jest, nie pozostaje nic innego, jak się jej uchwycić. Wszystkie wielkie słowa o ofierze i bezinteresownej miłości wyrażają mimo wszystko moje oczekiwania i są stawianiem warunków przeze mnie. Nie daję wolności Bogu. Chcę odpowiedzi na miłość i spełnienia pragnień. Nie ma innej drogi do wolności, jak stanowcze odrzucenie przez Boga moich warunków. W takim sfrustrowaniu, jakie się rodzi, gdy nie otrzymuję najmniejszej odpowiedzi - jeśli tylko całym sercem akceptuję tę frustrację i na nią przyzwalam - stopnieją ostatnie resztki mojego egoizmu.



Liczba wyświetleń strony: 10034289 * Liczba gości online: 13 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC