MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Bogu służyć



Celem i sensem naszego życia jest więc współdziałanie i współpraca z Bogiem. Treścią podstawową tego planu jest dobro i szczęście człowieka, również i moje. Kiedy poznam i uwierzę, że „dobry jest Pan”, zapragnę dzielić się moim doświadczeniem i dawać o Nim świadectwo. Ofiarowanie się codzienne Jezusowi na służbę może być dokonane tylko przy Jego pomocy. Trzeba o tym pamiętać, kiedy rodzi się w nas sprzeciw wewnętrzny wobec pełnego oddania się Chrystusowi i służenia Mu. Sprzeciwu tego nie planujemy i go nie chcemy. Przychodzi na nas, niezależnie od naszej woli.

Nie powinniśmy się czuć winnymi, jeżeli służba Jezusowi nie budzi w nas teraz zachwytu i entuzjazmu, ale właśnie uczucia zniechęcenia i oporu. W miłości nie stosuje się nigdy przymusu. Przymus zabija miłość. Istotą życia duchowego jest doświadczenie miłości: miłości Boga do nas i naszej miłości do Niego. Nie trzeba więc przymuszać się, aby wzbudzać w sobie pragnienie służenia Jezusowi. W chwili doświadczenia sprzeciwu wewnętrznego, trzeba tylko prosić o pragnienie służby. Wraz z naszą modlitwą zrodzi się w nas „z Jego pomocą” głębsze pragnienie oddania się Jemu. Pragnienie obejmuje nie tylko nasz rozum, ale i serce. Modlitwa zaś jest bardziej aktem serca, niż ludzkiego umysłu.

Oddaliśmy się Jezusowi na służbę z większym lub mniejszym poczuciem realizmu, to znaczy tego, co nas tak naprawdę może czekać w życiu zakonnym. Realizm człowieka przejawia się zarówno w świadomości własnej ludzkiej słabości, jak też w zdolności przewidywania przynajmniej niektórych przeszkód, jakie możemy spotkać jeszcze w życiu zakonnym. Służba Jezusowi posiada również wymiar szarej i monotonnej służby. O co chodzi, między innymi, w naszym ofiarowaniu się Jezusowi? O znoszenie wszelkich krzywd i wszelkich poniżeń, upokorzeń, jak również o doświadczanie nade wszystko swojej duchowej i moralnej słabości. Nasze „trudzenie się” w pracy, w modlitwie, w życiu wspólnotowym, w służeniu innym posiada także wymiar radości, ale i znużenia, nadziei, ale i chwil zniechęcenia i zmęczenia koniecznością zmagania się z innymi o to, co dla mnie zdaje się być normalne i oczywiste.

Ważnym kryterium naszego oddania się Jezusowi i służby Jemu staje się przede wszystkim stosunek do niezasłużonej krzywdy i poniżenia, upokorzeń. Mówiąc wprost: do krzyża. Jezus bronił się bardzo mocno przed przyjęciem krzywd i poniżenia, które miały na Niego przyjść w czasie męki i śmierci krzyżowej. Nie należy szukać samemu krzywd i upokorzeń. Jezus tego od nas nie chce, gdybyśmy prowokowali innych do wprowadzania nas w takiego rodzaju doświadczenia. Przez ofiarowanie się Jezusowi uwalniamy się od lęku przed takimi krzywdami i upokorzeniami, które niesie codzienne życie. We wspólnocie zakonnej potrzeba choćby minimalnej zdolności znoszenia takich właśnie doświadczeń. Krzywdy i upokorzenia, jakich doświadczamy w przeciągu wielu lat życia konsekrowanego, wypływają najczęściej nie tyle z ludzkiej złości i przewrotności (choć i tego nie należy wykluczać), ile raczej z ludzkiej bezradności, braku umiejętności radzenia sobie z przykrymi cechami charakteru, z różnorodnych namiętności, które w człowieku /przynajmniej niektóre z nich/ wymykają się spod kontroli.

Często ranimy siebie nawzajem, choć nie mamy takiego zamiaru. Najgłębiej ranimy i krzywdzimy tych, których kochamy najbardziej. Postanowienie, by znosić różnorodne krzywdy i upokorzenia dla Jezusa, sprawia, że życie z braćmi staje się spokojniejsze, w którym jest duża troska i odpowiedzialność za słowa wypowiadane we wspólnocie. Dobrze jest oddać Jezusowi to, czym moglibyśmy zranić i skrzywdzić siebie samych, a także osoby we wspólnocie kapłańskiej czy zakonnej. Zatem, Jezus nie tyle ofiaruje nam najpierw specjalne krzywdy i poniżenia, ale raczej zabiera nam te, które stają na naszej drodze. Jeżeli jakieś upokorzenie, cierpienie i słabości płynące z ciała i ducha nie byłyby wolą Jezusa, tym samym znoszenie ich traciłoby znaczenie dla naszego życia duchowego. W życiu duchowym liczą się najpierw nie materialne czyny, choćby najszlachetniejsze, ale przede wszystkim postawa serca.

„Błogosławieni cisi ...” Błogosławieni mogą być rozumiani jako ci, „mający szczęście”. Mają szczęście ci, którzy są ubodzy, miłosierni, zatroskani, prześladowani, ponieważ w ich ubóstwie, dobroduszności, trosce - bliższe jest Królestwo Boże i obecność Boga jako obrońcy słabych i cichych. Cichość wydaje się kluczem do czynienia wszystkich błogosławieństw, gdyż jest istotną cechą, która umożliwia czystość serca, wprowadzanie pokoju, miłosierdzia. Cichość jest przede wszystkim tym, co ujawnia się przed Bogiem. Jest ubóstwem ducha, a ściśle: odnosi się do tego, kto pochyla się przed Panem bez chęci wymuszenia czegokolwiek, ale z pełnym oddaniem Temu, który znalazł we mnie upodobanie. Tylko ten, kto pochyla się przed Ojcem, może być cichy wobec brata. Ujawnia on także przed innymi swoją bezbronność, niechęć do jakiejkolwiek obrony, ale nie jak ten, kto chełpi się tym wynosząc się nad innych, lecz jak ten, który skłonny jest pochylać się.

W tym pochylaniu się objawia się siła dźwigania cudzego ciężaru, mycia innym nóg, bycia skłonnym do różnych ukrytych posług, które inni często odrzucają. Jest to skłonność do posług typowa szczególnie dla ludzi cichych, skłonność, która pobudza u innych ich lepszą część, także wtedy, gdy są aroganccy i atakujący. Cichość posiada charyzmat delikatności, : „nie zadziera nosa ani nie przemawia podniesionym głosem”, nie wstawia się za czymś, co upokarza i zawstydza. Umie taka osoba reagować ze stanowczością i otwartością, a także przeciwstawia się niepotrzebnym napięciom pojawiającym się we wspólnocie z właściwą sobie dobrodusznością.

Łagodny jest ten, kto nie ufa w moc ludzką, w siłę potęgi człowieka: jego wiedzy, elokwencji, władzy posiadanej, ale powierza swój los Bogu. Być łagodnym, to nie znaczy być biernym. Łagodny jest człowiek, który nawet atakowany mówi do Pana: teraz mój los jest w Twoich rękach. Dzięki ludziom łagodnym możliwe są do realizowania we wspólnotach zakonnych m.in. ideały, sprawiedliwość, miłość, zrozumienie. Ryzykujemy tym, że możemy być uważani za osoby wchodzące w kompromisy, dające się poniżać. Cichy nie ponosi za nic winy. Nie opiera się na ludzkich środkach działania. Właśnie dzięki nim zło, także tu na ziemi, może przemienić się w dobro.



Liczba wyświetleń strony: 10708058 * Liczba gości online: 17 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-22
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC