MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Boga czcić



Czcić kogoś, to otaczać go wielkim szacunkiem, przyjmować z pokornym zaufaniem jego osobę i jego wypowiedzi, poglądy, otaczać go troską i z uwagą słuchać jego słów. Czcić Boga, to przyjąć Go całym sercem, całą duszą, całym umysłem, mocą tego wszystkiego, co w człowieku najbardziej szlachetne i prawe - dać Mu centralne miejsce w naszym życiu, słuchać jego Słowa i poddać się z pokorną uległością i z zaufaniem Jego woli. Przyjmiemy wolę Boga, nawet tę trudną, jeżeli uwierzymy, że w niej kryje się nasze dobro. Odrzucamy natomiast wolę Boga i buntujemy się przeciwko niej, kiedy nie wierzymy w jej całkowitą dobroć dla nas.

W potocznym rozumieniu „wola Boża” kojarzy się nam zasadniczo z rzeczami trudnymi: z cierpieniem, odrzuceniem, niepowodzeniem w życiu zakonnym, kojarzy się nam z krzyżem, z osobą przełożonej wyższej lub niższej. Takie rozumienie woli Bożej odsłania ograniczony, a nawet fałszywy obraz Boga, który się za nim kryje. Taki obraz Boga będzie budził pełne lęku i urazów podchodzenie do Boga. Jak najpełniej możemy Bogu okazać naszą cześć? Kochając Go. Bez miłości nie możemy żyć, nie możemy dobrze żyć, być dobrymi ludźmi. Aby istnieć, człowiek musi kochać. Źródłem naszego istnienia na ziemi, jest miłość Boga i miłość człowieka. „Będziesz miłował” oznacza uznanie miłości za nasze jedyne dobro, za źródło naszego życia. Miłowanie staje się źródłem szczęścia. Im pełniejsza miłość, tym pełniejszy przypływ szczęścia.

Celu i sensu naszego życia nie stanowi jednak jakakolwiek miłość, ale miłość Boga. Jego miłość mamy uznać za nasze najwyższe dobro. Kiedy czujemy się poranieni, nieakceptowani, niekochani przez najbliższych z którymi żyjemy, wówczas doświadczenie miłości Boga może stać się dla nas źródłem leczenia zranień w miłości. Doświadczenie miłości Boga daje człowiekowi wolność wobec ludzi, wobec ich ograniczonej czy wręcz raniącej miłości. Człowiek nie zależy od człowieka, także wówczas, kiedy jest z nim złączony więzami emocjonalnymi. Czym jest doświadczenie miłości Boga? Jest m.in. doświadczeniem całkowitej zależności od Niego. Nie będę się wówczas obawiał jakiegokolwiek zniewolenia ze strony człowieka, jakiegokolwiek niewłaściwego podporządkowania się człowiekowi. Usiłujemy niekiedy zniewalać bliźnich naszymi potrzebami uczuciowymi, emocjonalnymi właśnie dlatego, iż nie czujemy się kochani przez Boga. Wszystko w życiu człowieka może mieć związek z miłością do Chrystusa. Miłość domaga się wszystkiego, domaga się całego ludzkiego życia, całego ludzkiego czasu.

Nasza duchowość, nasz umysł, nasze uczucia, nasza zmysłowość ma się stać miejscem przyjmowania i dawania miłości. Stąd konieczne jest prostowanie naszego myślenia, uzdrawianie naszych uczuć, porządkowanie naszej zmysłowości, aby wszystko mogło być skupione na miłowaniu Boga. Mamy miłować całym sercem, całą duszą, całym umysłem, ze wszystkich sił. „Całym”, gdyż w miłości nie można niczego zatrzymać dla siebie. Miłość oddaje wszystko. „Wszystko moje jest Twoje, a Twoje jest moje”. W miłości pełnej chodzi o całkowite przenikanie się osób. Człowiek zostaje przeniknięty Bogiem, a Bóg człowiekiem. Zobaczmy naszą miłość do Boga. Dostrzeżmy, jak bardzo jest ona podzielona pomiędzy nasze ludzkie namiętności a dążenia duchowe. Jak bardzo rozdwojone jest nasze myślenie pomiędzy nieuporządkowane potrzeby, a dążenie do prawdy. Jak często próbujemy usprawiedliwiać rozumem nasze namiętności. Nadużywanie czegokolwiek w naszym życiu skupia się zasadniczo na nadużyciach zmysłowych. Miłość bardziej wyraża się w czynach niż w słowach i myślach. Dlatego ważne jest uświadomienie sobie, że przykazanie miłości przekracza nasze możliwości rozumienia i możliwości realizowania go w życiu. Potrzeba zgodzić się na fakt, że o własnych siłach nie jesteśmy zdolni do takiej miłości. Nasza bezradność wobec przykazania miłości sprawia, że zaczynamy odpowiedzialnie traktować Boga i Jego miłość. Zaczynamy troszczyć się o słuchanie słowa Bożego, zaczynamy rozumieć, że bez Niego nie możemy naprawdę kochać. Zechciejmy pokornie zgodzić się na ubóstwo naszej miłości. Prośmy Boga, byśmy nie ulegali niepokojowi, który może wzbudzać w nas pycha, niezadowolona z takiej oceny naszej miłości do Boga. Bóg nie wzywa nigdy człowieka do czegoś, co byłoby dla niego niemożliwe.

Grzech człowieka nie jest ograniczeniem dla miłości Boga. Słabość moralna jest ograniczeniem dla człowieka w przyjmowaniu miłości Boga. Grzech w swej istocie jest zawsze dobrowolną rezygnacją z miłości Stwórcy. Połowiczność życia, nuda w życiu zakonnym podtrzymywana przez brak właściwego przeciwdziałania jej, frustracje, jakie przeżywa człowiek w życiu zakonnym - wszystko to przychodzi jako owoc podzielonego umysłu i serca; podzielonego pomiędzy Boga a życie normami, które są właściwe dla świata. Nie można żyć szczęśliwie nie czerpiąc w wystarczającym stopniu ze źródła szczęścia człowieka. Jeżeli człowiek nie uzna miłości Boga za naczelny cel, naczelną wartość swojego życia, wówczas ubóstwi jakąś ludzką wartość. Odrzucając Boga człowiek jednocześnie przyjmuje, stwarza w swoim życiu jakiegoś bożka. Ale to, co staje się bożkiem człowieka, staje się jednocześnie niszczącym go demonem. Każda ludzka rzeczywistość, która zostaje wyniesiona ponad Boga, staje się natychmiast wrogiem człowieka, niszczy go i zabija. (Kiedy matka ubóstwi swoje dziecko, zniszczy je. Kiedy mąż ubóstwi swoją żonę, wówczas zadręczy ją swoją zazdrością). Bożkiem człowieka może stać się także jego cierpienie, poczucie krzywdy, chęć zemsty. Istnieje jakaś demoniczna pokusa pielęgnowania swojego nieszczęścia, swojego poczucia skrzywdzenia.

Boga czcimy także wówczas, gdy miłujemy człowieka. Serce ludzkie zostało tak stworzone, że bez drugiego człowieka nie może istnieć. Wiele naszych ludzkich działań, polega na szukaniu miłości bliźniego. Istotą podobania się innym jest chęć zdobycia, przyciągnięcia ich miłości. Co oznacza: „Będziesz miłował bliźniego ...”? Uznasz, że potrzebujesz człowieka oraz że inni potrzebują ciebie. To znaczy, że zaufasz bliźniemu, jemu powierzysz swoje życie. Równocześnie będziesz tak żył, żeby twój bliźni mógł się tobie powierzyć. Będziesz tak żył, aby stać się godnym jego zaufania. „Bliźni”, to nie ktoś obcy, ktoś daleki ode mnie. On jest moim, on należy do mnie, jest mi bliski. Jeżeli dzisiaj czujemy się choć trochę osamotnieni, niekochani, odrzuceni, zlekceważeni, to także dlatego, że być może lekceważyliśmy niejednokrotnie obecność drugiego człowieka. Bardziej się koncentrujemy na naszych odczuciach i potrzebach, niż na osobach, które Bóg stawia na naszej drodze życia. Pojawia się w nas nieraz jakaś wielka zachłanność uczuciowa. Warto pamiętać, że ludzi w dzisiejszych czasach zbliża do siebie między innymi :osamotnienie i kompleksy.

Zachłanność uczuciowa sprawia, że nie jesteśmy w stanie przyjąć i docenić odrobiny miłości, akceptacji, ciepła, serdeczności i uznania, które ofiarują nam inni. Nie jesteśmy też w stanie zauważyć te osoby, które proszą nas o jakąkolwiek pomoc. Niekiedy obrażamy się na naszych domowników tylko dlatego, że nie kochają nas miłością, na którą po prostu ich nie stać. Żądamy od nich miłości absolutnej, do której nie są zdolne, a właściwie, której nie mogą nam ofiarować, bo wówczas sprzeniewierzyłyby się swojemu kapłańskiemu, czy zakonnemu powołaniu. Trzeba nam pielęgnować i rozwijać pokorę przyjmowania skromnych znaków miłości, poświęcenia i ofiary. Trzeba też mieć pokorę ofiarowania innym naszej ubogiej miłości, na którą dziś nas stać. Być może w przyszłości będzie nas stać na większą miłość. Dziś jednak chcemy ofiarować im to, czym dysponujemy. Miłość człowieka jest ważnym kryterium prawdziwego przeżywania miłości Boga. Z okruchów ludzkiej miłości, budujemy doświadczenie miłości Boga. Przez wzajemną miłość prowadzimy siebie nawzajem do nieba. „Po tym poznają, żeście uczniami moimi, jeżeli będziecie się wzajemnie miłowali”. Człowiek swoją miłością naprowadza bliźniego na miłość do Boga.

Jeżeli będziemy próbowali realizować drugie przykazanie, nie mając oparcia w pierwszym, natychmiast staniemy się dwuznaczni w naszej miłości. Będziemy podkradać ludzkie uczucia, będziemy szukać najpierw własnego uznania, akceptacji. Możemy tym samym bardziej wiązać ludzi ze sobą, a nie z Bogiem. To, co należy się panu Bogu, będziemy zabierać dla siebie. Jeżeli nie opieram się mocno na Bogu, łatwo mogę manipulować innymi. /Matka, która nie ma mocnego oparcia w mężu, może łatwo manipulować swoimi dziećmi. Może je kochać w sposób zaborczy/. Brak oparcia w miłości Boga sprawia, że ci, którzy są naszymi braćmi, mogą być narażeni na nasze manipulacje. Im głębsze i silniejsze będą więzi z bliźnimi, tym bardziej mogą być oni narażeni na niebezpieczeństwo manipulacji.

Miłość daje wolność. Nie można oddawać w pełni czci Bogu, nie będąc wolnym wewnętrznie człowiekiem, albo nie stającym się wolnym. Tam, gdzie nie ma pełnej wolności, tam też nie ma pełnej miłości. Bóg daje wolność, ponieważ miłość zawsze daje wolność. Tam gdzie ogranicza się wolność, tam miłość wchodzi na drogę manipulacji. Można manipulować człowiekiem odwołując się do jego lęku, zagrożenia, poczucia winy, chorych ambicji, kruchości emocjonalnej. Manipulacje drugim człowiekiem, są zawsze żerowaniem na jego kruchości, delikatności i biedzie. Manipulacja może być ułatwiona, gdy jedna ze stron posiada przewagę: dojrzałości, funkcji, wieku. Tam gdzie istnieje manipulacja, brak jest spontaniczności, radości, inicjatywy.



Liczba wyświetleń strony: 9477043 * Liczba gości online: 24 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC