MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Boga chwalić



Chwalić kogoś, to odkrywać piękno, które w nim istnieje, to ukazywać jego dobroć, miłość, szlachetność, uczciwość. „Chwalę Cię, bo mnie wybawiłeś i nie pozwoliłeś mym wrogom naśmiewać się ze mnie”. Człowiek swoją dobrocią objawia dobroć Boga i w ten sposób najpełniej oddaje Mu chwałę. Celem i sensem naszego życia jest najpierw doświadczanie w życiu osobistym dobroci Boga, a następnie dawanie jej świadectwa dobrymi czynami. Słowa: „dobroć, dobry” są często źle rozumiane. Być dobrym znaczy nieraz być słabym, nieporadnym, miękkim, nie umieć odmówić. Nasza ludzka dobroć często się wiąże ze słabością, ponieważ kryje się za nią lęk, niepewność siebie, próba manipulowania innymi, nasze potrzeby, ludzkie wyrachowanie. Niekiedy jesteśmy dobrzy dla innych jak poganie, którzy miłują tych, którzy ich miłują, pozdrawiają tych, którzy ich pozdrawiają. Czyli jesteśmy dobrzy dla tych, którzy dla nas są takimi.

Jakie są najgłębsze motywy mojej dobroci? Dlaczego wykonuję moje dobre uczynki, dlaczego pomagam, darzę innych dobrym słowem, poświęcam im mój czas? Dobroć moich czynów może się okazać dopiero wówczas, kiedy zostaną one odrzucone, wyśmiane, czy ktoś nimi wzgardzi. Nasza dobroć objawia się przede wszystkim wówczas, gdy jest czyniona wobec osób, które nas nie lubią, są dla nas nieuprzejme, podejrzliwe, a może nawet wścibskie. Możemy w życiu zakonnym doświadczyć uczucia krzywdy, nienawiści, chęci odwetu, żalu. Postanawiamy, że już nie będziemy naiwni i nie damy się naciągnąć, wykorzystać, to tym samym możemy zdemaskować naszą dobroć. Ostatecznym lustrem dla wszystkich przejawów naszej dobroci jest dobroć Jezusa ukrzyżowanego, która została całkowicie odrzucona, poniżona i ośmieszona, a mimo to Jezus modlił się za swoich prześladowców: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”.

Człowiek, która odrzuca dobroć i troskę innego człowieka, rzeczywiście nie wie, co czyni. Jest w jakimś sensie człowiekiem nieszczęśliwym, może zniewolonym, nieświadomym tego, co czyni. Człowiek odrzucając dobroć i miłość, skazuje się na piekło samotności, zamknięcie się w sobie, uważając, że nie potrzebuje innych do bycia szczęśliwym. Dobre, bezinteresowne życie człowieka jest najlepszym uwielbieniem Boga. Niekiedy we wspólnocie zakonnej możemy doświadczyć gniewu, ukrytej, a też i jawnej agresji, wrogim nastawieniem do pozostałych członków wspólnoty. Możemy spotkać osoby, które często się bronią w sposób naiwny i bezsensowny, zamiast uznać swój błąd, swoją słabość. Osoby te otaczają się murem chłodu i nie pozwalają „byle komu” zbliżyć się do siebie. Są to osoby głęboko zranione jeszcze w domu rodzinnym, albo już w klasztorze. Uważają one, że swoim gniewem i agresją powinny się bronić, zanim koś je wpierw zaatakuje. Życzliwe uwagi odbierają jako atak na ich wolność osobistą. Stanowczość w głosie drugiego traktują jako podnoszenie na nich głosu i poniżanie, a także jako celowe upokarzanie. Bezinteresowną dobrocią i życzliwością możemy takie osoby próbować rozbrajać z ich obronnych, gniewnych i agresywnych postaw. Naszą dobrocią możemy pokazać, że dobro i miłość w życiu człowieka są możliwe.

Człowiek może być dobry, gdy uczy się miłować siebie. Dostrzegam dobroć Boga, gdy uczę się dostrzegać, ale też mam świadomość dobra, które Bóg we mnie czyni. Stąd, aby „Boga chwalić”, potrzeba miłować siebie. Jest to jedna z najtrudniejszych umiejętności w życiu człowieka. Doświadczenie pokazuje, jak niewiele otacza nas osób, które umieją kochać siebie miłością bezinteresowną, miłością ofiarną i wymagającą. Niektórym osobom mówienie o miłości siebie samego wydaje się czymś podejrzanym. Często sądzi się, że Jezus wzywa przede wszystkim do nienawiści samego siebie: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”. Jak zatem należy rozumieć zaparcie się siebie? Nie można go utożsamiać z nienawiścią siebie samego. Ponieważ jestem dzieckiem Boga, zrodzony jestem z miłości i przeznaczony do miłości. Moje życie zasługuje na miłość, także na moją własną miłość. Zapieranie się siebie dotyczy tego, co niszczy nasze życie: naszych namiętności i grzechów. Prawdziwa miłość siebie polega najpierw na pełnej akceptacji swojego życia takim, jakie ono jest w danej chwili, bez niechęci, bez zgorzknienia i rezygnacji.

Mówimy często o dobroci i cierpliwości wobec innych. Aby móc przyjąć tę postawę wobec innych, dobroć i cierpliwość trzeba najpierw okazać sobie samemu. Kiedy nie kochamy siebie, nie umiemy też otwierać się na miłość innych; zbyt szybko podejrzewamy ich o brak miłości i o odrzucenie. Ponieważ wątpimy w wartość naszego życia, w wartość nas samych, odbieramy nieraz innych, ich umiejętności jako zagrożenie. Kiedy wobec nas inni są chwaleni, możemy w tej sytuacji odczuwać zagrożenie. Łatwo rodzi się w nas uczucie zazdrości, z którym nie umiemy sobie radzić. Negatywny obraz siebie nie pozwala nam zbliżać się do innych i przyjmować ich miłość, życzliwość, dobroć w sposób naturalny. Jeżeli człowiek czuje się kochanym przez Boga, to takie doświadczenie owocuje szacunkiem do samego siebie.

Zauważmy, iż to czego w sobie nie akceptujemy, koncentruje naszą uwagę, pochłania naszą ludzką energię, sprawia, że skupiamy się przede wszystkim na tym, czego nam brakuje. Wraz z akceptacją siebie, rodzi się wewnętrzna wolność. Zamiast dręczyć się brakami, możemy korzystać z darów, które już posiadamy. Akceptacja siebie jest możliwa tylko wówczas, kiedy widzimy jasno granice naszych ludzkich możliwości, granice naszej odporności psychicznej, odporności emocjonalnej, naszą wrażliwość, słabości. Miłość siebie może być budowana tylko na prawdzie. Nie akceptacja siebie w swej istocie jest buntem przeciwko sobie, jest próbą zaprzeczenia naturalnym granicom, uwarunkowaniom, jakie posiadamy.

Kiedy nie kochamy siebie, wówczas rozwija się w nas przesadny lęk przed dostrzeganiem naszych błędów i braków. Nie jesteśmy w stanie stawić im czoła, a tym bardziej wyznać ich przed sobą i przed innymi. Uważamy bowiem, że przyznanie się do własnej kruchości mogłoby spowodować jeszcze większe odrzucenie nas przez innych. Zamykamy się więc i kryjemy się ze swoimi słabościami, zaczynamy je maskować, udawać, że nie ma problemu. Ten właśnie lęk o siebie jest źródłem izolacji, samotności, podejrzliwości i agresji wobec innych. Miłość siebie samego, akceptacja siebie uczy nas prawdziwej wolności wewnętrznej: wolności wobec bliźnich i wolności wobec siebie.

Bóg uczynił nasze życie dobrym; jednak bycie dobrym wcale nie oznacza bycia dojrzałym, ukończonym. Akceptacja swojego życia, miłość do siebie wiąże się z rezygnacją „bycia jak Bóg”. W buncie przeciwko swoim ludzkim ograniczeniom zawiera się bowiem pokusa dążenia do boskości o własnych siłach. U podłoża tej podstawowej nie akceptacji siebie i swego życia leży zakwestionowanie naszej zależności od Boga. Miłość do siebie nie polega na rezygnacji, na bierności wobec życia. Akceptacja swego życia zakłada decyzję twórczości życiowej, decyzję przekraczania ludzkich ograniczeń. Miłość siebie domaga się nawrócenia.

Miłość siebie samego zakłada bezwarunkowe przyjęcie swojego życia jako daru Boga. Ona nie stawia warunków. Miłość, która stawia warunki, przestaje być jednocześnie miłością, przechodzi w jedną z form manipulacji. Człowiek może manipulować nie tylko innymi, ale także i własnym życiem. Granica między tym, czego człowiek nie może, a tym czego nie chce, jest zwykle bardzo cienka. Niewiele możemy w naszym życiu, bo niewiele chcemy. Ludzkie możliwości znacznie się powiększają, jeżeli powiększają się ludzkie pragnienia, jeżeli rośnie dobra wiara w siebie. Człowiek, który nie kocha swojego życia, nie potrafi być bezinteresownym. Jest niezdolny do tego, by dać cokolwiek bliźniemu za darmo. Zróbmy najpierw dla siebie to, co chcemy zrobić dla innych.. Ofiarujmy sobie to, co chcemy ofiarować bliźniemu. W autentycznej miłości siebie dokonuje się utożsamienie miłości siebie z miłością do Chrystusa. To, co człowiek robi dla siebie, robi jednocześnie dla Chrystusa. To, co robię dla mojego Pana, robię równocześnie dla siebie.



Liczba wyświetleń strony: 10034283 * Liczba gości online: 14 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC