MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Heretycy i inkwizycja w średniowieczu



Chrześcijaństwo, uważające się za religię objawioną głoszącą prawdę absolutną, musiało stanąć do konfrontacji z innymi religiami i światopoglądami religijnymi. W chrześcijańskim średniowieczu muzułmanów i wyznawców kultów pogańskich uważano - bez zróżnicowania - za „niewiernych", których należało nawrócić albo sobie podporządkować. Wspólnoty żydowskie były zepchnięte na margines i poddane dyskryminacji. Powoływanie się na posiadanie prawdy, wynikającej z objawionego Słowa Bożego, wywoływało jednak napięcia również wśród chrześcijan. Logiczną konsekwencją ścisłego związania wiary i Kościoła „z osobą Jezusa Chrystusa jako drogi, prawdy i życia" (W. Beinert) była konieczność jedności wiary i Kościoła. Paweł podkreślał: „Innej jednak Ewangelii nie ma" (Gal 1,7). Pierwszy wielki teolog chrześcijaństwa łacińskiego Tertulian (zm. po 220) określał chrześcijaństwo jako „prawdę" (veritas), a nie jedynie jako „zwyczaj" (consuetudo). Przeciwstawne tym opiniom było historyczne doświadczenie różnorodnych interpretacji i form życia, które każdorazowo powoływały się na tradycję chrześcijańską. Od początków swego istnienia Kościół uważał za swe zadanie ograniczenie doktrynalnego i kultycznego pluralizmu. W miarę jak Kościół formował religijnie obowiązujące nauczanie (dogmaty) i ustanawiał autorytarne struktury celem kontrolowania jednorodnej interpretacji chrześcijaństwa i jego praktyki kultu, pojawiało się zjawisko chrześcijańskiej herezji albo kacerstwa.

Spór o prawowierność (ortodoksja) i innowierstwo (heterodoksja) naznaczył dogłębnie rozwój Kościoła oraz sposób, w jaki Kościół pojmował siebie. Już w okresie prześladowań chrześcijańscy teologowie i regionalne synody biskupie troszczyli się o jedność nauczania i Kościoła, potępiając odmienne nauki i odstępstwa (Ireneusz, Tertulian). Dopiero jednak związek z rzymską władzą państwową za panowania cesarza Konstantyna (306-337) stworzył Kościołowi instytucjonalne możliwości do przeforsowania swej idei jedności. Teologia IV i V wieku (Hieronim, Augustyn) dostarczyła wiążących interpretacji Pisma Świętego i stworzyła tym samym struktury będące punktem odniesienia dla pojęciowego i fenomenologicznego opisu herezji. Przy współdziałaniu chrześcijańskiego cesarza rzymskiego powszechny (ekumeniczny) sobór stał się najwyższą instancją decyzyjną w sprawach wiary (po raz pierwszy w Nicei, 325). W tym samym czasie Kościół, zorganizowany instytucjonalnie, przyjął wzorowane na rzymskim modelu prawo, w którym zjawisko herezji zostało podniesione do poziomu pojęcia jurydycznego. Komentarze ojców Kościoła, katalogi kacerzy Kościoła pierwszych wieków oraz pochodzące z tego okresu postanowienia soborowe i synodalne były aż do końca średniowiecza najbardziej autorytatywnym źródłem przy teologicznej interpretacji i pojęciowym definiowaniu herezji. W konsekwencji nazwy i treści herezji późnej starożytności nieustannie - niczym motyw przewodni - pojawiają się w kościelnej literaturze średniowiecza poświęconej heretykom i - często omylnie - są odnoszone do nowych zjawisk. I tak w średniowieczu osoby związane z Kościołem określają współczesnych im katarów mianem arian albo manichejczyków, właściwym dla okresu późnego antyku.

Chrześcijaństwo, uważające się za religię objawioną głoszącą prawdę absolutną, musiało stanąć do konfrontacji z innymi religiami i światopoglądami religijnymi. W chrześcijańskim średniowieczu muzułmanów i wyznawców kultów pogańskich uważano - bez zróżnicowania - za „niewiernych", których należało nawrócić albo sobie podporządkować. Wspólnoty żydowskie były zepchnięte na margines i poddane dyskryminacji. Powoływanie się na posiadanie prawdy, wynikającej z objawionego Słowa Bożego, wywoływało jednak napięcia również wśród chrześcijan. Logiczną konsekwencją ścisłego związania wiary i Kościoła „z osobą Jezusa Chrystusa jako drogi, prawdy i życia" (W. Beinert) była konieczność jedności wiary i Kościoła. Paweł podkreślał: „Innej jednak Ewangelii nie ma" (Gal 1,7). Pierwszy wielki teolog chrześcijaństwa łacińskiego Tertulian (zm. po 220) określał chrześcijaństwo jako „prawdę" (veritas), a nie jedynie jako „zwyczaj" (consuetudo). Przeciwstawne tym opiniom było historyczne doświadczenie różnorodnych interpretacji i form życia, które każdorazowo powoływały się na tradycję chrześcijańską. Od początków swego istnienia Kościół uważał za swe zadanie ograniczenie doktrynalnego i kultycznego pluralizmu. W miarę jak Kościół formował religijnie obowiązujące nauczanie (dogmaty) i ustanawiał autorytarne struktury celem kontrolowania jednorodnej interpretacji chrześcijaństwa i jego praktyki kultu, pojawiało się zjawisko chrześcijańskiej herezji albo kacerstwa.

Spór o prawowierność (ortodoksja) i innowierstwo (heterodoksja) naznaczył dogłębnie rozwój Kościoła oraz sposób, w jaki Kościół pojmował siebie. Już w okresie prześladowań chrześcijańscy teologowie i regionalne synody biskupie troszczyli się o jedność nauczania i Kościoła, potępiając odmienne nauki i odstępstwa (Ireneusz, Tertulian). Dopiero jednak związek z rzymską władzą państwową za panowania cesarza Konstantyna (306-337) stworzył Kościołowi instytucjonalne możliwości do przeforsowania swej idei jedności. Teologia IV i V wieku (Hieronim, Augustyn) dostarczyła wiążących interpretacji Pisma Świętego i stworzyła tym samym struktury będące punktem odniesienia dla pojęciowego i fenomenologicznego opisu herezji. Przy współdziałaniu chrześcijańskiego cesarza rzymskiego powszechny (ekumeniczny) sobór stał się najwyższą instancją decyzyjną w sprawach wiary (po raz pierwszy w Nicei, 325). W tym samym czasie Kościół, zorganizowany instytucjonalnie, przyjął wzorowane na rzymskim modelu prawo, w którym zjawisko herezji zostało podniesione do poziomu pojęcia jurydycznego. Komentarze ojców Kościoła, katalogi kacerzy Kościoła pierwszych wieków oraz pochodzące z tego okresu postanowienia soborowe i synodalne były aż do końca średniowiecza najbardziej autorytatywnym źródłem przy teologicznej interpretacji i pojęciowym definiowaniu herezji. W konsekwencji nazwy i treści herezji późnej starożytności nieustannie - niczym motyw przewodni - pojawiają się w kościelnej literaturze średniowiecza poświęconej heretykom i - często omylnie - są odnoszone do nowych zjawisk. I tak w średniowieczu osoby związane z Kościołem określają współczesnych im katarów mianem arian albo manichejczyków, właściwym dla okresu późnego antyku.

Z punktu widzenia prawa nie każde odstępstwo od jednej prawdy wiary głoszonej przez Kościół i natchnionej przez Ducha Świętego podlegało ściganiu. Za kacerza uważany był tylko ten, kto tego rodzaju błędów uparcie bronił, pomimo pouczenia przed sądem kościelnym (klasyczna definicja u Tomasza z Akwinu, Summa theol. II-II, q. 11, a. 1). Poza tym już u Cypriana (zm. 258) zerwanie wspólnoty kościelnej przez założenie oddzielnej grupy (schizma) było postawione na równi z herezją. Średniowieczne prawo kanoniczne rozróżniało z jednej strony twórcę i głosiciela błędnej nauki, a z drugiej jej zwolenników, pomocników i obrońców (klasyczna definicja u Hostensiusa, Summa aurea X, 5, 7, 1). Tylko ci pierwsi podlegali w pełnym wymiarze kościelnemu i świeckiemu ustawodawstwu antyheretyckiemu. Także współczesne badania podtrzymują to rozróżnienie. Rozpatrując sposób działania, horyzont intelektualny i motywację, należy zdecydowanie odróżnić twórców błędnej nauki (herezjarchów), obeznanych zwykle z teologią, oraz głosicieli tychże nauk, od ich przeważnie świeckich zwolenników, należących do rozmaitych środowisk społecznych (J. Le Goff). Niektóre błędne nauki - jak tezy Abelarda (zm. 1142) - ograniczyły poza tym swe oddziaływanie wyłącznie do intelektualnego środowiska teologicznego (heresie savante); inne - jak nauki katarów i waldensów - spowodowały powstanie olbrzymich ruchów osób świeckich (heresie populaire).



Istotnym aspektem dla historii chrześcijańskich herezji było twierdzenie, że Kościół głosi prawdę w sprawach wiary i jest wyłącznym miejscem dostąpienia zbawienia. Przekonanie, że Duch Święty przekazał ten dar Kościołowi, a następnie biskupom w ramach sukcesji apostolskiej, sprawiało, że powszechny (katolicki) Kościół postrzegał siebie jako wyłącznego strażnika jednej prawdy wiary. Ten, kto w Kościele rościł sobie prawo do najwyższego urzędu nauczycielskiego, podlegał historycznym przeobrażeniom. Dla średniowiecza w Europie Zachodniej główne znaczenie posiada ukształtowanie się idei papieskiego prymatu. Kulminacyjnym punktem tego procesu w epoce reformy kościelnej był głoszony przez Piotra Damianiego (zm. 1072) i papieża Grzegorza VII (1073-1085) pogląd, że nieposłuszeństwo wobec dekretów papieskich już jest herezją (O. Hageneder). Podobnie jak w epoce reformacji również w tym okresie pojęcie heretyka podlegało instrumentalizacji celem rozwiązania wewnątrzkościelnych konfliktów. W XI wieku zarzut herezji objął równocześnie osoby kupczące urzędami i godnościami kościelnymi, nikolaitów oraz wrogów papieża. Uznanie sądowe za heretyka cesarza Fryderyka II (zm. 1250), francuskich członków zakonu templariuszy (po 1307) albo Joanny d'Arc (zm. 1430) pokazuje jednak, że w późnym średniowieczu zarzut kacerstwa stawał się coraz bardziej środkiem politycznej walki. Wywodzący się z owego okresu krytycy wielokrotnie zabierali głos, protestując przeciw upolitycznieniu i uprzedmiotowieniu debaty na temat herezji. Angielski franciszkanin William Ockham (zm. 1348/49) stwierdził: „Błąd w wierze nie dlatego jest herezją, ponieważ Kościół go potępił, lecz ponieważ sprzeciwia się wierze".

Analizując zjawisko ścigania i karania heretyków, należy również wziąć pod uwagę historyczne przeobrażenia i wielorakie zróżnicowania o charakterze regionalnym. Rzymskie ustawodawstwo w okresie przedchrześcijańskim oraz we wczesnym chrześcijaństwie można rozpatrywać jako punkt odniesienia dla ścigania heretyków przez Kościół. Rzymskie państwo tolerowało wprawdzie religijny i kultowy pluralizm, a dogmatyczny przymus był nieznany antycznej wierze w bogów. Rzymscy urzędnicy dbali jednak zdecydowanie o ochronę porządku religijno-kultowego, szczególnie zaś o kult cesarza ważny dla zachowania jedności państwa. Z tego względu za bluźnierstwo przeciw Bogu (blasfemia), obrabowanie świątyni (świętokradztwo) albo odmowę publicznego złożenia ofiary w kulcie cesarskim groziły wysokie kary. Wspólnoty chrześcijańskie pierwszych wieków, które same w wyniku zarzutu odmowy składania ofiar aż do początku IV wieku były narażone na prześladowania ze strony państwa, były skłonne do rezygnacji z przemocy podczas wewnętrznych sporów dotyczących wiary. W duchu: „Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa (tzn. pszenicy i chwastowi)" (Mt 13, 30), wczesna teologia opowiadała się za tym, aby kacerzy pozostawić sądowi Bożemu na końcu czasów (A. Angenendt). Dopiero w epoce pokonstantyńskiej Kościół coraz bardziej korzystał z pomocy państwa przy prześladowaniu heretyków, akceptując również możliwość pozbawienia ich życia. Przez długi okres czasu ostatecznie to jednak postawa miejscowych biskupów, urzędników państwowych albo lokalnych synodów decydowała o tym, czy wspólnoty chrześcijańskie odnosiły się do heretyków z tolerancją, znosiły cierpliwie ich obecność albo stosowały wobec nich przemoc. Dopiero w epoce reformy Kościoła doszło na Zachodzie do wzmocnienia centralizacji kościelnego ustawodawstwa i prawodawstwa, co prowadziło do ostrzejszego i ujednoliconego postępowania wobec heretyków jeszcze przed ustanowieniem papieskiej inkwizycji w XIII wieku.

Pod wpływem heretyckich ruchów o charakterze masowym również teologia XII i XIII wieku o wiele bardziej polemicznie zaczęła przyglądać się problemowi herezji. Wielcy kaznodzieje, jak cysters Bernard z Clairvaux (zm. 1153) lub franciszkanin Bertold z Ratyzbony (zm. 1272), wystąpili przeciw katarom. Uchodzili oni za „wysłańców diabła", „lisy w winnicy Pańskiej", „dzieci ciemności", „wrzód" albo „zaświerzbione owce pośród wiernego stada" (A. Patschovsky). Wszystkie te obrazy ostrzegają przed niebezpieczeństwem pokusy i pewnej utraty zbawienia, jeżeli ktoś pójdzie za nauczycielami wiodącej na manowce nauki. Ich prześladowanie i wyniszczenie można było zatem z perspektywy Kościoła uzasadnić pastoralną koniecznością. Z perspektywy osób dotkniętych prześladowaniami zarzut herezji służył jednak nade wszystko zachowaniu władzy Kościoła hierarchicznego. Podczas przesłuchania na dworze królewskim w Paryżu w 1303 roku francuski franciszkanin Bernard Delicieux (zm. po 1320) miał powiedzieć, że w obecnych czasach nawet apostołowie Piotr i Paweł nie byliby w stanie uratować się przed inkwizycją papieską. Bez wątpienia wiele oskarżeń o herezję i wyroków za kacerstwo wykraczało poza kwestię właściwej wiary. Wpływ na nie miały również wewnątrzkościelne struktury władzy, interesy świeckich władców oraz omylność instytucji Kościoła kierowanej przez ludzi. Tym samym ważnym zadaniem tej książki jest usytuowanie zjawiska zwanego herezją w ówczesnym kontekście historycznym.

III. RELIGIJNE PRZEBUDZENIE W XI WIEKU

Chronologia

• 970 (ok.) Pojawienie się pierwszych grup heretyków na Sardynii, w Italii i w Hiszpanii

• 1018 Ademar z Chabannes donosi o działalności manichejczyków w Akwitanii

• 1022 Skazanie na śmierć na stosie heretyków w Orleanie

• 1025 Heretycy w Arras

• 1028 (ok.) Heretycy w Monteforte (pod Turynem)

• 1046 (ok.) Heretycy w Rawennie, Wenecji i Weronie

• 1047 Synod zwołany w celu reformy Kościoła przez papieża Klemensa II i cesarza Henryka III potępia symonię

• 1049-1054 Pontyfikat papieża Leona IX

• 1049 Synod w Reims pod przewodnictwem papieża Leona IX; ekskomunika heretyków w Galii

• 1050 Papież Leon IX potępia nikolaityzm jako herezję

• 1050 (ok.) Cesarz Henryk III nakazuje stracić heretyków w Goslarze 1054 Schizma między Kościołem łacińskim i greckim

• 1059-1061 Pontyfikat papieża Mikołaja II

• 1073-1085 Pontyfikat papieża Grzegorza VII; początek sporu o inwestyturę

• 1095 Wezwanie do podjęcia krucjaty na synodzie w Clermont; w całej Europie Zachodniej kaznodzieje agitują na rzecz udziału w krucjacie 1098 Robert z Molesme zakłada klasztor w Citeaux, który stał się domem macierzystym zakonu cystersów

Wielu ówczesnych ludzi z uwagą i lękiem oczekiwało pierwszego w epoce chrześcijaństwa przełomu tysiącleci. Było to spowodowane biblijnymi proroctwami o tysiącletnim królestwie. Zakonni kronikarze rejestrowali wzrost osobliwych zjawisk natury i nacechowanych napięciem wypowiedzi religijnych, które interpretowali jako zapowiedź nadchodzącego końca świata. Według tego rodzaju źródeł lęki przed zbliżającym się końcem czasów były szeroko rozpowszechnione na Zachodzie i wywoływały także u ludzi świeckich pragnienie poszukiwania osobistej drogi zbawienia. Nowa nauka o zbawieniu przedstawiana przez wschodni dualizm znalazła zatem żyzną glebę wszędzie tam, gdzie była głoszona przez misjonarzy, uchodźców albo kupców. Pierwsze relacje o nowych heretyckich ugrupowaniach mówią o „manichejskiej" herezji, używając tym samym powszechnie stosowanego na Wschodzie zbiorczego pojęcia dla określenia dualistycznych herezji. Kronika mnicha Ademara z Chabannes konstatuje w roku 1018: „Manichejczycy pojawili się w Akwitanii". W perspektywie oczekiwanego końca świata Ademar uważał tych heretyków za „wysłańców Antychrysta, którzy wielu ludzi odwiodą od prawdziwej wiary" (Chron. III, 49). Także kronikarze z Auxerre i Chalons skarżą się w pierwszej połowie XI wieku na „zwolenników sekty Maniego" w ich biskupstwach. Suma pojedynczych świadectw ujawnia, że w latach około roku 1000 jest po raz pierwszy widoczna w zachodniej Europie godna uwagi aktywność grup heretyckich, do których przyłączali się ludzie z najróżniejszych klas społecznych. Lista źródeł (według H. Grundmanna i M. Lamberta) pozwala zobaczyć rozległy geograficznie i wąski czasowo zasięg ich pojawienia się: Sardynia, Italia i Hiszpania (ok. 970), Chalonssur-Marne (ok. 1000 i po 1046), Liege (1010-1024 i ok. 1050), Akwitania (1018),

Tuluza (ok. 1022), Orlean (1022), Arras (1025), Monteforte pod Turynem (ok. 1028), Rawenna, Wenecja i Werona (przed 1046), górna Lotaryngia i Goslar (ok. 1050).



Za bezpośrednimi powiązaniami z herezjami Wschodu przemawia na wstępie świadectwo biskupa Gerarda z Csanad (1030-1046). Jako biskup prowadzący misje wśród Węgrów ten były mnich z klasztoru św. Jerzego w Wenecji natrafił podczas pobytu w jednej z parafii na heretyków, których opis przypomina wschodnich bogomiłów. Gerard pisze dalej, że obecnie nawiedzili oni nawet „szczęśliwą Galię, uważaną do tej pory za wolną od nich (kacerzy)". Także Grecja i Italia - i tu padają nazwy położonych na północy miast: Wenecja, Rawenna i Werona - zostały dotknięte szerzeniem się nowych herezji. Nawet jeśli biskup nie podaje bliżej żadnych dogmatycznych szczegółów, to przytoczone przez niego czasowe i geograficzne ramy dają jednak wyobrażenie o przenikaniu wschodniego dualizmu przez Adrię do Italii około roku 1000. Istnieją także pewne wskazówki, że Italia była punktem wyjścia do dalszego rozprzestrzeniania się herezji poza Alpami. Kacerze z Arras, w roku 1025 doprowadzeni przed biskupa Cambrai, powoływali się na przywódcę zwanego Gundolfem, który miał pochodzić z Włoch. Także grupa na zamku Monteforte w północnej Italii wyobrażała sobie, że jest związana z towarzyszami wiary w innych krajach pod kierownictwem własnego „papieża".

Innych jednoznacznych wskazówek na pochodzenie zachodnich herezji brakuje. Mimo to dalsze podobieństwa i wspólne cechy dają o sobie znać przynajmniej w tych wszystkich przypadkach, w których źródła umożliwiają poznanie religijnych zapatrywań. Kronika Raoula Glabera (zm. ok. 1046), burgundzkiego mnicha kongregacji kluniackiej, jest jednym z najważniejszych świadectw ukazujących religijne nastroje w państwie zachodnich Franków około roku 1000. Pierwszy fragment opowiada o włoskim uczonym Wilgardzie z Rawenny, który pod wpływem starożytnych pisarzy pogańskich głosił błędne nauki, znalazł zwolenników na Sardynii, w Italii i w Hiszpanii i ok. 970 r. został potępiony jako heretyk przez Piotra arcybiskupa Rawenny (Hist. II, 12). Szerzej opowiada Raoul o losie chłopa Leutarda ze wsi Vertus położonej w pobliżu Chalonssur-Marne. Pod wpływem wizji otrzymanej w śnie miał, tuż po r. 1000, porzucić swą żonę i zdemolować miejscowy kościół. Powołując się na Biblię, głosił okolicznym chłopom, że płacenie podatków i dziesięciny jest bezużyteczne. Przyprowadzony przed biskupa z Chalons i oskarżony o herezję Leutard rzucił się do studni, odbierając sobie życie.

Pod względem teologicznym o wiele poważniejsza była herezja wykryta w Orleanie w roku 1022. Należeli do niej przedstawiciele szlachty, kapituły katedralnej, kilkoro mnichów i mniszek, a nawet dawny spowiednik królowej Franków zachodnich. Prominentny skład grupy sprawił, że wielu kronikarzy poświęciło uwagę temu przypadkowi. Obok Ademara z Chabannes i Raoula Glabera wspominają o nim także mnisi benedyktyńscy - Paweł z opactwa Saint-Pere z Chartres i Andrzej z Fleury. Grupa orleańska uległa wpływom gnostyckim: odrzucała ludzką naturę Chrystusa oraz negowała skuteczność sakramentów kościelnych. Na jej czele znajdowali się wtajemniczeni, którzy, wolni od wszelkiego grzechu, posiadali dary Ducha Świętego i przekazywali je swym poplecznikom, nakładając na nich ręce na wzór ceremonii, o jakiej wspominają Dzieje Apostolskie (Dz 8,17). Odrzucenie małżeństwa oraz spożywania mięsa wskazują na ascetyczną duchowość stroniącą od tego świata. W roku 1022 synod biskupi przesłuchał - w obecności króla francuskiego - członków grupy, uznał ich za heretyków, a następnie skazał na spalenie żywcem na stosie. Było to pierwsze, historycznie udokumentowane, spalenie na stosie za herezję w historii chrześcijaństwa. Zaledwie trzy lata później urzędnicy kościelni natknęli się ponownie w Arras i Liege na działalność heretyków. W odróżnieniu od kacerzy z Orleanu, którzy tworzyli małą, ekskluzywną grupę działającą w ukryciu, w północnej Francji misjonarze działali otwarcie, krytykując zdecydowanie odpuszczenie grzechów udzielane przez Kościół hierarchiczny, kościelne sakramenty i rytuały, a także oddawanie czci obrazom oraz krzyżowi. Władzy hierarchicznej katolickiego duchowieństwa przeciwstawiali konieczność przyzwoitego życia, w którym każdy był odpowiedzialny za zbawienie swej duszy. Także w tym przypadku nieufność wobec tego, co cielesne, oraz ascetyczny rygoryzm określały religijność grup heretyckich. Ciekawostką jest, że biskup Liege uznawał te poglądy za nieszkodliwe, zanim biskup z Arras-Cambrai nie sięgnął po ekskomunikę.

Zamek Monteforte, położony niedaleko Turynu w Piemoncie, był w tym samym okresie miejscem podobnej herezji. Wokół hrabiny z Monteforte zgromadziły się osoby duchowne i świeckie z dobrze urodzonych rodzin, dla których ich ascetyczna przemiana życia była jedyną miarą zbawienia. Do tego przekonania dołączyło się odrzucenie kościelnego odpuszczenia grzechów i władzy hierarchicznej oraz alegoryczna rein-terpretacja osoby Chrystusa i Maryi. Chrystusa utożsamiano z ludzką duszą, natomiast Maryję z Pismem Świętym. Podczas przesłuchania prowadzonego przez arcybiskupa Mediolanu grupa nazwała Ducha Świętego swym „papieżem", który każdego dnia nawiedza rozproszonych po całym świecie członków ich wspólnoty, udzielając im odpuszczenia grzechów (Landulf z Mediolanu, Hist. II, 27). Trzy ostatnie przypadki pokazują wyraźnie, że pomimo rozmaitych odcieni istniała wspólna cecha charakterystyczna łącząca heretyckie ugrupowania na początku XI wieku. Był nią ascetyczny rygoryzm we własnych szeregach powiązany z ostrą krytyką Kościoła hierarchicznego i jego nauki o zbawieniu. Te nowe nauki pasowały do schematu dualistycznego (M. Lambert mówi o „protodualiźmie"), którego popularność w XI wieku poświadcza jeszcze jedno źródło z Liege.

Inną wspólną cechą charakterystyczną przypadków z pierwszej połowy XI wieku jest niezdecydowanie przejawiające się w reakcji przedstawicieli Kościoła hierarchicznego i urzędników świeckich. Ich postępowanie wobec heretyków wahało się między dwoma skrajnościami: pokojowym odparciem argumentów drugiej strony (persuasio) i gwałtownymi represjami (coercio). Aż do przełomu tysiącleci herezje znano na Zachodzie tylko z pism ojców Kościoła oraz z greckiego Wschodu. W ówcześnie obowiązującym łacińskim prawodawstwie kościelnym nie było żadnych jasnych instrukcji na temat postępowania w przypadku pojawienia się podejrzenia o herezję. Podczas gdy w Bizancjum współdziałanie cesarza i jego aparatu państwowego określało sposoby ścigania heretyków, na Zachodzie był za to odpowiedzialny każdy biskup diecezjalny. W pojedynczych przypadkach istniała wprawdzie możliwość przyłączenia się władcy, jak uczynił to w 1022 r. król zachodnich Franków Robert II w Orleanie albo w roku 1051 cesarz Henryk III Salicki w Goslarze. Z zasady inicjatywa spoczywała jednak w rękach lokalnych biskupów i synodów. Biskup Wazo z Liege (1042-1048), który doświadczył w swojej diecezji działania nowych heretyków, wyznawał pogląd, że zatwardziali heretycy powinni zostać usunięci ze wspólnoty kościelnej. Biskup odradzał natomiast stosowanie kar cielesnych, uważając, że nie należy uprzedzać sądu Bożego. Co więcej nawoływał do cierpliwości i wyrozumiałości w postępowaniu z heretykami. W Arras, na synodzie pod przewodnictwem biskupa Gerarda I (1013-1048), doszło do dłuższej dysputy teologicznej z odkrytymi tam heretykami, którzy w swoich naukach powoływali się na przykład apostołów i na Pismo Święte.

Synod ostatecznie zdecydował się na potępienie zwolenników tej nauki z powodu herezji i nałożył na nich ekskomunikę. Ci jednak wyrazili gotowość wyrzeczenia się swych błędów. Wtedy biskup uroczyście przyjął ich ponownie do wspólnoty kościelnej „i każdy pełen radości i we wspólnocie z Bogiem udał się do swego domostwa". Tego rodzaju łagodne obchodzenie się z heretykami było jednakże raczej wyjątkiem. Szczególnie tam, gdzie władza świecka uczestniczyła w orzekaniu wyroku, heretyków jako wrogów Kościoła oczekiwała zazwyczaj kara śmierci. W Orleanie miało miejsce przesłuchanie ich przez wielu biskupów i ich doradców na specjalnie zwołanym w tym celu synodzie. Król zachodnich Franków Robert nakazał oskarżonych zaprowadzić nas stos. Heretycy z górnej Lotaryngii zostali powieszeni w Goslarze z rozkazu cesarza Henryka III, gdy odmówili zabicia pisklęcia jako próby swej niewinności. Śledztwo przeciwko szlachetnie urodzonym z Monteforte prowadził na początku arcybiskup Mediolanu. Zanim jednak podjęto decyzję o dalszym losie grupy, w Mediolanie podburzony tłum wziął siłą heretyków i pozbawił ich życia, dokonując aktu samosądu. Przy tej okazji warto wspomnieć, że kilka dziesięcioleci później w Mediolanie powstała pataria, ruch świeckich o charakterze religijnym, który wojowniczo przyłączył się do środowisk żądających reformy Kościoła i wystąpił przeciw duchowieństwu mediolańskiemu niegodnie sprawującemu powierzone mu urzędy.

W połowie XI wieku po raz pierwszy także papiestwo okazało zainteresowanie nowymi grupami heretyckimi na Zachodzie. Na synodzie w Reims (w październiku 1049) pochodzący z Lotaryngii papież Leon IX (1049-1054) mówił po raz pierwszy o „nowych heretykach w Galii", których ekskomunikował wraz z ich protektorami i zwolennikami. Synod podkreślił wyraźnie, że zajmowanie się herezją jest sprawą wyłącznie kościelną. W centrum uwagi zgromadzenia z Reims znajdował się jednak inny temat. Jako protektor lotaryńskich zakonów zreformowanych nowy papież martwił się o obraz duchowieństwa w oczach pozostałych wiernych. Szeroko rozpowszechnioną praktykę symonii oraz małżeństwa księży postawił na równi z herezją. Leon IX zapoczątkował tym samym nowy etap reformy kościelnej. W tej fazie papiestwo stanęło na czele ruchu reformy, który do tej pory podtrzymywały pojedyncze klasztory, i podjęło zdecydowane środki zapobiegawcze przeciw wewnątrzkościelnym nadużyciom. Cele szeroko zakrojonego programu odnowienia: poprawa sytuacji w Kościele i walka z herezją były z sobą ściśle powiązane. Rozpoznanie i poważne potraktowanie tego związku to zasługa papiestwa okresu reformy kościelnej począwszy od połowy XI wieku.

Nowe herezje korzystały dla swych celów z religijno-etycznego rygoryzmu, opierającego się na wstrzemięźliwości, ucieczce od świata i wierności wobec Ewangelii z reguły powiązanej ze spirytualistyczną doktryną o zbawieniu. To „przeniesienie etyki klasztornej na niemnichów" (H. Grundmann) wskazuje, na jakich warunkach dokonała się na Zachodzie recepcja dualistycznych wyobrażeń ze Wschodu. Dokumentuje również, że na początku drugiego tysiąclecia coraz więcej ludzi, świeckich, mężczyzn i kobiet oraz duchownych, zastanawiało się nad drogą zbawienia, którą należy obrać, oraz że w obliczu powszechnie widocznych niedoskonałości stanu duchownego kurczyło się zaufanie w pośrednictwo zbawcze Kościoła hierarchicznego. W tej sytuacji wschodnie herezje z ich wymiarem ascetyczno-spirytualistycznym stanowiły dla pojedynczych ludzi i grup wiarygodną alternatywę. Potrzeba pewności zbawienia i związana z tym krytyka niegodnego stylu życia Kościoła hierarchicznego objęła na trwałe daleko większe grupy ludności. Aż do końca średniowiecza motywy te określały i wprowadziły niepokój w relacjach między osobami świeckimi a Kościołem rzymskim. Prowadziło to do głęboko sięgających reform, przykładowo w zakresie rozdzielania urzędów kościelnych i duszpasterstwa. Równocześnie wywoływało jednak także rozłamy i konflikty w zachodnim chrześcijaństwie, z których powstawały nowe ruchy religijne, nowe zakony albo nowe grupy heretyckie.

Na ostatni rok pontyfikatu papieża Leona IX (1054) rzucił cień ponowny konflikt z Bizancjum, który ostatecznie przypieczętował rozłam Kościołów łacińskiego i greckiego. W następnych stuleciach jedność Kościoła pozostała wprawdzie nadal kościelno-politycznym postulatem papieży i soborów, ale w praktyce życia liturgicznego, teologicznego i organizacyjnego rozwój obu Kościołów postępował na oddzielnych drogach. Spory teologiczne, reformy kościelne, inicjatywy przeciw heretykom lub ogłaszanie ustawodawstwa kościelnego postępowało odtąd w dwóch oddzielnych sferach chrześcijaństwa, między którymi po 1054 gwałtownie pogorszyła się komunikacja i wzajemne oddziaływanie na siebie. Z drugiej strony oficjalne zerwanie z Bizancjum wzmocniło w rzymskim papiestwie tendencję do ustanowienia bardziej rygorystycznej władzy w pomniejszonym świecie łacińskiego chrześcijaństwa (H. Berman mówi o „papieskiej rewolucji"). Do programu tego, obok dążenia do scentralizowania kościelnych hierarchii oraz wzmocnienia dyscypliny wśród duchowieństwa, należało także sprzeciwianie się ingerowaniu osób świeckich w sprawy Kościoła oraz walka ze wszystkimi wrogami Kościoła rzymskiego. Papiestwo dojrzałego średniowiecza rozbudowało aparat władzy i zastosowało go w pierwszej kolejności przeciw niegodnym i nieposłusznym członkom we własnych szeregach. W tym działaniu papieże w XI wieku mogli oprzeć się na doświadczeniach i postulatach programowych klasztorów zreformowanych, które cieszyły się wielką charyzmą w Burgundii, Lotaryngii i środkowej Italii. Sam papież Leon IX pozostawał w ścisłym kontakcie z klasztorami swej lotaryńskiej ojczyzny; Humbert z Silva Candida, Hugo Candidus i Piotr Damiani, którzy udali się z nim do Rzymu, zredagowali w kurii programowe teksty dyscyplinujące duchowieństwo.

W nawiązaniu do Szymona Maga (Dz 8, 18-24) już wczesne katalogi heretyków z II i III wieku umieszczały na czele wszystkich herezji kupowanie urzędów kościelnych (haeresis simoniaca), uważane za grzech przeciw Duchowi Świętemu. Papież Grzegorz Wielki (591-604), którego pisma w średniowieczu były szeroko znane i cenione, wymienił różne formy symonii i poszerzył tym samym znacząco zakres czynów zasługujących na jej miano. Papież rozróżniał między munus a manu (środki pieniężne, prezenty), munus ab obsequio (przysługi, grzeczności) oraz munus a lingua (wstawiennictwo). W politycznej praktyce wczesnego średniowiecza germańscy władcy i ich następcy wykorzystywali kościoły swych terytoriów do wielorakich służb w administracji państwowej, obsypując je za to dobrami i nadając im rozmaite prawa. Przy tej okazji wzrastał w okamgnieniu wpływ osób świeckich w Kościele, zarówno na obszarze podległym bezpośrednio lokalnemu Kościołowi, jak i w dobrach kościelnych podległych władzy państwowej króla. Kroniki i żywoty biskupów od IX do XI wieku informują zupełnie otwarcie o politycznych porozumieniach i sumach uiszczanych podczas wyboru biskupów i opatów dokonywanych przez władcę. Zarzut herezji symonii odnosił się zatem we wczesnym średniowieczu do znacznej części wyższego duchowieństwa. Pomimo to przed połową XI wieku można doszukać się jedynie nielicznych głosów krytyki: biskupi włoscy, Atto z Vercelli (zm. 960) i Rather z Werony (zm. 974), przywoływali swych współbraci w biskupstwie do porządku. Opat Abbo z Fleury (zm. 1004) jako pierwszy głosił pogląd o konieczności rozróżnienia między sakralnymi i świeckimi prawami biskupa. Władcy świeccy mają prawo ingerencji - za pośrednictwem nadawania dóbr - tylko w tę drugą sferę. Ołtarz i Kościół powinny natomiast być wolne od działań o charakterze handlowym. Wykształcony w prawie kościelnym biskup Burchard z Wormacji (zm. 1025) odmawiał wręcz władcom jakiejkolwiek godności sakralnej i tym samym kwestionował zwyczaj, na mocy którego ingerowali oni w sprawy kościelne. Na początku XI wieku także w środowisku zreformowanych klasztorów lotaryńskich nasiliła się krytyka duchowieństwa podejrzanego o symonię.

Przedstawiciele papieskiej reformy kościelnej z dużym zaangażowaniem podjęli tego rodzaju krytykę w drugiej połowie XI wieku. Już odbyty 5 stycznia 1047 r. synod, który przeprowadzili wspólnie papież Klemens II i cesarz Henryk III, zakazał pod groźbą wykluczenia z Kościoła kupna i sprzedaży kościelnych urzędów i święceń. Kapłani, świadomie godzący się na przyjęcie święceń od biskupa, o którym powszechnie było wiadomo, że nabył swój urząd za pieniądze, musieli pokutować przez 40 dni. Mimo krótkich okresów urzędowania następcy Klemensa na Stolicy Apostolskiej wzmocnili nacisk na symoniackie duchowieństwo. Papież Leon IX podkreślił w roku 1049 w Reims znaczenie kanonicznego wyboru na urząd kościelny. Za jego pontyfikatu rozpoczęły się także pierwsze procesy przeciw poszczególnym biskupom, podczas których przebadano okoliczności objęcia przez nich urzędu i niejednokrotnie wydano wyroki pozbawiające ich stanowiska. Dziesięć lat później papież Mikołaj II rozszerzył ustawy przeciw symonii o przepis zabraniający kapłanom przyjmowania od osób świeckich kościoła i to bez względu na to, czy nastąpiło to za pieniądze czy też nie. Praktyka inwestytury ludzi świeckich okazała się największą przeszkodą w walce z symonią. Rozsyłanie legatów oraz przeprowadzanie synodów sprzyjających reformie miały zapewnić skuteczność oddziaływania nowemu ustawodawstwu papieskiemu na Zachodzie. Na tym etapie znajdował się Kościół na początku pontyfikatu Grzegorza VII (1073-1085), gdy dotyczący problemu inwestytury konflikt z królem niemieckim Henrykiem IV zmienił przej ściowo kierunek papieskich reform. W następnych latach papiescy legaci usunęli z urzędu wielu biskupów z powodu symonii i nieposłuszeństwa, jak chociażby wpływowego arcybiskupa Reims Manassesa czy niemieckich biskupów Bambergu, Spiry i Strasburga.

Od samego początku reform problemem okazała się kwestia ważności sakramentów udzielanych przez symoniackich kapłanów. Papież Leon IX, podzielając pogląd Humberta z Silva Candida, był osobiście przekonany o nieważności tego rodzaju sakramentów. Podejmując próbę umieszczenia tego przepisu w prawie kościelnym, natrafił jednak na zdecydowany sprzeciw rzymskiego synodu z roku 1049. Większość obecnych tam biskupów obawiała się nieobliczalnego zamieszania wśród wiernych, których zbawienie duszy miałoby być uzależnione od osobistych, często dopiero post factum wykrytych uchybień kapłana. Z najważniejszych teologów pogląd rzymskiego synodu poparł przeor eremitów, a późniejszy kardynał - biskup Piotr Damiani. W swym Liber gratissimus, powołując się na pisma św. Augustyna przeciw donatystom, uzasadnił ważność sakramentów udzielanych przez duchownych symoniackich. Pogląd, akcentujący charakter urzędowy działalności kapłańskiej i oddzielający ją od osobistego stylu życia reprezentanta urzędu kościelnego, pozostał jednym z punktów krytyki wobec kościelnego nauczania, wysuwanym przez kręgi duchowieństwa dążące do reformy. Pomimo to za pontyfikatu następnych papieży stał się on obowiązującym prawem kościelnym. Drastyczny przypadek kapłana Ramhirdusa w Cambrai pokazuje, z jaką konsekwencją Kościół bronił tej decyzji w następnych dziesięcioleciach. W roku 1077 miejscowy biskup nakazał go aresztować i jako „herezjarchę" skazał na śmierć, ponieważ odmówił przyjęcia komunii od biskupa i innych obecnych duchownych, uważając ich za symoniaków. Przypadek ten wzbudził jednak sprzeciw papieża Grzegorza VII, domagającego się szczegółowego śledztwa w tej sprawie.

Obok symonii i inwestytury świeckich także praktyka małżeństw księży stała się w coraz większym stopniu przedmiotem krytyki reformatorów kościelnych. Dawne, pochodzące z IV i V wieku, postanowienia soborowe na temat celibatu osób duchownych były we wczesnym średniowieczu w dużej mierze ignorowane. W przypadku duchowieństwa z wyższymi święceniami spotykało się konkubinat jako nieprawną, choć szeroko rozpowszechnioną formę wspólnego życia z kobietą, natomiast w regionach wiejskich i w przypadku niższych święceń normalne małżeństwa duchownych nie były jakąś rzadkością. Wszystkie pojedyncze inicjatywy sprzeciwiające się tej praktyce przed wiekiem XI były skazane na porażkę. Dopiero za pontyfikatu papieża Leona IX można dostrzec silniejsze zaangażowanie kurii skierowane przeciw „rozwiązłym kapłanom". W dekrecie z 1050 r. Leon IX wezwał wszystkich duchownych do porzucenia swych konkubin i zabronił im - w razie oporu - odprawiania mszy. W postanowieniu synodu z tego samego roku papież uznał za herezję nałóg nikolaitów, jak nazwano rozwiązłych kapłanów (MGH, Const. I, nr 385). Pochodzące z tego samego okresu pisma Piotra Damianiego pozwalają poznać, że pod ten zarzut podpadali także niezachowujący ślubu czystości mnisi, którzy utrzymywali relacje homoseksualne. Za rządów następców Leona, szczególnie za pontyfikatu Mikołaja II i Grzegorza VII, nastąpiło ponowienie i zaostrzenie przepisów prawa w tej dziedzinie. W 1059 r. Mikołaj zabronił członkom wspólnot uczestnictwa we mszach odprawianych przez tych kapłanów, którzy publicznie żyli wspólnie z jakąś kobietą. Rzymski synod postny Grzegorza VII z 1078 r. potwierdził ponownie to postanowienie. Nieustanne przypomnienia o konieczności przestrzegania nakazu celibatu pokazują jednak także, że szybkie wprowadzenie w życie tej reformy było mało realne. Legaci Grzegorza VII, których zadaniem było reprezentowanie na miejscu surowej linii papieskiej, w sprawie małżeństwa kapłanów natrafiali wszędzie na silne protesty, a niektórzy nawet na gwałtowny opór. Według roczników Lamberta z Hersfeldu w Niemczech samego papieża wyzywano od kacerzy, gdyż nakazywał głosić nauki nie znajdujące pokrycia w Piśmie Świętym. Duchowni w Cambrai oświadczyli papieskiemu legatowi Hugonowi z Die, że wolą raczej zrezygnować z kapłaństwa niż z małżeństwa (Lambert, Roczniki a. 1074).

Postępowanie przeciw symoniakom i nikolaitom dowodzi, że zarzut herezji, wysuwany pod hasłem reformy kościelnej, służył przede wszystkim temu, aby polemicznie wystąpić przeciw danemu przeciwnikowi i potwierdzić prawowierność własnego stanowiska. Znany przykład mediolańskiej patarii poświadcza, że tego rodzaju polemika nie odbywała się wyłącznie na poziomie pisemnej wymiany poglądów, ale mogła także prowadzić do radykalnych reakcji we wspólnotach.

Struktura organizacyjna Kościoła uległa na Zachodzie znaczącej zmianie pod wpływem energicznego dążenia do realizacji celów reformy kościelnej, których przeforsowanie w wielu przypadkach zostało wymuszone przez legatów, synody i poparcie dysponujących realną siłą ruchów, a także przez usuwanie ze stanowisk, ekskomunikowanie i procesy apelacyjne. Papież jako najwyższy prawodawca, sędzia i nauczyciel wymagał bezwarunkowego posłuszeństwa. Na bazie tego wymagania prawo kanoniczne XII wieku rozwinęło koncepcję „herezji nieposłuszeństwa" (O. Hageneder), będącą kolejnym przykładem na to, jak w epoce reformy zarzut kacerstwa był przedmiotem instrumentalizacji w ramach polityki kościelnej. Przeprowadzane przez legatów synody prowincjalne podkopywały pozycję lokalnych biskupów i metropolitów; ponadto przywileje egzempcji otrzymywane przez klasztory stanowiły przeciwwagę dla autorytetu biskupa. Postanowienia synodów rzymskich i papieskie dekrety pojawiały się coraz częściej w obiegu, przyczyniając się znacznie do ujednolicenia praktyki prawnej w Kościele łacińskim. Podkreślanie papieskiego prymatu, a jeszcze bardziej rozwój instrumentów pomocnych do jego wcielenia w życie gruntownie wpłynęły - od końca XI wieku - na wszystkie obszary życia kościelnego, w tym także na ocenę nowych herezji i ich zwalczanie.

Wczesnym przykładem na nową rolę papiestwa wobec herezji jest spór eucharystyczny, który wszczął w połowie XI wieku scholastyk Berengariusz od św. Marcina w Tours (zm. 1088). Nawiązując do kontrowersji eucharystycznej między Ratramnusem i Paschazym Radbertem z epoki karolińskiej (zob. rozdz. II. 1. b), Berengariusz ponownie pojmował Eucharystię na sposób symboliczno-sakramentalny, występując tym samym przeciw dominującemu w ówczesnej teologii poglądowi Paschazego. W oparciu o argumenty racjonalne utrzymywał, że podczas Eucharystii chleb i wino ulega przemianie w Ciało i Krew Chrystusa jedynie sacramentaliter, a nie substantialiter. Przeciw temu poglądowi wystąpił najpierw Lanfrank (zm. 1089), opat z Bec i późniejszy biskup Canterbury. Nowością w tym sporze był fakt, że sprawę tę od samego początku przedstawiono papieżowi celem jej rozstrzygnięcia. Papież Leon IX w roku 1050 nałożył na Berengariusza ekskomunikę. Ówcześni decydenci w kurii rzymskiej: archidiakon Hildebrand (późniejszy Grzegorz VII), Humbert z Silva Candida oraz papież Mikołaj II przymusili w 1059 r. Berengariusza do całkowitego odwołania jego błędnej nauki. Po tym jak Grzegorz VII w roku 1079 zmusił go ponownie do odwołania swych poglądów i obłożył zakazem nauczania, Berengariusz wycofał się ostatecznie z życia publicznego, mając reputację arcyheretyka. Jako że Grzegorz nie występował ostrzej przeciwko osobom wielokrotnie popadającym w herezję, jego przeciwnicy w tzw. sporze o inwestyturę zarzucili jemu samemu, iż jest heretykiem. Wykraczając poza epokę sporu o inwestyturę, można jednak wyrazić przekonanie, że w następnych dziesięcioleciach mocno zakorzeniła się w praktyce życia kościelnego świadomość, iż papież jest odpowiedzialny za rozstrzyganie kwestii związanych z herezją i że powinna nastąpić mobilizacja całej władzy stojącej do dyspozycji Rzymu w walce z wrogami Kościoła.

Powyższy artykuł jest omówieniem książki: Jörg Oberste, Heretycy i inkwizycja w średniowieczu.

Tekst znajduje się na stronie: www.deon.pl



Liczba wyświetleń strony: 10717422 * Liczba gości online: 33 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC