MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Zapłatą za grzech jest śmierć



„Czy może jednak szatan podając się za Jezusa objawiał się Faustynie i w ten sposób powstał kult Bożego miłosierdzia”? Czy szatan mógłby prosić św. Faustynę, aby modliła się za cierpiących w czyśćcu, ratowała grzeszników, czyniła pokutę? Czy szatan skłaniałby ją do codziennego odprawiania Drogi Krzyżowej i wpatrywania się z miłością w krzyż Chrystusa? Przecież kult Bożego miłosierdzia objawia Bożą dobroć, miłość, zbawienie. Szatan dąży do tego, aby ukazać Boga, jako osobę złą, pozbawioną troski o człowieka, oszukującą i wprowadzającą w cierpienie, ból, nieszczęścia. Szatan pokazuje złudną wielkość człowieka, Jezus zaś, przedstawia osobę ludzką taką, jaką ona jest. Szatan nie mówi prawdy. On jest mistrzem kłamstwa, zwodzenia, podstępu. Szatan nie może prowadzić do wielbienia Boga.

Taki zarzut stawiali faryzeusze i uczeni w Piśmie Jezusowi, że mocą Belzebuba wyrzuca złe duchy. Ty zaś mówisz, że może to szatan sprawił, przez św. S. Faustynę, że doprowadził do kultu Bożego Miłosierdzia. „Czy może szatan wyrzucać szatana?” Czy może szatan być piewcą Bożego miłosierdzia i skłaniać człowieka do modlitwy, pokuty, troski o zbawienie własne i całego świata?

Napisałeś: „Wynika z niego, że każdy grzesznik, który poleca się Bożemu miłosierdziu będzie zbawiony (odmawianie koronki i w ogóle). Czy jest to zgodne z Pismem św.? Przecież zapłatą za grzech jest śmierć”.

Zobacz, jak prosty środek prowadzący do zbawienia proponuje Jezus Chrystus: odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia. Słowa: „dla Jego bolesnej męki” nie oznaczają odwołania się do zadośćuczynienia złożonego przez Jezusa na krzyżu, lecz do miłości miłosiernej, jaką darzy nas Bóg Ojciec i Syn. Pragniemy, aby bolesna męka Syna Bożego nie była daremna, lecz przyniosła owoce w życiu naszym i wszystkich ludzi. W koronce prosimy o miłosierdzie dla nas i całego świata. Zaimek nas oznacza osobę odmawiającą tę modlitwę oraz wszystkich, za których pragnie i jest obowiązana się modlić. Natomiast cały świat - to wszyscy ludzie żyjący na ziemi i dusze w czyśćcu cierpiące.

Pan Jezus w kilkunastu objawieniach ukazywał wartość i skuteczność tej modlitwy oraz przekazał obietnice, jakie do niej przywiązał. „Przez odmawianie tej koronki podoba Mi się dać wszystko, o co Mnie prosić będą” (Dz. 1541) - powiedział do s. Faustyny, dodając: „jeżeli to (...) będzie zgodne z Moją wolą” (Dz. 1731). Wola Boża jest dla człowieka samym miłosierdziem, dlatego wszystko, co jest z nią niezgodne jest złe albo szkodliwe i dlatego nie może być przez najlepszego Boga udzielone. Szczególne obietnice dotyczą godziny śmierci: łaski szczęśliwej i spokojnej śmierci.

Otrzymają je nie tylko ci, którzy sami tę koronkę odmawiają, ale także konający, przy których inni jej słowami modlić się będą. „Kapłani - powiedział Pan Jezus - będą [ją] podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby grzesznik był najzatwardzialszy, jeżeli raz tylko zmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego miłosierdzia Mojego” (Dz. 687). Chociaż raz, ale w duchu nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, a więc w postawie ufności, pokory oraz szczerego i głębokiego żalu za grzechy. Odmawianie koronki jako zewnętrzny wyraz wewnętrznej postawy powinno odznaczać się wytrwałością, bo Pan Jezus nigdzie nie powiedział - wyjąwszy łaskę dobrej śmierci - że się będzie wysłuchanym po jednorazowym odmówieniu tej modlitwy.

Treści, które znajdujemy w „Dzienniczku” św. S. Faustyny, są zgodne z Pismem świętym. „Zapłatą za grzech jest śmierć” wtedy, kiedy człowiek nie wyznaje grzechu, nie żałuje, nie postanawia poprawy, nie otrzymuje rozgrzeszenia. Kiedy jednak przystąpi do Sakramentu Pokuty doświadcza Bożego miłosierdzia.

Grzech w swej najgłębszej naturze jest śmiercią, trucizną zabijającą szczęście człowieka - jego wewnętrzną harmonię, radość, poczucie sensu życia. Jad tkwiący w naturze grzechu daje o sobie znać w naszych nerwicach, w naszym smutku, w poczuciu bezsensu i nienasycenia, w odczłowieczeniu tak dziś często spotykanym w rozmaitych jego postaciach. Grzech jest dlatego zakazany, bo Bóg nie chce naszej śmierci, nie chce, byśmy byli chodzącymi trupami, pozbawionymi prawdziwego życia. Nawet Bóg nie może zmienić natury grzechu i sprawić, by nie był on dla człowieka zagładą. Bóg swoją wszechmocą może jedynie sprawić, by ten jad grzechu nie od razu i nie w pełni okazał swą zabijającą moc. Gdy Bóg to uczyni, mówi się, że jest On cierpliwy i czeka. Na co? Na nawrócenie, które wszystko może odmienić.

Św. Paweł napisał w Liście do Rzymian: „Każde usta muszą zamilknąć i cały świat musi się uznać winnym wobec Boga” (Rz 3,19). „Zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6,23). Grzech zabija w nas życie, unieszczęśliwiając nas na wieki. Biblia nazywa to śmiercią wieczną. Ona byłaby przeznaczeniem każdego z nas, gdyby nie Jezus Chrystus. To ostatecznie w Jego życie weszło okrucieństwo śmierci. Śmierć Jezusa była także konsekwencją grzechu, tylko że ten grzech nie był Jego, on był nasz! A Jezus za niego umarł. Chrystus pozwolił się zabić przez religijność faryzeuszy, sztywną i wykluczającą wszelką nową interwencję Boga; pozwolił się zabić przez kompromisowość Piłata, przez kłamstwo fałszywych świadków, przez bezmyślność tłumów, okrucieństwo żołnierzy, przez tchórzliwość apostołów, przez zdradę Judasza.

W tym wachlarzu ludzkich grzechów, które złożyły się na śmierć Jezusa, odnajdziemy z łatwością nasze postawy, którymi codziennie zabijamy w sobie i w innych prawdziwe życie. Jezus umiera pod ciężarem tego wszystkiego. Trucizna naszego grzechu na Nim pokazała całą swoją śmiertelną jadowitość. On zgodził się, by ona Go zniszczyła. A stało się tak, abyśmy my nie musieli umierać, byśmy mogli żyć nowym życiem, które Bóg w Chrystusie zmartwychwstałym nam na powrót pragnie zwrócić. I to za darmo. Jedno tylko jest potrzebne, byśmy weszli w ten nowy wymiar istnienia. To się nazywa nawróceniem. „Tak mówi Jahwe do domu Izraela: Szukajcie Mnie, a żyć będziecie” (Am 5,4).

Bóg pokazał, że jest w stanie chwycić się najróżniejszych sposobów, by się z nami zjednoczyć. Boża akceptacja jest bezwarunkowa i przejawia się w tym, że to On chętnie przejął inicjatywę i przyszedł na świat, by odzyskać i przywrócić więź ze Sobą nawet wtedy, gdy byliśmy "umarli na skutek występków" (Ef 2, 5).

Ale Bóg nie jest tylko Bogiem "bogatym w miłosierdzie" (Ef 2, 4). Jest także Święty. Biblia mówi o Bogu: "Zbyt czyste oczy Twoje, by na zło patrzyły, a nieprawości pochwalać nie możesz" (Ha 1, 14). Bóg jest tak święty, że nie może pozwolić na grzech w jakiejkolwiek formie.

Skoro każdy z nas urodził się z naturą skażoną grzechem, to zupełnie nie pasujemy do tego, by przyjaźnić się ze świętym Bogiem. "Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat (Rz 5, 12) - I byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni" (Ef 2, 3b). A gdyby tego było za mało, dalej niszczyliśmy naszą szansę przyjaźni z Bogiem, dodając nasze własne grzechy do grzechu pierworodnego: "(…) przez jednego człowieka grzech wszedł do świata, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli" (Rz 5, 12). Każdy z nas przechodzi przez życie, popełniając wiele grzechów, słuchając Szatana, "postępowaliśmy według żądz naszego ciała, spełniając zachcianki ciała i myśli zdrożnych" (Ef 2, 3a).

Dlatego też, chociaż Bóg w swoim miłosierdziu akceptuje nas nawet "umarłych na skutek występków" (Ef 2, 5), Jego świętość domaga się rozprawienia się z naszą grzesznością. Żeby unieważnić twój (i mój) wyrok śmierci, potrzeba zająć się kwestią grzechów.

Ale jak? Sami nie możemy się zbawić; jesteśmy "bezsilni" (Rz 5, 6). Jak powiedział św. Paweł, prawo Mojżesza nie mogło nas zbawić z powodu naszej grzesznej natury (zob. Rz 8, 3). Ponieważ jednak Bóg jest nie tylko święty, ale także sprawiedliwy, rozwiązał ten problem w zgodzie ze swoją świętością i sprawiedliwością. Kara za grzech domagała się ofiary: "albowiem zapłatą za grzech jest śmierć" (Rz 6, 23). Potrzeba było zatem, aby ktoś - i to nie byle kto - poświęcił się. W swojej świętości Bóg mógł przyjąć jedynie czystą, bezgrzeszną ofiarę. I nikt na ziemi - nikt w historii ludzkości - nie nadawał się do tego w sposób doskonały. Co w takim razie można było zrobić?

"On (Bóg) to zesłał Syna swego w ciele podobnym do ciała grzesznego i dla [usunięcia] grzechu wydał w tym ciele wyrok potępiający grzech" (Rz 8, 3). Bóg sam wszedł na scenę ludzkiej historii w osobie Jezusa Chrystusa, by odkupić nasz grzech i wyzwolić nas z przekleństwa wiecznej śmierci.

Chociaż nie zasługujemy na to w tym momencie, Bóg w swojej łaskawości już teraz uznaje nas za niewinnych. Uczynił to przez Chrystusa Jezusa, ponieważ Bóg zesłał Jezusa, by poniósł karę za nasze grzechy (Rz 3, 24-25). Wcielony - Jezus Chrystus, który nie znał grzechu i nie zasługiwał na karę - stał się grzechem w naszym imieniu (por. 2 Kor 5, 21).

Pomimo naszych grzechów Jezus ceni nas na tyle, by za nas umrzeć. Jego miłość do nas jest tak ogromna, że rozpostarł swoje ręce na całej długości krzyża i powiedział: "Oddaję moje życie za ciebie". Jak mówi Pismo Święte: "A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami" (Rz 5, 7-8).

W naszym grzesznym stanie Jezus kocha nas swoim życiem. "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15, 13) - powiedział. Bóg zapłacił za nas "drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy" (1 P 1, 19). Jezus Chrystus stał się ofiarą przebłagania za nasze grzechy.



Liczba wyświetleń strony: 9477010 * Liczba gości online: 21 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-26
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC