MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Rozumienie ofiary



Często używamy takich wyrazów, jak ofiarność, poświęcenie, oddanie, bezinteresowność, wielkoduszność, wyrzeczenie. Pan Jezus powiedział: „Za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie" (J 17,19). Jest to dosłownie rewolucja w rozumieniu ofiary. Okazuje się, że ofiara ze zwierząt czy z płodów rolnych, czy z innych wartości materialnych jest ofiarą jedynie w sensie symbolicznym, prawdziwą bowiem ofiarę składa się z samego siebie.

Żeby jednak nasze oddawanie, poświęcanie samego siebie było naprawdę ofiarą, powinno w upodabniać się do ofiary Chrystusa Pana. Po pierwsze, nasze trudy czy znoszone prześladowania dopiero wówczas zasługują na nazwanie ich ofiarą, kiedy służą dobru innych. Dopóki służą one tylko mojemu dobru albo kiedy w gruncie rzeczy nie służą niczemu, można je nazywać różnie, ale na pewno nie jest to ofiara. Chrystus Pan oddał swoje życie za nas, dla naszego dobra, żeby nas pojednać z Bogiem.

Po drugie, tylko w takim stopniu nasze trudy dla innych są rzeczywiście ofiarą, w jakim stopniu podejmujemy je dobrowolnie. Idealnie dobrowolna była jedynie ofiara Chrystusa: "Nikt Mi życia nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać" (J 10,18). Nawet na krzyżu Chrystus Pan nie przestał być w pełni panem swojego losu. Dobrowolnie zezwolił na to, żeby skierowana przeciwko Niemu nienawiść zgniotła Go na śmierć i w każdym momencie swej męki był w stanie uwolnić się z trybów niszczącego Go mechanizmu. My nie mamy takiej władzy nad różnymi mechanizmami, które mogą nas w siebie wplątać. Dobrowolność nasza może się jednak wyrazić co najmniej w dwojaki sposób: w dobrowolnym podjęciu takiej postawy, która sprowadzić na nas może trudy, a nawet prześladowania, i w wewnętrznej zgodzie na trudy czy prześladowania, również wówczas, kiedy przestały już one podlegać naszemu wolnemu wyborowi. Nie chodzi tu, rzecz jasna, o żaden kult cierpienia, ale o zgodę na cierpienie, jeśli jest ono konsekwencją postawy, którą uważamy za słuszną.

Po trzecie: autentyczna ofiara może człowieka kosztować wiele, niekiedy nawet życie, ale nie może go zniszczyć duchowo. Wręcz przeciwnie, postawa ofiary buduje człowieka, choć nie po to się ją przecież podejmuje. Chrystus Pan przez krzyż wszedł do zmartwychwstania i stał się w ten sposób Żywą Obietnicą dla wszystkich, którzy nie wahają się żyć według zasad miłości, również wówczas, kiedy to trudne lub niebezpieczne.

Jezus powiedział: "Za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie". Sens tego zdania jest mniej więcej taki: "Składając za nich w ofierze samego siebie, Ja objawiam swoją świętość". Kiedy zaś ja, zwykły i grzeszny człowiek, staram się prowadzić życie ofiary, można powiedzieć: "Ja uświęcam się, ilekroć składam w ofierze samego siebie dla dobra innych". W języku polskim słowa "poświęcenie" i "uświęcenie" zanadto oddaliły się od siebie w znaczeniach. Nie jest w naszym języku czymś oczywistym, że poświęcenie człowieka uświęca.

Ofiara Jezusa polegała na tym, że, nie zważając na koszty, postanowił przejść przez naszą ziemię, zamieszkaną przez grzeszników i uwikłaną w nie dającą się rozplątać siatkę nieludzkich struktur, jako prawdziwy Człowiek, przepełniony miłością do Ojca i do ludzi. Z całej potęgi zła, jaka zapanowała nad naszą ziemią, naprawdę nie wynika żadna konieczność, żeby ktokolwiek, kto nie chce wchodzić w układy ze złem, paktować z nim musiał. W krzyżu Chrystusa okazała się ostateczna słabość zła: potrafi ono krzywdzić, niszczyć, zabijać, ale możliwe jest postawienie tamy, żeby nie czyniło już niczego więcej. Mówiąc inaczej: złu można zabronić dostępu do duszy człowieka, czyli można odnieść nad nim zwycięstwo ostateczne.

Grzeszny człowiek nie jest zdolny do zwycięstwa sam z siebie, bowiem zło zdobyło już w naszych duszach swoje miejsce. Jednak absolutna wierność dobru, jaką Chrystus wypełnił na krzyżu, ma wartość nieskończoną - była wiernością Człowieka, który jest prawdziwym Bogiem. Każda wierność dobru, realizowana przez zwyczajnego człowieka, chociaż jest ułomna, pomaga innym w zwyciężaniu zła. Wierność dobru, która się zrealizowała w męce Syna Bożego, ma moc przemienić każdego grzesznika, który nie zamknie się na jej uzdrawiające promieniowanie. Jeśli mówimy, że krew Chrystusa zmywa nasze grzechy, że Chrystus Pan złożył na krzyżu ofiarę za nas - to w tym przede wszystkim sensie, że nie tylko pokazał On nam drogę wyzwolenia ze zła, ale że w dzieje zmagania się dobra ze złem wniósł wkład nieskończony. Odtąd każdy, kto prawdziwie trzyma się Chrystusa, z całą pewnością dostąpi zbawienia oraz stanie się dzieckiem i przyjacielem Bożym.

Śmierć Chrystusa na krzyżu to również ofiara złożona Przedwiecznemu Ojcu. Z tej samej ziemi, na której zadano tyle bólu Kochającemu Ojcu, wzniósł się do tegoż Ojca czyn miłości nieskończonej, przewyższający cały ogrom zła, jaki przytłoczył naszą ziemię. Rodzice, zranieni postawą niegodziwego dziecka, doświadczają pocieszenia, kiedy drugie ich dziecko stara się spotęgować swoją miłość do rodziców. Przez krzyż Chrystusa stało się coś nieskończenie więcej: czyn miłości, jaki wzniósł Ukrzyżowany do swojego Ojca, jest nie tylko większy niż suma całej niegodziwości wszystkich ludzi, ale ma moc leczyć nas z naszej niegodziwości. Męka Chrystusa ma moc przywracać nas Bogu, usuwa "ból" Boga z powodu naszego zagubienia się.

Miłość sprawiła, że męka Chrystusa stała się ofiarą, mającą moc przemienić nas w przyjaciół Bożych, i uzyskała wartość ofiary ponadczasowej, równoważącej ból Boga Ojca z powodu naszych grzechów. Ta Ofiara usuwa ból Ojca, bo dzięki niej my naprawdę do Niego wracamy.

Mocą ofiary paschalnej Chrystusa jesteśmy wszyscy ludem kapłańskim, ze wszyscy mamy udział w kapłaństwie Chrystusa. Dlatego naszym powołaniem i podstawowym zadaniem jest oddanie życia swego w ofierze na chwałę Bożą. W praktyce bardzo zabiegamy o własną chwałę i zabezpieczenie swego życia doczesnego. Uciekamy od aktów wyrzeczeń, poświęceń, ofiarności i służby; uciekamy od życia ofiarnego.

W wspólnocie Kościoła wszyscy mamy służyć Bogu swoim życiem ofiarnym. Ponadto wszyscy mamy kształtować i rozwijać postawę służebną wzajemnie wobec siebie. Taka postawę jako normę postępowania dał nam Chrystus, gdy umył nogi uczniom swoim. Kiedy jest sprawowana Eucharystia, wtedy wszyscy stajemy przy ołtarzu jako lud kapłański, aby z Ofiarą paschalną Chrystusa złączyć i scalić swoją ofiarę życia.

Bóg przyjmuje zawsze to, co człowiek Jemu daje, a zatem i modlitwę odnoszącą się do ofiarowania się Jemu. Kiedy składamy siebie Bogu trzeba pamiętać, że włącza nas On w dzieło zbawienia. To zaś łączy się z udziałem w radościach i cierpieniach Chrystusa dla dobra Jego Kościoła. Nie wolno zapominać, że na drodze złożenia siebie Bogu w ofierze nie jesteśmy sami. Jest przede wszystkim On, nasz Pan, który wzbudza w sercach pragnienie ofiarowania się Jemu. Budząc takie pragnienie, nie pozostawia nas samych w jego realizacji.

Ofiarowanie się Jezusowi nie jest początkiem ogromnych cierpień. Życie jest ofiarowaniem się komuś: Bogu, człowiekowi. Jeśli wierzymy, że Bóg jest miłością (jak sam powiedział), to ofiarowanie się Miłości nie należy traktować w kategoriach dramatu, nieszczęścia. Jest sprawą zrozumiałą, że każda miłość łączy się z cierpieniem. Nie jest prawdziwą ta miłość, która nie jest naznaczona cierpieniem. Jeśli jest w Tobie myślenie, że Bóg może poddać Cię takim próbom, w których nie sprawdzisz się, a może będziesz cierpiała więcej niż inni ludzi, to jest to wyraz ewidentnego lęku przed Nim, a nawet pokusy. Te wszystkie odczucia mówią o nieznajomości Boga takim, jakim objawia się w Jezusie Chrystusie.

Bóg nikogo nie niszczy. Nie czyni również tego z człowiekiem, który się Jemu oddaje. Żadnego ze świętych Bóg nie niszczył. Jeśli już możemy mówić o doświadczeniach przez które przechodzili święci, to zawsze dokonywały się one za sprawą człowieka. To nie Bóg niszczy człowieka, lecz drugi człowiek. Tego nie można uniknąć. Niektórzy ludzie przez złą formację duchową lub błędną formację moralną, albo przez własne problemy emocjonalne dopuszczają się wywierania presji na tych, którzy ofiarowali się Bogu i pragną w tym oddaniu wytrwać do końca. Nie można wykluczyć szczególnego działania złego ducha w sposób bezpośredni lub pośrednio (przez ludzi poddających się ich kierowaniu) na osoby, które oddały się Bogu.

Człowiek, który oddaje się Bogu, jest wolny od nadmiernego, przesadnego lęku, gdyż u podstaw takiego ofiarowania się jest miłość. Miłość usuwa lęk, mówi św. Paweł. Należy także zaznaczyć, że osoba oddająca swoje życie w ręce Boga nie martwi się tym, co będzie jutro lub za klika lat. Najważniejsze jest to, że jesteśmy w rękach Pana, a tym samym nic złego nie może nas spotkać. Przypomnijmy tekst z Nowego Testamentu. „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle”. Oddając się Bogu stawiamy przede wszystkim na objawienie się Jego i na Jego Królestwo które nadchodzi także w tych składających swoje życie w ofierze za względu na Pana.



Liczba wyświetleń strony: 10001414 * Liczba gości online: 17 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC