MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Jak rozumieć Martę i Marię?



Święty Łukasz pisze, że to Marta przyjęła Jezusa, to ona była gospodynią, nawet podkreśla, że dom należał do niej. Przypuszczalnie była starsza od Marii, i stąd ten status. Jezus przychodzi w odwiedziny, więc ona próbuje pokazać swoją gospodarność, ale to raczej wygląda na takie bieganie: przyjęła gościa, pokazała mu miejsce gdzie może pobyć, pobiegła do kuchni, przygotowuje posiłek, nagle znajduje się przy Jezusie i swojej siostrze i pyta Jezusa. W tym całym zabieganiu nawet Jezusowi się oberwało od niej, jak mógł nie zauważyć, że ona pracuje, a Maria siedzi spokojnie i nie chce jej pomóc? A co na to Jezus: Marto, Marto.

Kiedy Jezus powtarza imię osoby, podkreśla jej wyjątkowość. Jakby chciał powiedzieć: Zatrzymaj się, zobacz, że to wszystko nie jest najważniejsze, zaprowadź harmonię w twoim życiu, chodź za Mną. Warto w tym miejscu pomyśleć o naszym ustawianiu innych według swoich kryteriów. Ile jest w nas cech z Marty?

Oczywiście nie wszystko jest tak jasne i klarowne. Nie można całego życia spędzić u stóp Jezusa i Go adorować, a gdy przyjdzie posprzątać toaletę czy ugotować obiad to niech zrobi to ktoś inny, nie można też biegać i myśleć, że od jednego posiłku może zależeć przyszłość świata. Święty Łukasz wiele razy ukazywał nam dwie osoby, które miały podkreślać pewne cechy, trochę jakby to myśmy mieli podjąć decyzje, kto jest dobry, godny naśladowania. Ale tak naprawdę te dwie postacie np. dobry i zły łotr na krzyżu czy tutaj Marta i Maria to dwie części naszego serca. Dwa rywalizujące ze sobą stany, dwa poglądy na świat, ale to zawsze jedno serce, moje serce. To przede mną leży zadanie połączenie tych dwóch sfer, tak by jeszcze bardziej służyć Bogu i odpowiadać na Jego miłość. Wydaje się, ze gdybyśmy połączyli siły Marty z zasłuchaniem Marii to powstałby najwspanialszy obiad na świecie. Każda nasza praca, zadanie, powołanie powinno się zaczynać od stóp Jezusa, to tutaj zdobędziemy odpowiedzi i siłę do pracy dla innych.

Marta z Betanii umiała ugościć Chrystusa w swoim domu, ale nie umiała, jak Maria, ugościć Go w sercu. Pan napomniał zakrzątaną Martę. Później jednak Marta zdołała, jak mało kto, rozpoznać w Jezusie Mesjasza i Syna Bożego, który miał przyjść na świat. Nie wiemy, co dokonało się w jej sercu. Wiemy jednak, że uznanie Chrystusa za swojego domownika dało owej przemianie początek.

O. Wojciech Jędrzejewski OP napisał o tym wydarzeniu: „Możemy powiedzieć tak: Chrystus chce być przyjęty przez każdego z nas, ale przyjęty głęboko, to znaczy z jednej strony do naszego życia, do wszystkich spraw, wszystkich trosk, chce być Panem naszego życia moralnego, chce, żebyśmy przestrzegali Jego słów, żebyśmy mieli pewien porządek, Boży porządek w naszym życiu. Porządek w naszych czynach, w naszej moralności, naszym myśleniu również, naszych relacjach z innymi - żeby to był Boży ład, Jego porządek. Ale chce też być przyjęty jeszcze głębiej. I właśnie to "głębiej" wyraża Maria, która siedzi u stóp Chrystusa, słucha Go bardzo uważnie, słucha Go z miłością, chłonie Jego obecność, kocha Jego obecność, przyjmuje Chrystusa jako ukochanego mistrza, cieszy się Jego miłością, cieszy się tym, że On jest w tym domu, że mówi. Marta właśnie wyraża ten porządek życia moralnego, harmonijnego życia, a Maria wyraża nasze serce, w którym Pan Bóg chce zamieszkać jako najbardziej ukochany. Jako ktoś upragniony, ktoś, o kim czule, z tkliwością i z całkowitym oddaniem myślimy w naszej modlitwie, któremu oddajemy się każdego dnia jako naszemu Oblubieńcowi”.

Jedna z nich potrafi świetnie zadbać o dom. Potrafi z ogromną troską, odpowiedzialnością zadbać o gościa. Druga z kolei ma serce bardziej nastawione na słuchanie słowa. I to wcale nie jest tak, że kobiety dzielą się na aktywistki, a inne z kolei są tylko uległe i tylko nastawione na to, żeby być zależnymi od mężczyzn. W każdej kobiecie jest w różnych proporcjach właśnie z jednej strony umiejętność szalenie aktywnej, twórczej pracy, a z drugiej strony wielka zdolność, gotowość przyjmowania, chłonności tego, co płynie z zewnątrz. Przyjmowania i chłonności ludzi, ich spraw, ale także umiejętność przyjmowania Słowa Boga, Jego przesłania. Przesłania, którego sercem jest miłość, którego sercem jest wezwanie do miłości. One potrafią przyjmować to z imponującą chłonnością i uległością.

„Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła”. Jezus jednak reaguje w sposób jakiego Marta zupełnie się nie spodziewa: „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona”. Jezus zdaje się mówić: „Marto, naprawdę doceniam twój wysiłek, ale jeszcze bardziej zależy mi na Tobie. Tak bardzo się cieszę, że jestem z wami. Usiądź, to, o czym mówimy jest także dla ciebie. Wcale nie jesteś wyłączona z grona dzieci Bożych. Rób to, co twoja siostra”.

Marta wyraża swoją miłość do Jezusa poprzez służbę a Maria przez bycie z Jezusem i przy Nim. Marta tkwi w mentalności swojej epoki. Jest przekonana, że jej miejsce jest w kuchni, że kobieta nie powinna przebywać wśród mężczyzn. Całe to wydarzenie zostało przez św. Łukasza zamieszczone m.in. po to, by pokazać jak Jezus traktuje kobiety. W Jego oczach istnieje równość między kobietami i mężczyznami, kobiety nie są gorsze od mężczyzn, ani mężczyźni nie są bardziej umiłowani przez Boga. Widzimy tu także Jezusa, który jest wolny od stereotypów epoki. Właściwie Jezus wywołuje skandal obyczajowy. W Palestynie czasów Jezusa mąż wstydził się rozmawiać na ulicy z kobietą, szanujący się Rabbi nigdy nie zamieniłby słowa na ulicy z własną żoną, a cóż dopiero z obcą kobietą. Kobiety nie mogły być uczniami żadnego z Rabinów żydowskich, niektórzy z nich uważali nawet, że lepiej by było spalić Księgę Prawa, niżby miała się Ona dostać w ręce kobiety. Jeśli więc w takim świetle spojrzymy na tę scenę zrozumiemy, że Jezus przyniósł wyzwolenie społeczne kobiety, równość praw, które co prawda dokonywały się powoli, ale jednak dokonywały się. Po prostu Jezus ukazuje godność kobiety. Wyciągając Martę od przysłowiowych "garów" pokazuje, że świat duchowy, świat głębokich przeżyć religijnych nie jest tylko domeną mężczyzn, jak uważali niektórzy rabini, ale jest przeznaczony tak samo dla kobiety, jak i dla mężczyzny.

Najpierw trzeba być Marią, potem Martą. Niekiedy sytuacja jest taka, że działanie musi być natychmiastowe i nie ma czasu na modlitwę, ale modlitwa i tak musi być ważniejsza, nawet jeśli pilniejsza jest praca. Wtedy szybko zrób, co trzeba, a zaraz potem pomódl i podziękuj Bogu. Uczmy się więc od Marii wybierać i kochać to, co najważniejsze, a od Marty pracować. Resztę pozostawmy Jezusowi.

W postawie Marty i Marii Jezus ukazuje dwa etapy na drodze rozwoju życia religijnego. Pierwszy to etap wielkiego wysiłku, by Bogu dać wszystko, na co człowieka stać, drugi to etap otwarcia siebie na Jego działanie. Wtedy Bóg daje, a człowiek odbiera. Piękno życia religijnego można w pełni odkryć dopiero na tym drugim etapie. Jezus chwaląc postawę Marii wzywa do sięgania po coś lepszego, wzywa do doskonalenia życia religijnego.

Często próbuje się przeciwstawić postawę Marty i Marii. Tymczasem Jezusowi nie chodziło o przeciwstawienie, lecz o wezwanie Marty do wejścia o stopień wyżej w rozwoju miłości. Maria, obok Matki Chrystusa, jest tą osobą w Ewangelii, która odkryła głęboki sens przykazania miłości wzajemnej. Jezus wzywa jej siostrę Martę, a razem z nią każdego z nas, do wejścia na ten stopień ewangelicznej doskonałości.

Maria razem ze swoją siostrą prowadziła gospodarstwo domowe, a potrafiła otworzyć swe serce na najwyższe wartości. Świętość nie zależy od okoliczności zewnętrznych, lecz od pragnienia serca głodnego słowa Bożego.



Liczba wyświetleń strony: 10717482 * Liczba gości online: 39 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC