MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wszechwiedza Boga



Autorzy biblijni nie podają dokładnie skąd pochodzi zło, wiemy tylko tyle, że nie ma i nie może ono mieć swojego źródła w Bogu, który ze swej natury jest Dobrem najwyższym ani w człowieku, który został stworzony na Jego podobieństwo. Szatan na początku był najwspanialszym stworzeniem wśród nich, ale na wskutek nieposłuszeństwa i upadku stał się najgorszym ze złych duchów. Właśnie poprzez jego działanie, jego namowy, zło, cierpienie grzech i śmierć weszły na świat. Dla lepszego zrozumienia tego problemu przytoczę mały fragment książki „Wyznania Egzorcysty” autorstwa ks. G.Amorth’a opisujący rozmowę ze złym duchem podczas egzorcyzmu:

„Pewnego dnia o. Candido wypędzał złego ducha. Pod koniec egzorcyzmu zwrócił się do niego z drwiną: „Wynoś się stąd! Pan ci przygotował piękne mieszkanie dobrze nagrzane!” Zły duch powiedział: „Ty nic nie rozumiesz. To nie On (Bóg) stworzył piekło. My sami je uczyniliśmy. On nawet o nim nie pomyślał”.

Również adekwatne jest tutaj stwierdzenie IV Soboru Laterańskiego: „Diabeł i inne złe duchy zostały stworzone przez Boga jako dobre z natury, ale same siebie uczyniły złymi”.

Zło nie jest zamysłem Boga, czy celem Bożego działania, lecz czymś, na co Bóg jedynie dopuszcza, zezwala i zgadza się w całym zamyśle i planie zbawienia ludzkości. Nic na świecie nie dzieje się bez zezwolenia Boga i jest rzeczą oczywistą, że Bóg nigdy nie chce zła, ale je dopuszcza (zwykle wtedy, gdy my sami go chcemy), jednocześnie dając nam wszelkie potrzebne łaski, by mu się oprzeć, przeciwstawić. Ma to ma celu rozwiniecie jeszcze większego dobra i wyćwiczenie w pokorze, cierpliwości i umartwieniu. Św. Paweł pisze w swoim liście: „Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”.

Mówiąc o wszechwiedzy mamy na myśli fakt, że Bóg niczego nie potrzebuje poznawać, o niczym dowiadywać się. Zna wszystko zanim cokolwiek się stanie – jest przecież stwórcą wszystkiego, jedynym źródłem istnienia powołanego przez Niego z nicości. Tak, więc zna swoje stworzenie bez reszty.

Wszechwiedzy Boga nie można mylić z przeznaczeniem, myśląc, że Bóg od początku wie, kogo zbawi a kto zostanie potępiony. Kiedyś w czasach średniowiecza pojawiła się taka błędna doktryna mówiąca o przeznaczeniu (predestynacji), głosząca, że los człowieka, jego zbawienie, czy też potępienie jest już w chwili narodzin przesądzone. Myśląc w ten sposób można dojść do wniosku, że nasza wolność jest utopijna, wszystkie wysiłki daremne, wiara zbyteczna a dobre uczynki niepotrzebne.

Nie można jednak na ten problem dać w pełni zadawalającą i jednoznaczną odpowiedź. Skoro wielką i niezgłębioną do końca tajemnicę stanowi dla nas sam Bóg i Jego doskonałość, to tajemnicą jest również wszystko, co zachodzi między człowiekiem a Bogiem Uznanie tej tajemnicy może nadać postawionym przez ciebie pytaniom właściwą treść.

Stwierdzenie, że Bóg wie o wszystkim z góry, o tym jak postąpimy i jaki będzie nasz koniec, może budzić w nas jednak mimowolny opór. Tymczasem Biblia, księga święta i natchniona, której autorem jest sam Bóg podaje nam cztery wielkie objawione prawdy, o których należy pamiętać : Bóg pragnie zbawienia wszystkich ludzi, nikt nie jest przeznaczony na potępienie, Jezus umarł za wszystkich oraz wszyscy otrzymują łaski potrzebne do tego by się zbawić. Największą troską Boga jest, więc zbawienie człowieka.

Człowiek nigdy w pełni nie będzie mógł pojąć, w jaki sposób Opatrzność Boża działa we wszechświecie, w jaki sposób Bóg kieruje światem z uwagi na swe ograniczone poznanie. Boga, Jego wielkości nie można ogarnąć rozumem, cokolwiek o Nim powiemy jest niewystarczające, On przekracza to wszystko, co możemy zrozumieć. Jeżeli chcielibyśmy wykreować Go według własnych subiektywnych poglądów i założeń, wtedy w ogóle nie był by Bogiem.

W Katechezie Ojca Świętego Benedykta XVI, wygłoszonej podczas audiencji ogólnej

14 grudnia 2006 r. na Placu św. Piotra w Watykanie, czytamy: „Istota przesłania, jakie ma dla nas, jest zrozumiała: Bóg wie wszystko i jest obecny przy swoim stworzeniu, które nie może Mu się wymknąć. Jego obecność nie ma jednak w sobie nic z ciężaru czy kontroli; oczywiście to On spogląda surowo na zło, wobec którego nie pozostaje obojętny. Jednakże podstawowym elementem jest zbawcza obecność, zdolna objąć całe istnienie i całą historię. W praktyce jest to scenariusz duchowy, do którego w przemówieniu na ateńskim Areopagu nawiązuje święty Paweł, cytując greckiego poetę: W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy (Dz 17,28).

Pierwszy fragment (por. Ps 139 [138], 1-6) to, jak powiedzieliśmy, celebrowanie wszechwiedzy Boga: powtarzają się tam, bowiem słowa wiedzy, jak zgłębiać, poznawać, wiedzieć, przenikać, rozumieć mądrość. Jak wiadomo, poznanie biblijne przerasta czyste i zwyczajne poznanie i zrozumienie intelektualne; jest rodzajem komunii między poznającym a poznawanym: Pan jest, więc w zażyłości z nami, kiedy myślimy i działamy. Z kolei wszechobecności Boga poświęcony jest drugi fragment naszego Psalmu (por. ww. 7-12). Opisana jest w nim w żywy sposób złudna wola człowieka, by uwolnić się od tej obecności. Przemierzona jest cała przestrzeń: jest to przede wszystkim oś pionowa niebo-piekło (por. w. 8), do której dołącza wymiar poziomy, począwszy od jutrzenki, a więc od wschodu, aż do krańca morza Śródziemnego, czyli zachodu (por. w. 9). W każdym miejscu przestrzeni, nawet najbardziej tajemnym, kryje się czynna obecność Boga. Kontynuując, Psalmista wprowadza też inną rzeczywistość, w której jesteśmy zanurzeni - czas, przedstawiony symbolicznie jako noc i światło, jako ciemność i dzień (por. ww. 11-12). Nawet ciemność, w której trudno jest poruszać się i widzieć, przeniknięta jest wzrokiem i objawieniem Pana istnienia i czasu. Jego prawica gotowa jest zawsze chwycić naszą rękę, aby prowadzić nas naszą ziemską drogą (por. w. 10). Jest to, więc bliskość nie sądu, który wywołuje przerażenie, lecz wsparcia i wyzwolenia.

I tak możemy zrozumieć, co jest ostatnią i istotną treścią tego Psalmu: jest on pieśnią ufności. Bóg jest z nami zawsze, nie opuszcza nas nawet w najciemniejszą noc naszego życia. Nawet w najtrudniejszych chwilach życia pozostaje obecny. I także w ostatnią noc, w ostatniej samotności, w której nikt nie może człowiekowi towarzyszyć, w noc śmierci, Pan nie opuszcza nas. Towarzyszy nam i w tej ostatniej samotności w noc śmierci. Dlatego my, chrześcijanie, możemy być ufni: nigdy nie jesteśmy sami, dobroć Boga nas nie opuszcza.

Rozpoczęliśmy tę katechezę cytatem pisarza chrześcijańskiego Teodoreta z Cyru. Zakończmy, odwołując się jeszcze raz do niego i do jego IV Mowy na temat Opatrzności Bożej, albowiem w ostatecznym rozrachunku to właśnie jest tematem Psalmu. Zatrzymuje się on nad w. 6, w którym modlący się woła: Zbyt dziwna jest dla mnie Twa wiedza, zbyt wzniosła, nie mogę jej pojąć. Teodoret komentuje ten fragment, odwołując się do sumienia i do własnego doświadczenia i stwierdza: Zwrócony ku samemu sobie i bliski sobie samemu, oddaliwszy się od zewnętrznej wrzawy, chciałem pogrążyć się w kontemplacji własnej natury... Zastanawiając się nad tymi sprawami i myśląc o harmonii między naturą śmiertelną a nieśmiertelną, czuję się zwyciężony tak wielkim cudem i nie zdoławszy rozważać tej tajemnicy, uznaję swą porażkę; co więcej, gdy głoszę zwycięstwo mądrości Stwórcy i śpiewam Mu hymny pochwalne, wołam: "Zbyt dziwna jest dla mnie Twa wiedza, zbyt wzniosła, nie mogę jej pojąć". I tak właśnie jestem pewien. Amen.

„Zanim ukształtowałem cię w łonie matki znałem cię...” Słowa Psalmisty: „Przenikasz i znasz mnie Panie...” (Ps 139,1), nie prowokowały pytania: A gdzie wobec tego jest miejsce dla wolnej woli człowieka? Dopiero grecka myśl zaczęła widzieć tu problem, którego zresztą nigdy na swoim gruncie nie była w stanie rozwiązać. Jak pogodzić wolność człowieka z wszechmocą i wszechwiedzą Boga? Również nasza świadomość, wychowana na greckiej myśli, ma ciągłą skłonność do stawiania takiego pytania i brak odpowiedzi często odczuwamy jako znaczący dyskomfort intelektualny.

A tymczasem, jak się okazuje, dla autorów biblijnych ten problem nie istniał. Słowa o Bogu, który zatwardza serca, zaślepia oczy, zamyka uszy i napełnia strachem pojawiają się nie tylko w Starym Testamencie, ale także w ewangeliach, w ustach Jezusa. Świat Biblii nie ma z tymi sformułowaniami żadnego kłopotu. Nie widzi tutaj żadnej istotnej trudności. Wręcz przeciwnie, czym Bóg jest bliżej, czym więcej o mnie wie, tym lepiej. Im bardziej mnie wzywa, im wcześniej powoła, tym większe błogosławieństwo. Nigdzie nie ma ani cienia lęku, że Bóg swoją wszechwiedzą i wszechmocą może zagrozić mojej wolności. Groźna jest Boża nieobecność, opuszczenie i brak działania. Boga się zawsze przyzywa. Słowa Psalmisty: „Przenikasz i znasz mnie Panie” w żaden sposób nie usuwają dynamiki i dramatyczności tak wielu modlitw zanoszonych do Boga w Psalmach ani nie prowadzą do wniosku, że przedstawianie Bogu swoich modlitw jest zbyteczne. Nigdzie w Biblii nie pojawia się pytanie: po co się modlić, skoro Bóg i tak wie wszystko?

Natomiast kolejne komentarze patrystyczne już problem widzą i Ojcowie czują się zobowiązani do podejmowania prób rozwiązania go. Pojawia się ono u Orygenesa w jego traktacie „O modlitwie”. Traktat ten jest odpowiedzią na pytanie zadane mu przez jego przyjaciela, Ambrożego: „Po pierwsze – skoro Bóg zna przyszłość i musi się ona stać, to daremna jest modlitwa, po drugie – skoro wszystko dzieje się z woli Boga i postanowienia Jego są niezmienne, i nic z tego, co On chce, nie może się zmienić, modlitwa jest bezcelowa” (Omod 5,6). Orygenes ostatecznie nie znajduje odpowiedzi innej, niż wskazanie na przykład Jezusa, który się modlił i na Jego słowa, zachęcające do modlitwy.

Jesteśmy wychowankami tradycji grecko-rzymskiej, a więc w naszych umysłach brzmią pytania, jakie narzucały się już Ojcom Kościoła. Jednakże nieobecność tych problemów w Biblii jest ważną wskazówką, że to nie poprzez kolejne coraz precyzyjniejsze formuły tłumaczące, jak pogodzić wolną wolę człowieka z wszechmocą i wszechwiedzą Boga, wiodą główne ścieżki naszej wiary.

Bóg w stosunku do ludzi ograniczył swoją wszechmoc. Widocznie kwadraturą koła byłoby stworzenie świata wolnego, zdążającego do swej pełni, bez cierpienia i śmierci. Cierpienie jest jakąś ceną wolności, a także ceną za stworzenie świata, zdążającego do pełni. Ale ten świat niedokończony, wciąż stwarzany, daje nam szansę twórczości. Wolność domaga się twórczości, a miłość daje wolność i szansę tworzenia. Bóg stworzył świat w rozwoju. Tylko taki świat mógł zmieścić w sobie wolność. Wolność, bowiem to nie tylko możliwość takiego lub innego wyboru tej czy innej rzeczy. Gdybyśmy tak ją rozumieli, to największymi oazami wolności byłyby sklepy.

W ludzkiej wolności istotny nie jest sam wybór, ale to, co go umożliwia. Wybór służy tworzeniu siebie i świata. Wolność to możność tworzenia czegoś nowego z materii do końca jeszcze nie uformowanej, niedokończonej. To ludzkie tworzenie i przetwarzanie, ta niedokończoność świata i nas samych zawiera w sobie też przemijanie i cierpienie (i ryzyko błędu oraz grzechu). Ale tylko taki niedokończony świat mógł stać się światem wolności, w twórczości i miłości. Mamy też obietnicę życia po śmierci, gdy pokonane zostanie zło i śmierć, a "Bóg będzie wszystkim we wszystkich". Wierzę w Boga, w tym sensie wszechmogącego, że wszystko, co jest, istnieje dzięki Jego stwórczej mocy, ale zarazem wierzę w Boga, który sam ograniczył swą wszechmoc, dając wolność stworzeniom. A ograniczył w działaniu sam siebie, bo jest Miłością, a miłość daje wolność i szanuje swych partnerów.

Możemy stawać się takimi partnerami Boga, którzy będą zmniejszać ilość cierpienia na ziemi.

Rabin Harold Kushner napisał książkę, „Kiedy złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom”, która zrodziła się w ogniu cierpienia jego nieuleczalnie chorego syna. Ów rabin pisze, że na cierpienia i choroby trzeba patrzeć jak na skutki różnych ziemskich przyczyn i nie domagać się, by Bóg interweniował z zewnątrz, na każdym kroku czyniąc cuda. Bóg nam pomaga stale, ale od wewnątrz, dając nam siły ducha do zmierzenia się z tymi złymi rzeczami, które się nam zdarzają. My, wierzący w Chrystusa, mamy dodatkowo Jego przykład, jak możemy zło obracać w dobro poprzez miłość”.

Autorzy biblijni nie podają skąd pochodzi zło, wiemy tylko tyle, że nie ma ono swojego początku w Bogu ani w człowieku. Zło w tym stanie rzeczy pojawia się dopiero na znacznie niższym szczeblu: w stworzeniu Bożym i to nie jako zamysł Boży czy cel Bożego działania, lecz jedynie jako Boży „dopust” a więc coś, co Bóg jedynie dopuszcza, na co zezwala i zgadza się w całym zamyśle i planie zbawienia ludzkości. Ma to na celu danie człowiekowi możliwości oczyszczenia, zdobycia zasług. Jest także czasem udzielenia jeszcze większej łaski, bowiem jak pisze św. Paweł: „Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”.

Szerzące się w świecie zło może być w sposób wolny przez człowieka wybrane lub odrzucone. Człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boże a więc jako istota wolna i rozumna posiada godność osoby obdarzonej możliwością decydowania i panowania nad sobą i swoimi czynami. Ten jakże piękny i wspaniały dar wolnej woli daje mu możliwość określania samego siebie, determinowania swoich decyzji. W sposób świadomy może odpowiedzieć Bogu na Jego wezwanie „tak” lub „nie”, może sprzeciwić się i samowolnie określić drogę własnego postępowania. Wybór nieposłuszeństwa Bogu, Jego przykazaniom jest nadużyciem ofiarowanej wolności, samowolą i często rodzi zło całkowicie prowadząc do „niewoli grzechu”. Wolność ludzka z kolei tym się różni od wolności Bożej, że jest ograniczona tzn. podatna na wpływy i mylna, ale człowiek jako istota rozumna powinien zawsze odpowiadać za swoje wolne działanie. Bóg dał człowiekowi wolną wolę nie po to, aby czynił zło, ale przeciwnie.

Prawdziwa wolność to wolność w służbie dobra i sprawiedliwości. Im więcej człowiek czyni dobra, tym bardziej staje się wolnym, bowiem wolność osiąga swą doskonałość tylko wtedy, gdy jest ukierunkowana na Boga. Z kolei rozważając kwestię: czy Bóg nie mógł stworzyć wolnej woli, która nie dopuszczałaby zła, czy mógłby istnieć świat bez cierpienia? – natrafiamy i dotykamy wielkiej tajemnicy Bożej. Nie sposób zrozumieć, w jaki sposób Bóg kieruje wszystkimi rzeczami według Swojej Opatrzności. Jednego, czego możemy być pewni to to, że nas kocha i jako wszechmogący nie bierze pod uwagę tego, co może dokonać, lecz to, co najlepsze dla poszczególnych stworzeń i stosownie do tego postępuje.

W Bogu istnieje nieograniczone, doskonałe poznanie, którego przedmiotem są nie tylko rzeczy przeszłe, teraźniejsze i przyszłe, ale również wszystkie możliwe ludzkie decyzje i wybory, także te niedokonane, oraz ich konsekwencje. Bóg wszystko poznaje w sobie. W sposób absolutnie doskonały i prosty ogarnia swoją wszechwiedzą istotę każdej rzeczy, a suma tego doskonałego poznania stanowi najwyższą i nieskończoną mądrość Boga. Człowiek jest bezradny wobec jej ogromu. Może jedynie z drżeniem serca i w pokornym zachwycie powtórzyć za psalmistą: ,,Zbyt dziwna jest dla mnie Twa wiedza, zbyt wzniosła: nie mogę jej pojąć'' (Ps 139,6). Jaki sens ma, zatem nasza modlitwa prośby, skoro sam Jezus powie: ,,Wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba wpierw zanim Go poprosicie'' (Mt 6,8)? Czy należy w ogóle o coś Boga prosić? Z drugiej strony Jezus podkreśla z mocą: ,,Proście, a będzie wam dane'' (Mt 7,7). Być może na przecięciu dwóch pozornie sprzecznych rzeczywistości: ludzkiej prośby i Bożej wszechwiedzy sytuuje się tajemnica wysłuchanej i niewysłuchanej modlitwy.

Pełne poznanie przez Boga naszego przyszłego losu wiecznego nie ogranicza naszej wolności? Bóg wie, czy się zbawimy, czy też potępimy. On zna dobrze naszą przyszłość. Znajomość przyszłego losu człowieka nie jest równoznaczna ze zniewoleniem go. Oto przykład. Patrząc z okna mojego mieszkania, widzę, że jakaś osoba idzie w kierunku wykopanego rowu, którego jednak nie dostrzega. Krzyczę, więc do niej, żeby zmieniła kierunek, bo spotka ją nieszczęście, ale ona nie słucha i ciągle zbliża się do rowu. Patrząc z wysokości mojego piętra, w pewnym momencie dochodzę do przekonania, że nieszczęsny przechodzień z pewnością wpadnie do wykopanego rowu. Moja znajomość jego losu nie oznacza jednak, że to ja stałem się przyczyną jego nieszczęścia. Nie ja przecież strąciłem go do rowu, lecz wpadł do niego sam, dlatego że z uporem przeciwstawiał się wszelkim dobrym radom. Moje przewidywanie nieszczęścia przechodnia nie pozbawiło go wolności osobistej. Podobnie też Bóg zna od wieków nasze życie, nasze wolne decyzje, nasz przyszły los, co jednak wcale nie pozbawia nas wolnej woli. To, że Bóg przewiduje czyjeś wieczne potępienie, nie oznacza, że go do tego z góry przeznacza lub, że pragnie jego wiecznego cierpienia. Przeciwnie, Bóg chce wiecznego szczęścia każdego człowieka i każdemu pragnie udzielić tyle łaski, by przy jej pomocy osiągnął życie wieczne. Jeśli jednak człowiek nie dochodzi do zbawienia, dzieje się tak nie, dlatego, że Bóg nie chciał mu pomóc lub nie udzielił mu łaski, ani dlatego, że przeznaczył go na wieczne męki, ale dlatego, że sam człowiek dobrowolnie odrzucił darowaną mu pomoc, odwrócił się od prawdy i dobra, które wskazywało mu sumienie i Ewangelia.

Czy Judasz był przez Boga zniewolony? Bóg nikogo nie przymusza do czynienia zła, chociaż z góry wie, jak człowiek postąpi. Stwórca od wieków wiedział, że Judasz zdradzi Jezusa. Wiedział o tym również Chrystus, a jednak wybrał go na Swojego apostoła. Uczynił to przede wszystkim po to, by dać mu szansę podobną do tej, jaką mieli pozostali apostołowie. Jezus wybrał Judasza, aby wraz z Nim głosił Dobrą Nowinę i budował królestwo Boże. Chciwy uczeń odwrócił się jednak od Jezusa, ponieważ umiłował pieniądze. Zdradził Jezusa dla materialnego zysku. Judasz - jak i pozostali apostołowie - był wolnym człowiekiem i mógł w dowolny sposób ułożyć sobie swoje życie.

Odkupienie dokonało się nie dlatego, że Judasz zdradził Chrystusa, lecz dlatego, że Chrystus umiłował swojego Ojca i nas, dlatego stał się Mu posłuszny, aż do śmierci krzyżowej. Wybawienie od grzechów przyniosła nam zatem nie tyle zdrada Judasza, ile przeogromna miłość Jezusa, która najpełniej wyraziła się w Jego śmierci krzyżowej. To nie Judasz ani nie kapłani złożyli Ojcu niebieskiemu w ofierze Jezusa Chrystusa, lecz On sam się dobrowolnie ofiarował w duchu miłości i posłuszeństwa. Odkupienie mogło dokonać się nawet bez śmierci krzyżowej, a tym bardziej bez zdrady Judasza, każdy, bowiem czyn Chrystusa wyrażał tyle miłości i posłuszeństwa, że mógł nam przynieść wieczne zbawienie.

Nie znamy dokładnie wiecznego losu Judasza. Żaden jednak tekst Pisma św. nie wskazuje na jego zbawienie. Chociaż mógł się on nawrócić w ostatnim momencie życia, jednak Pismo św. o tym milczy. Zbawiciel powiedział o nim surowe zdanie: „Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził” (Mk 14,21). Sam Jezus nazwał Judasza diabłem: "Na to rzekł do nich Jezus: Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem. Mówił zaś o Judaszu, synu Szymona Iskarioty. Ten bowiem – jeden z Dwunastu – miał Go wydać." (J 6,70n). Ewangeliści wspominają zaś, że szatan nie tylko kusił Judasza, ale że wszedł w niego: "A po spożyciu kawałka (chleba) wszedł w niego szatan." (J 13,27). Podobnie pisze św. Łukasz: "Wtedy szatan wszedł w Judasza, zwanego Iskariotą, który był jednym z Dwunastu." (Łk 22,3). Są to zatem bardzo poważne słowa, ostrzegające, że nawet osoba żyjąca blisko Syna Bożego może być na usługach szatana.

Jak rozumieć słowa św. Pawła: Bóg „komu chce, ofiaruje miłosierdzie, a kogo chce, czyni zatwardziałym"? (Rz 9,18). Jezus daje zbawienie każdemu, kto szuka Jego pomocy, bowiem „każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony” (Rz 10,13). Objawienie poucza nas, że Bóg kocha każdego człowieka, który jest wolną istotą. W świetle całej nauki objawionej zdanie: Bóg „komu chce okazuje miłosierdzie, a kogo chce, czyni zatwardziałym”, można rozumieć w ten sposób, że Stwórca miłuje każdego, ale równocześnie szanuje wolność ludzką i nie daje mu łaski nawrócenia, gdy widzi upór woli, niechęć do zmiany życia. Bóg nie chce zniewalać człowieka swoją łaską. Sens Pawłowego stwierdzenia, że Bóg „czyni zatwardziałym” serce ludzkie, jest następujący: Bóg dopuszcza zatwardziałość ludzi, którzy nie chcą Go pokochać i dobrowolnie opierają się Jego łasce.

Bóg zna przyszłość każdego i wszystkiego. Zna ją nie dlatego, że odczytuje z wcześniej zapisanej "taśmy", ale dlatego, że wie dokładnie wszystko o świecie jaki stworzył i na tej podstawie potrafi wszystko przewidzieć. Prowadzi ludzkość wszelkimi drogami do zbawienia, czy ona tego chce czy nie. Może to brzmi ostro, ale prowadzi do zbawienia, nie jakiegoś przymusowego, ale takiego, gdzie człowiek dobrowolnie odpowiada Bogu na Jego wezwanie.



Liczba wyświetleń strony: 10034308 * Liczba gości online: 15 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC