MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Biblia o istnieniu szatana



Dlaczego ludzie nie wierzą w diabła? Ponieważ nie wierzą Bogu. Nie uznają za prawdę słów Pisma Świętego. Nie mam wątpliwości, co do istnienia szatana, gdyż wyraźnie mówił o nim i działał przeciwko niemu Syn Boży, Jezus Chrystus, w którego wierzę. Podkreślam, że nie tylko mówił o nim, ale również działał przeciwko niemu. Czysto teoretyczne uznanie, że szatan jest kimś realnym, wydaje się bowiem niemal tak samo jałowe, jak zaprzeczanie jego istnieniu.

Wsłuchajmy się w naukę Chrystusa o szatanie. "Idź precz, szatanie!" (Mt 4,10) - tak odpędził kusiciela, kiedy ten próbował namówić Go do tego, żeby swoją działalność mesjańską zamknął w obrębie celów tego świata. Swoich uczniów Pan Jezus ostrzega przed diabłem i modli się za nich, aby przynajmniej ostatecznie diabeł w nich nie zwyciężył: "Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara" (Łk 22,31n).

Z kolei do ludzi zatwardziałych w dobrym mniemaniu o sobie Chrystus przemawia gwałtownie, wskazując im bez osłonek zarówno źródło, jak przyszłe owoce ich zatwardziałości: "Waszym ojcem jest diabeł i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa" (J 8,44). Jezus, Syn Boży, nie mówił na tej ziemi innych słów niż słowa miłości. Powyższa wypowiedź jest również słowem miłości. Dlaczego zaś jest taka ostra? Odpowiedzmy na to pytaniem: Czyż inaczej nasze samozadowolenie mogłoby nas przerazić?

Przede wszystkim jednak Jezus przedstawia się jako zwycięzca diabła: "Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony" (J 12,31; por. 14,30; 16,11). "Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica" (Łk 10,18). Otóż nie tylko niebo zostało uwolnione od szatana: Syn Boży stał się człowiekiem, aby od szatana i od jego aniołów oczyścić również ziemię. Taka jest główna myśl wydarzeń w Gadarze: Chrystus wpędza demonów w stado wieprzy, a więc w zwierzęta uznawane w Starym Testamencie za nieczyste, które rzuciły się w otchłań morską, bo nie starczy naszej ziemi jednocześnie dla demonów i dla Chrystusa.

I wszystkie epizody uwolnienia opętanych mają ten właśnie sens: Chrystus objawia się wówczas jako zwycięzca nad diabłem i złymi duchami. "Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? - wołał człowiek opętany przez ducha nieczystego Przyszedłeś nas zgubić" (Mk 1,24). Próby dopatrywania się w demonach, od których uwalniał Chrystus, jedynie personifikacji chorób, wydają się jawnie niezgodne zarówno z duchem, jak z literą Ewangelii. Warto tu zresztą przypomnieć, że podobnie jak dzisiaj patrzymy na choroby głównie z perspektywy biologii i medycyny, tak człowiek biblijny widział w nich przede wszystkim znak naszego oddalenia od Boga.

Uznawanie realności diabła ma niewiele sensu, dopóki naprawdę (a nie tylko w naszych poglądach) nie otworzymy drzwi Chrystusowi i jeśli zabraknie w nas lęku, iż wystarczy trochę oddalić się od Chrystusa, aby znów stać się pastwą złych duchów od nas mocniejszych. Ewangelia mówi o tym wyraźnie: "Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze całą broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda (...) Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku. A gdy go nie znajduje, mówi: „Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem”. Przychodzi i zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze siedem innych duchów, złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I stan późniejszy owego człowieka staje się gorszy niż poprzedni" (Łk 11,21-22.24-26).

Warto wiedzieć o tym, że już w czasach apostolskich prowadzono dyskusje na temat realności dobrych i złych duchów, podobnie jak spierano się o to, czy możliwe jest zmartwychwstanie: "Saduceusze mówią, że nie ma zmartwychwstania ani anioła, ani ducha, a faryzeusze uznają jedno i drugie" (Dz 23,8). Apostołowie jednak nie wdawali się w te dyskusje, ale z mocą Bożą głosili przyszłe zmartwychwstanie, ostrzegali przed diabłem i martwili się, kiedy udawało mu się wyrwać z owczarni Bożej jakąś mało ostrożną owieczkę. "Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! - woła Apostoł Piotr - Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!" (1 P 5,8n) "Dlaczego szatan zawładnął twym sercem?" - z oburzeniem pyta tenże Piotr Ananiasza (Dz 5,3).

Jednak nie tylko wewnątrz społeczności żydowskiej dyskutowano na temat realności złych duchów. Chrześcijańska doktryna o diable wcale nie znalazła sobie takiego sojusznika w ówczesnych wyobrażeniach pogańskich, jak to z nadmierną chyba pewnością siebie twierdzą współcześni jego demitologizatorzy. Najwybitniejszy starożytny krytyk chrześcijaństwa, Celsus, ostro atakował chrześcijan, między innymi za to, że "wymyślają sobie jakiegoś przeciwnika Boga, diabła, którego po hebrajsku zwą szatanem. Przecież to grzech śmiertelny i wielka bezbożność opowiadać, że najwyższy Bóg, który pragnie pomagać ludziom, ma przeciwnika, działającego wbrew Jego woli, i nie może nic na to poradzić. Syn Boży zatem okazuje się słabszym od diabła i doznając cierpień poucza nas, byśmy i my nie przywiązywali wagi do krzywd, jakich doznajemy ze strony diabła" (Orygenes).

A zatem już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa kładziono dość znaczny nacisk na naukę o diable i złych duchach. Nie da się wobec tego powiedzieć, że odrzucenie realności złych duchów przekraczało wyobraźnię ówczesnych chrześcijan. Musieli więc oni przywiązywać do tej prawdy jakieś istotne znaczenie, skoro - jak słusznie powiada dokument Kongregacji Doktryny Wiary z 26 czerwca 1975 - "W ciągu wieków (...) zarówno heretycy, jak wierni, opierając się na Piśmie Świętym, zgodnie uznawali istnienie i zgubny wpływ szatana. Dlatego też dzisiaj, kiedy ta prawda podawana jest w wątpliwość, należy powoływać się na ową stałą i powszechną wiarę Kościoła, tak jak i na jej główne źródło, nauczanie Chrystusa".

Wprawdzie dopiero w naszych czasach pojawiły się wewnątrz chrześcijaństwa wątpliwości, co do realności szatana, ale strukturalnie rzecz biorąc, wyraża się w nich tendencja niemal tak stara jak samo chrześcijaństwo: tendencja do oswojenia się z tajemnicą zła poprzez przykrojenie jej na naszą ludzką miarę. Powszechnie na przykład wiadomo, że w kulturze polskiej szatan jest jakiś taki mało poważny, w gruncie rzeczy niegroźny, często głupi, czasem niemal sympatyczny. Prawdziwy szatan jest niestety zupełnie inny. To prawda, w obliczu Chrystusa staje się on rzeczywiście mało groźny i bezsilny, ale to dopiero w obliczu Żywego Chrystusa. Mickiewicz miał rację, kiedy radził: "Chowaj się przed nim w światło - tam cię nie dostrzeże". Jednakże w ciemności, to znaczy kiedy człowiek znajduje się w niewoli grzechu, jest on niezwykle groźny.

Sposobem przykrojenia tajemnicy zła na naszą ludzką miarę jest również podniecanie się demonologią: uprawianie zabobonów i rozmaitych polowań na czarownice, fascynacje ciemnościami ludzkiego wnętrza oraz instytucji społecznych. Zamiast szukać ratunku u Mocarza potężniejszego od mocarzy piekielnych, człowiek próbuje obronić się przed złem za pomocą magicznego zabiegu. Albo wierzy naiwnie, iż diabeł jest tak głupi i słaby, że wystarczy odszukać i unieszkodliwić jego ludzkich popleczników, aby się przed nim zabezpieczyć.

Spójrzmy na główne argumenty przeciwko realności szatana, bo one demaskują się same. Wystarczy im się dobrze przypatrzyć, żeby zniknęły niby to rzekomo potężne Fatum z wiersza Norwida. Powiada się na przykład, że do ludzkich czeluści, w których niegdyś mieszkał szatan, dotarła już współczesna psychologia i okazało się, że aby je wyjaśnić nie są już potrzebne żadne istoty pozaempiryczne. Wydawałoby się, że takie pomieszanie wymiaru zjawiskowego i ponadzjawiskowego dzisiaj jest już niemożliwe. Okazuje się jednak, że dawny, jeszcze dziewiętnastowieczny konflikt między wiarą w stworzenie świata a teorią ewolucji nie nauczył niczego nawet niektórych teologów. Czyżby prawdy, że każdy z nas został stworzony przez Boga, rzeczywiście nie dało się pogodzić z faktem, że każdy z nas pochodzi od swoich rodziców? I analogicznie: Czyżby ciemności, odnajdywane w człowieku przez psychologię, rzeczywiście wykluczały głębsze jeszcze przyczyny naszego zła?

Wspomniany już dokument Kongregacji Doktryny Wiary zbija omawiany argument po prostu odwołując się do zdrowego rozsądku: "Dawniej człowiek w każdym zaułku swych myśli lękał się naiwnie spotkania z szatanem. To fakt. Czy nie byłoby jednak taką samą naiwnością oczekiwać, że nasze metody powiedzą wkrótce ostatnie słowo na temat głębin świadomości, w których oddziaływają na siebie ciało i duch, natura i łaska, rozum i Objawienie? Przecież te problemy zawsze uchodziły za trudne i skomplikowane. Współczesne nasze metody mają podobnie jak dawne swoje granice, których nie wolno im przekraczać. Skromność zawsze cechująca prawdziwą inteligencję winna i tutaj dojść do głosu i zachować nas w prawdzie, kierując naszą uwagę na głos Objawienia, czyli po prostu wiary".

Weźmy inny argument przeciwko istnieniu szatana: Człowiekowi potrzebny jest szatan po to, żeby miał na kogo zrzucać odpowiedzialność za swoje zło; wiara w szatana demobilizuje człowieka w walce ze złem, utrudnia też rozpoznanie źródeł zła, jakie nosimy sami w sobie. Nie spieszmy się z twierdzeniem - powiadają wyznawcy tego argumentu - że Oświęcim był dziełem diabelskim, Oświęcim stworzyli ludzie. Nie da się zaprzeczyć, że w argumencie tym podniesiony jest ważny problem praktyczny. Nie można mu przecież jednak nadawać rangi teologicznej, bo jej po prostu nie ma. To prawda, że lubimy obarczać szatana winą za nasze grzechy. Próbowali tego już pierwsi rodzice: "Rzekł Bóg do niewiasty: „Dlaczego to uczyniłaś?” Niewiasta odpowiedziała: „Wąż mnie zwiódł i zjadłam”" (Rdz 3,13).

To szatan, "On od początku był zabójcą" - mówi Chrystus, a przecież właśnie za sprawą tego Węża z trzeciego rozdziału Księgi Rodzaju śmierć przyszła na ludzi. Również autor Apokalipsy wyraźnie utożsamia szatana z tamtym Wężem: "I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię" (12,9; por. 20,2). Można by tu jeszcze przypomnieć Księgę Mądrości: "Śmierci Bóg nie uczynił ani nie cieszy się ze zguby żyjących (...) Śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą" (1,13 i 2,24).

Wróćmy jednak do zarzutu, że uznawanie realności złego ducha zaciemnia naszą odpowiedzialność za zło. Norbert Lohfink wskazał na niezwykle interesujące powiązanie biblijnego opisu stworzenia człowieka z mitem babilońskim, wedle którego pierwszy człowiek został stworzony z ziemi skrwawionej grzeszną, przelaną w buncie przeciw najwyższemu Mardukowi, krwią bogów. Myślą przewodnią mitu babilońskiego było więc przesłanie, że człowiek nie jest odpowiedzialny za swoją grzeszność, bo ona go przenika już od pierwszego momentu stworzenia. Opis biblijny gruntownie się przeciwstawia ujęciu babilońskiemu: Bóg stworzył człowieka z samego tylko mułu ziemi i ożywił go swoim boskim, czystym tchnieniem; grzech pojawił się w ludzkich dziejach dopiero z winy człowieka - taka jest podstawowa idea opowiadania o upadku pierworodnym. W opisie biblijnym nie redukuje się jednak tajemnicy zła do poziomu czysto moralistycznego. Postać Węża wskazuje na to, że człowiek był poddany naciskowi zła, które wcześniej dokonało się w świecie ponadludzkim. Nie był to jednak nacisk determinujący, człowiek mógł i powinien był mu się oprzeć.

Biblia, broniąc wolności człowieka i wzywając go do odpowiedzialności, przeciwstawia się zarazem pokusie zamknięcia tajemnicy zła wewnątrz samego tylko świata ludzkiego. Bardzo to groźna pokusa. Kto jej ulegnie, wkrótce on sam albo jego duchowe dzieci zaczną tworzyć programy ostatecznego wyzwolenia ludzkości od zła. Wiara chrześcijańska, owszem, głosi ostateczne wyzwolenie od zła, ale dokonać tego może tylko Chrystus, Syn Boży, zresztą stanie się to dopiero w wymiarze transcendentnym wobec historii. Jeśli zaś odrzucimy istnienie szatana i złych duchów, a tajemnicę zła będziemy rozumieć jedynie jako wewnętrzne nieszczęście rodziny ludzkiej, to wkrótce i w Boskość Chrystusa zwątpimy i zapomnimy o przeciwstawieniu się grzechowi, zaś walkę ze złem skupimy na uzdrawianiu niesprawiedliwych struktur. Bo taką logiką rządzi się świat ducha, że jeśli błędnie rozpoznamy, prędzej czy później skończy się to na fałszywych postawach egzystencjalnych.

Wyobraźmy sobie, że medycyna nie potrafi w pełni odpowiedzieć na pytanie o znaczenie dla organizmu ludzkiego jakiegoś określonego narządu lub czynności. Przecież nikt nie wyciągnie stąd wniosku, że jest to narząd niepotrzebny albo nawet, że w ogóle nie ma go w organizmie. Jeśli analogicznie spojrzeć na pytanie o istnienie szatana - rozstrzygające przecież jest nie to, czy teza o jego realności pomaga nam do zrozumienia tajemnicy zła, ale to, że zarówno Pismo Święte, jak wiara Kościoła przyjmuje go za postać realnie istniejącą, inteligentną, a zarazem dogłębnie przewrotną, pragnącą eksportować swoją przewrotność w świat ludzki. To, że w danym momencie biblijny przekaz o diable wydaje się komuś duchowo jałowy lub nawet szkodliwy, nie może być dla chrześcijanina powodem do odrzucenia go. Chrześcijanin pyta wówczas raczej o to, jaki błąd popełnia w odbiorze tego przekazu, i stara się ten błąd naprawić.

Czy nie próbujemy obarczyć diabła odpowiedzialnością za swoje grzechy, wypowiedzią dwukrotnie już cytowanego dokumentu Kongregacji Doktryny Wiary z roku 1975: Kościół "pragnie jedynie pozostać wierny wymogom Ewangelii. Jasne, że nie pozwalał on nigdy uchylać się od odpowiedzialności przez przypisywanie win demonom. Gdy tylko pojawiła się pokusa takiego wykrętu, reagował on ostro, powtarzając słowa św. Jana Złotoustego: „Przyczyną wszystkich upadków i nieszczęść, na które się ludzie uskarżają, nie jest diabeł, lecz ludzkie niedbalstwo”. Doktryna chrześcijańska stawia więc w pełnym świetle zarówno wszechmoc i dobroć Stwórcy, jak też wolność i wielkość człowieka. Potępiała ona zawsze pochopne dopatrywanie się na każdym kroku ingerencji szatana, odrzucała zabobon, magię, uleganie fatalizmowi i uchylanie się od walki. Co więcej, gdy tylko zaczyna ktoś mówić o możliwej interwencji szatana, Kościół staje się równie krytyczny i ostrożny, jak w wypadku cudownych zjawisk. Roztropność i rezerwa są tu niezbędne, łatwo bowiem paść ofiarą wyobraźni lub przekręcanych i fałszywie interpretowanych opowiadań".

Jedynym, co dla wiary chrześcijańskiej jest naprawdę ważne, jest Jezus Chrystus, który żyje. Prawda o szatanie wydaje się czymś mało ważnym, a nawet łatwo może przyprawić o szkodę, dopóki nie otworzymy jej na światło Chrystusa. Z kolei najmniejszy nawet szczegół wiary chrześcijańskiej staje się czymś ważnym i niezmiernie wzbogacającym, jeżeli przeniknie go Żyjący Chrystus. To mało powiedzieć, że Chrystus stanowi centrum wiary chrześcijańskiej. On jest Pełnią, która przenika sobą wszystko (por. Kol 2,9n; J 1,16; Ef 4,10). I właśnie dlatego ani jednej joty i ani jednej kreski nie wolno nam z naszej wiary uronić, ale każde zdanie Pisma Świętego, każde przykazanie Boże i każdą prawdę wiary, choćby najmniejszą, powinniśmy otwierać na obecność Chrystusa.

W Nowym Testamencie moce szatańskie eksplodują z całą siłą w życiu Jezusa z Nazaretu, potem z niezmiennym impetem u świętego Pawła aż po ostatnie pisma Nowego Testamentu. Można tu mówić o niewątpliwym wpływie otoczenia pogańskiego. Szatan wspina się na szczebel przywódcy zbuntowanych aniołów, staje się nawet ,,bogiem tego świata” (2 Kor 4,4), kontrpartnerem Boga, właścicielem własnego Dworu Panowania, Nowy Testament mówi o regimentach aniołów podległych jego władzy. Na Sądzie Ostatecznym Syn Człowieczy odezwie się ,,do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom” (Mt 25,41).

Jezus działał jako egzorcysta, a swoje życiowe zmaganie uważał za konfrontację ze złymi siłami. Mimo to jednak moce demoniczne nie pojawiają się na pierwszej linii Jego działania i myślenia. Rozumie siebie przede wszystkim jako Zbawiciel ludzi, który przepowiada wyzwalające orędzie o nadejściu królestwa Bożego. Dopiero w ramach tej działalności ściera się z szatanem „samym w sobie” i „jako takim”, lecz „wprowadza” go na scenę wtedy, gdy chodzi o zdemaskowanie upadku człowieka. Szatan ma więc w Nowym Testamencie znaczenie względne i drugorzędne. Jezus jest Panem stojącym ponad wszystkimi mocami i władzami, jakkolwiek by się one nazywały.

Najważniejszym dokumentem w naszej sprawie jest nauczanie IV Soboru Laterańskiego (1215), które stanowiło podstawę wszystkich innych oficjalnych wypowiedzi. Sobór ten przeciwko katarom oświadczył, że Bóg od początku czasu z nicości stworzył i aniołów, i świat. „Diabeł bowiem i inne złe duchy zostały przez Boga stworzone jako dobre z natury, ale same siebie zrobiły złymi” – czytamy w dokumencie. Wsłuchując się uważnie w nauczanie Soboru, stwierdzamy, że w owych czasach sprawą dyskusyjną nie było istnienie szatana, lecz pytanie o zakres stwórczego działania Boga wobec ludzkiej odpowiedzialności. Ojcowie soborowi wyznają, że wszystko pochodzi od Boga i uczestniczy w Jego dobroci oraz że wina spada na tego, kto popełnił czyn występny. W XIII w. deklaracja taka możliwa była tylko w języku, który zakładał istnienie szatana i złych duchów. W roku 1972 Paweł VI stwierdzi: ,,Zło jest nie tylko brakiem, lecz jest działającą siłą, żywym bytem duchowym, zepsutym i niszczącym, straszliwą rzeczywistością, tajemniczą i napełniającą lękiem”. Jeszcze wyraźniej ta „straszliwa rzeczywistość” została trzy lata później określona przez Kongregację Nauki Wiary. Co prawda wypowiedź kongregacji zaczyna się stwierdzeniem: „Istnienie szatana i demonów nie stało się wprawdzie w ciągu wieków wyraźnie przedmiotem wypowiedzi Urzędu Nauczycielskiego” – to jednak później stwierdza się: ,,Kto sprzeciwia się przyjęciu tej rzeczywistości, ten opuszcza teren nauki biblijnej i kościelnej; czyni to także ten (...), kto oświadcza, że jest to jakaś pseudo-rzeczywistość, pojęciowa i urojona personifikacja nieznanej przyczyny całej naszej nędzy (...); jest rzeczą pewną, że rzeczywistość demonów, konkretnie poświadczona przez to, co nazywamy tajemnicą zła, i dzisiaj pozostaje zagadką otaczającą życie chrześcijańskie”.

Niektórzy twierdzą, że największym kłamstwem szatana w dzisiejszym świecie jest to, iż udało mu się przekonać wielu ludzi, że w ogóle nie istnieje. Rozpowszechnienie tegoż kłamstwa pozwala mu działać tyleż niepostrzeżenie, co skutecznie. Arcybiskup Fulton Sheen ostrzegał, że kohorty szatana nigdy tak szybko nie rosną, jak wówczas, gdy zdoła on rozpowszechnić wieść, że sam już dawno umarł.

Szatan i jego słudzy ukazywali się pod bardzo różnymi postaciami i imionami. W słynnych, upamiętnionych na niejednym obrazie, wizjach św. Antoniego Pustelnika demony przybierały postać gadzin i bestii. Paweł Apostoł przestrzega jednak, że niejednokrotnie szatan podaje się za anioła światłości (por. 2 Kor 11, 14). Św. Marcinowi z Tours demon ukazał się ponoć jako młody człowiek w królewskim stroju, mówiąc, iż jest samym Chrystusem. Osobiście słyszałem świadectwo poważnego i godnego zaufania człowieka, który utrzymywał, iż po jego nawróceniu ukazał mu się szatan w postaci ogromnego psa, który groził mu, że tak łatwo nie wyrwie się spod jego panowania.

To, co najgłębiej określa tożsamość złego ducha, to brak zdolności wejścia w trwałą relację z inną osobą. Szatan jest uczestnikiem wielu rozmów i wydarzeń. Zna osobiście wielu ludzi różnych epok i czasów, ale pozostaje sam. Jeśli istotą osoby jest właśnie osobowa relacja, której najpełniejszym kształtem jest bezinteresowna miłość, to szatan - można by powiedzieć - nie jest osobą. Nie umie wychodzić ku innym, ale nieustannie zapada się w czarnej otchłani samego siebie. Kardynał Ratzinger stwierdza: "Jeśli stawia się pytanie, czy diabeł jest osobą, należałoby słusznie odpowiedzieć, że jest on nie-osobą, rozpadem, rozkładem istoty osoby".

Greckie słowo "diabolos" znaczy m.in. "oskarżyciel". W Biblii diabeł oskarża człowieka nawet przed samym Bogiem. Tak jest chociażby na początku Księgi Hioba, kiedy to szatan stara się przekonać Boga, iż Jego sługa Hiob wcale nie jest osobą prawą i bogobojną: Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył (Hi 1, 11). Szatańskiej znajomości ludzkich grzechów i słabości towarzyszy niekiedy znajomość przyszłości. Wielu świętych i teologów podejmowało problem poznania przyszłości przez szatana. Święty Jan od Krzyża, doktor Kościoła, zauważa, że "ktoś, kto ma jasne, naturalne światło rozumu, łatwo może poznać wiele rzeczy przeszłych i przyszłych, uwzględniając ich przyczyny. Ponieważ zaś szatan posiada to światło niezmiernie żywe, również z największą łatwością może przewidzieć z danej przyczyny dany skutek". Tam jednak, gdzie przyszłość zależy od wolności stworzeń, a nie od dającego się poznać ciągu przyczynowo-skutkowego, szatan nie jest zdolny do poznania przyszłych wydarzeń, chyba, że - co podkreśla na przykład św. Tomasz - sam Bóg dla sobie wiadomych powodów zechce mu owe wydarzenia objawić.

Przyzwyczailiśmy się do myślenia, że piekło to stan, w którym szatan dręczy bez końca potępionych. Z teologicznego punktu widzenia wcale tak być nie musi. Do przyjęcia jest też teza, że piekło to stan półświadomego spokoju nie zbawionych. Sytuacja nie zbawienia (potępienia) nie jest wynikiem konieczności mściwego rewanżu światłości nad ciemnością i cieniem, ale niemożliwością przyjęcia kogoś - z racji jego własnych wyborów - do krainy szczęścia .



Liczba wyświetleń strony: 9444114 * Liczba gości online: 32 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC