MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Psalm 6



Nie karć mnie, Panie, w swym gniewie

i nie karz w swej zapalczywości.

Zmiłuj się nade mną, Panie, bom słaby;

ulecz mnie, Panie, bo kości moje strwożone

i duszę moją ogarnia wielka trwoga;

lecz Ty, o Panie, jakże długo jeszcze...?

Zwróć się, o Panie, ocal moją duszę,

wybaw mnie przez Twoje miłosierdzie,

bo nikt po śmierci nie wspomni o Tobie:

któż Cię wychwala w Szeolu?

Zmęczyłem się moim jękiem,

płaczem obmywam co noc moje łoże,

posłanie moje skrapiam łzami.

Od smutku oko moje mgłą zachodzi,

starzeję się z powodu wszystkich mych wrogów.

Odstąpcie ode mnie wszyscy,

którzy zło czynicie,

bo Pan usłyszał głos mojego płaczu;

Pan usłyszał moje błaganie,

Pan przyjął moją modlitwę.

Niech się wszyscy moi wrogowie zawstydzą i bardzo zatrwożą,

niech odstąpią i niech się zawstydzą!

„Panie, nie karć mnie w swoim gniewie”. Kiedy pojawia się w moim życiu grzech, pojawia się też odczucie karcenia przez Boga i Jego gniew. Grzech sprowadza świadomość, że Bóg karci i gniewa się. Karcenie jest traktowane przez człowieka jako krzywda. Odczuwanie grzechu łączy się z odczuciem, że Bóg może mnie skrzywdzić, ponieważ mój grzech Jego dotknął, zabolał Go grzech. Karcenie jest upominaniem ze strony Boga, troską pełną bólu. Jego miłość posuwa się do zapalczywości. Chce mnie zapalić do prawego, uczciwego życia. Aby to się dokonało, potrzeba spalenia we mnie moich grzechów, niegodziwości, które popełniam. Odczucie upominania, odczucie bólu, który jest w sercu Boga spowodowanym moimi grzechami, jest szansą na doświadczenie przemiany. Odczucie upominania przez Boga jest doświadczeniem Boga, odczuciem smaku Jego bliskości, Jego dotknięcia, przejścia przez moje serce.

„Zmiłuje się nade mną, Panie, bo jestem słaby”. W słabości pojawia się potrzeba wołania o pomoc, o ratunek. Człowiek nie może pomóc, jedynie Bóg. Ponieważ On jest blisko, dlatego z moich ust wychodzi wołanie. Moja wiara mówi mi: „Wołaj, krzycz na całe gardło!”. Chcę zmiłowania, czyli zaradzenia sytuacji, która mnie przerasta. Gdybym nie wierzył, nie wołał bym o zmiłowanie. Samo powiedzenie tego, że jestem słaby, jest wejściem na drogę uzdrowienia, na ścieżkę przyjęcia pomocy.

„A Ty Panie, jak długo jeszcze będziesz zwlekał?”. Odczucie zwlekania przez Pana, jest niezgodą na to, że On postępuje według swojego planu. Odczuwam, że sprawy należy przyspieszyć, nadać im inny charakter, po prostu zająć się nimi tak, jak ja je rozumiem. Zgodzić się na sposób działania Boga, to równocześnie odejść od stawianego zarzutu, że On zwleka w mojej sprawie.

„Powróć, Panie, i mnie ocal”. Przecież nie odszedł. Dokonało się natomiast moje odejście od Niego. Ocal mnie, uwolnij z tego, z czego nie potrafię wyjść o własnych siłach. Czasem usiłuję Bogu wmówić to, iż to On odszedł ode mnie, dlatego tyle niepowodzeń. Grzech jest odejściem, uwalnianiem się od pragnienia Boga. Następuje zmiana zainteresowań, kierunku zdążania, sposobu myślenia, większe zajmowanie się tym co zewnętrzne, z równoczesnych odejściem od tego, co duchowe, co jest myśleniem i wrażliwością Boga. W tym wołaniu „ocal” jest prośba, „odmień mój los, moje życie, moje myślenie”. Ocal, czyli znów uczyń swoim, oddanym, pamiętającym o Tobie, smakującym w Tobie, Panie.

„Zmęczyłem się mym wzdychaniem”. Wzdychanie jest wyrażaniem najgłębszym tego, co jest w ludzkim wnętrzu. W ten sposób wypowiadam to, czym żyję, co mnie zajmuje albo bardzo boli. Odczucie zmęczenia sobą jest szczególnie dojmujące w grzechu, kiedy człowiek otrzymał od Boga serce bardzo wrażliwe. Grzech wydaje się być obciążeniem ponad siły, pozbawiającym człowieka tego, co umożliwia życie w radości, w pasji, w tworzeniu. Kiedy wypowiadam moje grzechy, najbardziej się męczę. One nie chcą opuścić przestrzeni mojego serca, mojej duszy, uczuć, myśli i wyobraźni. Wzdychanie staje się więc wyrywaniem grzechu z mojej głębi, a to skutkuje bólem, wyczerpaniem, bezsilnością.

„Każdej nocy płaczę na moim łożu”. Nie odczuwam, że płacz jest oczyszczaniem, znakiem powrotu do Pana, wyrazem skruszonego serca. Skupiam się na tym, że cierpię, nie mogę zasnąć, moje życia w konkretnym obszarze spraw, uległo rozsypce. Moim płaczem pragnę poruszyć serce Boga, aby skrócił moje dolegliwości. Oczy, które płaczą, są tym samym przywracane do równowagi wewnętrznej. One uczestniczą w moim grzechu. Patrzą na zło i nie wprowadzają serca w stan przerażenia, mądrej decyzji. Postrzegają zło, jako dobro, dlatego winę swoją muszą wypłakać.

„Osłabłem wśród wszystkich mych wrogów”. Grzech mój pokazuje, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Być słabym przed wrogiem, to być otwartym na wszystko, co on daje. Nie proponuje, lecz żąda przyjęcia tego, co wtłacza w moje serce. Ten, kto mnie osłabia, jest moim wrogiem; kto zaś czyni mocnym, jest przyjacielem. Jedynie Bóg słucha ludzkiego wołania o pomoc. Życie musi zaboleć aby człowiek przejrzał i zrozumiał, kim się otacza, w jakie relacje wchodzi, jakich wyborów dokonuje.

„Odstąpcie ode mnie wszyscy dopuszczający się nieprawości”. Grzech musi zaboleć. Jest taki czas, kiedy przyjmujemy grzech jako źródło naszego pocieszenia, ale i tak czas, kiedy grzech jest źródłem naszego strapienia, udręki, nieszczęścia. Przejście od wyboru grzechu do chwili odrzucenia grzechu jest nazbyt długie i stające się wielkim utrapieniem. Potrzeba odwagi i męstwa by powiedzieć złu: „Odstąp, odejdź ode mnie”. Powrót do Boga jest znaczony głośnym lamentem, błaganiem, modlitwą. Bóg nie tylko usłyszy moje wołanie, ale i przyjmie je. Wydaje się konieczne, wręcz nieuniknione doświadczenie grzechu, powodującego oddalenie się od Boga, samotność, czasem doznanie frustracji, depresji czy rozpaczy, aby człowiek odkrył po walce duchowej piękno bliskości Boga i uszczęśliwiającą moc Jego bezwarunkowej miłości.



Liczba wyświetleń strony: 9998577 * Liczba gości online: 23 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-16
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC