MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

8. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie



Błogosławieństwo to może wydawać się równie paradoksalne jak trzecie: „Szczęśliwi, którzy się smucą, albowiem będą pocieszeni", w którym smutkowi towarzyszyło natychmiast pocieszenie. Powiedzieliśmy, że łzy przyciągają Ducha Świętego i kiedy ogarnia nas smutek, możemy jednocześnie odczuć radość, ponieważ to Bóg dopuszcza cierpienie, które drąży w nas pewien rodzaj pustki, jakiś brak, który jest jakby pompą ssącą, brak, który pragnie i wchłania Bożą obecność.

Tradycja zawsze porównywała Błogosławieństwa i dary Ducha Świętego. Kazanie na Górze, to życie w Duchu Świętym, a zatem w duchu siedmiu darów, siedmiu postaci, siedmiu sposobów przejawiania się Ducha Świętego, udzielającego się temu, kto przyjmuje to życie i czyniącego go w pełni szczęśliwym. A tymczasem w tym ostatnim Błogosławieństwie nie ma powiązania z którymś z darów Ducha Świętego. Już gdzie indziej Jezus stwierdził, że prześladowanie jest związane z nadejściem Królestwa. Jest to stwierdzenie, które może nas napełnić radością i pocieszyć. Jeśli nie ma prześladowania, oznacza to, że nadejście Królestwa jest opóźnione. Lecz czym silniejsze prześladowanie, im bardziej siły zła przeciwstawiają się Bogu, im bardziej są rozszalałe, tym lepiej także wiemy, że Królestwo jest u naszych drzwi, jak nam to powiedział Jezus: „A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie" (Łk 21,28).

„Szczęśliwi, którzy cierpią prześladowanie za sprawiedliwość, albowiem ich jest królestwo niebieskie. Szczęśliwi jesteście, jeśli z mojego powodu lżą was i prześladują i kłamliwie przypisują wam wszelkie zło. Cieszcie się i radujcie" - największy paradoks - „bo czeka was obfita zapłata w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy żyli przed wami" (Mt 5,10-12). Błogosławieni prześladowani dla sprawiedliwości: omawiając Błogosławieństwo łaknących i spragnionych, poznaliśmy już biblijne znaczenie sprawiedliwości. Rozważmy je za pomocą słowa świętość.

Świętość oznacza po hebrajsku oddzielenie, odłączenie. Tylko Bóg jest święty, tylko do Boga należy świętość, a człowiek, który żyje w Bogu stanie się sprawiedliwy, dopasuje się do świętości Boga. Zatem to Bóg jest w nas święty i nie ma wśród ludzi nikogo sprawiedliwego, nikogo świętego. Jeśli jednak żyjemy sprawiedliwością Boga, jeśli żyjemy Jego świętością, jeśli Jego świętość zaczyna nas ogarniać, wówczas współuczestniczymy w boskich cechach świętości.

Bóg jest zupełnie inny, Bóg jest Całkiem Inny. W Starym Przymierzu będzie nauczał naród, jak się oddzielić, jak być ludem oddzielonym. Być oddzielonym, aby przyciągnąć innych ludzi. Oddzielonym zarówno na płaszczyźnie społecznej, jak również duchowej, a także na płaszczyźnie obyczajów. Prawo Izraela stosuje pewien rodzaj dyskryminacji, ale w bardzo pozytywnym sensie: możesz jeść to, a nie tamto; to jest czyste, tamto nieczyste; nie będziesz się łączył z innymi narodami, nie będziesz ich poślubiał, nie będziesz mieszał swojej krwi z krwią cudzoziemca. Jesteś oddzielony, ponieważ jesteś synem Bożym, masz tę samą naturę, co Bóg. Istnieje całe wychowanie narodu w Starym Przymierzu, które, trwa dalej wraz z Kościołem. Jeśli ożenisz się z cudzoziemką, sprawi ona, że zapomnisz o swoim powołaniu do odmienności. Uczyni tak, abyś stał się podobnym do wszystkich innych ludzi na ziemi, którzy tworzą sobie bogów, którzy mają właściwe naturze ludzkiej poszukiwanie boskości, którzy mają pragnienie Boga i którzy figurom uczynionym własnymi rękoma będą przypisywać swoją psychikę, a w końcu oddawać cześć boską samym sobie. Jest to przeciwieństwo Całkiem Innego. Oni mają jakiegoś boga, w którym ostatecznie odnajdują samych siebie.

Począwszy od Księgi Rodzaju zadaniem kobiety w małżeństwie jest być pewnego rodzaju podporą, skłonić mężczyznę do tego, aby się odróżniał, aby znalazł swoją tożsamość i ostatecznie, aby odnalazł potrzebny dystans z Bogiem. Ten dystans umożliwia dialog. A to jest niezwykle trudne, a nawet niemożliwe dla natury ludzkiej. Nasza zraniona natura poszukuje zawsze przeciwieństwa świętości, szuka zawsze połączenia. Mężczyźni szukają kobiet, które stanowią z nimi jedno. To wielkie nieporozumienie. Nie uznajemy tego, kto może nas poddać krytyce, tego, kto jest inny, cudzoziemca, odrzucamy tego, kto nas nie przypomina. To właśnie dlatego wykluczamy chorych, wykluczamy ludzi, którzy są brzydcy, którzy są odmienni. To właśnie dlatego wykluczamy obłąkanych, podczas gdy w bardziej tolerancyjnych społeczeństwach, umysłowo chory odgrywa ważną rolę. Nie godzimy się, aby ktoś inny narzucał nam obraz tego, kim moglibyśmy się stać. Jest to strach przed byciem innym. A więc dochodzimy w ten sposób do wyciągnięcia wniosku z tego Błogosławieństwa: obłąkani będą prześladowani. Chorzy będą prześladowani.

Wybraństwo Boże oddziela naród, aby móc ogłosić pewnego dnia powołanie każdego człowieka do zespolenia z Bogiem, zjednoczenia takiego, jak w Trójcy, w której są trzy zupełnie odrębne Osoby w jednym Bogu. Ponieważ Bóg jest miłością, jest błogosławieństwem miłości, prawdziwe szczęście, prawdziwą miłość można mieć tylko w odłączeniu. A największa miłość będzie w całkowitym odłączeniu, aż do końca. Już w Księdze Rodzaju widzimy, że Bóg stwarza każdą rzecz przez odłączanie, rozdzielanie. Z czegoś bezładnego, zmieszanego wydobywa jakąś rzeczywistość, wyciągając i rozdzielając. Praktycznie każdego dnia stwarzania jest jakieś zasadnicze i całkowite rozłączenie. Na przykład woda: Bóg oddziela „wody pod sklepieniem, od wód ponad sklepieniem" (Rdz 1,7). Bóg działa, pracuje przez rozdzielanie. To właśnie przez rozdzielenie nas stwarza, uczy nas stawać się Bogiem. A człowiek musi panować nad całym stworzeniem, sprawiając, żeby rzeczy odmienne były w harmonii, a zatem, żeby mogły współistnieć.

Pokój nie jest niczym innym, jak współistnieniem przeciwieństw. Po hebrajsku shalom, w swym rdzeniu daje nam definicję pokoju, jak to widzieliśmy przy okazji Błogosławieństwa pokój czyniących; jest to współistnienie wody i ognia, to znaczy elementów przeciwnych. I wszędzie, zarówno na płaszczyźnie politycznej i niestety w Kościele, i w naszych wspólnotach, wszędzie, gdzie jest człowiek, nie akceptuje się różnic, nie uznaje się tego, co jest nam przeciwne.

Obrazem nadejścia Królestwa między nas jest wilk, który mieszka z jagnięciem. To nie jest zniknięcie wilka, ani przemiana wilka w jagnię. Te dwa elementy przeciwne muszą współistnieć razem. A niebo byłoby czymś najgorszym, gdybyśmy wyobrazili je sobie zapełnione identycznymi, całkiem podobnymi osobami. Może wzbudzać lęk i niepokoić wizja nieba, w którym byłyby miriady tego, co dziś nazywamy klonami, to znaczy tej absolutnie diabelskiej rzeczy, do której dochodzi się poprzez manipulacje genetyczne, mogąc powielić jakiegoś osobnika, który byłby całkowicie podobny do innego, wydzierając osobie jej niepowtarzalność. To wzbudza najgorszy niepokój, a z tworzonych w ten sposób ludzi, można by uczynić tylko całą armię niewolników. Jest to coś absolutnie diabelskiego. Człowiek jest stworzony do odmienności. Wymiana miłości może istnieć tylko w odmienności. Ponieważ Bóg kocha ludzkość, podtrzymuje różnice. Nie ma dwóch podobnych istot, dwóch podobnych odcisków palców! Ileż jest linii papilarnych na kciukach, odbijanych na kartach identyfikacyjnych, wśród miliardów ludzi od początku czasów, aż do końca świata? Bóg nie uczynił dwa razy takich samych linii na kciuku. To nadzwyczajne i wyjątkowe.

Mamy świadomość naszej tożsamości. Musimy być różni. A tej inności nie dajemy sobie sami. Nasza odmienność pochodzi właśnie od Ducha Świętego, od Błogosławieństw. Jeśli chcemy być chrześcijanami, trzeba uznać, że istnieje duch świata, nie świata jako takiego, ponieważ jest wyraźnie napisane, że Bóg „tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał" (J 3, 16). Ale jeśli mówi się o świecie w języku biblijnym, w Nowym Testamencie, to chodzi mianowicie o świat jako planetę Ziemię i o wszystkie istoty, które są na nim, a zatem Bóg kocha świat i my także musimy go kochać i oddawać mu nasze życie, jak nasz Ojciec. Ale określenie świat jest także używane, aby mówić o duchu świata, a szatan jest nazwany księciem tego świata. Są dwa duchy, które się sobie przeciwstawiają.

Bóg chce dla nas odmienności. Naród wybrany zawsze pytał Boga: dlaczego my, dlaczego nas wybrałeś, dlaczego chcesz, abyśmy byli różni od innych narodów? (por. Pwt 7). Sam naród żydowski próbował upodobnić się do wszystkich narodów na ziemi, mówiąc: jesteśmy równie inteligentni, jak inne narody, zatem zamiast się modlić i studiować tylko Talmud, zaczniemy myśleć. Zapomnieli więc, że Bóg prosił ich przede wszystkim o modlitwę, aby byli ludem na Jego chwałę, aby byli ludem świętym, aby byli ludem kapłańskim. Podobnie wzywa nas Jezus, podobnie mówi nam Nowy Testament: „Wy zaś jesteście narodem świętym" (l P 2,9), to znaczy narodem oddzielonym, królewskim kapłaństwem. Nasza wielkość, nasza godność, nasza szlachetność wynika z naszego odłączenia, tego niezbędnego zróżnicowania, które musi przyciągać ludzi ku Bogu.

Kiedy naród żydowski zabrał się do myślenia, wówczas wydał Freuda, Marksa. W społeczeństwie każdy ma swą rolę do spełnienia. Oczywiście ksiądz może studiować, ale niech nie zapomina, studiując, że jest kapłanem! Niech nie zapomina o swoim kapłaństwie, niech nie zapomina o swej odmienności. Po II Soborze Watykańskim, który jest wspaniały w swych tekstach, wielu ludzi Kościoła, chcąc upodobnić się do innych, dało się wodzić światu za nos i zaczęli usuwać takie rzeczy, jak na przykład symbole dotyczące ubioru. A w tym podobieństwie wszystko się zatraca! Księża zaczynają się żenić, a wielka część ludu Bożego jest dziesiątkowana przez wroga

Człowiek i Bóg są różni. Bóg oczekuje od człowieka przestrzegania odmienności. Jest jednak wielki upadek, bunt aniołów: powiedz Bogu „nie", stań się Nim, bądź inny, nie bądź mu posłuszny. Trudno jest być narodem wybranym i często powtarzał on Bogu, że mógł wybrać inny. I właśnie dlatego, że lud Izraela ma skłonność do zapominania o swojej odmienności lub po prostu chce o niej zapomnieć - podobnie jak Kościół - nieustannie poddaje się światu, dostosowuje się do niego. Wtedy właśnie Bóg posyła proroków. Prorok jest zapowiedzią Chrystusa, jest człowiekiem zrodzonym z Ducha, tak jak Jezus jest poczęty z Ducha Świętego. Człowiek zrodzony z Ducha jest na pewno prześladowany.

W Dziejach Apostolskich Szczepan mówi: „Którego z proroków nie prześladowali wasi ojcowie? Pozabijali nawet tych, którzy przepowiadali przyjście Sprawiedliwego. A wyście zdradzili Go teraz i zamordowali" (Dz 7,52). Tak jak w ciele występuje zjawisko odrzucenia, kiedy robi się przeszczep, tak świat ma możność wyeliminowania, odrzucenia i usunięcia Boga. Ateizm jest stary jak świat. Ale odrzucając Boga, potwierdza się, że Bóg istnieje. To właśnie dlatego nie ma prawdziwego ateizmu. Bluźniąc, potwierdza się istnienie Tego, przeciw któremu się złorzeczy. Kiedy szatan przemawia dziś przez opętanych, tak jak podczas publicznej służby Jezusa, o czym mówią Ewangelie, wyznaje, że Bóg jest Bogiem, a Jezus jest jego Synem, który przyszedł, aby, jak mówi szatan, nas zgubić.

Zjawisko odrzucenia jest całkiem normalne, a nawet więcej, jest ono niezbędne. Czym lek jest silniejszy, tym lepiej organizm będzie reagować, podobnie im prześladowanie jest większe, tym bardziej urzeczywistnia się Odkupienie świata. Świat już jest ocalony. Jak powiedział nam Jezus: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: jam zwyciężył świat" (J 16, 33). Zwycięstwo jest osiągnięte, ale to do nas, do Ciała Chrystusa, należy urzeczywistnianie tego zwycięstwa. I nieuchronnie musimy cierpieć na świecie. Jest to wielki charyzmat męczenników. Już od pierwszych wieków Kościoła twierdzono, że krew męczenników jest posiewem wiary.

Zjawisko odrzucenia w życiu duchowym może pochodzić od ludzi lub wprost od szatana, lecz często szatan działa przez ludzi. To nie jest obłęd, chrześcijanie nie są paranoikami, ale właśnie w prześladowaniu potwierdzają swą misję urzeczywistniania zbawienia świata, doprowadzenia jak największej ilości mężczyzn i kobiet do Odkupienia, do życia Bożego, do zaakceptowania tej fundamentalnej i zasadniczej odmienności, która sprawia, że są prawdziwie ludźmi i żyją jako partnerzy Boga.

Oczekuje się od nas modlitwy za tych, którzy nas prześladują, mamy kochać naszych prześladowców, tak jak Jezus kochał, aż do oddania swego życia za tych, którzy zadali mu śmierć. Nie jesteśmy oddzieleni, aby pozostać odłączeni, ale aby przyciągać innych. Trzeba być w świecie. „Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego" (J 17,15). Musimy być pośród świata jak zaczyn w cieście, jak światło, które świeci w ciemnościach. Musimy być pośród świata, ale nie musimy być ze świata. A Jezus już to stwierdził i obiecał tym, którzy się „oddzielą": „Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci lub pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci lub pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym" (Mk 10,29-30). Jezus umieszcza to słowo na liście, jak gdyby to było największe dobro z możliwych: prześladowania na tym świecie i Królestwo w życiu wiecznym.

Czeka nas „dodatkowe" prześladowanie, będące dowodem na to, że należymy do Boga, prześladowanie, które jest głoszeniem, przepowiadaniem. Męczennik nie jest niczym innym, jak głoszeniem, świadectwem prawdy. Pamiętamy prześladowanie Szczepana, pierwszego męczennika, które bardzo naznaczy świętego Pawła. Widział niebo otwarte, to było prawdziwe głoszenie. I na przestrzeni historii, męczennicy-chrześcijanie doprowadzali do szaleństwa swych prześladowców, tak bardzo dzielnie cierpieli, to znaczy, tak bardzo byli przepełnieni Duchem Świętym. Zawsze uważano prześladowanie za szczególny dar, ale Ojcowie zgodnie twierdzą, że męczeństwo krwi jest łatwiejsze. Istnieje męczeństwo o wiele trudniejsze - męczeństwo serca, to męczeństwo z miłości do Boga oczywiście, ale zwłaszcza z miłości do ludzi. Ludzi, którzy są już odkupieni, których Bóg chce doprowadzić do zbawienia. Jezus zapłacił cenę, a my przyjmując w milczeniu oszczerstwa, godząc się na bicie, na prześladowanie z powodu imienia Jezusa, reagując łagodnością, świadczymy też o innym Błogosławieństwie. Bierny opór jest tą siłą miłości, która obraca się przeciwko nam i która sprawia nam ból, sprawia nam cierpienie, dostarczając jednocześnie radości, tak jak w męczeństwie krwi, w którym widzi się świętych z uśmiechem na ustach, szczęśliwych i śpiewających, ponieważ cali są przepełnieni Duchem Świętym. Kiedy cierpimy dla imienia Jezusa, jest w nas radość. „Trwajcie w radości... tak właśnie prześladowali waszych ojców proroków".

Radujemy się z tego, iż wiemy, że należymy do ludu Bożego, że jesteśmy synami proroków. Radość, ponieważ właśnie w tej walce, w tym cierpieniu, które będzie trwało aż do naszego ostatniego tchnienia, Duch przychodzi do nas, aby w nas wzbudzić radość. Tak, radość w przeciwności. „Nie należymy do odstępców" jak to powie święty Paweł (por. Hbr 10, 39). Ten, kto opiera się na Chrystusie, jest jeszcze silniejszy. Od chwili, gdy niespodziewanie pojawiają się niepowodzenia i przykrości, rozwija swoją tożsamość, swe Boskie podobieństwo. Trwa w radości.

Musimy zdawać sobie sprawę z naszej odmienności. Traktujmy odmienność jako zadanie. Rozradujmy się, ćwiczmy się w miłości do naszych nieprzyjaciół, cieszmy się z ich napaści i wiedzmy, że we wszystkim jesteśmy kimś więcej niż zwycięzcami w Jezusie Chrystusie.



Liczba wyświetleń strony: 9462606 * Liczba gości online: 26 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-25
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC