MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Odnowa myślenia



Istnieje konieczność nazywania rzeczy po imieniu. Mocne słowo „nierząd” zwracało uwagę w zagadnieniu czystości, na brak rządzenia sobą. Nieczystość jako termin określający postawę moralną człowieka, znikł z masowego pola widzenia.

Zmęczenie życiem, a szczególnie ludźmi, na których zawiedliśmy się; patrzenie na układy i układziki, które zmuszają do refleksji, czy jest jakaś sprawiedliwość na tym świecie, są łatwym wstępem do rezygnacji z życia, poddania się prowadzącego do wewnętrznego wypalenia. Nieufność obecną w nas projektujemy na Jezusa. Czy nie ma dla nas nadziei? Co robić, skoro całe życie „wymknęło się nam z rąk”? Takie doświadczenie może być początkiem ożywienia naszej wiary. Czyż nie chodzi o to, aby własne życie wypuścić z rąk i zdać się całkowicie na prowadzenie przez Pana? Jeśli jakieś sprawy „wymykają się” z rąk, to może tak być powinno, mówi mi moja wiara. Trzeba oddać siebie w inne ręce niż własne. Niezbędne jest odejście od rezygnacji, która usiłuje nas opanować.

Doświadczamy w sobie takich obszarów życia, w których czujemy się całkowicie bezsilni. Jednym z nich może być nasza seksualność, emocjonalność, łatwość ulegania potrzebom zmysłowym. Szczerze chcemy odnosić zwycięstwo nad pokusami. Prawdziwe jest nasze dążenie do opanowania myśli i pragnień prowokujących do grzechu. Z bólem serca uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z nimi. Musimy uznać swoją bezsilność. Trzeba też prosić Boga, aby On nas uzdrowił. Jego obecność w mim wnętrzu jest już uzdrawiająca. Nie możemy uświadamiać sobie własnej słabości nie wpatrując się w Jezusa. Patrzenie na Pana (kontemplacja) chroni nas przez wycofaniem się z życia, depresją a nawet rozpaczą.

Wiara przypomina, że nie istnieje ona bez nadziei. Potrzeba jest gotowość przyjęcia nadziei. Jest ona dana każdemu, kto jej oczekuje, przeżywając bezsens życia. Wierząc, jesteśmy gotowi, aby dokonywały się w nas rzeczy nowe: nowe rozwiązania, nowe pomysły, nowe spojrzenie, nowe odczucia.

Pozostając wiernym swoim obowiązkom, podejmuję się tego, co pojawia się jako nieoczekiwane przeze mnie. To, co nas zaskakuje wprowadza niepokój, pozbawia dotychczasowych przyzwyczajeń. Sytuacje nieoczekiwane są utrudnieniem, ponieważ kolidują w podążaniu dotychczasowymi, utartymi szlakami. Nie jesteśmy przygotowani na przyjęcie nowych rozwiązań. Wiara zaś to nieustanne odnawianie się w swoim myśleniu. To patrzenie na rzeczywistość doczesną z perspektywy Bożej, duchowej.

Potrzebujemy zmiany, a właściwie przemiany w myśleniu o czystości. Prawdą jest to, że „czystość otwiera na wolność, kieruje ku radości, prowadzi do czułości, daje dobre samopoczucie, oddala zmęczenie, czyni dyspozycyjnym, usłużnym, wesołym, pogodnym i wreszcie – przywraca człowiekowi dorosłemu serce dziecka. Dobrze rozumiana czystość buduje małżeństwo, chroni przyjaźń, sprawia rozwój celibatu konsekrowanego” (O. Pierre -Marie Delfieux). Toska o czystość jest zarazem troską o niesienie światła Ewangelii. To dzięki czystości odnawia się w nas i nieustannie pogłębia radość, czułość i pokój serca. Trwając w czystości, trwamy w Bogu a Bóg trwa w nas.

Pojawiają się niepokojące pytania, usiłujące wmówić człowiekowi, że czystość prowadzi do osamotnienia. Otóż więź z innymi nie dokonuje się na mocy zjednoczenia cielesnego, lecz na mocy duchowego otwarcia się, spotkania i komunii osób, które doświadczają tych samych lub podobnych pragnień, będących impulsem w realizacji powołania. Więź między ludźmi oparta jest na ich sercu i duszy, nie zaś na tym, co cielesne i zmysłowe. To drugie wprowadza nas w osamotnienie mogące doprowadzić do świadomości bycia niekochanym. To dzięki przeżywanej samotności, w której szukamy Boga odkrywamy, że czystość jest doświadczaniem nieustannej komunii z tym, który jest samą czystością.

Przez czystość i komunię z Bogiem odkrywamy i postrzegamy ludzi jak naszych braci i siostry we wspólnocie ludzkiej. Braterstwo jest możliwe wtedy, gdy człowieka widzimy przez pryzmat jego godności i Bożego dziecięctwa. Nie ma zaś widzenia człowieka tak, jak widzi go Bóg bez nieustannego oczyszczania naszych zmysłów, pragnień, motywacji, chcenia.

Potrzebujemy myślenia opartego na miłości. To ono może korzystnie oddziaływać na strach odnoszący się do naszych uzależnień. Kiedy nasze myśli są uzależnione od strachu i konfliktów, nasze uczucia i ciało są bezradne wobec namiętności, które się pojawiają. Najbardziej niepokojące i niekorzystne dla naszych myśli są urazy. On wprowadzają nas w stan niepokoju. Konieczne staje się odrzucenie myślenia opartego na lękach. To one sprawiają, że pewne wydarzenia naszego życia otaczamy tajemnicą przed ludźmi, z którymi chcemy być blisko. Ukrywanie się ze swoimi słabościami jest najczęściej podyktowane pragnieniem akceptacji ze strony osób, na których nam bardzo zależy.

Widząc w sobie nieczystość, należy dążyć do patrzenia głębiej w siebie tam, gdzie jest miłość. Konieczne staje się uwolnienie od osądzania siebie i nieustannego obwiniania. Ten proces zobaczenia w sobie miłości może być długi i bardzo bolesny. Strach obecny w sferze myślenia należy potraktować jako rzeczywistość, przez którą musimy przejść, aby zobaczyć w sobie miłość, która od zawsze tam była. Szukanie szczęścia w ludziach, w pracy, w posiadanych przedmiotach wrzuca człowieka w błędne koło lęku i doświadczenie niedosytu, a tym samym niespełnienia się.

Warto również pamiętać, że nieczystość człowieka nie oznacza jakiegoś końca, lecz początek życia odnowionego. Nieczystość jest ciemnością. Warto w tej sytuacji pomyśleć, że nawet w największej ciemności możemy dostrzec światło Boga. On wprowadza ciemność w nasze życie, byśmy dostrzegli, że pewne sprawy „nie idą” po Jego myśli, natomiast nas samych prowadzą do tragedii. Wszystko w życiu człowieka, nawet największa tragedia, może stać się miejscem objawienia się spraw Bożych. Zatem przez naszą nieczystość Bóg o czymś ważnym informuje. Dlaczego tak? Nie znamy na to pytanie odpowiedzi. Możemy jednak przypuszczać, że często dopiero wówczas człowiek zaczyna myśleć, budząc się z duchowego czy moralnego uśpienia, gdy pojawi się w tych obszarach życia wielki dramat.

Istnieje nagląca konieczność przyjrzenia się naszym rozmowom z innymi. Być może jesteśmy na pozycji tych, którzy zawsze wiedzą, co powiedzieć i „wszystko wiedzą” na każdy temat. Osoby te prowadzą do niszczenia każdej rozmowy uniemożliwiając wymianę myśli. Odnowa naszego myślenia idzie w parze z przyzwoleniem na ujawnienie myśli przez innych, w naszej obecności. Wymiana słów jest dialogiem, jaki prowadzimy na płaszczyźnie myśli i uczuć. Odnowa myślenia dokonuje się równolegle z odnową naszego odczuwania.




Nieustępliwość w proszeniu





Naszym powołaniem jest proszenie Boga, gest wyciągniętych rąk w stronę nieba. Gdy prosimy . jJesteśmy nieustannie kształtowani i doświadczający miłości Jezusa. stwarzani na nowo, ponieważ prosimy. Naszym powoTo akt pokory w którym uznającyjemy Boga za naszego Stwórcę i Pana. Proszenie jest aktem wyzwalającym od nas samych, od przekonania, że jesteśmy zdolni zaradzić wszelkim naszym namiętnościom. Porażki, jakie nas spotykają mogą być skutkiem zarozumiałości i dystansowania się wobec Boga. Wszystko jest darem. „Co masz, czego byś nie otrzymał, a jeśliś otrzymał to, czemu się chełpisz jakbyś nie otrzymał?” Jest w nas skłonność przypisywania sobie tego, co dobre. Nie chcemy myśleć o tym, że nasze zasługi nie są nasze.

Zastanawia nas to, dlaczego Bóg nie daje nam tego, o co Go prosimy. Odpowiedź nie jest prosta. Jedno możemy powiedzieć – mało otrzymujemy, ponieważ nie ma w nas silnych i wytrwałych pragnień. Jesteśmy zakładnikami zniechęcenia, które podpowiada nam, że nic więcej nie da się zrobić. Fatalizm umożliwia proszenie Boga raz jeden, no może drugi, lecz potem nakazuje stanowcze wycofanie się. Odejście od metody ciągłego „naprzykrzania się” Bogu wrzuca nas do jaskini użalania się nad sobą, z dala od znajomych i przyjaciół, opłakiwania własnej nieczystości i trudnego położenia.

Niezbędna jest świadomość, że doświadczając nieczystości jesteśmy ludźmi mogącymi świadczyć innym dobro. Jako człowiek zagubiony mogę odnaleźć się przed Bogiem, gdy przyjmę ze zrozumieniem i szacunkiem drugiego w jego zagubieniu. Szacunek dla słabych, dobroć wobec upadających w nieczystość, staje się dla nas miejscem umocnienia i zrozumienia braterstwa. Nieczyści są braćmi, którzy powinni „jeden drugiego brzemiona nosić” w wolności od wydawania sądów.



Liczba wyświetleń strony: 9462585 * Liczba gości online: 25 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-25
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC