MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Konieczność uporządkowania uczuć



Pragnąc czystości trzeba nam wolności od skłonności hedonistycznych, głębokiego poczucia odpowiedzialności za siebie oraz brak zaborczości wobec drugiego człowieka i przyzwolenia na to, aby był wobec mnie wolny. Sfera uczuć jest silniejsza od sfery racjonalnej w człowieku. Decydują o nas uczucia zawierające w sobie ogromną energię.

Gdy pojawia się kryzys w życiu człowieka, uczucia zaczynają nad nim dominować. Kroki, jakie zaczynamy stawiać, bardzo często są bardzo nierozważne. Izolujemy się od tych, którzy mogliby powiedzieć nam o swoim niepokoju. Pojawia się chęć zdystansowania do osób, z którymi dotychczas żyliśmy w rodzinie czy wspólnocie kapłańskiej lub zakonnej. Uzasadnione staje się powiedzenie, że „uczucia odbierają rozum”. Dosłownie mówiąc namiętności, żądze, potrzeba doznania przyjemności pozbawia człowieka myślenia przewidującego, rozważnego. To, co uniemożliwia realizację uczuć nazywanych „zakochaniem się” czy też „kochaniem” traktuje się jako gorset, który należy zniszczyć, aby poczuć się „wolnym”. Iluzją jest wówczas mówienie o podejmowaniu dojrzałej decyzji. W sytuacji, gdzie człowiek jest zdominowany przez sferę uczuć i namiętności, pożądań i fantazji erotycznych, nie ma oglądu rzeczywistości takiej, jaką ona jest, lecz taką, jaką w wymiarze idealnym sobie wyobraża. Odejście od praktykowania czystości wprowadza na drogę euforycznego myślenia i odczuwania. Rozum, a tym samym myślenie kierujące się zasadami wiary „idzie na wygnanie”.

Pragnąc czystości nie możemy tłumić naszych uczuć. Jeśli one zostaną stłumione, wówczas nasz organizm będzie się buntował, działając niezależnie od naszej woli, wywołując problemy emocjonalne. Tłumiąc uczucia doprowadzamy się do stanu zachwiania równowagi wewnętrznej. Uczucia należy poznawać i przyjmować, bez osądzania siebie. Tymi uczuciami, jakie się w nas pojawiają, należy się modlić. Modlące się ciało i umysł i serce i wyobraźnia i uczucia – stają się kochającymi. Czystymi stajemy się przez wielbienie Chrystusa również tym, co jest naszym niepokojem. Potrzeba zwrócenia się jesteśmy miłością ku temu, co jest naszą cielesnością, uczuciowością i zmysłowością.

Miłość nie znosi dystansu. Jeśli mówimy, że kochamy Boga, powinniśmy „obejmować” Go swoimi uczuciami. Dramat życia nieczystego jest związany z nieumiejętnością kochania Boga swoimi uczuciami, okazywania czułości temu, który jest Miłością. Oddawanie Panu tego wszystkiego, co jest naszym przeżywaniem w sferze uczuć łączy się bezpośrednio z przejmowaniem miłości, jaka jest nam dana. Jesteśmy zależności od tego, komu okazujemy wiele swoich uczuć, jesteśmy tym też zamieszkujemy, ta osoba udziela nam pokoju lub niepokoju, wprowadza nas w wyciszenie lub w wewnętrzne wzburzenie.

My wszyscy szukamy spełnienia jednej z podstawowych tęsknot naszego życia, jaką jest tęsknota za bliskością i uczuciem. Tymczasem odczuwamy ogromną bezsilność wobec tych uczuć, które usiłują wydostać się nam spod kontroli, a są nimi miłość, nienawiść, odrzucenie, przyciąganie przez innych, wdzięczność i żal. Coś trzeba zrobić z naszą obojętnością na dobro i zło. Rzeczy nie mają się dobrze, kiedy nie ekscytuje nas piękna myśl lub niezwykła idea, albo perspektywa zobaczenia czegoś wyjątkowego. Stan nasz jest niezwykle trudny wobec obojętności na szerzący się wulgaryzm słowa, chore pomysły innych oraz niszczące poglądy, którym ulegamy zarówno my, jak i osoby nam bliskie. Co trzeba zrobić z własną gnuśnością, będącą szokującym nałogiem, polegającą na tym, że wiele szlachetnych spraw stało się dla mnie rzeczywistością, na którą reaguję obojętnie.

Możemy dojrzewać uczuciowo, gdy będziemy żyli w pogłębionej jedności i bliskości. Te dwie cechy: jedność i bliskość z innymi mówią o naszej wolności wewnętrznej. Jesteśmy słabi, stąd konieczność bycia razem, ani jesteśmy oddaleniu od siebie, powodowanym nadmierną lękliwością o nasze życie moralne i duchowe. Chodzi nam o duchową bliskość, która nie ma na uwadze realizacji własnych pożądań, potrzeb seksualnych czy pragnienia zjednoczenia fizycznego. Duchowa bliskość absorbuje umysł, serce i ciało. Nie odnajdziemy się w sobie, ale i poza sobą, jeśli nie będzie w nas tego wielkiego pragnienia bliskości, jakie ożywia serce Boże. On pragnie coraz większej bliskości z nami. Stąd targani jesteśmy niepokojami, niedosytem, samotnością. To, co nas męczy jest środkiem do przemiany, do odrodzenia przez wejście w bliskość z Jezusem.

Chcąc uporządkować uczucia winniśmy mieć wizję własnego życia, ideały, które prowadzą do przemienienia w Chrystusie. Owa wizja umożliwia piękne życie mimo zranień, będących nieodłącznym składnikiem ludzkiego poszukiwania miłości. W naszym zranieniu jest zarówno „wielki nieporządek” jak i zapowiedź „wielkiej miłości”, pocieszenia przez Boga. „On zrani, On też uleczy”. Trzeba pozwolić, aby Bóg stał się naszym obrońcą jesteśmy tarczą jesteśmy schronieniem. Konieczne jest zaprzestanie szukania tego wszystkiego jesteśmy człowieku, „który zbawić nie może”. Bliskość jesteśmy Bogiem do jeden jesteśmy wyznaczników realizowania się naszego zbawienia, naszej wolności.

Porządkowanie uczuć to proces trwający do końca życia łączący się jesteśmy reperacją rozerwanych sieci, w które nie pozwalamy „złowić się” naszemu Panu. Więzi zerwane trzeba odbudowywać. Niedotrzymane obietnice oczekują na realizację. Bóg, którego zawiedliśmy, nie zniechęcił się, ani nie załamał naszą postawą. On jest wytrwały w oczekiwaniu! Kształtujemy nasze uczucia przez powroty do wierności temu, co było naszą obietnicą Bogu. Potrzeba naszego uwierzenia, że powracanie do wierności jest kształtowaniem wiary. Niewierność i niepowodzenia przez stałe powroty do Boga mogą wpłynąć na silną więź jesteśmy Nim.

Należy uczyć się okazywania współczucia sobie, Panu Bogu i tym, z którymi żyjemy. Porządkowanie uczuć, to uczenie się współodczuwania z innymi. Prowadzi ono do naszego wskrzeszenia z martwych. Niewrażliwość uczuciowa jest szczególnym rodzajem śmierci duchowej. Powrót człowieka do życia w sferze uczuciowej i duchowej jest złączony z przyjęciem daru wpółodczuwania, współcierpienia i miłości. Te dary są w nas źródłem nowego życia.

Tym, co porządkuje uczucia jest dobrze dobrana literatura, nie tylko o tematyce religijnej. Chodzi w niej o przyjmowanie uczuć, wejście w nieznane nam dotychczas smakowanie życia, przez kontakt z literaturą piękną. To samo dotyczy wpatrywania się w obrazy, uczestniczenie w spektaklach teatralnych, uczenie się radosnego słuchania utworów wielkich kompozytorów. Wspomnieć należy, że literatura religijna doprowadziła wielu ludzi do Boga. Należy dopuścić, abyśmy nie tylko my czytali tekst, lecz by tekst czytał nas, odsłaniając te obszary w nas, do których jeszcze nie dotarliśmy. Czytanie książek może prowadzić do tęsknoty za głębszym i piękniejszym życiem od tego, jakie aktualnie przeżywamy. Nie chodzi w żaden sposób o negację wszystkiego, co jest naszym obecnym życiem, lecz o otwartość na to, co może przyjść. Literatura to szczególne miejsce spotkania i przeżywania tego, co piękne, będące potrzebą naszej duszy i serca, umysłu, uczuć i wyobraźni.

Uporządkowanie uczuć dokonuje się również jesteśmy uznaniu, że nie potrzebujemy wyjątkowych radości jesteśmy naszym życiu. Znaczną uwagę potrafimy zwracać na to, co nas podnieca, ekscytuje, fascynuje, albo wrzuca jesteśmy udręczenie i smutek duszy. Konieczne jest uzmysłowienie sobie, co dla mnie jest ważne. Może tylko modlitwa, post, medytacja i praca? Nie można na wszystko, co nas spotyka, co mamy do wykonania odpowiadać z taką samą siłą zaangażowania. Są sprawy, na które trzeba być obojętnym. Ważne jest powracanie do myśli: „zostaw”. Co powinniśmy zostawić, aby nie rozmieniać się na drobne w naszych przeżyciach? Są, bowiem i takie wydarzenia, które wymagają całościowego naszego otwarcia się na nie.

Należy powrócić do praktykowania radości z dawania. Szczęście nasze nie jest zależne od tego, co posiadamy, lecz od tego, czym się dzielimy. To, co dajemy, jest nam pomnożone, dodane w obfitości. Dawanie uwalnia nas od nieuporządkowanego brania, pozbawiania innych tego, co nam się nie należy, czego nie powinniśmy brać nawet, jeśli ktoś chce nam dać coś z siebie. Zarówno w dawaniu jak i przyjmowaniu obowiązuje zasada odpowiedzialności i zdolności zagospodarowania otrzymanego daru. Posiadamy jedynie to, co przyjęliśmy w wolności. W dawaniu jest dla nas ukryty skarb radości i pocieszenia.

Potrzeba dając, nie ranić własnymi namiętnościami, a przyjmując, samemu nie ubożeć duchowo i moralnie. Porządkowanie uczuć dokonuje się przez dawanie siebie innym. „Kiedy nasze serce jest przepełnione uprzedzeniami, zmartwieniami, zazdrościami, nie ma w nim zbyt wiele miejsca dla obcego” (Henri J.M. Nouwen).

Nasze poczucie wartości nie możemy uzależniać od ludzi, od relacji z nimi, które są tak zmienne. Uzależnieni od osób bliskich, przyjaciół stajemy się smutnymi. Konieczne jest uniezależnienie się od ich listów, telefonów, obecności. Nie jesteśmy krytyczni, co do naszych kontaktów z niektórymi osobami. Nie uwzględniamy tych uczuć, jakie intensywnie w nas pracują, a które nie są bez znaczenia dla osoby spotkanej, która wyczuwa nasze zaangażowanie uczuciowe.

Pokochać siebie słabego, nieczystego, nieradzącego sobie z własną cielesnością, seksualnością, wyobraźnią, to warunek otwarcia się na innych ludzi i nawiązanie dobrych relacji i pogłębionych więzi. Nieczystość zamyka na bliskie nam osoby, na samych siebie. Wzrastająca nieufność będąca konsekwencją nieumiejętności radzenia sobie z problemami prowadzi do podejrzliwości wobec innych, dostrzegania problemów tam, gdzie one nie występują. Stając się nadwrażliwymi, jesteśmy uciążliwymi w relacjach z innymi. Szukamy tych, których możemy oskarżyć.

Zranienie wynikające między innymi z naszego odrzucenia przez innych, z braku miłości ze strony tych, od których spodziewaliśmy się jej, nie musi wprowadzać nas w nieczystość będącą formą rozpaczy, opłakiwania tych braków, które w sobie głęboko i boleśnie odczuwamy. Zranienie może skłaniać do szukania miłości, która w nas zamieszkała. Trzeba chcieć szukać nie daleko, lecz blisko, w sobie samym. „Bóg jest bliżej mnie, niż ja samego siebie, jest we mnie” – mówił św. Augustyn. Człowiek zraniony ma czas na użalanie się nad sobą i czas na słuchania tych, którzy się użalają. Jest czas doświadczenia smutku i doświadczenia radości, czas rezygnacji i czas odejścia od niej w stronę nadziei.

Prowadzić życie uporządkowane, to żyć tak, że chcemy być tam, gdzie Bóg chce abyśmy byli. Uporządkowanie życia uczuciowego służy dostrzeżeniu stanu własnego życia wewnętrznego. Wówczas możliwe jest poznanie, jaka jest różnica między tym, czego my chcemy, a czego chce od nas Bóg. Trzeba umieć wycofać się z miejsca, w którym Boga nie ma. One, bowiem są zagrożeniem dla życia w czystości serca. Dążenie do porzucenia wszystkiego, co nie głosi we mnie i przeze mnie chwały Bożej jest czymś, co powinno nas przynaglać. Gdy porzucamy życie dla chwały Bożej, żyjemy na własną chwałę. Jest to znak oddalania się od Boga i przyjmowania zranienia od świata. On zaś rani nas tym, co posiada w nadmiarze: nieuporządkowaniem, zamętem, złą mową, chciwością, nieczystością, gniewem i buntem, życiem w żalu i nieustannym niepokoju.

Porządkując uczucia szukamy zrozumienia tego, czy to, co przeżywamy jest przeżywaniem z Bogiem czy bez Niego. To, co robimy dla własnego uznania, akceptacji sprawia, że towarzyszy nam odczucie nieobecności Boga. Robienie wszystkie na Bożą chwałę uspokaja nas wewnętrznie i daje nam poczucie spełnienia. Życie dla siebie i jedynie z myślą o swoich sprawach potęguje w nas głód przeżywania coraz więcej tego, co jest ze świata.



Liczba wyświetleń strony: 9462606 * Liczba gości online: 26 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-25
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC