MENU






2. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni



Szczęście we łzach





Pojawia się pewien paradoks, szczęście jest w tych, którzy się smucą, którzy płaczą. Słowo „smucą” określa tu płacz, lament. Zawodzi się, płacze, a także współuczestniczy we łzach tych, którzy kochają zmarłą osobę. Jest obraz wielkiego smutku. Często możemy zobaczyć, zwłaszcza na Wschodzie, kobiety, a nawet mężczyzn, którzy nie powstrzymują łez. Na Zachodzie istnieje w tym względzie powściągliwość. Współczucie we łzach jest czymś strasznym, jeśli jest się kimś z zewnątrz. Od wewnątrz wygląda to inaczej. Psychologia podkreśla dziś konieczność życia w żałobie, przeżywania jej w pełni, wyrażania jej całą swoją istotą. Przeżywanie żałoby odgrywa bardzo oczyszczającą i zdrową rolę. Daje możliwość wyjścia z bólu, wyzwolenia ze smutku, który się odczuwa.

W wielu cywilizacjach odwiedza się osoby dotknięte cierpieniem, płacze się wraz z nimi, pomaga się im wylewać łzy. W naszej cywilizacji mamy w tym względzie ogromną lukę, ponieważ zasadą postępowania jest chęć przeżywania wszystkiego w sobie, chęć kontrolowania się i powstrzymywania od płaczu. Nauczono nas nie płakać. Nauczono nas nie pokazywać naszego smutku, a wiemy bardzo dobrze, że psychologicznie smutek, uczucie, które pozostaje wewnątrz nas, jest destrukcyjny, jak jakiś rodzaj raka. W wielu zresztą przypadkach stwierdza się, że rak jest rezultatem zachowanej urazy, jakiegoś wewnętrznego, głębokiego bólu, tak bardzo intymnego, że przechowywanego tylko dla siebie, a to bestia, która niszczy.

Teraz możemy lepiej zrozumieć, że szczęście jest po stronie tych, którzy płaczą. Ten, kto płacze, doznaje ulgi. Jego ból wyraża się, rozpływa się we łzach. Ważne jest, aby odnaleźć drogę łez. Jest to prawda na płaszczyźnie psychologicznej, na płaszczyźnie ludzkiej, ale także na płaszczyźnie duchowej. Wschód chrześcijański, podobnie jak chrześcijański Zachód w swej tradycji, w swoich mistykach, w swoich wielkich duchownych nie może wyobrazić sobie chrześcijańskiej duchowości, życia w Chrystusie bez łez, bez tego, co nazywa się darem łez, żalem serca. Dziś odrzuca się tę „płaczliwą” duchowość. Chciano zapomnieć Mękę, która była pięknie wyrażana w ciągu dziejów. Teraz, w XXI wieku powinniśmy być na tyle dojrzali, aby pojąć ból, aby zbliżyć się do cierpienia, rozważać znaczenie Męki Chrystusa, jak to nam objawiają Pisma, zarówno w opowiadaniach ewangelicznych, jak również u świętego Pawła, który dużo mówi o łzach i cierpieniu. A my przeciwnie, przejawiamy całkowitą niedojrzałość w stosunku do cierpienia.

Chrześcijaństwo nie neguje rzeczywistości bólu, rzeczywistości cierpienia, nie usiłuje go usunąć. Chrześcijanin, to ktoś niezwykle wrażliwy, ktoś, kto akceptuje cierpienie. Ale temu cierpieniu sens nadaje Męka Chrystusa, przemieniając je i przeobrażając. Wówczas zaczyna się rozumieć, że najwięksi przyjaciele Boga umiłowali cierpienie. Teresa z Avili powiedziała: „Cierpieć albo umrzeć”. Dla niej życie nie ma sensu, życie nie ma smaku bez cierpienia. Dentyści mówią, że ludzie coraz gorzej znoszą ból i że muszą stosować coraz silniejsze środki znieczulające. Ale jednocześnie usuwa się sygnał, wysyłany przez ząb i organizm, sygnał, który powinien kierować zabiegami. Bez tych licznych sygnałów, którymi są różne cierpienia nie można kierować się w życiu duchowym, nie można kierować się w życiu uczuciowym, nie można kierować się we wzroście ku dojrzałości duchowej, ludzkiej, psychologicznej, uczuciowej.


Znak łez



Wszyscy otrzymujemy dar łez. Już Ojcowie Kościoła mówili, że Abraham zdobył Ziemię Obiecaną dzięki swoim łzom. Rzeczywiście Abraham kupił symbolicznie grób swej żony, pierwszy skrawek Ziemi Obiecanej, tego kraju obiecanego przez Boga. Ten pierwszy skrawek to pieczara Macpela, w której Abraham wyleje swoje łzy, odprawi żałobę i będzie opłakiwał Sarę. Ziemia Obiecana jest nabyta przez łzy, podobnie jak niebo jest dla nas nabyte przez cierpienie i łzy Jezusa. „Jeruzalem, Jeruzalem! (...) Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta gromadzi pod skrzydła, a nie chcieliście” (Mt 23,37).

Ponieważ to człowiek jest z Bogiem w konflikcie będącym źródłem wszystkich jego cierpień, to człowiek doznaje cierpienia od chwili tego zerwania. Musimy przeżyć dramat rozdarcia, aby móc się pojednać. Jak małżonkowie, którzy się rozstali, którzy się wzajemnie zranili, a którzy przeżywają pojednanie tym większe, im więcej cierpieli. A ich cierpienie jest wyrazem i sygnałem alarmowym tego, że coś ich rozdziela – są bowiem jednym ciałem, jak mówi Pismo – w swojej rodzinie, w dzieciach. Jeśli nie dostrzegają tego cierpienia, jeśli nie płaczą, pojednanie nie jest możliwe. Jezus nabył dla nas niebo przez cierpienie. Bardzo trudno to zrozumieć, ale możemy mimo wszystko to odczuć, ponieważ właśnie my jesteśmy zdolni do płaczu, do łez naprawiających. Jesteśmy zdolni do łez, które poruszają innych i które pozwalają im uświadomić sobie ból, który nawzajem sobie wyrządzamy.

Jezus przez swą przelaną krew, przez cierpienie, przez łzy nabył nam Ziemię Obiecaną i pocieszenie. „Szczęśliwi, którzy się smucą”. To odwrócenie rzeczy, szczęście we łzach, szczęście w cierpieniu jest już samo w sobie piękne. To jest taka przemiana, takie objawienie, taka nasza chrześcijańska tożsamość, że można by się tutaj zatrzymać! Nie ma ani jednego wielkiego świętego, ani jednego przyjaciela Boga, ani jednej z tych ikon szczęścia, którymi ostatecznie są święci, bez silnego współczucia we łzach, bez współcierpienia z Chrystusem, bez współcierpienia z Bogiem.


Dar łez



„Albowiem będą pocieszeni”. Ojcowie Kościoła mówili: łzy chronią, łzy pracują. Łzy oczyszczają, a jednocześnie działają. Łzy obmywają nas i jest to dar, o który trzeba prosić. A kto mówi dar, mówi Duch Święty. Duch Święty jest przez Jezusa nazwany także Parakletem, co oznacza równocześnie pocieszyciela i obrońcę. „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy” (J 14,16). Sam Jezus jest pocieszycielem i obrońcą. „Albowiem będą pocieszeni, albowiem będą obronieni”. Łzy przyciągają Ducha Świętego i to On nas broni. A przed czym nas broni? Nie broni nas przed Bogiem. Broni nas przed naszym oskarżycielem, przed szatanem. A ten, który płacze, zamiast być w sytuacji słabości, znajduje się na pozycji siły. Jest chroniony przez swoje łzy. „Szczęśliwi, którzy płaczą!” Jakie szczęście posiada ten, który może płakać? Przyciąga on do siebie swego Obrońcę. Jego słabość staje się jego siłą. Jesteśmy w duchu ewangelicznym.

Jak już powiedziałem, te łzy są darem Ducha, ale przede wszystkim są to łzy człowieka. Łzy są najpierw łzami nad naszym własnym cierpieniem, nad cierpieniem, które dostrzegamy. Od chwili jednak, gdy nauczymy się już ofiarowywać nasze cierpienie, ono przestaje być nasze. Wtedy płaczemy już nad cierpieniem Boga. Zaczynamy odczuwać, że to Boga powinniśmy pocieszać, że to Boga musimy wziąć w ramiona. Błogosławieństwa są wzorem podobieństwa do Ojca.

Na pierwszym miejscu jest cierpienie Ojca, cierpienie Syna i cierpienie Ducha Świętego. Ojciec płacze w nas. Syn płacze w nas albo my płaczemy z Synem. Duch Święty płacze w nas i jest cała skala bardzo różnorodnych łez, która bierze początek od tych zwykłych łez z wody. Następnie są łzy, które możemy wylewać z powodu jakiegoś cierpienia doznawanego w naszym sercu. Są krwawe łzy, które Jezus wyleje podczas swej agonii. To jest inny poziom uczestnictwa w życiu Bożym, w życiu Boga. Możemy także doświadczyć łez Ducha Świętego, które są łzami ognia. Święty Jan mówi w swym pierwszym liście (l J 5,7-8), że są trzy świadectwa, a więc trzy męczeństwa: świadectwo wody – chrztu, a także świadectwo łez i krwi, świadectwo Męki Syna, które oczywiście wyraża cierpienie Ojca; i jest pocieszenie, to poruszenie łez Ducha Świętego, które są darami, które są językami ognia. Trzy świadectwa zbiegają się i prowadzą do wspólnego celu, ponieważ jest to ta sama rzeczywistość, w osobie Chrystusa, w osobie Ducha i w osobie Ojca. To jest ogień Ducha, to znaczy ogień Miłości, która przeszywa Serce Syna, dając świadectwo krwi i wody na krzyżu. Świadectwo największej miłości: otwarte Serce. Wówczas także otwiera się Serce Maryi. A my możemy mieć udział we łzach Maryi.

Ojcowie Kościoła mówili, że nie powinno się przystępować do komunii świętej bez wylania łez i że prawdziwą materią sakramentu pojednania są łzy skruchy. Nie powinno się osiągnąć pojednania bez odczucia skruchy, bez równoczesnego wylania łez nad naszymi grzechami: łez z wody, które zmywają nasze grzechy, krwawych łez wewnątrz nas samych, które, oznaczają, że nasze serce krwawi na widok bólu, który przez nasze grzechy sprawiliśmy Bogu, ludziom i stworzeniu, a także bez wylania łez ognia, oznaczających, że już w płaczu doznajemy pocieszenia. Szczęście należy do tego, który płacze, on już jest pocieszony!


Łzy….. uczestnictwem w cierpieniu Boga



Łzy są niezbędne dla życia chrześcijańskiego. Tą, która płacze, jest Mate Lacrimosa, Mater Dolorosa, Maryja u stóp krzyża, pierwsza ze wszystkich stworzeń, która naprawdę uczestniczy w cierpieniu Boga, w cierpieniu Ojca.

Niemożliwe jest, aby Bóg nie zdecydował się na cierpienie. Bóg nie musi cierpieć, ale w swej dobroci postanowił cierpieć z człowiekiem, który stał się przyczyną swego cierpienia przez grzech pierworodny. Bóg cierpi, ponieważ Bóg jest Miłością i ponieważ, jak to ogłosił święty Franciszek jest „Miłością niekochaną”. Źródłem wszystkich łez świętego Franciszka jest właśnie ta rzeczywistość, że Miłość jest niekochana! Święty Franciszek odczuwał miłość Boga, Boga żebrzącego, Boga bardzo ubogiego. Dotykamy tu wzoru podobieństwa: Bóg bardzo ubogi, który żebrze miłości człowieka. Bóg czyni się bardzo małym, Bóg czyni się bardzo ubogim i mówi do człowieka: wlej tylko kroplę miłości w usta tego najmniejszego, wlej odrobinę wody, „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).

Święty Franciszek dogłębnie odczuje to cierpienie – podobnie jak wielu innych świętych – wypłacze swoje oczy, stanie się niewidomy. Myślę także o Marcie Robin, która każdej nocy wylewała krwawe łzy, uczestnicząc w cierpieniu Boga. Święty Franciszek nie mogąc już nic więcej zrobić, wołał: „Miłość jest niekochana”. Tego samego doświadczy Jezus w czasie swej agonii, mówiąc sobie: czyż miłość, którą wyraziłem całym swym życiem, zostanie ostatecznie przyjęta przez ludzi? W tym właśnie momencie szatan będzie usiłował Mu pokazać, że Jego miłość nie zostanie przyjęta, że Jego poświęcenie dla tylu mężczyzn i kobiet będzie daremne. Będzie to wielkim lękiem Boga, jak gdyby ogień boskiej natury został pogrążony w wodzie. To jest właśnie obraz cierpienia Boga, konania Jezusa w Getsemani. Miłość jest nie-kochana. Przyjaciel Boga przeżywa ten dramat wewnętrznie i można powiedzieć, że otrzymuje swoje pocieszenie przez łzy. Łzy są łagodne, łzy przyciągają

Zesłanie Ducha ognia, łzy ściągają na świat Zesłanie Ducha krwawych łez. A dzielić los Boga, to także stać się podobnymi pocieszycielami. Mesjasz, to imię, które po hebrajsku znaczy „Pocieszycie!”. Mesjasz jest oczekiwany jako pocieszyciel. Święty Dominik, który spędzał noce na stopniach ołtarza, wołając: „Miłosierdzia, co stanie się z grzesznikami?” Wzywał Miłosierdzia, to znaczy Miłości, Miłości nieskończonej, Miłości matczynej; Miłosierdzia! Co stanie się z ludźmi, jeśli Cię nie przyjmą, jeśli nie zgodzą się być kochani przez Miłość? Jedynym wyjściem z tego dramatu są właśnie łzy.

Uczestniczymy, musimy uczestniczyć wraz ze świętymi w tym Bożym cierpieniu dla ludzkości, w tym cierpieniu, które jest wewnętrznym cierpieniem Trójcy od chwili upadku. Pragniemy tylko tego cierpienia Boga, nie chcemy niczego innego. A Bóg mówi: twoje łzy będą ich nagrodą. Twoje dzieci powrócą, zostaną sprowadzone z wygnania, wygnania z serca, z dalekiego wygnania z Serca Boga.

Którzy we łzach sieją, żąć będą w radości (Ps 126,5). Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym ucisku, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakimkolwiek ucisku, tą pociechą, której doznajemy od Boga (2 Kor 1,3-4).


Bóg, który płacze



„Oznajmisz im to słowo: Oczy moje wylewają łzy dzień i noc bez przerwy, bo wielki upadek dotknie Dziewicę, Córę mojego ludu, klęska bardzo wielka” (Jr 14,17). Gdy zagrożona jest relacja między Bogiem a człowiekiem, Biblia nie obawia się antropomorfizmów. Widzimy więc Boga, który płacze. Czyż nie jest to wylanie miłości, wylanie Ducha, wylanie czułości i miłosierdzia? Łzy i krew są oznaką wylania miłości i miłosnego bólu, wylania z serca, które się otwiera. Wcielenie będzie więc naznaczone przez to podwójne wylanie krwi i łez, sięgające szczytu w Ogrodzie Oliwnym, gdzie Bóg-Człowiek wylewa krwawe łzy. Jezus płacze także nad Jeruzalem, nad świątynią, a potem jeszcze nad ciałem Łazarza, świątynią Ducha Świętego, które przez grzech pierworodny musi ulec zepsuciu.

Moglibyśmy powiedzieć, że poprzez łzy człowiek łączy się z Bogiem w Jego współczuciu. Toteż Magdalena zdaje sobie sprawę z uprzywilejowanego miejsca w otoczeniu Jezusa. Stanie się zresztą, uprzedzając Apostołów, pierwszym świadkiem Zmartwychwstania. „I stanąwszy z tyłu u Jego stóp, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego stopy i włosami swej głowy je wycierała. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem” (Łk 7,38). Jezus wskazuje na nią jako na wzór przyjęcia jego człowieczeństwa: „Potem zwróciwszy się w stronę kobiety, rzekł do Szymona: Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i otarła je swymi włosami” (Łk 7,44).

Maria Magdalena jest figurą intymnej relacji obmytej we łzach. Tyle spotkań w Starym Testamencie jest naznaczonych przez wylanie łez, które obmywają skazy dawnych relacji i doprowadzają do zgody zwaśnionych braci przez wybaczenie wszystkich win, łącznie z chęcią zbrodni.


Liczba wyświetleń strony: 1727211 * Liczba gości online: 20 * Ostatnia aktualizacja: 2014-08-22
© 2002-2014 by ks. Józef Pierzchalski SAC