MENU






1. Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie



Jezus, żyjąc wśród nas, ukazał swoją królewskość, czyniąc się najbiedniejszym, pozwalając się ukrzyżować na drzewie krzyża. Królewskość Chrystusa jest z innego świata, jak to Jezus powiedział Piłatowi: „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd” (J 18,36). Jezus jest przede wszystkim Chrystusem Królem, to znaczy królem serc, królem tego widzialnego i niewidzialnego zarazem królestwa. Musimy odwzajemnić Jezusowi tę królewskość, kształtując nasze serce na wzór Jego serca. To właśnie królując w naszych sercach, wprowadzając królestwo niebieskie do naszych serc, Jezus jest prawdziwym Królem.

To Błogosławieństwo ukazuje nam, że powinniśmy uczestniczyć w królewskości Chrystusa. Ponieważ na ikonach lub na obrazach Chrystus Król wyobrażany jest w pełnej chwale, w całym swym majestacie, z trudem łączymy słowo ubóstwo z tym dostojeństwem. Zrozumiemy je łatwiej za pomocą słowa „prorok”. Przez chrzest jesteśmy ogołoceni z dawnego człowieka i ten stary człowiek jest pogrzebany z Chrystusem. „Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa” (Ga 3,27). Porzucamy cielesną powłokę, aby przyoblec się w Chrystusa i stajemy się razem z Nim królami i kapłanami. Kapłanami, aby ofiarować samych siebie. To jest właśnie istotny kształt ubóstwa. Kapłan, podobnie jak prorok jest ubogi, to znaczy, że nie posiada nic z siebie samego. Chrystus powiedział: „Ofiary ani daru nie chciałeś, ale Mi utworzyłeś ciało; (...) Wtedy rzekłem: Oto idę” (Hbr 10,5-7), to znaczy, że Chrystus przychodząc na świat, przedstawia się jako kapłan, który ofiarowuje samego siebie. Maryja jest pierwszym ołtarzem ofiarnym.

Nasze życie samo w sobie jest ofiarą, nasza dusza jest darem, który musimy złożyć w ofierze. Nasze szczęście jest w ofierze. Szczęście jest w darze. Mówi się, że więcej szczęścia jest z dawania, niż z brania i Ewangelia w Kazaniu na Górze temu nie przeczy. Przeciwnie, rozwinie tę myśl, która streszcza dobrze życie Chrystusa pośród nas, Tego, który zaznał na ziemi tak mało chwały, ale oddał się nam sam. Nasze szczęście jest w tym darze. Całe posługiwanie kapłańskie jest czynieniem ofiary, to znaczy składaniem ofiary za siebie i ofiarowaniem samego siebie. Mówi się, że kapłan jest zarazem ofiarnikiem, ofiarą i ołtarzem.

W księdze Izajasza prorok jest nazwany ubogim – anaw. Mówi się, a szczególnie w ostatnich czasach o anawim, ubogich w Panu. To ci ubodzy tworzyli w Starym Przymierzu pewien rodzaj zakonu. Istnieli ubodzy, wspólnoty ubogich, nazywane szkołami prorockimi, które odpowiadałyby temu, jak żyją dziś mnisi. Mnisi pierwszych czasów byli istotami eschatologicznymi, charyzmatycznymi. Zasięgało się rady mnichów, ojców, mówiąc im: „Ojcze, daj mi słowo”, to znaczy „mów do mnie słowami Pana”. Ojciec musiał pouczyć słowami mądrości, które skierowane były bezpośrednio do osoby. Trzeba umrzeć dla siebie, aby stać się rzecznikiem Boga, aby przekazywać Słowo Boże. Ponieważ Słowo Boże jest ogniem! Słowo Boże, to, co po hebrajsku nazywa się davar, jest napełnione Duchem Świętym, przepełnione Ruah, Słowo Ojca jest Słowem i Duchem. Słowo życia jest Słowem palącym, które pali wewnątrz i z zewnątrz.

Ubogi, o którym mówi Stary Testament, nie jest kimś, kto nie posiada żadnych środków, aby sobie coś kupić. Pojęcie ubóstwa jest mimo wszystko bardzo względne w zależności od cywilizacji. Bogactwo było uważane za oznakę błogosławieństwa. Ta myśl jest jeszcze żywa wśród protestantów amerykańskich, którzy nadal, opierając się na Starym Testamencie, uważają, że bogactwo jest błogosławieństwem. Bóg obdarza drugim życiem, ponieważ nas kocha; starość i bogactwo są dowodami na to, że Bóg nas kocha. Weźmy przykład z księgi Hioba. Mówi się „biedny jak Hiob”, ale też można by powiedzieć „bogaty jak Hiob”, ponieważ Hiob odzyskał o wiele więcej, niż utracił w swojej przygodzie z pochłaniającym ogniem Bożej Obecności. To także jest ubóstwo profetyczne. Zapowiada ono to, co miłość Boga uczyni dla człowieka, zapowiada, że sam Bóg stanie się ubogim, aby połączyć się z człowiekiem w jego nędzy. Człowiek jest umiłowanym Boga. Bóg nie może znieść rozłąki z człowiekiem. Jednakże człowiek jest wolny. I trzeba sobie uświadomić, że nawet, jeśli są ludzie poszukujący Boga, to przede wszystkim Bóg nas szuka, Bóg nas oczekuje. Spotykamy Go w ubóstwie, uznając, że jesteśmy ubodzy.


Ubóstwo jest piękne



Tak jak piorunochron przyciąga pioruny, ubóstwo przyciąga Ducha Świętego. Dlatego jest powiedziane: „Szczęśliwi ubodzy”. To ubóstwo kogoś, kto został ogołocony. Poznaje się własne ubóstwo dopiero po przejściu Ducha Świętego. Ubóstwo nie jest nędzą. Nędza jest brzydka, a ubóstwo jest piękne. Nędza jest upadkiem, poniżeniem. Ubóstwo jest jakimś uproszczeniem, oczyszczeniem, które ma nam przywrócić nasz pierwotny stan, podobnie jakby się wydobyło ze skały dzieło sztuki: im bardziej się ją obrabia, im bardziej ciosa kamień, tym bardziej nadaje mu się lekkości, tym bardziej odsłania się jego docelowy kształt. Bóg postrzega nas jako swoje ukochane dzieci, tak jak matka, a dla matki każde niemowlę jest piękne. I widzi nas takimi, jakimi możemy być, takimi, jakimi pragnie nas Jego miłość, Bóg nas widzi przyobleczonych w chwałę, Bóg nas widzi przyozdobionych jak Chrystus w swej chwale, „pierworodny między wielu braćmi” (Rz 8,29), dzielący się swą królewską godnością. A aby dzielić Jego królewskość, trzeba dzielić Jego drogę ubóstwa.


Ubóstwo warunkiem miłości



Poza cywilizacją judeochrześcijańską ubogi spotyka się z powszechnym uznaniem. Kiedy mówi się po arabsku, że ktoś jest ubogi, jest to wyraz szacunku. W Indiach ubogiego nazywa się fakir. Oznacza to kogoś, kto wszystko stracił i kto ogołacając się dobrowolnie ze wszystkiego, co ludzkie, wkracza w przestrzeń, w której będzie królem i będzie korzystać z władzy należącej się jedynie tym, którzy są ubodzy. Ale fakir to ktoś, kto zatrzymał się w drodze. Mędrcy mówią, że jest taki moment, w którym wszystko straciliśmy, w którym wchodzimy w inny wymiar, w którym nagle stajemy się bogaci, ale na nowo trzeba będzie wyrzec się swych możliwości i władzy, aby nadal iść drogą wiodącą do Boga.

Gdy wchodzi się do świata duchowego, kiedy już straciło się wiele rzeczy i kiedy poświęca się światu duchowemu, wówczas samym szczytem ubóstwa jest wyrzeczenie się duchowego bogactwa. Ponieważ bogactwo duchowe może prowadzić do pychy. Pycha oczywiście istnieje na rozmaitych poziomach, lecz pycha, która jest grzechem diabła jest z pewnością pychą duchową. Diabeł był urzeczony swym własnym pięknem. Ale korzyści diabła, który jest biedny jak Hiob, nie są materialne: chce sprawić, tak jak w kuszeniu Jezusa na pustyni, aby niektórzy uwierzyli, że jeśli będą mu służyć, jeśli się nim posłużą, obsypie ich dobrami materialnymi, a więc zapewni im szczęście. Diabeł jednak nie jest naiwny, wie bardzo dobrze, że dobra materialne, żądza ciała, kobiet, pieniądza, władzy etc. nie przynoszą szczęścia. Diabeł wie, że szczęście jest wartością duchową, że jest stanem łaski, co oznacza „być w łasce Bożej”, uczestniczyć w Jego bóstwie. Ale diabeł tego nie rozumie i w tym właśnie tkwi przyczyna jego buntu. Dlaczego Bóg stworzył człowieka i dlaczego stworzył go tak słabym, tak biednym, tak omylnym? Ponieważ człowiek jest partnerem Boga w miłości, musi być także omylny. Diabeł jest zbuntowany i urzeczony swym własnym pięknem. Diabelski narcyzm nie pojmuje, że aniołowie ostatecznie ustępują człowiekowi, który jest ubogi.

Ubóstwo istnieje w Bogu od początku. To ubóstwo jest warunkiem miłości, że nie można kochać kogoś, będąc bogatym w samym sobie. Mówi się, że Bóg kocha się całą wieczność, ale nie tak jak może kochać się diabeł, to znaczy w sposób narcystyczny. Bóg będąc w Trzech Osobach, trwa w nieustannej miłości. Otóż miłość jest darem, wywłaszczeniem i zarazem używaniem bogactwa, korzystaniem z całkowitego szczęścia. Jednocześnie istnieje pełnia i nieustanna ofiara, całkowity i totalny dar z siebie w łonie Trójcy. Jezus przyszedł na ziemię, aby nam pokazać, jak kocha Bóg, jak kocha się wewnątrz Trójcy. Kocha się, zubożając. Jezus przyszedł w ubóstwie, to znaczy w całkowitym darze z siebie samego, wyrzekając się tego, kim jest. A to wyrzeczenie się jest wyrzeczeniem z miłości. Jezus nam udowadnia, że wszelkie dobro pochodzi z tego wyrzeczenia się miłości.


Stopnie ubóstwa



Istnieją różne stopnie ubóstwa. Wyrzekamy się w ubóstwie nawet naszych duchowych korzyści dla dobra bliźniego, a także dla większej chwały Bożej. Dlaczego? Można w ubóstwie oddać nadmiar. Oddaję z nadmiaru i to jest dobre. Jeśli narody tak zwane bogate oddawałyby z tego, co im zbywa, nie byłoby już więcej głodu na świecie. Można by nakarmić wszystkich ludzi samą tylko zawartością śmietników bogatego świata. To jest właśnie nadmiar, to już jest dużo. Dawanie sprawia wielką radość. Oczywiście musi to być zrobione w tajemnicy. Ponieważ miłość wymaga tajemnicy. Kto próbuje rozpoznać w swym życiu to, co jest nadmiarem i oddaje go, ten, jak mówi Jezus, otrzymuje swoją nagrodę już na tym świecie, a kto nie robi tego w ukryciu, otrzymuje już swoją zapłatę w pseudo-ubóstwie. To nie jest masochizm, nie jest się ubogim, dla samego ubóstwa.

U wielu ludzi można zauważyć pociąg do ubóstwa, które nie jest prawdziwym ubóstwem, ani też ubóstwem ofiarnym. Są ludzie, którzy chcą cieszyć się ubóstwem samym w sobie i to jest estetyzm. Chcą odgrywać „świętych Franciszków”. Mówią sobie: wycofam się ze świata, zamknę w odosobnieniu w dobrze odnowionej pustelni, będę się ubierać jak biedak. 0 wiele więcej będzie kosztować udawanie biednego, niż bycie biednym! Jeśli ofiarują nam piękny samochód, nic to nas nie kosztuje. Ale jeśli będziemy musieli kupić nawet najtańszy samochód, będzie nas to kosztowało drożej, niż dostanie w prezencie samochodu, który robi wrażenie bardziej luksusowego, ale który już ma dziesięć lat. Fałszywa bieda zakrywa prawdziwe ubóstwo. W zgromadzeniach, w instytutach doskonałości często próbowano przedstawiać obraz ewangelicznego ubóstwa. To ubóstwo jest całkiem inne. To nie ubogi strój jest oznaką ubóstwa! Prawdziwe ubóstwo jest piękne. Jak miłość, jak dzieci, które się kocha, mogłyby być brzydkie? Boże ubóstwo, to ubóstwo Chrystusa, jest nieskończenie piękne i nie należy go mylić z tym substytutem ubóstwa.


Ubóstwo ofiarą miłości



Rozważanie tego Błogosławieństwa pomaga nam zrozumieć prawdziwą naturę ubóstwa, które jest ofiarą wypływającą z miłości. Mogę oddać nadmiar, ale czyniąc z niego ofiarę płynącą z miłości. Często dajemy z nadmiaru, który jednak tak naprawdę nie jest nadmiarem. Nadmiar oznacza w rzeczywistości coś, co nie jest niezbędne dla naszego życia. Wszystkie ubrania, których już nie założę, oddaję biednym. A więc w następnej kolejności będę mógł dawać z czegoś, co jest konieczne do życia. Potem będę mógł ofiarować mój post. Postowi musi towarzyszyć gest dawania z tego, co potrzebne, to znaczy z tego, co służy naszemu życiu. Poszczenie, zachowywanie postu nie ma sensu, jeśli pojmujemy go wyłącznie jako ćwiczenie się w ascezie. Post jest dzieleniem, wyrzeczeniem, które jest miłe Bogu. Pościć, to znaczy dawać: dziś nie jem i odczuwam jakby naruszenie mojego życia fizycznego, jestem głodny, ale robię to, aby dowieść mojej miłości dla tych, którzy głodują. Jeśli poszczę, odłożę pieniądze, a te pieniądze, które posłużyłyby mi na jedzenie, dam głodnym. Oddawanie z nadmiaru i z tego, co konieczne jest niestety rzadkością, nie czynimy tego często. W ubóstwie jesteśmy wciąż na najniższym, najbardziej ludzkim poziomie, a nie najbardziej Boskim. A to nie ma już nic wspólnego z zgrzebnym okryciem przepasanym sznurem i wygodną chatką w lesie.


Jeśli chcesz być doskonały



Jezus powie do bogatego młodzieńca: „Jeśli chcesz być doskonały (...)” (Mt 19,21). Doskonałość jest to stan istoty doskonałej, to znaczy istoty, która ma postać Chrystusa. Wszyscy jesteśmy do tego wezwani. Nasze życie polega na tym, aby mieć postać Chrystusa. „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i daj ubogim (...). Potem przyjdź i chodź za Mną”. Wyrzec się wszystkiego – to doskonałość. Doskonałość jest dopiero punktem wyjścia, to znaczy, że będąc doskonałymi, jesteśmy w stanie, w jakim powinniśmy być. Poczynając od tej doskonałości, rozpoczyna się prawdziwie miłosna przygoda z Bogiem, w której będziemy dawać, jak to zrobił św. Paweł. Nie tylko odda wszystko, ale będzie jeszcze pracował, nie szczędząc cierpienia swemu ciału, aby dać to, co duchowe.

Poza swą pracą ewangelizacyjną będzie pracował, aby innym dostarczyć duchowego pokarmu, jak św. Julian Ubogi, który pomagał ludziom przekraczać rzekę i który nie tylko dawał im schronienie, ale też ich żywił. Brał coś z samego siebie, jak pelikan. W tym bardzo starożytnym symbolu eucharystycznym, pelikan bierze ze swego ciała, aby nim nakarmić młode. To znaczy, że trzeba zacząć kochać w taki sposób, by wszyscy ludzie byli jakby naszymi dziećmi, a my byśmy byli dla nich jak matka. Wiemy, że matka jest zdolna do poświęceń. Wiemy, że matka jest zdolna odmówić sobie wszystkiego, aż do ostatniej kropli krwi. Myślę, że oddanie krwi na transfuzję dla kogoś innego ma wielkie znaczenie. Nie powinien to już być wyjątkowy gest, powinno się to stać sposobem bycia. Trzeba dawać z siebie samego.

Ofiarowywać swój czas, ten czas, który jest nam potrzebny do bycia sobą. Nie usiłować już nawet być sobą samym, nie dążyć do własnego rozwoju, nie chcieć się udoskonalać. Nie myśleć już o własnej doskonałości. Dawać swoje ciało, swój czas, jak ci wszyscy święci, którzy pojechali pielęgnować chorych na trąd, wiedząc, że oddając się im całkowicie, sami być może staną się trędowaci. Ale jest jeszcze o wiele więcej: oddać swe życie, to znaczy oddać to, co Bóg nam daje, wyrzec się nawet tego, co Bóg nam daje, zrezygnować z naszego życia Bożego.

Bardzo prosty przykład: Proboszcza z Ars, którego nazywa się ubogim. Ubogi i święty Proboszcz z Ars. Przekroczył wszystkie te dziedziny, wyrwał sobie nawet zęby, aby je sprzedać i za uzyskane z nich pieniądze kupić ornamenty dla swego kościoła i jedzenie dla sierot. Można prześledzić całe życie Proboszcza z Ars i zobaczyć, jakie są te różne fazy i stopnie ubóstwa. To właśnie oznacza brać z samego siebie. Proboszcz z Ars rzeczywiście znalazł swoje szczęście; swoją szczęśliwość w kontemplacji. Otrzymał dar kontemplacji od najwcześniejszych lat. Kiedy mieszkał na wsi, zrobił niewielką figurkę Matki Bożej, którą umieścił na drzewie i modlił się. Już wówczas wiedział, co znaczyło „dostrzec Boga i być przez Niego dostrzeżonym”, czym był ten spokój ducha, który jest błogosławieństwem, to szczęście życia kontemplacyjnego, to skierowanie szczerego spojrzenia na Boga i bycie otoczonym przez pełne miłości spojrzenie Ojca. A odnalezienie szczęścia oznacza więcej niż ubranie, więcej niż pożywienie. A jednak Proboszcz z Ars był w piekle. Jak to powiedział jeden z autorów, święci idą do piekła. Naturalnym środowiskiem świętego nie jest niebo, to nastąpi dopiero po paruzji. Naturalnym środowiskiem świętego jest piekło, jest przepowiadanie w piekle. Próbuje w ten sposób iść za samym Chrystusem, Chrystusem, który ogołocił się ze swej boskiej natury. Rezygnując z dóbr duchowych, naśladujemy Chrystusa i nigdy nie będziemy mogli być tak ubodzy jak Chrystus, ponieważ nigdy nie byliśmy tak bogaci jak On.


Ubodzy jak Bóg



Ubóstwo jest boskie. Ubóstwo posiada boski charakter, ponieważ jedynie Bóg może się ogołocić z samego siebie. My możemy wyrzec się tylko rzeczy o boskim charakterze, cech boskich, którymi Bóg nas obdarował, wiedząc, że z pewnością im więcej się daje, tym więcej się otrzymuje i że naszym wielkim błędem jest brak ufności. W tym także widzimy niezwykłość i niepowtarzalność św. Tereski. Jedynie poprzez wiarę, zaufanie Bogu możemy być ubodzy, wiedząc i wierząc, że Bóg nie może nas zawieść, wierząc w Jego Miłość, wierząc, że jeśli dajemy – otrzymujemy. I nawet jeśli dajemy rzeczy materialne, Bóg nam je zwróci. Jezus nam to przyrzekł, zobowiązał się przez przysięgę: „Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci lub pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym” (Mk 10,29-30).

Teresa z Avili we wspaniałych i zwięzłych słowach zaświadcza o swoim mistycznym doświadczeniu bogactwa ubogich:


Niech nic cię nie trapi,


Niech cię nic nie przeraża,


Wszystko przemija, Bóg pozostaje.


Cierpliwość wszystko zdobędzie.


Kto jest w Bogu, niczego mu nie brakuje.


Sam Bóg wystarczy.

Bóg wystarczy temu, kto poprzez ogałacające doświadczenie ciemności nocy, polegające na nadmiarze światła, na oślepiającym wpływie Ducha, zyskał świadomość, że Bóg jest wszystkim. Chrystus staje się dla tej duszy „wszystkim we wszystkich” i kto w Nim przebywa posiada bogactwo, zgodnie, z którym jest napisane: „Tajemnica ta, ukryta od wieków i pokoleń, została teraz objawiona Jego świętym, którym Bóg zechciał oznajmić, jakie jest bogactwo chwały tej tajemnicy pośród pogan. Jest nią Chrystus pośród was – nadzieja chwały” (Koi 1,26-27).

Kto ma Boga, ma wszystko, niczego mu nie brakuje. Znajdujemy w tych słowach Teresy z Avili echo Psalmu 23: „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego”. Człowiek zmagający się z Duchem ma głód świętości. Błogosławiony głód, który znajduje swe pożywienie w zadatku królestwa, przy stole, który nakryła mądrość. Ale jaki głód odczuwa człowiek obojętny religijnie, jaki jest ten brak, który odczuwa w swych członkach, w swym sercu, w swej duszy, ten brak, który go dręczy, psuje jego przyjemności i jego radości?


Pożądanie i pycha



Podstawowy brak został przedstawiony w opowiadaniu z Księgi Rodzaju. Adamowi przed upadkiem niczego nie brakowało, Bóg mu wystarczał, kobieta mu wystarczała, świat mu wystarczał. Ale wąż wprowadza niepokój: brakuje ci czegoś, tej wiedzy, którą Bóg rezerwuje dla siebie, jeśli ją posiądziesz, staniesz się kimś o wiele większym, niż jesteś teraz, będziesz równy Ojcu. Niepokój nie dotyczy seksualności, jak myślał Freud w swoim micie o pierwotnym ludzie, ale bytu i władzy. Niekiedy jesteśmy surowymi wobec pysznych, aż do chwili, w której zyskamy świadomość, że pycha ma swe korzenie w poczuciu braku. Pozbawiono mnie jakiejś części mojej istoty, a zatem mojej władzy. Wówczas nieświadomie wymyślam ją sobie, wydzieram ją światu wyobraźni.

Kiedy ewangelista mówi o pysze życia, czyni aluzję do tej powszechnej paranoi, którą jest bunt przeciwko Bogu. „Napisałem do was, dzieci, że znacie Ojca, napisałem do was, ojcowie, że poznaliście Tego, który jest od początku, napisałem do was, młodzi, że jesteście mocni i że nauka Boża trwa w was, a zwyciężyliście Złego. Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie. Jeśli ktoś miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki” (l J 2,14-17). Święty Jan ukazuje różne postacie niedającego się uśmierzyć braku i głodu, które zamieszkują człowieka i które nazywa pożądaniem i pychą.

Pożądanie jest zawiedzione za każdym razem, kiedy posiądzie obiekt swoich pragnień, znajduje sobie wówczas cel trudniejszy do zdobycia, i tak to poszukiwanie nie ma końca. Dotyczy to zarówno pieniędzy, jak i seksualności. Bogaci mają mentalność biedaków, rzadko dzielą się i dają, opanowani lękiem przed brakiem. Natomiast seksualność, gdy jest oderwana od prawdziwej miłości, która nasyca i przywraca spokój, szuka w każdym doświadczeniu coraz więcej doznań i przyjemności, nigdy nie osiągnąwszy satysfakcji. Erotyzm staje się uczuciową eskalacją, która zniekształca zdolność kochania i prowadzi w zgubną przepaść.

Maryję Pannę, wolną od grzechu pierworodnego, można nazywać Samą Pokorą. Ona jedna może korzystać z mocy swej pokory i mówić od siebie, a raczej od Boga: „Wejrzał na uniżenie swojej służebnicy”. Jej Niepokalane Poczęcie nie uczyni z niej jakiejś nieziemskiej istoty, ale człowieka wiary. Wiary bez cienia wątpliwości i podejrzeń. Maryja jest niewinna, co etymologicznie oznacza, że nie szkodzi, że nikomu nie czyni zła, a zwłaszcza, że nie czyni krzywdy sobie samej, że nie zniekształca w sobie Bożego podobieństwa. Z Maryją możemy powiedzieć, że ubóstwo w Duchu leczy wszystkie choroby duszy, zawiera wszystkie cnoty konieczne do jej uleczenia. Dlatego właśnie św. Franciszek nazywał Maryję Poverella, Ubożuchna.


Brak podniesiony do rangi potrzeby



Jakie są podstawowe bóle duszy? W jaki sposób wynikają te bóle, z odrzucenia duchowego ubóstwa? Siedem grzechów głównych ma swoje korzenie w głodzie, będącym w swej istocie brakiem podniesionym do rangi potrzeby. Ta potrzeba narzuca się po trochu jako życiowa konieczność i popycha człowieka do popełniania czynów przymusowych. Życiowa konieczność zadawala się niezbędnymi rzeczami. Człowiek upadły nie zadowala się tym, co jest mu potrzebne do utrzymania i wyżywienia, jest opanowany przez nienasycony głód, nie zadowoli się rozmnażaniem, odda się praktykom przeciwnym naturze, ubóstwi ciało i rozbudzi swe zmysły, nie zadowoli się jedzeniem i piciem, będzie się upijał, będzie pił, nie mając pragnienia i popadnie w chorobę wskutek nadmiaru jedzenia. Pieniądze nie służą mu tylko, jako środek wymiany, uczyni z nich boga, będzie dla nich zabijał, będzie je gromadził.

Destrukcyjny i autodestrukcyjny gniew opiera się także na lęku przed brakiem. Popadamy w gniew, gdy czujemy się zagrożeni na naszym terytorium. O kimś, kto spowodował nasz gniew, mówimy: posunął się za daleko. W czym za daleko? Otóż na naszym terytorium stworzył sobie przestrzeń życiową i zawładnął wartościami, które uważamy za naszą własność. Gniew się nie pojawia i nie nasila, jeśli nie czujemy się zagrożeni. Podczas kłótni, podziału, tracimy spokój, unosimy się i stajemy się agresywni, kiedy tylko czujemy się zagrożeni w swoich przekonaniach lub w przekonaniach, które sobie przypisujemy, i wówczas bronimy ich.

To samo dotyczy zazdrości, która podobnie jak gniew doprowadza do obłędu i do wyniszczenia. Pragnę tego, co mogłoby być moje, lub tego, co jak sądzę, powinno do mnie należeć i czuję się ograbiony przez realnego lub wymyślonego rywala. Oderwanie się od obiektu zainteresowań przynosi uspokojenie, chwilowe wyciszenie, stopniowe ograniczenie tego, co św. Tomasz z Akwinu nazywa porywczym i pożądliwym. Wstyd także opiera się na głęboko ukrytym poczuciu braku. Nie posiadam w sobie tego, co konieczne, aby odpowiadać jakiemuś prawu. Pomyślmy o ogarnięciu duszy Adama przez wstyd, od chwili, gdy dowiedział się o prawie, któremu nie sprostał.


Szaleństwo w Chrystusie



Przeciwieństwem duchowego ubóstwa nie jest bogactwo, ponieważ jest ono tego typu skarbem, który jest bardzo ciężki do uniesienia i który ogołaca bardziej niż nędza, jeśli ten, kto go posiada, rozporządza nim jak dobry ojciec rodziny, a jak się to mówi w języku prawnym, w odpowiedzialnej trosce o dobro innych. Przeciwieństwo ubóstwa w Duchu nosi nazwę wygody i wygodnego urządzenia się. Są to dwie pułapki, których nigdy dość się nie wystrzegamy, a które stanowią przyczynę upadku dla „instytutów doskonałości”. Paradoksalnie, sposoby życia, które powinny zapewnić warunki poszukiwania życia naznaczonego przez rady ewangeliczne, proponują wygodę, która szybko staje się zgubna dla Błogosławieństwa ubogich w duchu.

Urządzić się oznacza dosłownie znajdować się pośrodku, w tym niewłaściwym środku, który upodobali sobie niezdecydowani w Duchu. Z Błogosławieństwem ubogich jest związane posiadanie Królestwa, co – aby pozostać wiernym Ewangelii – dopuszcza pewną gwałtowność i czujność. To środowisko, ten środek, w którym człowiek obojętny religijnie pragnie żyć, mieści się pomiędzy ciepłem i zimnem, tam gdzie panuje letniość. Otóż Słowo Boże staje się gwałtowne, aby nam zakazać tej łagodności: „Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust. Ty bowiem mówisz: „Jestem bogaty”, „wzbogaciłem się”, i „niczego mi nie potrzeba”, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny, i ślepy i nagi. Radzę ci nabyć u mnie złota w ogniu oczyszczonego, abyś się wzbogacił, i białe szaty, abyś się przyodział, i by nie ujawniła się haniebna twa nagość, oraz balsamu do namaszczenia twych oczu, byś widział. Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się!” (Ap 3,15-19).

Prorok nie znosi letniości, ponieważ wie, że ściąga na siebie zgubę, oczekuje kary, która przywróci mu spokój, a jeśli nie nadejdzie, sprowokuje ją przez postawę pozwalającą mu uświadomić sobie własną nędzę, nagość i duchową ślepotę. Stan zakonny w swej istocie nie jest niczym innym, jak postawą błogosławionej prowokacji wobec łaski. Ojcowie udawali się na pustynię, aby tam wyzywać piekło, bowiem brak walki oznacza śmierć duszy przez oziębienie. Tak samo lepiej jest być po stronie wojujących ateistów, którzy będą sądzeni według tego, co otrzymali, niż grzeszyć lenistwem, przyzwyczajeniem i ustępstwem wobec ducha świata. Chrześcijanie 7 Kościoła w Efezie i Laodycei nie są złymi chrześcijanami, lecz są chrześcijanami oziębłymi: „Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości” (Ap 2,4).

Święty Franciszek woli w oczach świata uchodzić raczej za szaleńca, niż zgodzić się na ustępstwa. Jego gwałtowność zrodzi się ze świadomości, że on także ma swoją słabość, swoją wręcz kobiecą skłonność do wygód, do mieszczańskiego komfortu. Wszystko albo nic, kiedy kocha się namiętnie Chrystusa; nie flirtuje się z Miłością, która oddała się całkowicie, aż do przelania krwi. Chrześcijański Wschód ma swoich szaleńców dla Chrystusa, przyjmujących dosłownie radę Jezusa, który mówi, że trzeba stracić swą duszę, aby ją odnaleźć, i jeszcze zdanie św. Pawła, który zaleca, aby ten, kto uważa się za mędrca, stał się szaleńcem. Szaleńcy w Chrystusie ze świętej Rusi byli prawdziwymi spadkobiercami ubogich ze Starego Przymierza, proroków, pierwszych mnichów i świętych, takich jak św. Franciszek z Asyżu lub Filip Neri. Chrześcijaństwo nie może żyć bez tych mnichów i pustelników, którzy w oczach świata są szaleńcami. Noszenie mniszego habitu, z którego duchowieństwo niektórych krajów zrezygnowało, ryzykując własną zgubę, związane jest dziś z tym błogosławionym szaleństwem. Owi szaleńcy są prorockim przypominaniem wszystkim chrześcijanom, że ich powołaniem jest szaleństwo krzyża, miłość aż do końca, miłość gwałtowna, miłość aż do rozdarcia.

Święty Serafin z Sarowa uprzedza nas, że dwa powołania wymagają bardzo jasnego i specyficznego Bożego wezwania: to jest szaleństwo w Chrystusie i życie pustelnicze. Należy dobrze zrozumieć, że nie wszyscy chrześcijanie są wezwani do takich ostatecznych postaw, ale wszyscy powinni szukać w swym życiu cząstki tego szaleństwa. Wszyscy powinni nieustannie stawiać pod znakiem zapytania swą sytuację: czy są urządzeni, czy są uśpieni w duchowym lub materialnym komforcie, uniemożliwiającym życie Błogosławieństwami, które, przypomnijmy, są drogą, ruchem, nieustannym postępem i przekroczeniem siebie samego?


Liczba wyświetleń strony: 1499089 * Liczba gości online: 16 * Ostatnia aktualizacja: 2014-07-26
© 2002-2014 by ks. Józef Pierzchalski SAC