MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Żywot wieczny. Amen



Paweł VI mówił: „Zło w świecie jest przyczyną i skutkiem wniknięcia w nas i w nasze społeczeństwo ponurego i złowrogiego demona. Zło to nie tylko brak dobra, ale byt żywy, duchowy, lecz skażony i deprawujący. To straszliwa realność, tajemnica budząca lęk. Ten – kto zaprzecza istnieniu demona albo czyni z niego zasadę samostanowiącą, element tego świata niezależny od Boga; lub kto tłumaczy go jako istność pseudorealną, zrodzoną z fantazji dla wytłumaczenia nieznanych przyczyn naszych nieszczęść – wychodzi poza ramy Biblii i Kościoła. (...) Demon jest wrogiem numer jeden, jest kusicielem w pełnym znaczeniu tego słowa. Wiemy dobrze, że ten ponury, burzycielski i niepokojący byt naprawdę istnieje i działa, zastawiając na nas sofistyczne pułapki, by zniszczyć równowagę moralną człowieka. Jest on perfidnym hipnotyzerem, który dobrze wie, jak w nas wniknąć (przez zmysły, przez wyobraźnię i przez pożądliwość, a narzędzia, którymi się posługuje to logika utopijna i rozgardiasz w kontaktach społecznych), by powodować różnorakie dewiacje”.

*****


Kardynał Ratzinger: „Cokolwiek mówiliby niektórzy powierzchownie myślący teologowie, diabeł jest dla wiary chrześcijańskiej tajemniczą, ale rzeczywistą, osobową, a nie symboliczną realnością. Co więcej, jest on realnością władczą (Książę tego świata, jak go nazywa Nowy Testament, który wielekroć mówi o jego istnieniu), złowrogą wolnością przeciwstawiającą się Bogu i panującą nad ludźmi, o czym poucza nas historia ludzkości – ten ogrom powtarzających się nieszczęść, których nie sposób wytłumaczyć działalnością wyłącznie człowieka. Sam człowiek nie ma dość siły, by stawić opór szatanowi. Ale zjednoczeni w Jezusie mamy pewność, że go zwyciężymy. Chrystus jest Bogiem bliskim, który ma wolę i moc uwolnienia nas od szatana i właśnie dlatego Ewangelię nazywamy prawdziwie Dobrą Nowiną. Powinniśmy nieprzerwanie głosić ją w tych rejonach, gdzie panuje terror i gdzie częstokroć dominują religie niechrześcijańskie. (...) Jeśli zbawcze światło Chrystusa zgasłoby, to ten świat, mimo całej swej wiedzy i tak rozwiniętej technologii, uległby terrorowi i popadłby w desperację. Już mamy dzisiaj oznaki powrotu ciemnych, ponurych sił: właśnie w zlaicyzowanym świecie szerzą się kulty satanistyczne”.

*****


„Jeżeli z powodu konformizmu pragnie się uwolnić od diabła i wszystkich niewygodnych aspektów wiary, to przyjmuje się postawę nie egzegety czy interpretatora Pisma Świętego, ale postawę człowieka widzącego problem tylko z pozycji współczesności. W rezultacie, tego typu bibliści budują swoje sądy opierając się jedynie na własnej wizji świata, a nie na autorytecie Biblii. Mówią oni jako szczególnego rodzaju filozofowie czy socjologowie, a ich filozofia zawiera wyłącznie banały, bezkrytycznie akceptujące tę prowizoryczną przecież wizję świata. (...) Nauczanie Kościoła powinno znaleźć język adekwatny do wiecznie ważnych i słusznych treści. Życie jest sprawą najwyższej wagi, musimy być czujni, by nie zagubić szansy życia wiecznego, które jest niczym innym jak przyjaźnią z Chrystusem, możliwą do osiągnięcia dla każdego z nas. Nie powinniśmy polegać na takiej mentalności, która powiada, że wystarczy zachowywać się tak, jak czyni to większość, a wtedy – siłą rzeczy -jakoś to będzie. Katecheza powinna dążyć do tego, by nie być tylko jedną z wielu opinii, ale by być pewnością zaczerpniętą z wiary Kościoła; by jej treści przewyższały treści wszystkich obiegowych mniemań. A tymczasem w wielu współczesnych katechezach pojęcie życia wiecznego jest zaledwie wspomniane, a problem śmierci lekko dotknięty. Jeżeli już mówi się o śmierci, to jedynie szuka się wyjścia, jakby ją oddalić lub uczynić lżejszą. U wielu chrześcijan zanikła świadomość eschatologiczna; śmierć otoczona jest milczeniem, budzi strach, a częstokroć próbuje się ją zbanalizować. Kościół od wieków uczył nas modlić się o szczęśliwą śmierć i o to, aby dany był nam czas na przygotowanie się do niej. Dzisiaj nagła śmierć jest uważana za łaskę. A przecież nieakceptowanie śmierci czy brak poszanowania dla niej znaczy tyle, co nieakceptowanie i nieposzanowanie życia” (Kardynał Ratzinger).

*****




„Niewątpliwie wszyscy dzisiaj uważamy się za dobrych. Na cóż więc innego mielibyśmy zasługiwać jak nie na niebo! Za taki stan rzeczy odpowiada kultura, która na siłę wynajduje nam okoliczności łagodzące i stara się wykraść człowiekowi poczucie winy za grzechy. Ktoś kiedyś zaobserwował, że wszystkie dominujące dziś ideologie opierają się na jednej podstawie: na upartej negacji istnienia grzechu, to znaczy na negacji właśnie tej rzeczywistości, którą wiara wiąże z piekłem i czyśćcem. Protestantyzm nie dopuszcza możliwości istnienia czyśćca, a zatem nie zezwala na modlitwy za zmarłych. (...) Chęć modlenia się za drogich zmarłych powstaje w nas zbyt spontanicznie, by ją można było zniszczyć. Jest to przecież przepiękne świadectwo naszej z nimi solidarności, miłości, pomocy, które przenikają przez bariery śmierci. Od mojej pamięci o zmarłych czy też od mojego zapomnienia nie zależy wprawdzie ich szczęście wieczne czy też ich potępienie, ale nigdy nie przestają oni potrzebować mojej miłości” (Kardynał Ratzinger).

*****


„Im lepiej pojmuje się świętość Boga, tym bardziej pojmuje się przeciwieństwo tego, co święte, to znaczy zwodniczą maskę demona. Najlepszym przykładem na to niech będzie sam Chrystus. Przed nim – świętym w pełnym znaczeniu tego słowa – szatan nie mógł się ukryć, a jego realne istnienie ciągle się ujawniało. Dlatego można powiedzieć, że zaprzeczanie, iż istnieją byty demoniczne, prowadzi do zaniku zrozumienia świętości. Diabeł wtedy może ukryć się pod postacią anonimowości, kiedy nie ujawni go światło tych zjednoczonych z Chrystusem. (...) Kto widzi wyraźnie otchłanie naszych czasów, ten uznaje za dzieło sił, które się zaangażowały w burzenie jedności między ludźmi. Chrześcijanin może wtedy odkryć w sobie, że przez spełnienie zadania egzorcysty uzyska na nowo świeżość wiary. Terminu „egzorcyzmy” nie należy oczywiście rozumieć w sensie technicznym, ale jako postawę wiary. Jest w takiej postawie pewność, że „wiara zwycięża świat”, niszcząc „Księcia tego świata”. Nie powinniśmy ulegać mentalności obiegowej, według której „przy chociaż odrobinie dobrej woli możemy rozwiązać sami nasze wszystkie problemy”. Naprawdę bowiem – nawet nie odwołując się do wiary, a tylko do realizmu – zdalibyśmy sobie szybko z tego sprawę, że bez pomocy siły wyższej, którą dla chrześcijanina jest wyłącznie Bóg, będziemy tylko więźniami nieuleczalnie chorej rzeczywistości.(...). Tajemnica nieprawości musi zostać włączona w podstawową perspektywę chrześcijańską – w Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa i Jego zwycięstwo nad siłami zła. W tej perspektywie wolność chrześcijanina i jego wewnętrzny spokój, który „usuwa lęk” (U 4,18), mają wielkie znaczenie – prawda wyklucza lęk, a przez to pozwala poznać siły zła. Ponieważ dwuznaczność jest charakterystyczną cechą demona, to istotą wałki chrześcijaństwa z nim jest żyć każdego dnia w świetle jasności wiary” (Kardynał Ratzinger).



*****


Skąd wiem o czyśćcu? Co z tymi, których życie nie było zbyt przykładne? Zgodnie z nauką Kościoła, istnieje dla nich nadzieja na oczyszczenie z grzechów, nawet po śmierci. Nasze przewinienia są nieodwracalne, ale możemy uzyskać oczyszczenie z ich skutków. Mówi o tym nauka o czyśćcu: czyściec istnieje, chociaż nie wiemy, czy jest to miejsce, czy raczej stan. Problem: jak i gdzie następuje oczyszczenie, jest sprawą drugoplanową. Najważniejsza tu jest nadzieja, jaka została dana grzesznikom.

Prawosławni i protestanci nie uznają prawdy o czyśćcu. Dlaczego? Jak trafnie wskazują, w Biblii ani razu nie pada słowo „czyściec”. Ale to przecież jeszcze o niczym nie przesądza. Treść niektórych wypowiedzi jednoznacznie zaświadcza o jego istnieniu. Przykłady możemy odnaleźć zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie. Najbardziej przekonujący dowód Starego Testamentu znajduje się w Drugiej Księdze Machabejskiej. Podczas jednej z walk Juda Machabeusz doznaje bardzo tajemniczej porażki. Zagadka wyjaśniła się, gdy pod chitonami poległych zostają znalezione złote przedmioty. Mogły to być amulety lub zdobycz wojenna. Zarówno w jednym, jak w drugim przypadku, prawo surowo zabraniało ich posiadania. Śmierć wojowników była więc chyba karą. Występek nie był jednak grzechem, który mógłby pociągnąć za sobą wieczne potępienie, dlatego Juda wznosi modlitwę przebłagalną i postanawia także złożyć ofiarę za poległych. Jak informuje nas autor księgi, Machabeusz nie tylko wierzył, że zostaną oczyszczeni – był o tym głęboko przekonany: Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym, lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda – była to myśl święta i pobożna. Dlatego właśnie sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu (2 Mch, 12, 44-45). Chociaż nie pada tutaj słowo „czyściec”, jednoznacznie wskazywana jest możliwość oczyszczenia po śmierci.

Słuszność przekonania katolików o istnieniu czyśćca potwierdza także Pierwszy List do Koryntian. W Liście tym św. Paweł, omawiając wyniki pracy duszpasterskiej Apostołów, podkreśla, że Dzień Pański odsłoni czystość ich intencji. Wtedy w ogniu okaże się, które dzieło przetrwa i kto otrzyma zapłatę. Ten, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę; sam wprawdzie ocaleje, lecz będzie musiał przejść „jakby przez ogień” (por. 1 Kor 3, 13-15). Według egzegetów wypowiedź św. Pawła jest jedną z podstawowych przesłanek, która stanowi dostateczny fundament objawienia biblijnego dla późniejszej katolickiej nauki o czyśćcu. Nadzieja oczyszczenia z doczesnych win osłabia ostry podział na potępionych i zbawionych. To tutaj objawia się w całej pełni Boże miłosierdzie. Ciekawe, że niektórych protestantów również przekonuje siła wymowy tych tekstów biblijnych. Jeśli nawet nie uznają czyśćca, to przynajmniej zgadzają się, że także po śmierci istnieje jakaś nadzieja na oczyszczenie z grzechów.

*****


Dlaczego akurat ogień? Ogień był bardzo powszechnym symbolem starotestamentowych teofanii. Bóg ukazał się Mojżeszowi w gorejącym krzewie, w niektórych wizjach możemy ujrzeć tron Jahwe spowity w ogniste płomienie. Zgodnie z wyobrażeniami Izraelitów, w ogniu tkwiła moc oczyszczająca. Wytapianie metalu ogniem pozwalało oczyścić go ze zbędnych domieszek, dlatego Boże ostrzeżenie pod adresem wiarołomnej Jerozolimy brzmiało: „Zwrócę rękę moją do ciebie, wypalę do czysta twą rudę i usunę cały twój ołów”.

Co może pomóc ugasić ten ogień? W przypowieści o Łazarzu i bogaczu, którą wspominaliśmy na początku, trawiony ogniem bogacz prosi Łazarza o odrobinę wody. Jego prośba spotkała się z odmową Boga, znajdował się bowiem w piekle.

Ale duszom w czyśćcu można pomóc – każda modlitwa jest jak kropla wody, która koi żar rozpalonych ogniem dusz czyśćcowych, a jeszcze bardziej Eucharystia. Czyściec jest wielkim darem Bożego miłosierdzia. Bóg tak bardzo nas kocha, że nawet po śmierci będziemy mogli dokończyć naszego umierania dla grzechu.

*****


Jaka jest różnica między sądem szczegółowym i ostatecznym? Sąd Boży jest to potężne i pełne miłości wkroczenie Boga w ludzkie sprawy. Boski Sędzia przywróci wtedy dobru wszystkie należne mu prawa, złu zaś odbierze nie tylko możliwość panoszenia się, ale w ogóle możliwość jakiegokolwiek działania. To właśnie dlatego wszystko, co w nas Boże, za tym Sądem tęskni, a to, co w nas grzeszne – bardzo się tego Sądu boi. Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd – sąd nad nami, nad sensem naszego życia. Ufamy, że Pan Bóg w swoim miłosierdziu przyjmie nas wtedy i przygarnie. Ufamy, że to wszystko, co w nas tęskni za Bogiem, okaże się wtedy autentyczne i będzie mogło w pełni rozkwitnąć. Ufamy, że nawet jeżeli w chwili śmierci będą w nas jeszcze jakieś grzeszne przywiązania, to naszą radością będzie to, że w czyśćcu będą się one mogły wypalić.

Sąd Ostateczny, kiedy zgromadzą się przed Synem Człowieczym wszystkie narody, będzie ostatecznym dopełnieniem zwycięstwa Chrystusa Pana, dzięki Niemu ludzkie dzieje okażą się czymś pozytywnym i wspaniałym. Czy wtedy będziemy sądzeni po raz drugi? Na pewno będzie to sąd inny. Bo dopiero wtedy ujawni się ostateczny sens naszego życia. Zaraz po naszej śmierci będziemy osądzeni sami. Ale przecież dobro i zło, jakie po nas pozostaną na tej ziemi, będą miały dalszą historię, już od nas niezależną. Na Sądzie Ostatecznym ujawni się ostateczny sens naszego życia, również to, co z naszym dobrem i złem stało się po naszej śmierci.

Zauważmy przy okazji, że na tym między innymi polega nasze miłosierdzie wobec zmarłych, że nie tylko się za nich modlimy, ale staramy się pielęgnować i rozwijać dobro, jakie tu pozostawili, oraz wysuszać zło, jakie po nich pozostało.

*****


Jak będą wyglądać ciała uwielbione? Apostoł Paweł pisze w liście do Filipian: „Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone, na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować”. Zatem nasze ciała będą podobne do chwalebnego ciała Chrystusa. Te same co teraz, materialne, ale wypełnione Bożą obecnością, przeduchowione, transcendentne wobec czasu i przestrzeni, transcendentne wobec jakichkolwiek wrogich osób lub sił. Nasza cielesność uzyska wtedy swoją ostateczną celowość, swój ostateczny sens i piękno. Wierzyć w ciał naszych zmartwychwstanie to nie tylko uznać prawdę tej Bożej obietnicy. To przede wszystkim starać się o to, żeby dzisiaj ciało moje było narzędziem czynienia dobra, przedmiotem składanych Bogu ofiar, miejscem zwyciężania tego, co Boże, nad tym, co nie Boże. Już teraz dojrzewamy do przyszłego zmartwychwstania, jeżeli składamy ciała nasze na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz naszej rozumnej służby Bożej.

*****


Skoro nieba i piekła nie można umieszczać w przestrzeni, jak należy je rozumieć? Być w niebie, być zbawionym, to być niepojęcie blisko Boga, to być niewyobrażalnie rozkochanym w Bogu. Natomiast istotą piekła jest radykalny, skurcz całej osoby przeciwko Bogu. Piekło jest to dobrowolnie i ostatecznie wybrany sprzeciw wobec tego, że Bóg jest, i że jest On Miłością. Wszystko, co mówił nam Pan Jezus – również Jego słowa na temat potępienia wiecznego – wypełnione jest miłością do nas. Jezusowi zależy na tym, żeby nikt się tam nie znalazł.

*****


Czym jest piekło? Na czym polega? Czy wiadomo, jak wyglądają kary piekielne? Nie próbujmy sobie tego wyobrażać. Święty Tomasz z Akwinu wymienia ich pięć: 1) przewrotność, dogłębne zakłamanie człowieka, 2) zatwardziałość w tym zakłamaniu, niezdolność do opamiętania, nie potrzebująca Boga rozpacz, 3) radykalny egoizm, pragnienie promieniowania swoją rozpaczą i bezsensem na innych, 4) ciemności duchowe, w których w ogóle nie widzi się tego, że świat jest Boży, 5) bezsensowne i nic nie dające zgryzoty sumienia. NIEBO TO BÓG

*****


Jak będzie wyglądać szczęśliwość w niebie? Wszystko, co Pismo Święte mówi na ten temat, przekracza naszą wyobraźnię. Z własnego doświadczenia wiemy, jak to wspaniale – choć siedem razy dziennie upadamy – żyć w stanie łaski uświęcającej. Nie możemy jednak mieć pojęcia o tym, o ileż wspanialej być dosłownie bezgrzesznym, kiedy będziemy święci i nieskalani przed Jego obliczem. Już na tej ziemi człowiekowi dobrze jest być blisko Boga, w Panu wybrałem sobie schronienie i wiemy coś niecoś o tym, co to znaczy być rozkochanym w Bogu. Jednak przekracza naszą wyobraźnię ta bliskość z Bogiem, kiedy będziemy z Nim przebywali „twarzą w twarz”. Na tej ziemi doświadczamy w różnorodny sposób przedsmaku tego, że „Bóg jest Światłością”, bo wiara rozświetla wszystko, co dla nas ważne. W niebie Bóg będzie naszą Światłością w sensie dosłownym. Teraz rozkwitamy, kiedy możemy naśladować Boga i różne Jego przymioty, kiedy możemy Go naśladować również w miłosierdziu. Tam będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Krótko mówiąc, nawet nie wysilajmy się, żeby zrozumieć wspaniałość nieba, bo ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują.

*****


Czy można być szczęśliwym w niebie mając świadomość, że są ludzie skrajnie nieszczęśliwi w piekle? Warto sprawdzić samego siebie, czy się to pytanie stawia uczciwie. Bo czy obecnie sprawia mi jakiś duchowy dyskomfort to, że tylu ludzi wokół mnie nie wie, po co żyje, krzywdzi najbliższych, dopuszcza się kradzieży, cudzołóstwa, egoizm wydaje się ich naczelną zasadą życiową? Czy to mi przeszkadza? Czy próbuję jakoś temu zaradzić? Łatwo jest udawać kogoś idealnego, kto dba o wieczną szczęśliwość dla wszystkich. Za tym może kryć się jednak zwyczajny faryzeizm. Powtarzam: starajmy się również sami przyłożyć do tego, żeby nikt się w piekle nie znalazł. I bądźmy pewni jednego: że Bogu, więcej niż najbardziej kochającej matce, zależy na każdym z nas. Przypomnijmy sobie przypowieść o pasterzu szukającym zagubionej owieczki. MIŁOŚĆ PRZETRWA.

*****


Czy święci w niebie współczują potępionym? Współczucie jest postawą wobec ludzi nieszczęśliwych, którzy nie chcą swojego nieszczęścia. Ja nie potrafię zrozumieć, jak to możliwe, żeby ktoś świadomie i dobrowolnie chciał być nieszczęśliwy, żeby całym sobą sprzeciwiał się temu, że Bóg jest Miłością. Wydaje mi się natomiast, że trochę rozumiem to, co na temat losu szatana mówi Adam Mickiewicz: „Bóg dotąd miłosiernie patrzy na szatana, Lecz on się odwraca, by nie widzieć Pana.”

A postawa św. Pawła, który sam gotów jest iść do piekła w zamian za innych? Jest to postawa ludzi szczególnie głęboko rozkochanych w Bogu. Na przykład św. Katarzyna ze Sieny podczas modlitwy zachowywała się jak rozpieszczone dziecko. Mówiła Bogu mniej więcej tak: „Panie Boże, ja sobie nie życzę tego, żeby istniało piekło, a jeżeli już musi być, to połóż mnie na jego paszczę, abym zasłoniła je swoim ciałem i żeby nikt więcej nie mógł się tam dostać”. W ogóle myślę, że powinniśmy się więcej modlić za tych wszystkich, których zbawienie wydaje się zagrożone.

Czy możemy mieć nadzieję, że skończy się kiedyś kara potępionych? Pan Bóg wobec każdego swojego stworzenia jest nie tylko sprawiedliwy, ale że nikt bardziej niż On nie chciałby okazać miłosierdzie każdemu swojemu stworzeniu.

Czy możemy ufać, że w życiu przyszłym spotkamy naszych bliskich? Przecież Bóg jest Miłością, a my jesteśmy Jego dziećmi. On pierwszy nas umiłował, a chce nie tylko tego, żebyśmy Go kochali, ale również tego, żebyśmy miłowali się wzajemnie. To przecież dzięki Niemu wiążą nas niekiedy więzi aż tak głębokie, jak między rodzicami i dziećmi, jak między mężem i żoną. Te więzi, jeśli tylko są autentyczne, na pewno nie znikną po naszej śmierci. Jednak nie każda ludzka miłość przetrwa na wieki. W dniu Sądu Ostatecznego ujawni się cała prawda o naszej miłości do innych, również do naszych najbliższych. Czasem wydaje się nam, że kogoś bardzo kochamy, a w rzeczywistości jest to miłość bardzo egocentryczna, niewarta życia wiecznego. Jednak każda miłość autentyczna na pewno przetrwa, bo Bóg jest Miłością i stworzył nas do tego, żebyśmy się wzajemnie miłowali.

*****


Bóg, stwarzając czyste duchy jako istoty wolne, nie mógł nie przewidzieć również możliwości grzechu aniołów. Jak można pojąć rację sprzeciwu i buntu wobec Boga u istot obdarzonych poznaniem najwyższego Dobra i najwyższej Miłości? Dlaczego Bóg podjął się stworzenia dzieł, które później zbuntowały się przeciwko niemu? Bóg jako Doskonałość mógł przecież przewidzieć, że to nastąpi.

Objawienie wyraźnie mówi o tym, że świat czystych duchów uległ podziałowi na dobrych i złych. Ten podział dokonał się na gruncie tej wolności, która należy do samej duchowej natury każdego z nich. Dokonał się poprzez wybór, który dla czystych duchów posiada charakter bardziej radykalny niż dla człowieka i jest nieodwracalny ze względu na pełniejszy i doskonalszy stopień poznania dobra. Dobrzy wybrali Boga jako dobro najwyższe i ostateczne, to znaczy zwrócili się do Niego całą mocą swojej wolności – miłością. Drudzy natomiast odwrócili się od Boga, wbrew prawdzie poznania, wbrew objawieniu tajemnicy Bożej i Jego łasce, która zapraszała do uczestnictwa w życiu Trójcy, do zjednoczenia z Nim przez miłość. „Szatan”, duch zbuntowany, wybrał siebie przeciw Bogu, stał się nieodwracalnie pierwszym „przeciwnikiem” Stwórcy, przeciwnikiem Opatrzności. Tak więc z jednej strony użycie wolnej woli – wolności za Bogiem – zdecydowało o istnieniu świata aniołów, z drugiej strony użycie wolnej woli przeciwko Bogu zdecydowało o istnieniu świata złych duchów. Ojcowie Kościoła mówią o „zaślepieniu” własną doskonałością, które przesłoniło całkowicie wyższość Boga, wymagającą aktu posłusznego oddania. W zwięzły sposób zdają się oddawać to słowa: „Nie będę służyć!”.

*****


W wyznaniu wiary mówimy: „Wierze w Boga, Stworzyciela rzeczy widzialnych i niewidzialnych”. Co oznacza świat rzeczy niewidzialnych? Świat rzeczy niewidzialnych to inaczej mówiąc „świat aniołów”\'. Charakteryzuje ich przede wszystkim to, że są bardziej niż człowiek obrazem i podobieństwem Boga. Ich duchowa natura czyni ich szczególnie podobnymi do najdoskonalszego ducha, którym jest Bóg. Nazwa, używana w Piśmie Świętym dla ich określenia, wskazuje na ich zadania wobec ludzi: anioł (angelus) oznacza „zwiastuna”, „posłannika” lub „ambasadora Boga”. Funkcją aniołów, stworzeń duchowych, jest pośredniczenie pomiędzy Bogiem a ludźmi. We właściwy sobie sposób biorą udział w trosce Boga o stworzenie, w pewnym sensie w „rządach” Boga na światem – są uczestnikami Bożej Opatrzności.

To, że świat anielski jest natury duchowej, oznacza przede wszystkim ich niematerialność i nieśmiertelność. Aniołowie nie są „ciałem” (nawet jeśli ze względu na misje pełnioną wobec człowieka „przyjmują” w pewnych momentach postać widzialną), a zatem nie odnosi się do nich to prawo zniszczalności, które jest udziałem całego świata materialnego. Jako stworzenia natury duchowej aniołowie posiadają rozum i wolną wolę w stopniu doskonalszym niż człowiek, chociaż w stopniu skończonym (są stworzeniami). Pismo Święte mówi o aniołach, używając nie tylko nazw indywidualnych (takich, jak imiona własne: Rafael, Gabriel, Michał), ale także nazw „zbiorowych” (takich, jak: Serafini, Cherubini, Trony, Potęgi, Moce, Panowania, Księstwa); rozróżnia ponadto pomiędzy aniołami i archaniołami, którzy w imieniu całego kosmosu śpiewają chwałę Boga po trzykroć świętego: „Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów”.

*****


Czy popełnienie samobójstwa jest równoznaczne ze 100% pewnością pójścia do piekła? Czy chociażby samo myślenie że życie jest beznadziejne i nie ma po co żyć jest grzechem? Nad samobójstwem ludzie zastanawiali się już od dawna. Arystoteles uważał, że „Samobójstwo jeśli jest ucieczką przed ubóstwem, miłością lub jakimś zmartwieniem nie dowodzi męstwa, lecz raczej tchórzostwa, słabością bowiem jest ucieczka przed trudnościami i śmierć wybiera tu człowiek nie dlatego, że jest moralnie piękna, lecz dla uniknięcia niedoli.” Za czasów św. Augustyna działała sekta donatystów, osoby do niej należące dążyły do męczeńskiej śmierci. Profanowały więc świątynie pogańskie, aby zasłużyć na karę śmierci. Gdy takie środki okazywały się bezskuteczne, popełniali zbiorowe samobójstwa rzucając się z wysokiego urwiska. Pod wpływem tych okoliczności św. Augustyn czuł się zobowiązany zająć stanowisko i przypomnieć, że samobójstwo jest wykroczeniem przeciwko piątemu przykazaniu. Pozbawia ono także człowieka możliwości skruchy i odpokutowania grzechów. Uznał samobójstwo za znak tchórzostwa.

Kościół wielokrotnie wypowiadał się na ten temat, między innymi na synodzie w Bradzie w 563 roku. Zgodnie z jego wypowiedziami samobójstwo w celu osiągnięcia palmy męczeństwa, czyli osiągnięcia nieba przez śmierć, jest niedopuszczalne, a osoby tak postępujące obłożył ekskomunikom. W XVIII w. powstaje w Rosji prawosławnej sekta raskolników, której wyznawcy z pogardy do ciała popełniają samobójstwo. Takie i inne poglądy spowodowały zdecydowany sprzeciw Kościoła i stanowcze potępienie poglądu, widzącego w samobójstwie coś dobrego. Myślę, że stanowisko Kościoła jest tutaj zrozumiałe. Taka postawa przyczyniła się do powstania praktyki odmawiania pogrzebu chrześcijańskiego samobójcom i grzebania ich na nie poświęconej ziemi. Miała być to nie tyle kara, ile sposób odstraszenia innych przed popełnieniem takiego czynu.

Kościół jednak zrezygnował w dzisiejszych czasach z tej praktyki, ze względu na rozwój wiedzy psychologicznej. Okazuje się, że większość samobójstw jest wynikiem załamań psychicznych. Liczba samobójstw wzrasta przeważnie w okresach jakiś kataklizmów, lub kryzysów. Np.: w okresach epidemii, dziesiątkującej Europę, wiele osób popełniało samobójstwa ze względu na zbliżające się cierpienie, nie wytrzymywało psychicznie trudnej sytuacji powszechnego lęku.

Trudno więc straszyć tych ludzi wiecznym potępieniem, skoro to im prawdopodobnie nie pomoże przezwyciężyć swojego załamania. Kościół więc zrezygnował z tej metody. W dniu dzisiejszym śmierć samobójcza traktowana jest jako wynik załamania psychicznego, czyli choroby.

Mogą oczywiście wystąpić przypadki, kiedy ktoś w sposób całkiem świadomy i dobrowolny odrzuca swoje życie jako dar Boga, chcąc w ten sposób pokazać swoją pogardę do Stwórcy. Sartre uważał, że największym przejawem wolności człowieka jest samobójstwo jako całkowita negacja Boga. W tym duchu samobójstwo będzie zanegowaniem prawa Boga do ludzkiego istnienia. Życie jest darem Bożym, ono do Niego należy. On jest Panem życia i śmierci. Gdy człowiek odrzuca ten dar z intencją odrzucenia Boga, nie ulega wątpliwości, że grzeszy i to śmiertelnie. Na ogół jednak w zdecydowanie większości przypadków osoby popełniające samobójstwa mają problemy psychiczne. Mogą one nastąpić w postaci nagłego załamania lub stopniowo się rozwijać w sposób ukryty dla otoczenia.

Źródła takiego stanu rzeczy mogą być różne. Psychologia wymienia wiele czynników, które mogą mieć wpływ na targniecie się na swoje życie np.: zły stan zdrowia, choroby psychiczne, zatrucia, alkoholizm, zła atmosfera w otoczeniu, liczne konflikty, brak poczucia samorealizacji i jeden z ważniejszych przyczyn czynów samobójczych, ból istnienia, który czasami nie pozwala żyć.

Załamanie jakie występuje przed podjęciem próby samobójczej oznacza się obsesyjnością myślenia o własnej śmierci, paniczny lęk przed zbliżającymi się trudnościami, silne rozchwianie emocjonalne (stany wesołości przeplatane z stanami przygnębienia), trudna do opanowania autoagresja. Nie można więc mówić o pełnej świadomości i dobrowolności, bo coś zaczyna dziać się z człowiekiem nad czy człowiek nie może zapanować. Zmniejszona jest więc odpowiedzialność, lub w ogóle jej nie ma. Mamy raczej do czynienia z cierpieniem niż z winą. Czy winne jest więc otoczenie? Nie zawsze, czasami tak, często otoczenie nic nie wie o wewnętrznych problemach ukochanej osoby, samobójcza śmierć bywa wtedy tragicznym zaskoczeniem. Myśli samobójcze pojawiają się u wielu zdrowych ludzi, zaczynają mieć znamiona chorobowe dopiero wtedy, gdy są bardzo intensywne i człowiek nie potrafi sobie z nimi porodzić.

*****


Św. Łukasz pisze, że „ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi „. Czy naprawdę „dzień Pański” będzie przerażający? Dla tych, którzy wierzą w Chrystusa, perspektywa Jego przyjścia u końca czasów stanowi nadzieję osiągnięcia pełni zbawienia, wyzwolenia z trwóg i ucisków doczesności. Przyjście Pana położy kres śmierci i wszelkiemu przemijaniu. Po ucisku czasów ostatecznych przyjdzie dla wspólnoty Wierzących czas odetchnienia: „Podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie\'\'. Wszyscy należący do Kościoła, tej wspólnoty zbawienia, zostaną zebrani ze wszystkich stron świata. Kościół sam, po oddzieleniu się od niego członków niegodnych, osiągnie swa doskonała postać i radować się będzie na niebieskich godach, wchodząc do Miasta Świętego. Na to właśnie czekają z utęsknieniem pośród ucisków i prześladowań pierwsze wspólnoty chrześcijańskie: „Przyjdź, Panie Jezu;, przyjdź szybko!”. W późniejszych wiekach myśl o dniu ostatecznym budziła raczej bojaźń i trwogę, widziano w nim bowiem przede wszystkim dzień gniewu Bożego, ludzkiego płaczu i biadania.

*****


Przed II wojną światową ludzkość liczyła 4 miliardy, dziś już jest nas ok. 6 miliardów. Metropolie, miasta i wioski rosną, a procentowo także cmentarze. Czy nie trzeba będzie stosować kremacji dal? Dzisiaj przeznacza się olbrzymie połacie coraz bardziej drogocennej ziemi pod „coś”, co z natury „obraca się w proch”. Co sądzi o tym Kościół? Kościół nie sprzeciwia się kremacji. Sposób grzebania zmarłych: w trumnie lub w umie, nie może jednak wpłynąć na zachowanie i pielęgnowanie pamięci o nich. Ks. kard. Stefan Wyszyński powiedział: „Gdy ludzka pamięć gaśnie, dalej mówią kamienie”. Dziś coraz częściej buduje się mauzolea lub katakumby, w których składa się ciała w trumnie lub popiół w urnach. Są one zawsze oznaczone płytą kamienną czy mosiężną, aby wierni, nawiedzający cmentarz, mogli przez te widoczne znaki łączyć się ze zmarłymi i modlić się za nich. Cmentarze są bardziej dla żywych niż dla umarłych – dla rodziny, społeczeństwa, narodu, całej ludzkości. Z grobów pokolenia uczą się historii. W Polsce chętnie odwiedza się groby polskich królów, wodzów, i wieszczów, a także groby ks. Jerzego Popiełuszki, Grzegorza Przemyka, Rydza Śmigłego, Władysława Reymonta, Stefana Starzyńskiego. Nie możemy zapominać o największym cmentarzu świata, cmentarzu narodów – o Oświęcimiu, a także o Katyniu i innych miejscach kaźni Polaków.



Liczba wyświetleń strony: 9462578 * Liczba gości online: 26 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-25
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC