MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Trzeciego dnia zmartwychwstał



Zasadniczą treścią apostolskiego przepowiadania był fakt zmartwychwstania Chrystusa. Tak jak rzeczywisty był fakt pustego Chrystusowego grobu; tak jak rzeczywistymi zdarzeniami były kolejne ukazania się Zmartwychwstałego Pana najpierw Kefasowi, potem Dwunastu, a następnie innym uczniom. Widać to nie tylko w przepowiadaniu Pawła, lecz także i Piotra. W swoim pierwszym przemówieniu mówił on bowiem tak do Żydów: „Jezusa z Nazaretu, męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, (...) tego Męża (...) przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. (...) Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami”.

Piotr był najpierw — wraz z Janem — świadkiem pustego grobu. Przejmujący, a jednocześnie niezwykle plastyczny opis tego zdarzenia został nam przekazany w Ewangelii Janowej. Apostołowie najpierw szli, potem zaczęli biec, wkrótce młodszy Jan wyprzedził starszego od siebie Piotra. Jednakże Jan przybiegłszy pierwszy na miejsce, poczekał, aż przybędzie Piotr, dopiero za nim wszedł do Chrystusowego grobu. Przed oczyma Apostołów rozciągnął się widok, który sprawił, że — jak stwierdza Ewangelista, opisując ten najważniejsze dla swego życia fakt — Jan uwierzył w prawdziwość zmartwychwstania: oto w grobie ujrzeli „leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na osobnym miejscu”. Owe płótna, czyli rodzaj opasek, którymi — zgodnie z ówczesnymi pogrzebowymi zwyczajami — po śmierci zostało owinięte ciało Jezusa. Pozostawały one na swoim miejscu, ale ciągle były jeszcze jakby zrulowane. Gdyby martwe ciało Chrystusa zostało wykradzione przez Jego uczniów, jak to nakazali mówić żołnierzom arcykapłani i starsi ludu, lub gdyby zostało przez kogoś zabrane, jak przypuszczała Magdalena, opaski musiałyby być w jakiś sposób naruszone, może nawet rozwinięte czy wręcz rozerwane. Tymczasem nic na to nie wskazywało. Pozostawały nietknięte, dokładnie w takim samym stanie, w jakim były w chwili pogrzebu, jednakże wewnątrz nich nie było już ciała Jezusa. On sam bowiem w tajemniczy sposób wyszedł żywy z grobu, wyzwalając się także z opasek, w które był spowity.

Piotr i Jan byli świadkami nie tylko pustego grobu. Oto bowiem jeszcze tego samego dnia wieczorem wraz z innymi uczniami osobiście zobaczyli Pana. Jezus stanął pośród nich, mimo że drzwi Wieczernika były zamknięte. Wraz ze słowami pokoju „pokazał im ręce i bok, a następnie obdarował ich Duchem Świętym i dał im władzę odpuszczania i zatrzymywania grzechów. To ukazanie się Chrystusa zmartwychwstałego stało się wkrótce przedmiotem szczególnej kontrowersji powstałej między Apostołami. Kiedy uczniowie podzielili się potem tą wieścią z Tomaszem, który wtedy był nieobecny, ten im nie uwierzył. Chciał doświadczalnie, własnymi zmysłami, przekonać się o tym, że Jezus żyje. Dlatego oświadczył, że by uwierzyć, musi najpierw dotknąć Jego ran. Tydzień później Chrystus pojawił się znowu i nieoczekiwanie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku”. Ten właśnie moment uwiecznił Caravaggio na swym słynnym obrazie Niedowiarstwo św. Tomasza namalowanym w pierwszych latach siedemnastego wieku. W samym centrum jego płótna widać dłoń Chrystusa, która trzyma dłoń Tomaszową i niejako przymusza Apostoła, aby swym palcem zanurzył się w głąb przebitego boku. Tomasz zdaje się przy tym towarzyszyć wzrokiem swemu palcowi — jakby doświadczenie jednego zmysłu mu nie wystarczało, jakby dotyk musiał być wzmocniony poprzez widzenie, jakby za wszelką cenę chciał się przekonać o prawdziwości tego, co dotykają jego ręce i co widzą jego oczy. To prawda, Caravaggio zdaje się odbiegać tutaj od opisu zawartego w Ewangelii, ponieważ Jan nic nie pisze o tym, by Tomasz rzeczywiście dotknął Chrystusowych ran. Apostoł był już bowiem tak bardzo przekonany co do tego, iż znajduje się twarzą w twarz wobec Zmartwychwstałego Pana, że na wezwanie Jezusa wypowiedział jedynie słowa najwyższego uwielbienia: „Pan mój i Bóg mój”. Tak czy inaczej Caravaggio niezwykle sugestywnie wyraził fundamentalne przesłanie Ewangelii: Apostołowie naprawdę zobaczyli Zmartwychwstałego!

Wokół tego faktu zostało zbudowane całe ich przepowiadanie. Podkreślali przy tym wagę osobistego świadectwa. To właśnie w tym świetle należy odczytać słowa, którymi Jan zaczął pisanie swego listu: „[To wam oznajmiamy], co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce — bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne”.

Swoim zmartwychwstaniem Jezus rzucił decydujące światło na „życie i nieśmiertelność”, na ostateczny sens i przeznaczenie ludzkiego istnienia. Stąd głoszona przez Apostołów Ewangelia, czyli Dobra Nowina, stała się Ewangelią życia. Jak pisze Ojciec Święty Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae, „Ewangelia życia znajduje się w samym sercu orędzia Jezusa Chrystusa. Kościół każdego dnia przyjmuje ją z miłością, aby wiernie i odważnie głosić ją jako dobrą nowinę ludziom wszystkich epok i kultur. (...) Człowiek jest [bowiem] powołany do pełni życia, która przekracza znacznie wymiary jego ziemskiego bytowania, ponieważ polega na uczestnictwie w życiu samego Boga. (...) Równocześnie to nadprzyrodzone powołanie uwydatnia względność ziemskiego życia mężczyzny i kobiety”.

Święta rzeczywistość naszego życia odsłania się przed nami dzięki odkryciu pustego grobu Chrystusa. Jego pustka otwiera bowiem przed nami perspektywy wieczności. Te perspektywy, które tak dobitnie wyraził św. Tomasz, wypowiadając wobec Zmartwychwstałego Jezusa pełne czci i uwielbienia słowa: „Pan mój i Bóg mój”.

*****


Zmartwychwstał Pan, i żyje dziś,


blaskiem jaśnieje noc


Nie umrę, nie, lecz będę żył,


Bóg okazał swą moc


Krzyż to jest brama Pana,


jeśli chcesz przez nią wejdź


Zbliżmy się do ołtarza,


Bogu oddajmy cześć!

*****




„Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu”. W mentalności ówczesnych Żydów obietnica zmartwychwstania nierozerwalnie wiązała się z Dniem Ostatecznym. Nawet oczywisty fakt pustego grobu nie nasunął uczniom Chrystusa myśli, iż On zmartwychwstał. Apostołowi Tomaszowi nie wystarczyło nawet świadectwo przyjaciół, że Zmartwychwstały do nich przyszedł i że z Nim rozmawiali. Do tego stopnia nie mogło się tamtym ludziom pomieścić w głowie, że ktoś – choćby nawet sam Jezus – mógł zmartwychwstać przed zakończeniem ludzkich dziejów, kiedy czas jeszcze normalnie płynie, a w nim ludzie normalnie rodzą się, żyją i umierają.

Wzmianka o wskrzeszeniu ciał świętych w godzinie śmierci Jezusa znajduje się wyłącznie w Ewangelii Mateusza, a więc w tej Ewangelii, której pierwszymi adresatami byli Żydzi. Wzmianka ta pomagała im zrozumieć, iż śmierć Jezusa zapoczątkowała Dzień Ostateczny. Zaczął się on dopiero zalążkowo, nie znosząc zwykłego biegu czasu, ale nastał już realnie, a w momencie Bogu wiadomym ujawni się w swojej pełni, kiedy to zmartwychwstały Chrystus przyjdzie jako Sędzia żywych i umarłych.

To właśnie w tej perspektywie Apostoł Paweł poucza nas, że już teraz Bóg chce nam wszystkim dawać udział w zmartwychwstaniu Chrystusa Pana: Zostaliście „razem z Chrystusem pogrzebani w chrzcie, w którym też razem zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił. (...) Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga”. Zatem na pytanie, kto zmartwychwstał razem z Chrystusem, trzeba odpowiedzieć: my wszyscy, którzy zostaliśmy ochrzczeni i staramy się iść przez życie w łasce uświęcającej.

Zdaniem Künga, „nie tylko śmierć u kresu życia, ale i śmierć człowieka pośród życia. To śmierć zerwanych związków człowieka z człowiekiem, śmierć bezsilności i niemoty, śmierć anonimowości i apatii, śmierć zgryzoty i umysłowego okaleczenia, śmierć znieczulicy i konsumpcjonizmu. Wiele jest rodzajów zabijania: Można wbić komuś nóż w brzuch, komuś odebrać chleb, nie wyleczyć kogoś z choroby, zamknąć w złym mieszkaniu, zamęczyć pracą, popchnąć do samobójstwa, poprowadzić na wojnę. Tylko niektóre z tych rzeczy zakazane są w naszym państwie. Dlatego wierzyć we wskrzeszenie nie oznacza żywić tani optymizm; oznacza raczej, dać w praktyce świadectwo, że w tym świecie śmierci nowe życie Jezusa skruszyło uniwersalne panowanie śmierci, że zwyciężyła głoszona przez Niego wolność, a Jego droga prowadziła ku życiu, że Jego duch, który jest duchem Boga, wciąż działa; oznacza opowiedzieć się po stronie życia wszędzie tam, gdzie jest ono kaleczone, hańbione, niszczone; oznacza czynnie sprzeciwiać się ostatecznemu unicestwieniu więzi międzyludzkich i społecznych i poprzez spontaniczną pomoc i strukturalną poprawę warunków życia usunąć z powszedniego życia tkwiący w nim oścień; oznacza dawać ludziom nadzieję, siłę i swoją gotowość pomocy, aby to nie do obecnej wśród nas śmierci należało ostatnie słowo”.

„Jeżeli zatem głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania? Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara”. Nie da się być chrześcijaninem, jeśli nie wierzymy całym sercem, po pierwsze, w rzeczywiste zmartwychwstanie Chrystusa, po wtóre, w nasz realny udział w Jego zmartwychwstaniu już teraz, dzięki udzielanej nam w Chrystusie łasce uświęcającej; i po trzecie, w nasze zmartwychwstanie ostateczne. Wzmianka o świętych, wskrzeszonych w dniu śmierci Chrystusa Pana, służy wyrażeniu tej wiary, natomiast nie ma znaczenia samoistnego. Wynika stąd, że gdyby nawet ktoś przeczył faktyczności opisanych w niej wydarzeń i przypisywał im znaczenie wyłącznie literackie, to nie wydaje się, żeby naruszał w ten sposób prawdę wiary. Ważne jest, aby całym sercem wierzył w realność zmartwychwstania.

*****


Niektórzy ludzie mówią, że skoro dusza może być szczęśliwa po śmierci, to już niepotrzebne jest zmartwychwstanie ciała. W czasach Pana Jezusa tak mówili saduceusze, ale Pan Jezus ich przekonał, że błądzą. Saduceusze wymyślili sobie historyjkę o kobiecie, która pochowała kolejno siedmiu swoich mężów. I zapytali Pana Jezusa, który z nich będzie jej mężem po zmartwychwstaniu ciał. Chcieli w ten sposób ośmieszyć prawdę o zmartwychwstaniu. Pan Jezus dał im wtedy do zrozumienia, że źle robią, naśmiewając się z prawdy Bożej. I tak im uzasadnił to, że my naprawdę zmartwychwstaniemy: sam Pan Bóg nam to obiecał, a On jest i prawdomówny i wszechmocny – skoro powiedział, że zmartwychwstaniemy, to na pewno tak się stanie.

Czy wszyscy ludzie zmartwychwstaną? Czy również wielcy grzesznicy, którzy nie chcieli się nawrócić? Na to pytanie odpowiedział nam sam Pan Jezus: „Ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia. Ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia”. Jak my się pomieścimy? Przecież ludzie potrzebują przestrzeni, a od Adama i Ewy mogło już być na ziemi 50 miliardów ludzi, a może i 100 miliardów! Najpierw musimy się zastanowić nad innym pytaniem chyba ważniejszym: Czy my coś możemy wiedzieć o tym, jak będzie wyglądało życie ludzi po zmartwychwstaniu? Apostoł Paweł napisał to w swoim Liście do Filipian. Napisał, że nasze ciała będą wtedy podobne do chwalebnego ciała Pana Jezusa. Czy Pan Jezus zmartwychwstał w tym samym ciele, w którym został ukrzyżowany. A może w jakimś innym ciele? Na pewno w tym samym! Kiedy przyszedł do niewiernego Tomasza, to pokazał mu rany na swoim ciele.

Zatem Pan Jezus zmartwychwstał w tym samym ciele, w którym żył na ziemi i w którym umarł. Czy było ono takie samo, jak wtedy, kiedy Pan Jezus był wśród nas przed swoją śmiercią na krzyżu? Jeden raz przyszedł do uczniów, chociaż drzwi były zamknięte, bo oni bali się prześladowań. Było to nawet dwa razy. Zmartwychwstały Jezus nie musiał przenikać przez te drzwi. Po prostu od razu pojawiał się tam, gdzie chciał. Jego ciało nie podlegało już prawom, jakie rządzą naszym przebywaniem w przestrzeni. Również kiedy po swoim zmartwychwstaniu Pan Jezus chciał się spotkać z uczniami nad Jeziorem Tyberiadzkim, nie musiał tak jak zwyczajni ludzie odbywać tam podróży. Różne prawa, które teraz rządzą naszymi ciałami, Jego wtedy nie dotyczyły.

Zmartwienie, czy po zmartwychwstaniu pomieścimy się wszyscy na naszej ziemi, nie ma sensu. Przecież nasze życie będzie wtedy zupełnie inne niż teraz. Będziemy niewyobrażalnie blisko Pana Boga, cali przeniknięci Jego miłością i tak szczęśliwi, że teraz nawet sobie tego wyobrazić nie potrafimy. Będziemy wtedy Pana Boga kochać nie tylko całą duszą, ale i całym ciałem. I to po zmartwychwstaniu będzie najwspanialsze. Jak będzie wtedy wyglądała cała reszta – tego naprawdę nie musimy teraz wiedzieć.

Czy wtedy będziemy mieli tych wszystkich, których kochamy? Rodziców, brata, siostrę, przyjaciół... Im więcej kochamy Pana Boga, tym prawdziwsza jest w nas miłość do ludzi. Wtedy, kiedy miłość Boża ogarnie nas całych, również nasza miłość wzajemna będzie tak wspaniała, że teraz nawet nie próbujmy sobie tego wyobrażać. Bo i tak ona będzie jeszcze wspanialsza, niż to sobie wyobrazimy.

To, co popsuliśmy naszą pychą, zostało zmienione przez posłuszeństwo Syna. Święty Paweł mówi: „A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest też wasza wiara”. I wyznajemy tę naszą wiarę: „Zmartwychwstał Pan prawdziwie”. Zmartwychwstał nie tak jak Łazarz, przywrócony do dawnego życia; zmartwychwstał – to znaczy żyjący już zupełnie innym, nowym życiem – jako człowiek.

Można to wszystko, co w Ewangeliach o zmartwychwstaniu jest napisane, ułożyć w pewien porządek. Pierwsze to stwierdzenie faktu pustego grobu. Różnie to wyjaśniano, m.in. tym, że uczniowie wykradli ciało Jezusa. Ale oni siedzieli zamknięci w wieczerniku, przerażeni, nieświadomi niczego, niespodziewający się niczego, bo ich „spodziewanie” wyczerpało się, umarło na krzyżu. Najpierw więc z lękiem stwierdzają, że grób jest pusty.

Potem, w niespodziewanych momentach, Jezus się pojawia. Najpierw niepoznany. Kobiety, które wracały od grobu, padły do Jego stóp, ale nie bardzo wiedziały, z kim rozmawiają. Uczniowie długi czas szli z Nim do Emaus, a oczy ich były zawiązane – nie poznali Go. Nad Morzem Tyberiadzkim, gdy łowili bezskutecznie, stanął, kazał im zarzucić sieci i dopiero gdy połów był obfity, Piotr zorientował się: tak, to jest Pan. Pan daje znaki – łamie chleb, tak jak tylko On go łamał; to On nazywa Marię po imieniu – kiedy Pan nazywa człowieka po imieniu, budzi w nim to, co najgłębsze – i wtedy Maria odpowiada: „Rabbuni – Panie mój”.

I wreszcie Ten objawiony posyła: „Macie być świadkami”. Wiara oparta jest na świadectwie tych, którzy widzieli i dotykali; ale świadectwo to coś więcej niż tylko stwierdzenie faktu. Jest tyle warte, ile świadek stawia w zastaw, ile gotów jest za nie zapłacić. Często uchylamy się od świadectwa, bo czujemy, że musielibyśmy ponieść tego konsekwencje. Apostołowie dali w zastaw swoje życie, bo widzieli Pana, jedli z Nim, dotykali Go. Chrystus jest Światłem; wkracza w nasze życie, które jest ciemnością. Chodzi o to, żebyśmy umieli do Niego podejść; tak jak uczestnicy liturgii podchodzili, aby swoje świece, swoje dusze zapalić od paschalnej świecy. To światło pozwala nam dalej iść przez życie, nie zgubić się i nie stracić tego, co jest do życia tak bardzo potrzebne – nadziei.



Liczba wyświetleń strony: 9449290 * Liczba gości online: 20 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-24
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC