MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Poczucie godności



„Poczucie własnej godności można osiągnąć tylko pracą i tylko w walce” – pisał Fiodor Dostojewski. Człowiek bez poczucia godności przypomina marionetkę : nie umie skutecznie bronić swojej indywidualności i tożsamości, nie jest zdolny stawić czoła wrogim okolicznościom. Czym jest godność? Jest trwałym przekonaniem człowieka o jego autentycznej wartości jako człowieka. Jest to moralny składnik osobowości każdego. Poczucie godności to bardzo ważny wymiar człowieczeństwa każdej ludzkiej osoby. Poza nim jest tylko nieodparta, natrętna skłonność do konsumpcji, nerwicowy lęk i moralna pustka.

To głód miłości jest punktem krytycznym przeżywania przez człowieka własnej wartości. Miłość staje się głównym kryterium, tym co udziela wartości. Przeżywają to szczególnie silnie dziewczęta. Dla nich być kochaną – to znaczy więcej niż być podziwianą, czy „być” w znaczeniu roli społecznej lub posiadać. Człowiek trochę staje się taki, jakim widzi go ten, którego się kocha. Jeśli więc dziewczyna sądzi, że kochana jest za to, że jest zgrabna, albo że ładnie śpiewa, to rozwój jej poczucia własnej wartości może być zagrożony. Ważnym punktem rozwoju jest zachowanie właściwych proporcji: aby płeć nie przesłoniła człowieczeństwa, aby się było bardziej człowiekiem, aniżeli jest się kobietą czy mężczyzną.

Pragnienie szacunku, jest wyższą formą akceptacji, niezależną od płci i walorów estetycznych, za to uzależnioną od tego, czy się na szacunek zasługuje – to znaczy od tego, jakim się jest człowiekiem. Okazywanie szacunku innym budzi przeżycie szacunku dla samego siebie, a gdy się doznaje szacunku od innych, budzi się odzew w postaci zobowiązania do stania się godnym udzielonego szacunku. Przeżycie godności przychodzi spoza nas tak, jak przyszło w dzieciństwie, kiedy odkryliśmy, że jesteśmy wartością w oczach rodziców. Stosując zasadę traktowania drugiego człowieka jako wartości, czyli okazując szacunek, budzimy w człowieku jego godność. Dlatego należałoby nie gasić gniewu, upokorzenia, które budzą reakcję odsunięcia się od tego, kto uchybia godności. Ta wrażliwość człowieka na złe traktowanie i zdegradowanie go do roli przedmiotu użytkowego, do roli narzędzia, ma budzić ciągle gotowość do postawy obronnej, do odsunięcia się, uchronienia od degradacji w wartości osobowej. Ta wrażliwość jednak, szczególnie u kobiet, rywalizuje z głodem uznania i jeżeli większy będzie głód akceptacji i miłości niż wrażliwość na uchybienia ludzkiej godności, to wówczas może się zdarzyć, że człowiek godzi się być traktowanym jak przedmiot. I może się nim stać, jeżeli to zaakceptuje.

Godność człowiek jest czymś udzielonym. Szukanie tytułu do własnej godności w tym, co się zrobiło, w zasługach, w dziełach, jest czysto ludzką chęcią uzasadnienia głodu wartości. In ma jakiegoś klucza, który by otwierał skarbiec wspólnotowego uznania i szacunku. Ktoś powiedział: „Gdy los chce uczynić człowieka szanowanym, daje mu powodzenie, gdy chce uczynić go godnym szacunku, daje mu cnoty”. I nie ma innego tytułu dla ludzkiej godności jak prawda, że człowiek jest istotą umiłowaną przez Boga. Trudno do tego dojść człowiekowi. Dochodzi do tej rzeczywistości po wielu szczeblach. Jeżeli nawet będzie uzasadniał swój głód godności i wartości swoim zaangażowaniem, pracą, ofiarnością, służbą, to wszystko w pewnym momencie od niego odpadnie, kiedy się stanie: sparaliżowanym, chorym, niezdolnym do pracy, albo zostanie głęboko upokorzony, potraktowany niesprawiedliwie. Wówczas w jednym momencie jego zasługi, choć są niewątpliwe, nic mu w danej sytuacji nie przydają. Może wówczas dopiero dochodzi do głosu najczystsze poczucie ludzkiej godności, które wynika z tego, że człowiek jest istotą umiłowaną przez Boga. Dziecko przeżywa własną wartość właśnie z tego tytułu, że jest kochane. Istotą naszego dojrzałego poczucia godności jest również to, że jesteśmy wybrani i kochani przez Boga. Dlatego ostateczny tytuł ludzkiej godności jest właśnie religijny. I to jest dość trudne do zrozumienia, czasem oczywiste dopiero w cierpieniu albo na progu śmierci – jako jedyny tytuł do godności, który zostaje.

Jest w życiu człowieka zauważalna droga: od zupełnej zależności przeżycia wartości od akceptacji przez innych w dzieciństwie i młodości, do stopniowego uwolnienia się od tej akceptacji jako jedynego miernika wartości. Stopniowo staje się nim własna wewnętrzna samoocena: w konfrontacji ze stawianymi sobie wymaganiami i dążeniami. Znajduje się przeżycie własnej wartości w tym, że się jest potrzebnym innym, w świadomości zaangażowania. W tym także, że się tworzy dobra, którymi można obdarzać innych. Stopniowo jednak narastająca świadomość przemijania, wyzwalania się innych spod naszej opieki, przemijalność naszych prac i wysiłków, świadomość, że zostaniemy zastąpieni przez innych, zdystansowani i odsunięci na margines życia, uczy zwracać przeżycie własnej wartości poza relacje międzyludzkie, pozwala dostrzec niewymierny sens ludzkiej godności i wartości, niezależny od okazywanego szacunku. Ten niewymierny sens jest udzielony przez Boga i znajduje potwierdzenie w mojej odpowiedzi, która wyraża się godziwością mojego życia i oderwaniem od ludzkich wartości: czyli zasług, sukcesów.

Najczęściej przypisujemy sobie prawo do szacunku i uznania, reagując rozgoryczeniem na niedostateczną wdzięczność i nie dość wyraźne zewnętrzne objawy szacunku, a tym bardziej lekceważenie okazywane przez młodszych, wchodzących w życie zakonne. Chcemy być w jakimś stopniu popularni, cenieni, a przez to uzależniamy się bardziej jeszcze od akceptacji przez innych, od utrzymania ich w zależności. Zewnętrzne objawy zależności są jedynie pozorami szacunku. Można być wiecznym dzieckiem, usiłującym uzyskać aprobatę, niezdolnym do samodzielnego działania i samodzielnego wartościowania, łudzącym swoją potrzebę wartości tym, że tylko za względu na naszą wartość inni traktują nas z uwagą, troską, dają swój czas i słowa otuchy. Niekiedy pozwalamy sobie udowadniać, że się rozwijamy, że mamy dobrą wolę i że stanowimy wartość. Taka postawa nie jest rzadka i nazywa się kompleksem niższości i pasożytuje na dobrej woli innych, szczególnie, gdy objawia się jako słabość i niezaradność.

Z przeżywaniem własnej wartości, z poczuciem godności osobistej wiążą się również takie rzeczywistości jak: duma, honor, pokora, ale także zarozumiałość i pycha, próżność oraz szereg cech charakteryzujących nasze zdobywanie względów innych, choćby kokieterią czy zalotnością. Mechanizmy obronne każą nam naszą własną pychę nazywać dumą, a cudzą wrażliwość na stopień zaakceptowania, cudzy głód wartości – zarozumialstwem, a może właśnie próżnością. Punktem dojścia człowieka w rozwoju dojrzałej potrzeby własnej wartości jest pokora, choć punktem wyjścia nie jest pycha. In jest nią bowiem sama potrzeba, o której mowa, potrzeba, której nie można unicestwić samym tylko powtarzaniem zdania: „jestem niczym”, choć tak właśnie kształtować się mogło niejedno ludzkie przeżywanie.

Każdy człowiek, niezależnie od postępowania, jest godzien miłości, ponieważ w każdym człowieku złożone jest absolutne, obiektywne dobro. Godność człowieka wynika z faktu stworzenia i powołania go przez Boga. Mogę nie godzić się na jego postępowanie: to, co robi może zaciemniać jego obiektywną godność; mogę odrzucać sposób postępowania człowieka, ale nie mam prawa odrzucać człowieka. „Człowiek jest godny miłości za to, kim jest, a nie za to, co czyni i odwrotnie: można odrzucić to, co czyni, ale nigdy nie można odrzucić tego, kim jest”. Jednak w praktyce przechodzimy od potępienia czynu do odrzucenia osoby jako takiej.



Liczba wyświetleń strony: 10033159 * Liczba gości online: 19 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC