MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Przyjaźń w zakonie



Gdy księża i siostry zakonne przeżywają swoje powołanie w Kościele, dzielą się sobą coraz głębiej i coraz bardziej się uzupełniają, widzą, że łączy ich coraz głębsza przyjaźń. Między osobami różnej płci żyjącymi w celibacie, takie relacje nie mogą pozostać neutralne, gdyż siłą rzeczy wpływa na nie wzajemne przyciąganie i komplementarność płci. Wcale nie powinno dziwić, że rosnąca przyjaźń przemienia się w miłość. Ci, którzy wspólnie pracują, wykonują określone zadania dobrze wiedzą, jak głęboko mogą być zaangażowani swoją uczuciowością. Tak może zrodzić się i wzrastać miłość między mężczyzną i kobietą, których wszystko do siebie zbliża. Osoby, które wybrały celibat powinny wiedzieć, że to powołanie wcale nie chroni przed kondycją istot obdarzonych płcią, których spotkanie może uruchomić treść dynamiki miłości. Nagłe odkrycie, że ten lub ta, z którym łączy mnie przyjaźń, stopniowo staje się kimś jedynym i niezastąpionym, że wiąże już nas uczucie przewyższające wszystkie inne uczucia, nie jest żadną katastrofą. Nie musi to oznaczać, że nie byłeś wierny swemu powołaniu lub, że niedostatecznie kochasz Boga, skoro potrafisz tak bardzo kochać drugiego człowieka.

Powinniśmy przestać przeciwstawiać miłość do Boga miłości do ludzi, tak jakbyśmy dając coś jednemu, odbierali koniecznie coś drugiemu. Takie myślenie może być w pewnym stopniu prawdziwe do jednej relacji między ludźmi: nie mogę kochać jako swej małżonki jednocześnie i w taki sam sposób dwóch różnych kobiet. Żaden z przyjaciół nie może mi zastąpić innego przyjaciela, Bóg nie rywalizuje z naszymi ludzkimi uczuciami, może być obecny w nich wszystkich i ponad wszystkimi. Jeśli kochasz drugiego człowieka, nigdy nie może cię to odwrócić od Boga – chyba, że źle go kochasz. Kiedy więc odkrywam w moim życiu w celibacie konsekrowanym uczucie, które ogarnia mnie całego, nie powinienem natychmiast oskarżać się o niewierność lub gwałtownie odrzucać tego odkrycia z przekonaniem, że w przeciwnym razie będę mógł ofiarować Bogu jedynie spustoszone i na zawsze rozdarte serce.

Moje powołanie nie wymaga ode mnie rezygnacji z przyjaźni i z miłości. Przeciwnie, zaprasza mnie, bym je przeżywał w pełni bezinteresownie. Decydując się na celibat, aby iść w ślady Jezusa, nie zrezygnowałem z kochania i z bycia kochanym; zrezygnowałem z przeżywania miłości w małżeństwie. Zrezygnowałem z tego spotkania miłości, z tej szczególnej relacji, jaką jest relacja między małżonkami budującymi wspólne ognisko domowe. W wierności Chrystusowi, w wierności powołaniu mężczyzna i kobieta mogą przeżyć bardzo głębokie spotkanie. Oczywiście, napotkają wielką pokusę, by stać się parą, by pogłębić i rozwinąć swoją więź w cielesnej i duchowej bliskości dwojga współżyjących ze sobą ludzi. Jeśli pragną pozostać wierni wartościom otwartości na potrzeby innych, braterstwa, dla których wybrali celibat na wzór Chrystusa, będą musieli przezwyciężyć w sobie i między sobą naturalne ciążenie ku małżeństwu. Jeśli im się to uda – a z pomocą Boga nie jest to niemożliwe – doświadczą wówczas oczyszczonej przyjaźni, która połączy ich ze sobą mocniej niż wszelkie więzi ciała i wszelkie formy wspólnego życia. Przyjaźń ta przywróci ich innym z siłą przeobrażonej miłości.

Bardzo istotną sprawą w przyjaźni jest trud przenikliwego spojrzenia. Przenikliwego spojrzenia na samego siebie, na jakość i prawdziwość swoich uczuć, na sposób ich wyrażania, a w miarę możliwości także na sposób, w jaki postrzega je i przyjmuje druga osoba, na oddźwięk, jaki w niej budzą. Łatwo żywić się złudzeniem, ukrywać pod „uduchowionym” językiem dążenie do egoistycznej przyjemności. Na kłamstwie i dwuznaczności nie da się zbudować niczego pięknego. Trzeba więc spróbować popatrzeć na siebie w prawdzie, czasem przyznać się do własnego egoizmu czy złej woli, zgodzić się na przejście oczyszczenia, nieuchronnego na drodze ku prawdziwej przyjaźni.

Obok przenikliwego spojrzenia obie osoby powinny wykazać lojalność wobec przyjętego wcześniej powołania. W rzeczywistości, albo niech się decydują na wspólne życie, co trzeba wyraźnie powiedzieć i przyjąć na siebie wynikającego odpowiedzialność w sferze życia duchowego i społecznego (wspólnoty zakonnej czy kapłańskiej), albo, jeśli chcą autentycznego życia w celibacie dla Królestwa, niech pozostaną lojalni wobec tego wyboru. Uczucie, które nieustannie pociąga ich ku sobie i w rzeczywistości tworzy z nich parę, jaką we własnym mniemaniu nie są, nie daje się pogodzić z dokonanym wcześniej wyborem.

Wzrastanie i dojrzałość są możliwe tylko w prawdzie wyboru, a szukanie trzeciej drogi między małżeństwem i celibatem jest czystą iluzją. Prowadzi to do karykatury obu dróg: małżeństwa bez zobowiązań, celibatu bez wielkoduszności. Chcą pozostać przy wybranym wcześniej celibacie obie osoby razem powinny to wyraźnie potwierdzić. Nie wolno budować na dwuznaczności. Trzeba to sobie powiedzieć i powtarzać, że uczucie, które odkrywają jako łaskę i które chcą przeżywać w służbie innym, nigdy nie będzie uczuciem małżonków. Nie będzie przez to mniejsze, ale będzie inne, z góry podporządkowane wymogom otwarcia na innych i przyjmowania ich. Nie może być mowy o rozsądnym nawet i zrównoważonym dzieleniu serca.

Miłość do Boga pozostaje we mnie jedyną miłością i w nie przeżywane są wszystkie inne uczucia, przede wszystkim miłość do drugiego człowieka, będąca wezwaniem do tego, by ta jedyna miłość napełniła i oczyściła serce. Oznacza to, że służba Bogu i przyjmowanie innych, powinno stać na pierwszym miejscu, przed najbardziej nawet uzasadnioną radością z przebywania razem. Przyjaźń i miłość powinna być świadomie, od początku, budowana na Bogu. Osoby, które żyją w takiej przyjaźni, w imię troski o powołanie własne i innych, powinny akceptować zwrócone na nich spojrzenie wspólnoty zakonnej. Spojrzenie to nie powinno być zazdrosne. Osoby darzące się przyjaźnią zasadniczo nie znajdują pomocy i oparcia w swoich wspólnotach zakonnych. Występuje zazdrość, złośliwość, obawa, zdziwienie, podejrzliwość, doszukiwanie się we wszystkim grzechu. Przyjaźń i czułość, o ile rodzą się z miłości, są owocami Ducha. Nie bójmy się widzą, jak rozkwitają w oczyszczającym słońcu Ewangelii.



Liczba wyświetleń strony: 10004488 * Liczba gości online: 33 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC