MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Niespokojne serce



Wspólnota jest warunkiem rozwoju osobowości, a osobowość jest warunkiem powstania wspólnoty. Każdy człowiek odłączony od innych, stwarza zagrożenie. Osamotnienie bez wspólnoty może stać się ucieczką w odosobnienie, samowystarczalność, znieczulicę, a nawet rozpacz. Z drugiej strony wspólnota bez osamotnienia może doprowadzić do nadużyć wobec drugiego człowieka, ponieważ ucieka przed samym sobą. Jednostka nie istnieje dla wspólnoty, podobnie jak wspólnota nie istnieje dla jednostki. Ten, kto nie martwi się o realizację samego siebie, najszybciej stanie się osobowością. Najlepszą też będzie ta wspólnota, która zapomina troszczyć się o samą siebie. „Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je”. Prawdziwa wspólnota winna dać jednostce swobodę w prowadzeniu własnego sposobu życia i w podtrzymywanie prawdziwej miłości siostrzanej, winna ona być także dla niej wezwaniem do nieustannego wędrowania drogą Ewangelii, którą ostatecznie jest sam Jezus Chrystus.

To samo pragnienie, które prowadzi nas do wspólnoty, wskazuje nam na istnienie czegoś ponad drugim człowiekiem, ponad przyjaźnią, wspólnotą, nawet ponad śmiercią. Paul Claudel w jednym ze swoich dramatów każe mówić kobiecie do ukochanego: „Jestem obietnicą, której dotrzymać nie można, i na tym polega moja miłość”. Kobieta, która kocha i jest kochana, jest obietnicą wzbudzającą tak wielkie oczekiwania, że nigdy ich wypełnić nie można. Wskazuje ona zatem na istnienie Tego, który sam jeden może zrealizować oczekiwania ludzkiego serca. Jeden z autorów mówi: „Także w swoim własnym domu tęsknię za domem rodzinnym”. Prawdziwa miłość i prawdziwa przyjaźń są zawsze otwarte i zawsze wskazują na istnienie kogoś ponad sobą. „Jak Bóg przychodzi do ludzi tylko przez ludzi, tak ludzie do siebie nawzajem przychodzą tylko przez Boga.”. Nasze najgłębsze oczekiwania zrealizować może tylko Bóg.

Nie zapominamy o słabościach Kościoła, o słabościach życia zakonnego, wspólnot zakonnych. Wiele rzeczy podlega krytyce. Kiedy jednak krytykujemy, winniśmy to robić tak, żeby braki Zgromadzenia, czy wspólnoty, w sobie dostrzegać i dzięki temu krytykę równocześnie skierować na samych siebie. Tak łatwo bowiem się zdarza, że kiedy oskarżamy Zgromadzenie, przełożonych, nasze wspólnoty – samych siebie stawiamy dokładnie poza oskarżeniem. Łatwo rzucamy kamieniem na Zgromadzenie, czy osoby bezpośrednio za nie odpowiadających, jako ludzie stojący z boku, jakbyśmy sami byli bez grzechu. Theilhard de Chardin, który wiele wycierpiał ze strony Kościoła, powiedział kiedyś: „Jestem bardzo mocno przywiązany do Kościoła waśnie dlatego, że widzę jego braki”. Oby wskutek ludzkiej słabości i zakłamania nigdy nas nie ogarnęły takie ciemności, żebyśmy w nich już nie mogli dostrzec wspólnoty, w której spotkamy ludzi zadowolonych, w której jest obecny Chrystus i która sprawia, że wiara, nadziej i miłość są dla nas łatwiejsze. Obyśmy także wtedy cierpienia powodowane przez Zgromadzenie przeżywali jako „krwawienie w jednym ciele, żeby się stać chlebem i winem za wielu”.



Liczba wyświetleń strony: 9446140 * Liczba gości online: 32 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC