MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Budowanie wspólnoty w ciszy



Wspólnotę buduje się nie tylko „słowem i czynem”. Istnieje wiele środków: sposób, w jaki przeżywamy przyjaźń; w jaki kochamy siebie i innych; styl prowadzenia dialogu; ciche sygnały, jakie wysyłamy naszym zachowaniem; milczeć i robić po cichu to, co słuszne; uznanie własnej słabości oraz; doświadczenie samotności wiary. Co znaczy dawać świadectwo w ciszy, uznając swoje słabości i doświadczając samotności wiary? Chodzi o sposób wchodzenia w relację z innymi i z Bogiem.

Słabość nie wyraża się brakiem zdecydowania. Pycha oznacza uważanie się za kogoś, kto już osiągnął cel. Pycha wobec Boga wyraża się dążeniem do zupełnego uniezależnienia się od Niego. Człowiek kierujący się pychą wyznaje zasadę, według której jego życie należy tylko do niego. Pycha wobec innych prowadzi do prezentowania siebie jako człowieka doskonałego, który poradzi już sobie ze wszystkimi problemami. Czym zatem charakteryzuje się prawdziwa słabość? Słabość wobec siebie oznacza przyjęcie faktu, że jeszcze nie osiągnęliśmy celu, ale jesteśmy w drodze. Słabość, oznacza to, że jestem człowiekiem podatnym na zranienia i dążącym do poprawy. Jako człowiek wierzący wyróżniam się sposobem, w jaki podchodzę do własnych ograniczeń. Odrzucam zarówno rezygnację, jak i zupełną pewność siebie. Świadomość własnych ograniczeń przynagla mnie do dalszych wysiłków. Dlatego nie obawiam się uznania moich błędów. Wiem jakie one są i robię wszystko, aby zmniejszyć dystans między tym, kim jestem a wymaganiami Chrystusa.

Ograniczenia i słabości stają się motywem do wzrostu: ich zaakceptowanie nie oznacza poddanie się, lecz pójście dalej. Poznałem prawdę, ale muszę jeszcze powalczyć, żeby do niej dorosnąć. Daję świadectwo o swojej wierze bez pretensji, że posiadam na wszystko jasną, jednoznaczną odpowiedź. Moc w wierze, nie neguje ciemności i zgorszeń. Wiara jest codzienną walką. Nie uznaję się zatem za chodzącą dobroć, ale staram się być dobrym. Dokonuję ciągłej rewizji siebie i własnego postępowania. Taka gotowość jest istotnym warunkiem budowania wspólnoty i życia w niej. Słabość wobec Boga oznacza uznanie, że jesteśmy od Niego zależni. Podążam za Bogiem, słucham i tracę siebie. Pozostaję wolny od przymusu usprawiedliwienia się swoimi sukcesami. Nie dążę za wszelką cenę do sukcesu. Umiem stracić, ponieważ ponad zewnętrzną klęskę, mam przed oczami sens swojego życia – uznanie w oczach Boga.

Uczę się być wolnym od troski o eksponowanie siebie, o uznanie dla siebie; nie dążąc za wszelką cenę do uniknięcia porażki – odnajduję wewnętrzną wolność do oddania siebie. Zatem uznanie swojej słabości wobec Boga wyrażam: szczerością, pokojem, wytrwałością, zdecydowaniem, wolnością do ryzyka, uznaniem własnych ograniczeń tak samo jak i talentów. Świadomość, że jesteśmy w drodze, oraz postawa wolności wewnętrznej w oddaniu siebie – uzdalniają do zaakceptowania osób żyjących obok mnie. Uznanie siebie wobec innych za osobę słabą i podatną na zranienia, nie oznacza uznania się za osobę niezdolną do wysłuchania kogokolwiek. Oznacza rezygnację z udawania kogoś, kto już pokonał wszystkie trudności, a przyjęcie prawdy o sobie: jestem człowiekiem, który jak wszyscy inni musi walczyć z niepewnością, życiowymi błędami, poczuciem winy. Wyrazimy to naszą postawą – „w ciszy”. Wszyscy bowiem głosimy, że „jesteśmy razem”, „każdy człowiek cierpi”. Wystarczy jednak, by ktoś wytknął nam niejasność i błędy, a od razu przerywamy porozumiewanie się, łączność między sobą. Zatem – „w ciszy”.

Do prawdziwego spotkania między ludźmi dochodzi wtedy, kiedy świadomi własnych ograniczeń, podejmujemy wysiłek wprowadzenia jasności w zamieszanie kogoś, kto bardzo jej potrzebuje, jak i my sami. Nikt nie potrzebuje osoby konsekrowanej, która będzie doskonała, wyrastająca ponad wszelkie problemy i niepowodzenia. Dla swojego wzrostu potrzebują kontaktów z osobami, które nieustannie dążą do umocnienia się w prawdzie, na którą nie mają jednak monopolu. Nie trzeba zatem być doskonałym – wystarczy dążyć do doskonałości. To trudniejsze do zaakceptowania, ponieważ burzy naszą wygodę: człowiek doskonały osiągnął cel, dążący do doskonałości jest natomiast w drodze. Jest to trudne, ale konieczne do budowania wspólnoty. Tylko ta siostra, która uznaje swoje ograniczenia i dostrzega u siebie potrzebę poprawy, umie być tolerancyjną w stosunku do innej siostry, akceptuje ją i nie zniechęca się nią i sobą. To wszystko wymaga „samotności wiary”. Nikt nie kwestionuje wspólnotowego charakteru życia i wyznawania wiary, czyli dawania świadectwa. Istnieje jednak konieczność osobistego, bardziej radykalnego niż dawniej zaangażowania w sprawy wiary osób konsekrowanych. Chodzi o odwagę do podjęcia decyzji ustawienia się „pod prąd”. Chodzi o decyzję porównywalną z odwagą pierwszych męczenników, odwagę wiary, która znajduje siłę w sobie samej, bez oczekiwania wsparcia ze strony wspólnoty zakonnej.

Dzisiaj osoba konsekrowana winna być mistykiem, nie w znaczeniu przeżywania nadzwyczajnych wydarzeń, ale chodzi o to, by w sercu tych osób znajdowało się prawdziwe i osobiste doświadczenie Boga. Niekiedy we wspólnocie zakonnej żyje się według określonych opinii, poglądów, zasad. Bywa i tak, że żyjemy według własnych upodobań. Osoba konsekrowana winna umieć zachować we wspólnocie swoją „niezależność w samotności”, w bardzo spokojny sposób. Boga spotykamy w samotności, gdy nie ma nikogo więcej, kto by nas pochwalił, zauważył, wyraził uznanie. W takiej samotności, osoba konsekrowana uniezależnia się od opinii innych osób, otwierając się na doświadczenie Boga. Dzisiaj, osoba zakonna winna żyć na takim poziomie doświadczenia duchowego: radykalnym i samotnym. Trzeba tej rzeczywistości coraz pełniej doświadczać.

Kto jest zdolny do przebywania sam na sam z Bogiem, będzie też zdolny do przebywania sam na sam z siostrami. Każdy z nas winien osobiście spotkać Boga, żeby później móc dzielić się wiarą. Kiedy wejdę w siebie, zejdę w głąb mojej ludzkiej samotności i odnajdę tam Boga, to mi umożliwi życie we wspólnocie z siostrami. Tylko siostra, która nie boi się samotności, jest zdolna do życia wspólnotowego i naprawdę uczestniczy w tworzeniu tej wspólnoty zakonnej. Tylko ta osoba, która nie boi się życia we wspólnocie z siostrami, będzie zdolna do życia w samotności, która nie zabija. Jeżeli nie jesteśmy w stanie przyjąć naszej samotności życiowej, związanej z życiem w celibacie i czystości, nasze poszukiwanie wspólnoty i towarzystwa innych osób, będzie ucieczką przed sobą samym. I odwrotnie: samotność osoby, która odrzuca wspólnotę, siostry, na przykład po to, żeby poświęcić się modlitwie, nie prowadzi do spotkania z Bogiem: jest samotnością, która zabija.



Liczba wyświetleń strony: 10033183 * Liczba gości online: 27 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC