MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Postawa wspólnotowa



Chrześcijańskie relacje, nigdy nie zatrzymują się na związku dwóch osób. Oznacza to, że ich celem nigdy nie jest wyłączne zaspokojenie potrzeb, czy ustanowienie silnych więzi między dwiema osobami. Odpowiedzi w rodzaju: „w ten sposób lepiej się realizujemy”, „budujemy naszą relację” nie dostarczają – z chrześcijańskiego punktu widzenia – wyczerpującego uzasadnienia przebywania razem. W naszej relacji jest obecny jeszcze ktoś inny: Bóg. Ten dodatkowy element zobowiązuje do nowego określenia relacji jako miejsca, w którym osoby dokonują całkowitego daru z siebie, kierując się logiką słów Jezusa: „Abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”.

Co miłość wnosi nowego? Całkowity dar z siebie: relacja pomaga osobom odpowiedzieć na własne powołanie miłowania całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. Relacja jest przeżywana w kontekście miłości skupionej na Bogu: wychodzi ona od Boga i do Niego prowadzi. Miłość do Boga i miłość bliźniego to ta sama miłość o naturze nadprzyrodzonej. Mówienie, „kocham bliźniego, bo jestem chrześcijaninem”, kryje pewną dwuznaczność. Może być fałszywie zinterpretowane w ten sposób: miłość bliźniego jest konsekwencją miłości do Boga. To byłoby fałszywe: należy kochać drugą osobę dla niej samej, bo jest taką samą osobą jak ja, a nie dlatego, że ja jestem chrześcijaninem i łaskawie ją kocham. Taka miłość z obowiązku nie byłaby miłością.

Ale za tym stwierdzeniem kryje się jeszcze głębszy błąd, dotyczący osobistej relacji z Bogiem. Można by fałszywie pomyśleć, iż relacja z Bogiem jest czymś ekskluzywnym, dziejącym się między mną a Nim, podczas gdy mój brat jest wyłączony, nie ma w niej żadnego udziału, bo to „moja prywatna” relacja. Brat może co najwyżej czerpać z niej korzyść jakby od zewnątrz. To błąd: w rzeczywistości stosunek do Boga mierzy się stosunkiem do bliźniego.Lepszym wytłumaczeniem miłości będzie: „kocham drugą osobę w Osobie”, „kocham bliźniego, bo jestem chrześcijaninem” w tym znaczeniu, że miłość Boża przynagla mnie do tego, abym kochał radykalnie, całościowo mojego brata i w tej miłości realizuję miłość do Boga. A więc miłość bliźniego nie jest jedynie konsekwencją, efektem. Miłość bliźniego posiada wymiar wertykalny i nadprzyrodzony, tak samo jak miłość do Boga. Miłość bliźniego nie jest tylko cnotą moralną, to znaczy cnotą, która odnosi się wyłącznie do stosunków między ludźmi; gdyby tak było, można by zredukować chrześcijaństwo do moralnego ideału, idei czysto ludzkiego braterstwa .

Źródłem i ostatecznym celem naszej miłości do brata jest Bóg. Bóg jest źródłem: On udziela tej miłości i sam jest jej przykładem. Jego miłość do nas stanowi wzór naszej miłości do bliźnich. Mamy kochać bliźnich miłością Bożą. Relacje budujemy więc w taki sposób, aby doświadczyć, że to Bóg kocha przez nas swoją Miłością. Bóg jest nie tylko przedmiotem , ale i podmiotem miłości. Bóg jest celem: jeżeli moja miłość pochodzi od Boga, to równocześnie do Niego prowadzi. Miłość bliźniego intymnie jednoczy mnie z Bogiem, tak samo jak miłość skierowana do Niego w modlitwie, jednak pod warunkiem, że jest to miłość pochodząca od Boga. Inaczej będzie jedynie zewnętrznym na pokaz czynionym udawaniem. Spotykamy naszego Pana w bracie pod warunkiem, że to On jest źródłem tego spotkania.



Liczba wyświetleń strony: 10658773 * Liczba gości online: 25 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC