MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Wartość wspólnego przebywania



Jeśli chcielibyśmy mówić o wielkości człowieka, to winniśmy zwrócić uwagę na jego stosunki z innymi, na współzależność jaka istnieje jego do wspólnoty i wspólnoty do niego, na więzi jakie występują między siostrami we wspólnocie, na ludzką otwartość, życzliwość i pomoc. To są wartości, które dzisiaj również w życiu zakonnym są bardzo poszukiwane. To, że siebie nawzajem potrzebujemy i że potrzebne są między nami kontakty – jest sprawą nie ulegającą żadnej wątpliwości. Nie najważniejsze jest to: ile zgromadzenie ma domów, w jakim one są stanie, jak liczne są wspólnoty w poszczególnych domach, lecz najważniejszą sprawą jest to: czy bracia dobrze się traktują nawzajem, czy żyją w miłości i jedności, czy umieją sobie nawzajem przebaczać, czy są na siebie otwarci, czy chcą wzrastać duchowo, moralnie, wspólnotowo – traktując miejsce, w którym żyją, jako swój drugi dom, po domu rodzinnym.

Z okazji składania ślubów położyliśmy już nacisk na obowiązki i odpowiedzialność, jakie bierze na siebie wspólnota, kiedy przyjmuje do swojego grona nowego brata. Solidarność (wzajemna pomoc, zrozumienie, troska, życzliwość), wiąże się w sposób istotny ze ślubami zakonnymi. Wzajemnie między sobą wprowadzamy w życie jedność, o której mówi Jezus. Ona jest bezwzględnie konieczna, byśmy mogli być uznani za wiarygodnych. Człowiek, który żyje tylko dla siebie, właściwie wcale nie żyje. Nie można stać się najpierw osobowością, a dopiero potem nawiązywać kontakty z innymi, bo właśnie przez kontakty z innymi, człowiek staje się osobowością. Potrzebujemy siebie nawzajem, żebyśmy się mogli stać każdy samym sobą. Jest zrozumiałe, że słabsi potrzebują mocnych, ale to, że słabi potrzebują mocnych jest chrześcijańskie: „A my, którzy jesteśmy mocniejsi, powinniśmy znosić niedomagania słabych, a nie podobać się samym sobie. Każdy z nas niech się bliźniemu swemu podoba ku dobremu, dla zbudowania”.

Delikatne wyczucie, jakim otaczamy tę więź we wspólnocie zakonnej, jest miernikiem naszego ludzkiego rozwoju. Słabi wśród silnych torują drogę ku temu, co lepsze, i dzięki temu obydwie strony mogą się we wzajemnej zależności rozwijać jako ludzie. Św. Bernard, który niemal przez całe życie był opatem i dlatego dobrze wiedział, jak trudne może być życie we wspólnocie, powiedział: „Gdyby się kiedyś miało zdarzyć, że w jakimś klasztorze nie byłoby ani jednego mnicha, który by dla innych był ciężarem i krzyżem, to temu opactwu brakowałoby czegoś cennego i istotnego. Opat powinien by się wtedy wybrać do sąsiedniego klasztoru i stamtąd na jakiś czas wypożyczyć takiego mnicha”.

Może się zdarzyć, że bracia, które zaniedbują życie wewnętrzne, mają trudności z własną wspólnotą. Wówczas swoje duchowe i moralne niezadowolenie przerzucają na wspólnotę i skarżą się na brak wzajemnego wspierania i zachęcania. W tych osobach może być i tak: zanika zdolność do znoszenia słabości innych i sami oni patrzą na to, co wspólnota dla nich mogłaby uczynić, niż to, co oni sami dla wspólnoty robią. I w tym tkwi właściwa przyczyna, dlaczego nie mogą oni tworzyć wspólnoty zakonnej. Niezbędne jest przejście od – „wspólnota dla mnie”, do – „ja dla wspólnoty”.



Liczba wyświetleń strony: 10033152 * Liczba gości online: 17 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC