MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Żyć rozumnie, sprawiedliwie i pobożnie



Życie pozorne człowieka, jest związane z uleganiem wewnętrznemu przymusowi. Kształtowanie człowieka zgodnie z obrazem Boga, odbywa się w pierwszej fazie jako wyrzeczenie się, uwolnienie, odejście od bezbożności i żądz ziemskich. Żądze charakteryzują człowieka pozbawionego wolności. Żądze powstają jako produkt naszego fałszywego wyobrażenia o rzeczach. Takimi żądzami są np. gniew i kłótliwość. Działanie ludzi uwarunkowane jest ich emocjami. Nie mogą jasno myśleć. Żądzą nimi namiętności. Żądze określamy jako to, co ziemskie. Odnoszą się one bowiem wyłącznie do rzeczy ziemskich, jak posiadanie, jedzenie, picie, popęd seksualny. Objawienie się Chrystusa uwolniło nas od pozbawionego sensu życia w niewierze i od zniewolenia przez popędy. Chrześcijanin jako człowiek wolny, sam kieruje swoim życiem. Nie pozwala sobą manipulować. Na czym polega wolność chrześcijanina? Ma on żyć: rozumnie, sprawiedliwie i pobożnie.

Rozumnie, oznacza posiadanie zdrowego wyobrażenia o ludziach, o sobie, ożyciu, o moich możliwościach na drodze, którą idę. Potocznie oznacza to: być rozsądnym, czyli kierować się w życiu jakimś celem, umiarem, dyscypliną, czystością. Może również oznaczać: rozsądnie myśleć, nie ulegać iluzjom. Zatem rozumność, to właściwe myślenie o rzeczywistości. Widzimy ją taką, jaką jest. Nie robimy sobie żadnych złudzeń, odrzucamy fałszywe wyobrażenia. Rozumność oznacza, że człowiek żyje zgodnie ze swoim wewnętrznym porządkiem, że nie pozwala na to, by zawładnęły nim rzeczy tego świata. Jest do tego zdolny, bo rozpoznał rzeczywisty stosunek rzeczy do niego.

Drugi filar chrześcijańskiego życia stanowi sprawiedliwość, tzn. powinien przestrzegać prawa, które obowiązuje wszystkich w danej społeczności, na pierwszym miejscu Boże prawo. Winien żyć właściwie, tzn. zgodnie ze swoimi możliwościami. Nie można wyrządzać sobie krzywdę, burzyć swojego porządku wewnętrznego. Kto nie żyje zgodnie ze swoją naturą, ten sam sobie szkodzi, ten ciągle na nowo się rani. Sprawiedliwie żyje człowiek, który postępuje uczciwie wobec innych, uwzględnia ich uzasadnione potrzeby, szanuje ich wolność, daje im to, co stosowne i słuszne. Doświadczenie godności, która jest z Boga, wyzwala człowieka od przymusu uczestniczenia w bezsensownym współzawodnictwie. Niekiedy religijne wyczyny dla niektórych osób, stały się drogą do zdobycia szacunku i uznania ze strony najbliższych. To jest droga prowadząca do rozczarowania i rozgoryczenia. Niektórzy żyją w zakonie po to, by zadowolić innych, nie zawieść ich, mieć u innych dobrą opinię, sprostać nakazom.

Trzecim znakiem chrześcijańskiej postawy jest pobożność, związek z Bogiem. Tylko oddając Bogu to, co do Niego należy, możemy żyć jako wolni ludzie. Warunkiem pobożności jest widzenie wszystkich rzeczy z punktu widzenia Boga, widzenie ich tak, jak je widzi Bóg. Wówczas rzeczy ziemskie, jak posiadanie i szacunek, przestają być istotne. Pobożność, nie oznacza wyjątkowych aktów religijnych człowieka, tylko sposób życia odpowiadający jego naturze, bo zgodny z wolą Bożą; chodzi o świadome i wolne życie. Być pobożnym, to być wolnym od przymusu szukania pocieszenia i spełnienia się, zrealizowania w zewnętrzności. Dopiero związek z Bogiem sprawia, że naprawdę jesteśmy żywi.

Cały świat i rzeczy na nim postrzegamy właściwie tylko wtedy, gdy widzimy je w ich stosunku do Boga. Roztropność jest zatem rozumiana jako widzenie rzeczy bez ich związku z własną osobą. Bardzo często nasz sposób widzenia świata zmącony jest oddziaływaniem naszego egoizmu, naszych potrzeb, czy żądz. Potrzeba być w tym momencie niezależnym od własnej woli, od tego, co ja chcę. Postępowanie roztropne, jest związane ze stanem uświadomienia. Większość z nas tylko czasami jest w pełni przytomna Nasz normalny stan przypomina śnienie na jawie, podczas gdy czuwanie, to jedynie stan przelotny, niekiedy pojawiający się; ale to właśnie on może nam dać rzeczywistą władzę nad naszym życiem.

Niezbędne jest w życiu duchowym człowieka, otwarcie oczu na rzeczywistość. To uwalnia od mechanizmów samozniszczenia i samo ranienia. Łaska Boża wychowuje nas do takiego sposobu widzenia rzeczy, który pozbawiony jest własnego wpływu, do właściwego zachowania się w stosunku do rzeczy i siebie samego, do życia, które w każdym punkcie odnosi się do Boga. Pogoń za przyjemnością, nie jest życiem rzeczywistym, ale fikcją. Człowiek żyjący świadomie, żyje roztropnie. Dociera on do istoty rzeczy. Kto żyje świadomie, kto posiada kontakt z Boską rzeczywistością, ten wolny jest od oczekiwań ludzi. Nie musi się on już przesadnie wysilać, aby być za wszelką cenę lubiany.

Wolność od władzy własnych żądz nie jest konsekwencją surowej ascezy, lecz wynika z doświadczenia Boskiego życia. Szkodliwe przyzwyczajenia i pozornie nieodzowne potrzeby stopniowo bledną, gdy człowieka zauważy, że doświadczenia z Bogiem oznaczają, czy też prowadzą do zaspokojenia potrzeb o wiele głębszych. Człowiek nie doświadczy pokoju serca, dopóki nie przełamie tego wszystkiego, co nie jest Bogiem, i nie pozna wolności Bożej. Wolny jest ten, kto od niczego nie jest zależny i do niczego nie jest przywiązany. Trzeba usytuować się ponad to wszystko, co nie jest Bogiem.

Tym, co prowadzi do wolności człowieka, jest wiara. Na niej buduje człowiek swoje życie. Z wiary wyłania się energia, siła. Kto wierzy, potrafi żyć inaczej, świadomie. Nie żyje z siebie, tylko z Boskiego źródła, które w nim wytryskuje i nigdy nie wysycha. Z tej siły płynie poznanie. Jest ono rozumiane jako umiejętność rozróżniania pomiędzy dobrem a złem. I oznacza ono również właściwe widzenie rzeczywistości, widzenie jej taką, jaka została stworzona, czy zaplanowana przez Boga.

Konsekwencją poznania jest uzyskanie panowania nad sobą i człowieka nie jest określany przez swoje popędy. Żyje on sam, zamiast być tworzonym przez innych ludzi czy przez inne siły. Kto ma władzę nad sobą, ten może również swobodnie decydować, czego chce, a czego nie chce. Nie musi mieć wszystkiego. Potrafi także z czegoś zrezygnować. Powściągliwość nie oznacza surowej ascezy, lecz wolność decyzji. Jej przesłanką jest cierpliwość, wytrwałość, stałość i wytrzymałość. Musi ona opierać się namowom, które pochodzą z zewnątrz i których celem jest skłonienie człowieka do czegoś, czego w głębi serca swego nie pragnie.

Z wytrwałości i wytrzymałości wynika bogobojność, pobożność i szacunek wobec Bożego porządku. Człowiek pobożny, ma swoje oparcie w Bogu. Głęboki szacunek wobec Boga, jest początkiem poznania. Pobożność jest źródłem braterstwa, miłości siostrzanej. Kto w Bogu odnalazł swoje oparcie, ten nie krąży wokół samego siebie, jest wolny, wolność ta pozwala mu kochać brata i siostrę. Angażuje się w sprawy wspólnoty. Rozwija się w nim świadomość odpowiedzialności i otwartość na potrzeby innych. Na tej podstawie wyrasta miłość do wszystkiego. Ta miłość jest owocem wiary. Oznacza ona nową jakość życia. Wypełnia człowieka nowe wartościowanie i przechodzi ono na wszystko, z czym człowiek się spotyka.

W pobożności może być i tak, że człowiek krąży tylko wokół siebie. A to nie jest duchowo płodne. Człowiek niekiedy usiłuje rozwiązywać swoje problemy przy pomocy modlitwy, ale go nie stać na to, żeby stawić czoła prawdzie o sobie, w czasie modlitwy nie dzieli się nią z Bogiem. Nie opiera się na Bogu, spełniając pobożne uczynki, myśli ciągle o sobie. Zamiast pełnego życia, szuka zabezpieczenia się; zamiast wydania owoców – poszukuje osiągnięć i sukcesów, którymi mógłby się wykazać. Zamiast łączności z Bogiem, poszukuje uznania dla swoich religijnych wyczynów. Stara się, aby wszystko robić bezbłędnie. I to sprawia, że wszystko robi źle. Dzieje się tak z tego względu, że próbuje wykonywać każdą rzecz bardzo dobrze, a kieruje się wyłącznie obawą, że nie jest dostatecznie dobra, że nie ma prawa być taką, jaka jest.

Niekiedy religijną aktywność człowiek przeciwstawia lękowi przed tym, że nie jest taki, jakim być powinien. Ale nie otwiera się na Boga. Osoby zakonne niejednokrotnie rozpoczynają swoje życie duchowe pod wpływem motywacji wynikającej z niedoboru. Modlą się o to, by Bóg podarował im więcej pewności siebie, by oswobodził ich od lęków, by pozbawił ich skłonności do depresji, albo wykorzystują swoją aktywność religijną, żeby uchylić się przed prawdziwym życiem. Chcą pewności i oparcia. Ściśle spełniając praktyki religijne ze strachem uciekają przed życiem. Życie duchowe jednak ma służyć wzrostowi,; chodzi o większą świadomość i większą wolność.

Ranienie siebie a stosunek do Boga. Kto stale krąży wokół siebie i swoich problemów, sam siebie rani. Kto swój jedyny cel widzi w tym, by uwolnić się od swoich lęków, ten stale będzie na nie skazany. Kto pragnie nad wszystkim panować, temu życie wymknie się spod kontroli. Kto wszystko chce robić w sposób wzorowy, będzie musiał stwierdzić, że wszystko robił źle. Są to podstawowe zasady naszego życia. Przyczyna naszych nieszczęść jest zawarta w naszym fałszywym rozumieniu życia. Dopóki krążyć będziemy wokół tego, aby spełniać swoje życzenia i kontrolować przykre sytuacje, dopóty sami będziemy siebie krzywdzić. Nasz zadanie polega więc na tym, aby zdemaskować rzeczywiste przyczyny naszych kłopotów, żeby odrzucić stare wzorce życiowe i odkryć wiarę, jako prawdziwą drogę do życia.

Inną przyczyną zadawania sobie bólu jest to, że wiele z tego, co znajdujemy w sobie, traktujemy z góry jako złe, zepsute, brudne, przeszkadzające w realizacji naszego powołania. To, co jest przyczyną nieszczęść ludzi powołanych, to tłumienie i potępianie w sobie dwóch głównych źródeł energii: agresji i seksualności. Boga nie można jednak znaleźć pomijając agresję i płciowość. Boga znajdujemy poprzez nie. Odcinanie się od agresji i płciowości, jest odchodzeniem od darów danych nam przez Boga. Nie chodzi zatem o to, aby siły te amputować, ale w ludzki sposób obchodzić się z nimi, zintegrować je z naszym życiem konsekrowanym.

Tłumienie agresji czyni człowieka depresyjnym. Nie chodzi o to, by wspólnotę prześladować agresywnymi, niekontrolowanymi wybuchami, ale o to, żeby wejść z nimi w kontakt i następnie wyrażać je w sposób właściwy. Człowiek szuka Boga obok swoich agresji, a nie dostrzega agresji jako siły Boskiej, lecz jako siłę diabelską, którą należy w sobie stłumić w sposób bezwzględny. Niekiedy osoby zakonne tracą wiele sił na przezwyciężanie własnej seksualności. W seksualności potrzeba odkryć Boską naturę. W chwilach frustracji i przeciążenia zaskakuje człowieka jego popęd płciowy, który pojawia się wówczas w formie samo zaspokajania. Najważniejsze, by traktować ją jako moc podarowaną przez Boga człowiekowi, energię, która jest dobra oraz konieczna dla naszego życia i naszej pobożności.

Interpretujemy często przesłanie biblijnego w duchu moralizatorskim, ponieważ chcemy dotrzeć do Boga zostawiając świat na uboczu. Nie rozumiemy swojej religijności jako drogi do pełni życia, lecz jako strategię unikania, służącą ucieczce przed niebezpieczeństwami pełnego życia. Życie ciągle na nowo będzie nas ranić. Problem polega na tym, jak obchodzimy się z cierpieniem, które spada na nas z zewnątrz, czy je pogłębiamy, sami siebie krzywdząc, czy też pieczołowicie opatrujemy zadane nam przez życie rany, by być dzięki temu gotowym do niesienia pomocy innym. Są osoby, które nieustannie krążą wokół swoich ran. Tylko je otwierają, żeby potem móc je znowu powoli zakryć. Zajęci są wyłącznie sobą i swoim cierpieniem. Potrzeba zapomnienia o swoich ranach, by wstać i pomóc drugiemu. Zranieni bowiem mogą skutecznie pomagać. Uczymy się dystansu wobec własnego bólu i w ten sposób może on być źródłem uzdrowienia dla innych, którzy mnie wezwą. Jeżeli akceptujemy nasze rany, wtedy przestaną nas one paraliżować. Nie będziemy już użalać się nad sobą, że życie dało się nam we znaki. Doznane krzywdy nie będą już dla nas przeszkodą, by wstać, kiedy nas woła ktoś, kto potrzebuje pomocy. Doznane cierpienia uczynią nas bardziej wrażliwymi na potrzeby innych.



Liczba wyświetleń strony: 9446071 * Liczba gości online: 24 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC