MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Koncepcja życia w dążeniu do świętości



„Kto zaś będzie wam szkodził, jeżeli gorliwi będziecie w czynieniu dobra?”. Inni nie mogą wzbudzać w nas niepokoju, jeżeli gorliwi jesteśmy w czynieniu dobra. Jeżeli w Bogu mamy oparcie, nic z zewnątrz nie może nam zaszkodzić. Jeśli czcimy Chrystusa w naszym sercu, wtedy nie odczuwamy lęku przed tym, co w innym sprawia trwogę. Nie pozwolimy się nikomu w tej sytuacji, wytrącić z równowagi. Kto żyje mocą czystego sumienia, żyje z nim w harmonii, tego nie mogą dosięgnąć żadne oszczerstwa ludzi. Z dobrym sumieniem wiąże się przeżywanie życia w Chrystusie, zagłębianie się w Nim. Oznacza to posiadanie obszaru, który wypełnia wyłącznie Chrystus. Ten wewnętrzny obszar, nie może być zraniony z zewnątrz. Św. Teresa z Avilla pisała: „Nic nie powinno cię przestraszać, nic nie ma prawa cię przerażać, wszystko mija. Bóg się nie zmienia. Cierpliwość osiąga wszystko. Kto ma Boga, temu nie brakuje niczego: sam Bóg wystarczy”. Doświadczenie Boga, prowadzi nas do wewnętrznej wolności. Jeśli nasze spotkanie z kochającym Bogiem jest tak bliskie, że niczego nam więcej nie trzeba, wówczas żaden człowiek nie może nam sprawić bólu. Wtedy nie mamy lęku przed bolesnymi uderzeniami słowa, które zadaje nam wspólnota, nie odczuwamy jakiegokolwiek strachu przed tymi, którzy uważają się za mocnych, nie do pokonania. Nasze oparcie jest gdzie indziej. Droga medytacji i kontemplacji ewangelicznej – jest drogą wolności. Ona broni nas przed sobą i ranami pochodzącymi z zewnątrz.

Nie chodzi jednak w naszym życiu o obojętność, lecz o zdolność odczuwania miłości. „odporność” na urazy, uzyskiwana dzięki doświadczaniu Boga, to nie pancerz, który zakładamy sobie, aby niczego do nas nie dopuścić. Miłość czyni nas podatnymi na zranienie. Miłość Boża stanowić może zaporę przed aktami nienawiści, pragnących nas skrzywdzić. Jest ona silniejsza od wszystkiego, co zagraża nam z zewnątrz. A jeżeli w tej miłości kochamy również tych, którzy nas prześladują i kaleczą, to w ich nikczemnym zachowaniu odkryjemy ich własne rany – te rany „oddają” oni innym. Przestajemy wówczas odbierać ich agresję osobiście, lecz jako konsekwencję doznanych przez nich urazów. Jeśli miłość nasza będzie dostatecznie mocna, będzie mogła zagoić rany osoby, która nas krzywdzi.

Potrzebne nam jest uwolnienie od starych wzorców życiowych. Stopniowo Bóg nas uwalnia od błądzenia i od ciemności. Osoby konsekrowane powinni żyć w Chrystusie, a nie pozwalać kierować sobą światu. Ponieważ Chrystus tak bardzo nas kocha, nasze życie zostaje odnowione, rodzimy się na nowo, stajemy się niezależni od władzy tego świata i od „odziedziczonego po przodkach złego postępowania”. Miłość Boża przemienia nas i uwalnia od ciężaru przeszłości. Nie jesteśmy produktem naszej przeszłości.. Nie jesteśmy skazani na powtarzanie tego, czego nauczyliśmy się od naszych rodziców. Miłość Chrystusa uwalnia nas od kajdan naszych wzorów postępowania. Miłość Pana zatem, uwalnia człowieka od życia pozornego. Miłość Jezusa uwalnia od wszelkich lęków i trosk, mówi św. Teresa z Avila. Dzięki niej, przestała się ta święta zamartwiać tym, czy wszystko co robi, jest słuszne. Nie odczuwała już przymusu ciągłego zastanawiania się nad tym, co myślą o niej inni. Doświadczenie miłości Jezusa uczyniło ją wewnętrznie spokojną i wolną. Gdy Chrystus nam towarzyszy, choćby przez swoje słowo, zyskujemy prawdziwy obraz rzeczywistości i przestajemy zaciemniać ją poprzez nasze stare wyobrażenia. Podążanie za Chrystusem, oznacza również zdemaskowanie bezsensowności wzorców postępowania, odziedziczonych po naszych rodzicach. Trzeba odkrywać i zgłębiać istotę zapożyczonych wzorców, które przeszkadzają mi w życiu. Dopiero gdy przenikniemy istotę takich modeli postępowania przejętych w okresie dzieciństwa czy dorastania, możemy nabrać dystansu wobec nich i powoli zacząć uczyć się innego sposobu reagowania.

Pierwszy krok, to rozpoznanie wzorca. Nie jest dobrze, jeśli człowiek swoje zapracowanie rozumie jako cnotę i do utraty sił zapracowuje się dla innych, jeśli czas ma tylko dla innych, a nigdy dla siebie. W rzeczywistości, jest to tylko wierne postępowanie za odziedziczonym wzorcem, zgodnie z którym trzeba udowodnić swoją wartość, trzeba pokazać innym, jak pożytecznym jestem człowiekiem. Wiele osób myli swoje wzorce z wolą Bożą. W rzeczywistości jednak, nie kierują się wolą Bożą, lecz wzorcami odziedziczonymi po ojcach. Jeśli nie przejrzę swojego wzorca, będzie on mnie ranił bez końca, a ja nie będę zdawał sobie z tego sprawy. I w pewnym momencie dojdę do wniosku, że zmarnowałem swoje życie.

Drugi krok – to pojednanie ze swoim wzorcem. Wrył się on w moje życie. Nie uda mi się z nim uporać z dnia na dzień. Jeśli zdołam się pojednać z moim wzorcem, wówczas w razie potrzeby, będę w stanie zdystansować się od niego. Wzorce będą się pojawiały ciągle. Wiele osób złości się i wówczas próbują pozbyć się ich siłą. Ale im gwałtowniej przeciw nim walczą, w tym większym stopniu są przez nie określani. Muszę akceptować mój wzorzec postępowania. Wówczas potrafię wyrobić sobie wobec niego dystans i zrelatywizować go. Kiedyś zauważę, że mój wzorzec nie trzyma mnie w garści. Wiele wzorców życiowych ma charakter destrukcyjny. Skierowane są one przeciwko nam, odbierają nam naszą wewnętrzną wolność, zniewalają nas. Wpadamy ciągle w te same pułapki, bo nie przyjmujemy, jak pusta i bezsensowna jest nasza skala wartości. Jeśli nie uwolnimy się od „odziedziczonego po przodkach, złego postępowania”, będziemy bez końca rozdrapywać rany z dzieciństwa.



Liczba wyświetleń strony: 10658845 * Liczba gości online: 31 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC