MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Formacja Sióstr zakonnych



Formacja uczuciowo-emocjonalna (ludzka). Jednym z podstawowych zadań w formacji jest „wejście” w lęki siostry. „Czego się obawiasz; jakie są twoje lęki?” Jeśli lęk siostry nie zostanie rozpoznany, uświadomiony i wzięty pod uwagę, to będzie on zniekształcał wszystkie jej odniesienia w trakcie formacji. Będzie zniekształcał stosunek do modlitwy, do przełożonych, do spowiednika, do sióstr, do własnej rodziny, do spraw emocjonalno-seksualnych. Wszystkie relacje międzyosobowe siostry może cechować zewnętrzna poprawność, gdy w rzeczywistości będą nią kierować obawy o samą siebie. Nie będzie jednak w stanie dostrzec i zanalizować najważniejszych trudności w sferze emocjonalnej i duchowej właśnie z powodu lęku o siebie. Trudności w sferze uczuć, wpływają w sposób znaczący na trudności w sferze życia duchowego. Lęk często rodzi agresję. Im bardziej człowiek się boi, tym bardziej będzie się maskował ze swoim wewnętrznym oporem i gniewem. Gniew i opór pewnych Sióstr sprawiają nieraz, iż prowokują one sytuacje konfliktowe, aby móc „walczyć”. W takich właśnie utarczkach słownych, nie chodzi o to, aby „coś zdobyć”, ale raczej o to, by „kogoś pokonać”, wyładować swój gniew.

Ważne jest to, by pomóc Siostrze w uświadomieniu jej gniewu, oraz bezsensu tego gniewu. Gniew wynika z niezadowolenia siebie i gniewu wobec siebie samej. Wszystko to zaś jest motywowane lękami. Temat lęków, powinien być jednym z pierwszych tematów podejmowanych w formacji zakonnej. Za lękami bowiem kryją się zwykle wszystkie inne problemy człowieka: skrzywdzenia emocjonalne, poczucie małej wartości, wygórowane ambicje, dążenie nieuporządkowane do własnej wielkości, egocentryzm. Lęk hamuje entuzjazm. Zapalić Siostrę do wielkiej sprawy powołania zakonnego można tylko wówczas, gdy dobrze zna ona swoje lęki i umie, oraz chce je choć trochę kontrolować. Jeśli próbujemy rozpalić, zainteresować człowieka określonymi ideałami, to wszystkie one będą przechodziły przez deformujący filtr lęku. Siostra, która zamierza żyć w zakonie, a nie wegetować, powinna być rozpalona i wciąż na nowo rozpalana duchowo. Młoda dziewczyna przychodzi do zakonu z wielkimi pragnieniami wewnętrznymi. Szlachetność jednak tych pragnień jest niejednokrotnie uwikłana w idealizm, daleki od realizmu życiowego. Niekiedy formacja zakonna prowadzi do stworzenia wyidealizowanego obrazu Siostry zakonnej. Źle rozumiany idealizm, należy oczyścić. Może on bowiem w przyszłości stać się źródłem wielu głębokich, autentycznych, duchowych pragnień. Potrzeba zatem dostrzegać, wydobywać, oczyszczać i utrwalać te duchowe pragnienia, które są darami Ducha Świętego.

Siostra może przynieść z domu rodzinnego i ze środowiska szkolnego wiele lęków i obaw. Rolą wychowawczyni czy przełożonej jest pomóc jej w ich pokonaniu. Człowiek ma jedno serce. Nie może otwierać się przed Bogiem i jednocześnie być zamkniętym wobec ludzi. Nie można też być otwartym wobec ludzi i jednocześnie być zamkniętym wobec Boga. Kiedy na przykład ktoś ma duże trudności emocjonalne w modlitwie i nieraz wiele lat nie umie się modlić, wówczas, być może, należy zająć się jego relacjami międzyosobowymi, a następnie problemem modlitwy. Jeżeli serce człowieka otworzy się na bliźniego, spontanicznie otworzy się także na Boga. Lęk Siostry wobec wychowawczyni czy przełożonej jest także symbolem jej lęku przed Bogiem. Zanim dokona się pokonanie lęku przez rozmowy, zachęty, kierownictwo duchowe, trzeba najpierw pracować nad ukazaniem Siostrze prawdziwego obrazu Boga. Z kolei, aby objawić prawdziwy obraz Boga, trzeba dojść do zobaczenia głębokich nieraz zranień emocjonalnych, które zostały zadane w okresie dzieciństwa i młodości w relacji z rodzicami.

Powołanie człowieka bywa często uwikłane w ludzkie zranienia i namiętności. Wiele osób młodych cierpi na swoistą chorobę „poczucia niższości” i pogardy siebie. Szczególną uwagę należy zwrócić na chore ambicje, które są głównym źródłem pogardy i poniżania siebie. Niezdrowe ambicje są często skutkiem wielkich nacisków ze strony osób najbliższych. Żyjemy w atmosferze sukcesu. Często nieświadomie możemy sobie taką atmosferę przyswajać. Wartość osoby mierzy się wówczas przede wszystkim wielkością swojego sukcesu. Często jednak widzimy inną postawę u osób młodych, brak zdrowych ambicji. Brak ten sprawia, iż bardzo łatwo życie człowieka staje się blade i nijakie. Nic go nie interesuje, nic go również nie cieszy. Łatwo wpada w zniechęcenie, a nawet w depresję. Zagubienie się jest w jakimś sensie normalnym ludzkim stanem. Jednak trzeba przyjąć i to, że każdy powinien sam ponosić konsekwencje swego zagubienia, a nie przerzucać je na innych ludzi. Przyznanie się do własnego zagubienia, wzięcie odpowiedzialności za nie, jest wymogiem uczciwości wobec siebie i wobec innych. Taka właśnie uczciwość jest fundamentem nie tylko życia zakonnego, ale każdego życia ludzkiego. Siostra zakonna powinna mieć świadomość, iż jej pierwszą troską ma być postawa uczciwości, szczerości i prostoty.

Lęk, a szczególnie lęk przed autorytetem, nie pozwala człowiekowi przyznać się do zagubienia przed samym sobą, a tym bardziej przed wychowawczynią, czy przełożoną. Wiele Sióstr żyje przez całe lata w ciężkim poczuciu winy właśnie dlatego, iż nie zdobyły się na odwagę, by przyznać się do swego zagubienia. Może dlatego, że niekiedy zbyt szybko i zbyt sztywno stawiano „problem powołania”. Tak postawione pytanie rodzi lęk przed usunięciem z zakonu wbrew własnej woli. Zatem, w trakcie formacji „problem powołania” nie może być ważniejszy od „problemu samego człowieka”. Ciężkie, chore poczucie winy i lęk, który zamyka człowieka w sobie, są nieraz bardziej skutkiem emocjonalnego skrzywdzenia niż osobistego zła moralnego. Sprawiają one, że człowiek przyjmuje postawę sztywności emocjonalnej. Sztywność ta może przejawiać się w postawie legalizmu bądź zewnętrznej obowiązkowości i poprawności. Bardziej niebezpieczną formą owej sztywności bywa zakłamanie emocjonalne. Polega ono głównie na oskarżaniu innych o postawy, które samemu się ma i demonstruje na zewnątrz. Przy takiej postawie wewnętrznej człowiek powołany spełnia czynności religijne, zachowując jednak wobec nich pewien dystans emocjonalny i duchowy. Spełnia swoje funkcje „na zimno”, lub z „przymrużeniem oka”. Uwidacznia się to między innymi w tworzeniu lekkiej atmosfery wokół spraw religijnych, w postawie wiecznego niezadowolenia z innych i ciągłego krytykowania wszystkich, szczególnie zaś przełożonych. Wszystko to jest zwykle skutkiem zamknięcia w sobie, lęku, agresji oraz chorego poczucia winy.

Uwikłania w które popadł człowiek nie stanowią zazwyczaj zepsucia moralnego, ale są skutkiem skrzywdzenia. Zepsucie może przyjść dopiero później, po wielu latach życia w „podwójnej moralności”. Otwieranie się człowieka zagubionego emocjonalnie i duchowo jest wprawdzie bolesne, ale jednocześnie bardzo oczyszczające, uwalniające i radosne. Prowadzi do odzyskania osobistej godności, do większej wiary w siebie oraz do wewnętrznego pokoju. Każdy w pewnym sensie „ma prawo” do chwil zagubienia. Z każdego zagubienia jest wyjście; jest nim szczerość wobec siebie, odwaga przyznania się do słabości oraz prośba o przebaczenie.



Liczba wyświetleń strony: 10658768 * Liczba gości online: 24 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC