MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Formacja duchowa



Celem formacji duchowej jest powiązanie osobistej historii życia alumna z Bogiem i udzielanie mu pomocy, aby nauczył się żyć w ścisłej i nieustannej łączności z Ojcem przez Syna Jego Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym, czcząc i miłując Najświętszą Maryję Pannę oraz służąc Kościołowi w duchu konsekracji pallotyńskiej. Składniki formacji duchowej do realizacji misji kapłańskiej w duchu Pallottiego to: postawa dziecięca wobec Ojca Niebieskiego, przyjaźń z Chrystusem-Apostołem Ojca, wierność Duchowi Świętemu, nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny-Królowej Apostołów, szacunek i miłość do Kościoła, życie w konsekracji. Środki służące formacji duchowej to: udział w liturgii, rozważanie słowa Bożego, duch modlitwy, kierownictwo duchowe i inne ćwiczenia i pomoce.

Jakie możemy wyróżnić etapy formacji? Pierwszym z nich jest poznanie siebie. Trzeba poznać siebie takim, jakim jestem, ze wszystkimi uwarunkowaniami, także podświadomymi, z własną niedojrzałością. Trzeba zdać sobie sprawę z tych uwarunkowań po to, by będąc ich świadomym nie ulegać im i nie być pod ich wpływem. Chodzi o poznanie siebie takim, jakim jestem naprawdę, a nie takim, jakim się sobie wydaję że jestem, albo jakim widzą mnie inni. Jeśli ktoś nie zna swojej przeszłości to jest skazany na jej powtarzanie. Weźmy pod uwagę osobę, która jest uwarunkowana przez potrzebę uczucia i miłości, akceptacji ze strony innych. Potrzeby takiej doświadcza każdy człowiek.

Potrzebujemy siebie wzajemnie, pragniemy kogoś bliskiego, kto nas zauważy, pocieszy, zaopiekuje się nami. Zależy nam też na innych, na ich akceptacji. Cierpimy gdy jesteśmy odrzuceni, gdy nas nie aprobują i nie rozumieją. Te odczucia pomagają nam żyć, odnaleźć się z innymi. Jednakże mogą one niejednokrotnie być źródłem przeróżnych konfliktów w człowieku. Np. z powodu przykrych doświadczeń z przeszłości (brak uczucia lub jego nadmiar w środowisku rodzinnym) ta bardzo ludzka potrzeba może przeszkadzać w dojrzałym przeżywaniu wartości powołaniowych. Jeśli ktoś jest przez nią zbytni uwarunkowany, niejednokrotnie może nie być zdolnym do zapominania o sobie, szukania dobra innych, bycia niezależnym od ich akceptacji. A zatem można nie być zdolnym do życia wartościami, którymi chciałoby się żyć.

Można wtedy poświęcać się dla innych, być dla nich dobrym, niekoniecznie czyniąc to ze względu na Boga, wartości czy dobro innych, ale raczej ze względu na siebie samego. Można, podświadomie oczywiście, szukać innych, kierować do nich sygnały w rodzaju: „Zauważcie mnie! Kochajcie mnie! Bądźcie dla mnie dobrzy!” jeśli to czynią, można być radosnym, zadowolonym z siebie. Jeśli nie, można czuć się sfrustrowanym, zmęczonym, nie widząc sensu własnego poświęcenia, ofiary i życia powołaniem. Oczekiwania takiego człowieka są nierealne, bo tak naprawdę, nie mogą być w pełni zaspokojone. Człowiek dojrzały potrafi być niezależny od swoich potrzeb i jest zdolny do tego, żeby dawać, nie oczekując nic w zamian za to. 

Jeśli osoba powołana nie uświadomi sobie różnych problemów i uwarunkować, ciągle będzie im ulegać, będzie pod ich wpływem. Odczuwając w sobie określone potrzeby i konflikty, dąży do ich zaspokojenia. Im bardziej jednak je zaspokaja, tym bardziej je odczuwa. Wtedy konflikty jeszcze bardziej się pogłębiają i są źródłem różnych wewnętrznych napięć i frustracji. Im bardziej ktoś czuje się samotny, tym bardziej powiększa grono swoich przyjaciół, a przez to powiększa grono osób, od których zależy. Gdy te osoby traci, lub gdy one nie zaspokajają jego potrzeb, tym bardziej czuje się sfrustrowany i tym bardziej szuka innych. I tak popada w błędne koło. Jeśli tego sobie nie uświadomi, będzie w niewoli swoich konfliktów i potrzeb, żyjąc w sposób infantylny i nie mogąc się uniezależnić od nich.

Drugim etapem w formacji seminaryjnej jest akceptacja siebie. Zdając sobie sprawę z własnych niedojrzałych potrzeb i konfliktów, trzeba się nauczyć je akceptować. Akceptacja jest drugim etapem procesu dojrzewania. Nie oznacza ona biernej uległości temu, co się czuje i przeżywa. Chodzi zasadniczo o zgodę na to, że odczuwa się w sobie pewne potrzeby dziecinne, ale zarazem im się nie ulega i nie są one siłą napędową czyjegoś działania i postępowania. Przy takim podejściu potrzeby te nie determinują ludzkiego działania; człowiek sam decyduje o tym, czy za nimi iść, czy też im się przeciwstawić. Każdy człowiek odczuwa w sobie określone potrzeby, ale to nie znaczy, że musi za nimi podążać i ulegać im. Od decyzji człowieka zależeć będzie to, co uczyni z potrzebami, które w sobie odczuwa. Jesteśmy odpowiedzialni za naszą decyzję i działanie, ale nie za to, że coś przeżywamy. Można potrzebować innych, ich aprobaty i zainteresowania. Nie oznacza to jednak wcale, że należy ulegać tym potrzebom. Być niezależnym nie oznacza: nie odczuwać. Chodzi tu raczej o działanie przeciwne, o postawę dojrzałą, która sprawi, że pomimo iż się odczuwa w sobie chęci i pragnienia, by się zachowywać w sposób infantylny, nie czyni się tego.

Dojrzałość nie oznacza większej pewności siebie. Nie oznacza także negowania w sobie tej potrzeby poprzez demonstrowanie na zewnątrz zdecydowania. Dojrzałe zachowanie oznacza zgodę na siebie, na swoje lęki, obawy i niepewności, a zarazem podejmowanie przeróżnych działań ze względu na wartości; wbrew temu, co się niekiedy wewnątrz siebie czuje i przeżywa. Nasza dojrzałość polega na dostrzeganiu spokojnym różnych pokus, słabości, konfliktów i potrzeb i ich akceptowaniu, przeciwstawianiu się im i konsekwentnemu realizowaniu tego, czego od nas oczekuje Chrystus. Przy takim stosunku do siebie, do własnych konfliktów i potrzeb, konieczna jest zawsze praca nad sobą, a także pomoc formatora, który zauważa problemy i potrafi im zaradzić. Potrzebna nam jest jednak przede wszystkim łaska Jezusa, który nas czyni zdolnymi do zapominania o sobie i pomaga żyć tym, czego wymaga od nas Ewangelia i powołanie kapłańskie.

Trzecim etapem formacji do kapłaństwa jest realizacja wartości. Poznanie i akceptacja siebie samego nie jest nigdy celem samym w sobie. Jest to zawsze pewien środek do celu, którym jest: lepiej żyć, lepiej przeżywać i realizować wartości Chrystusowe. Jest to docelowy etap zarówno pracy nad sobą, jak i formacji. Pewne postawy infantylne są trudne do pogodzenia z wartościami Ewangelii. Aby w swym życiu naśladować Chrystusa, trzeba umieć rezygnować z postaw i zachowań trudnych do pogodzenia z wymaganiami Ewangelii. Wartości są zawsze punktem odniesienia, do którego trzeba się ciągle odwoływać. Są one zawsze źródłem siły i motywacji do tego, by się zmieniać. Im bardziej wartości ogarniają i angażują całego człowieka, tym bardziej człowiek jest zdolny ze względu na nie dokonywać wielkich czynów i znosić dla nich wielkie ofiary. Ciągłe nastawienie siebie i swojego życia na Chrystusa pomaga zmieniać się, stawać się coraz lepszym i bardziej żyć Jego wartościami. Osoba powołana, która żyje wartościami, odczuwając w sobie różne potrzeby, tendencje i pragnienia niedojrzałe, potrafi je świadomie zaakceptować. Stają się one dla niej okazją do stawania ponad nimi, tzn. nie będzie im ulegać, potrafi z nich zrezygnować, bo tego wymaga od niej miłość Chrystusa. Zawsze wybierze takie postawy, które będą zgodne z wartościami przez nią wyznawanymi. Wartości te będą dla niej czymś pierwszym i najważniejszym. Nie będą one tylko obowiązkiem i ciężarem, ale rzeczywistością, która przyciąga, zachwyca i skłania do czynienia wielkich rzeczy ze względu na Jezusa – często wbrew sobie, wbrew temu, co się czuje i pragnie.

Potrzeba jednak zrozumieć czym wartości są, przyjąć je i uczynić swoimi całym sercem i całą duszą. Wielu powołanych jest niezdolnych do tego, by w taki sposób przyjąć wartości, które im się proponuje. Bowiem niespójność psychiczna, potrzeby i konflikty nie pozwalają im przyjąć wartości i uczynić je swoimi. I wówczas, choćby wartości były proponowane w najbardziej atrakcyjny sposób, będą tylko czymś zewnętrznym, czymś, od czego życie będzie odstawać. Będą ciężarem, który gdy tylko pojawi się okazja, zechce się zostawić, aby pójść za tym, czego się pragnie. Istnieje tu ścisłe powiązanie pomiędzy wartościami, osobistą wolnością i dojrzałością powołanego. Im bardziej wartości są komuś bliskie, im bardziej je ceni i liczą się one w jego życiu, tym bardziej, ze względu na nie, nie szuka on zaspokojenia własnych potrzeb. Im bardziej staje się wolnym, tym łatwiej przychodzi mu żyć prawdziwymi wartościami. Uniezależnienie się od niespójności i potrzeb, ze względu na wartości i czynienie wartości integralną częścią życia osób powołanych nie jest czymś, co się osiąga od razu. Każdy dzień niesie wiele okazji ku temu, by zapomnieć o sobie, by wziąć swój krzyż, nie idąc za tym, co jest dla kogoś wygodniejsze. Także każdego dnia jest wiele okazji do tego, by naprawdę stawać tylko po stronie Jezusa ze świadomością, iż miłość do Niego tego wymaga. Jest to stawanie się bliższym Jezusowi i bardziej podobnym do Niego.



Liczba wyświetleń strony: 10004601 * Liczba gości online: 27 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-17
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC