MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Nieśmiałość



Samotność często bywa pogłębiona przez nieśmiałość. Samotni cierpią, gdyż potrzebują kogoś wyjątkowego, z kim mogliby się porozumieć. Dla nieśmiałych każda rozmowa jest trudna. Nieśmiałym pomaga przede wszystkim uświadomienie sobie, że prawie wszyscy bywamy w pewnych chwilach nieśmiali. Problem nie tkwi w nieśmiałości, lecz w nadmiernej nieśmiałości. Nadmiernie nieśmiały poświęca więcej czasu, niż inni. Nieśmiali nienawidzą litości i są na nią bardzo wrażliwi. Odtrącają ludzi rozumiejących nieśmiałość.

Pomaga – przyznanie się do nieśmiałości. Wielu nieśmiałych jest przekonanych o tym, że są głupi, niezaradni i nieatrakcyjni. Sądzą, że inni nisko ich oceniają. To niektóre dzieci uczą się „być cicho”, nie popisywać się i nie domagać zainteresowania: nie czynić nic, co zwracałoby uwagę, że żyją. Rodzice nauczyli je, by było nieśmiałe i nie narażało się na sytuację urażenia kogoś. Istnieje wielu normalnych, stosunkowo szczęśliwych rodziców, którzy nie psują swych dzieci, boją się natomiast zabiegać o ich względy. Może to prowadzić do nieśmiałości typu „nie ma mnie” i „dąsam się”. Tacy rodzice bardzo rzadko lub w ogóle nie tulą dzieci. Inni wyrastają na nieśmiałych, ponieważ konieczność okazywania uczuć w wieku dojrzałym wywołuje w nich zakłopotanie i krępuje ich. Może uczono mnie, bym nie oczekiwał na prawdziwą miłość, albo też tego, żebym nie wyrażał uczuć?.

Co z tym zrobić? Najpierw należy uznać fakt, że nauczono nas nieśmiałości, oraz przeanalizować, jak do tego doszło. Jest to możliwe dzięki zrozumieniu problemu własnych rodziców. Nieśmiały dorosły jest często zły na swoich rodziców, a gniew uniemożliwia mu uświadomienie sobie faktu, że rodzice nie zamierzali go skrzywdzić, ale stało się to, gdy usiłowali poradzić sobie ze swym własnym nieszczęściem. Źródłem wielu nieśmiałości jest uraz i gniew wywołane faktem, że nasi rodzice byli zbyt zajęci własnymi problemami, aby się o nas troszczyć. Nieśmiałość chroni nas przed ryzykiem, ale wywołuje także nasz gniew, który tłumimy, ponieważ boimy się go ujawnić. Trzeba pozwolić sobie od czasu do czasu na upust swojego gniewu. Nie trzeba bronić się przed tym, aby inni dowiedzieli się o tym, co czuję.

Nieśmiali rzadko się uśmiechają. Całe zamieszanie wokół nas może być bardzo miłe, dużo przyjemniejsze, niż narażanie się na sytuację, że się komuś nie spodobamy. Rodzice nieśmiałych dzieci często „nagradzają” chorobę zamiast dziecka. Robią to, bo sami są samotni i nie chcą, by dziecko dorosło i znalazło sobie kogoś innego.

Samotność jest chorobą atakującą zachowania. Powodowana bywa niemożnością komunikowania się z innymi, co jest skutkiem albo braku okazji, albo braku koniecznych umiejętności, co prowadzi do stopniowego okaleczenia osobowości. Samotni nie dzielą z nikim niczego, ponieważ albo nie mają z kim, albo utracili zdolność korzystania z nadarzających się okazji. Nie zaspokajają właściwie podstawowych swoich potrzeb, takich jak: potrzeba ciepła, komfortu, zrozumienia, wyrażania uczuć. Te potrzeby można zaspokajać, będąc z kimś w więzi.

Ludzie potrzebują ludzi. Zdrowie człowieka (fizyczne, psychiczne, duchowe) zależy od zaspokojenia jego podstawowych potrzeb. Jedną ze szkód, samotność wyrządza w sferze seksualnej człowieka. Stosunki seksualne nie są koniecznością w życiu człowieka, ale człowiek może utracić zdrowie na różnych płaszczyznach swojego funkcjonowania, jeśli jest nie zaspokojona jego potrzeba miłości i zrozumienia. Osoba ludzka powyższą potrzebę manifestuje i chroni przez sposób wyrażania uczuć. Nie wszystkim w jednakowym stopniu odkrywamy swoje uczucia.

Czy znam siebie? Dobrze jest uświadomić sobie, dlaczego reaguję na samotność, co ona ze mną robi? Czego oczekuję od życia? Niektóre oczekiwania życiowe nie spełniają się w naszym życiu. Potrzeba jednak odpowiedzieć na pytanie: czy to są moje oczekiwanie, czy oczekiwania kogoś innego we mnie. Nierzadko dorastamy, starając się zadowolić innych. Kogo próbuję zadowolić?

1. Być samotnym, to nie to samo, co być samym, czy żyć na własną rękę. Osamotnienie, jest rzeczą ludzką. Człowiek w rzeczywistości jest sam. Lecz samotność to choroba, a jednym z jej objawów jest zachwianie proporcji ocen. Najpierw temu zachwianiu ulega ocena własnej wartości. Choroba doprowadza do sytuacji, w której człowiek woli odrzucić innych, niż sprawić, by oni ocenili moją wartość wyżej, niż sam to robię.

2. Potrzeba akceptować ludzi, z którymi żyję, których codziennie spotykam. Potrzeba przyjmować drobne gesty ludzkiej życzliwości i je odwzajemniać. Samotność wzmacnia w człowieku przekonanie, że nie zasługuję na miłość.

3. Często człowiek ucieka. Ucieczka bywa często najlepszym rozwiązaniem. Bywają jednak sytuacje, gdzie nie jest ona dobrym wyjściem. Każda ucieczka w pewnym sensie zmniejsza wartość człowieka w oczach tych, od których ucieka. Ucieczka może być pomocą okazaną sobie na krótką metę. Na dłuższą metę mogę stracić okazję poczucia się kimś bardziej wartościowym. Właśnie dlatego ucieczki niszczą człowieka. Uciekając przed problemem, przed kryzysem, oddalamy się także od ludzi. Ucieczka utrwala naszą samotność.

4. Kolejny sposób radzenia sobie z samotnością, to walka. Jeśli uciec znaczy ulec strachowi, to walczyć znaczy ulec gniewowi. Chodzi i zachowanie własnej wartości. Aby przejść przez strach i gniew, musimy być kochani. Jedynym rozwiązaniem jest miłość. Samotni, to nie ci, którzy nie odczuwają strachu czy złości. Czasem walczą, czasem uciekają. Mimo to kochają. Dla miłości wartością jest to, czym ludzie są, a nie to, co robią. Jeśli będziemy się starali, by inni kochali nas za to, co robimy, będzie to równoznaczne z ćwiczeniem samokontroli, a wtedy nigdy nie doświadczymy miłości z wzajemnością.



Liczba wyświetleń strony: 9446134 * Liczba gości online: 32 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC