MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Samotność



Czym jest samotność? Jest odczuciem, wewnętrznym stanem w którym człowiek boleśnie doświadcza nieobecności innej osoby lub osób. Samotny człowiek to ten, który potrzebuje innych, by z nimi się komunikować, tworzyć więzi: znajomości, przyjaźnie, doświadczanie głębi uczuć, a także trwałej miłości. Samotność to taki stan, w którym nie doświadczam, nie rozumiem, nie potrafię właściwie zareagować na to, co inni odczuwają, co robią. Człowiek potrzebuje przeżywać swoje wydarzenia życia w odniesieniu do drugiej osoby, wiedząc, odczuwając, że jest przez nią rozumiany, akceptowany. Samotność zatem pojawia się tam, gdzie nie ma dobrego porozumienia z inną osobą: mamy na uwadze zarówno Boga jak i człowieka.

Co wpływa na jakość komunikowania się, na to, aby zaistniała więź między osobami? Między innymi: mówienie, słuchanie, dotyk, patrzenie. Doświadczamy tych czterech zachowań. Zachowanie możemy komuś narzucić. Na przykład można mówić do kogoś bez względu na to, czy słucha nas czy nie; można słuchać kogoś, kto mówi nie do nas; można dotykać kogoś, choć ten ktoś sobie tego nie życzy; można wreszcie patrzeć na osobę, która nie patrzy na nas. Niekiedy nie chcemy słuchać tego, co inni do nas mówią, nas to nie interesuje. Pozostajemy na boku, niezaangażowani. Mówienie, słuchanie, dotykanie i patrzenie są wzajemne. Wówczas komunikacja między ludźmi jest bardzo dobra. Wówczas osoby wyczuwają się doskonale i w pełni wewnętrznie przyjmują.

Żeby dobrze komunikować się z drugą osobą, konieczna jest wielość takich zachowań między nimi. Im więcej wzajemności, tym lepiej wiemy, czy drugiej osobie na nas zależy. Spotkania dostarczają nam informacji o tym, jaką wartość stanowimy dla osoby, z którą się spotykamy. Można także osobie, którą spotykamy przekazać informację, jak ona ważna jest dla nas. Własną wartość oceniamy poprzez reakcje innych, a najważniejszą sprawą jest dla nas to, że inni czują się z nami swobodnie i nam ufają. Jeśli nie ufamy komuś, nie możemy podjąć ryzyka okazania naszych prawdziwych uczuć. Przemilczamy wówczas pewne sprawy. Powoduje to, że w sobie odczuwamy niechęć do określonych zachowań, czy też cech charakteru, które uniemożliwiają dobrą komunikację z innymi. Możemy także oskarżyć osobę, którą spotykamy, że jej charakter, słowa, lub zachowanie powodują, że nie możemy w pełni się na nią otworzyć i jej zaufać.

Związek z drugą osobą (Bogiem, ale i człowiekiem), pomaga zobaczyć swoją wartość, pomaga odnieść się realnie do spraw życia zewnętrznego, na które nie mamy wpływu, oraz do naszych uczuć. Samotność wynika z niemożności rozumienia, nazywania, oceny, dzielenia się tym, co czujemy, gdyż nie mamy z kim o tym porozmawiać. Jesteśmy spragnieni wzajemności, również w życiu kapłańskim i zakonnym.

Samotność wynika z braku odpowiednich osób wokół nas. Również sprawą ważną jest to, aby być pewnym, dorastać do pewności własnej wartości. Niektórzy uważają, że zwracanie na nich uwagi, poznawanie ich, jest stratą czasu. Spodziewamy się odrzucenia przez innych, dlatego uprzedzamy reakcje innych, odrzucając siebie i wrzucając tym samym w bolesną samotność. Z samotnością trzeba nauczyć się żyć, ale równocześnie nie rezygnować z wychodzenia naprzeciw innym, nie czekając aż ktoś przyjdzie do mnie.

Co jest przyczyną samotności? Między innymi osobowość, charakter człowieka. Jednym przeszkadza brak pewności siebie, obawa przed innymi: czy mnie zrozumieją, czy moje problemy nie wydadzą się im banalne, czy nie będę komuś ciężarem? Jako przyczyna pojawia się również nieśmiałość, sposób wychowania (rodzice od młodych lat przypominali: nie ufaj nikomu, z nikim się nie zadawaj, innym zależy tylko na wykorzystaniu ciebie, co inni mogą ci dać dobrego, lepiej tylko polegać na sobie).

Jakie są skutki samotności? Jeśli napotkane przeze mnie osoby, nie wykażą minimalnego zainteresowania moją osobą, lub tym, co mówię, mogę odczuwać samotność, niepotrzebność, nieprzydatność. Człowiek, który pogrąża się w swojej samotności, traci zdolność do komunikowania się z innymi. Mamy na uwadze bardziej uczucia, niż słowa. Im mniej potrafię zainteresować innych sobą i tym, co jest we mnie, tym mniej godnym uwagi się czuję i mniej godnym uwagi jestem rzeczywiście dla innych. Człowiek samotny może czuć się bezwartościowy. Samotność może atakować osobowość człowieka, np. uwierzy w myśl: „nie ma ze mnie żadnego pożytku”, wówczas staje się ofiarą swojej samotności. Może agresywnie odrzucać innych, albo od nich uciekać.

Okoliczności zewnętrzne odcinają osobę od kontaktów z innymi, pozbawiając ją zachowań, które są wzajemnością. Takie zachowania pokazują nam, że jesteśmy lubiani, że obchodzimy innych. Małe czy duże więzi z innymi to coś, co ma ogromne znaczenie dla człowieka: jego życia emocjonalnego, duchowego. Co człowiek zaczyna tracić wchodząc w samotność? Przede wszystkim: czułość i poczucie przynależności do kogoś. Niezdolność do okazywania i przyjmowania wyrazów czułości jest przykra.

Drugi etap, to utrata zaufania do siebie i do innych. Jeśli człowiek nie zachowuje się w taki sposób, który upewniałby go i własnej wartości, zachowania jego tracą znaczenie. Np. można utracić zdolność uśmiechania się. W ten sposób inni rzadziej do nich się uśmiechają. Pogarsza to bardziej odniesienia do innych osób. Niektórzy szukają winy u innych, co jeszcze bardziej ich izoluje. Taki sam skutek powoduje czynienie się winnym.

W trzeciej fazie samotności stajemy się apatyczni, czyli niezdolni do odczuwania. Rodzi się w nas przekonanie, że nikogo nie obchodzi i nie będzie obchodzić, co się z nami dzieje.

Samotność jest chorobą atakującą zachowania. Powodowana bywa niemożnością komunikowania się z innymi, co jest skutkiem albo braku okazji, albo braku koniecznych umiejętności, co prowadzi do stopniowego okaleczenia osobowości. Samotni nie dzielą z nikim niczego, ponieważ albo nie mają z kim, albo utracili zdolność korzystania z nadarzających się okazji. Nie zaspokajają właściwie podstawowych swoich potrzeb, takich jak: potrzeba ciepła, komfortu, zrozumienia, wyrażania uczuć. Te potrzeby można zaspokajać, będąc z kimś w więzi.

Ludzie potrzebują ludzi. Zdrowie człowieka (fizyczne, psychiczne, duchowe) zależy od zaspokojenia jego podstawowych potrzeb. Jedną ze szkód, samotność wyrządza w sferze seksualnej człowieka. Stosunki seksualne nie są koniecznością w życiu człowieka, ale człowiek może utracić zdrowie na różnych płaszczyznach swojego funkcjonowania, jeśli jest nie zaspokojona jego potrzeba miłości i zrozumienia. Osoba ludzka powyższą potrzebę manifestuje i chroni przez sposób wyrażania uczuć. Nie wszystkim w jednakowym stopniu odkrywamy swoje uczucia.

Czy znam siebie? Dobrze jest uświadomić sobie, dlaczego reaguję na samotność, co ona ze mną robi? Czego oczekuję od życia? Niektóre oczekiwania życiowe nie spełniają się w naszym życiu. Potrzeba jednak odpowiedzieć na pytanie: czy to są moje oczekiwanie, czy oczekiwania kogoś innego we mnie. Nierzadko dorastamy, starając się zadowolić innych. Kogo próbuję zadowolić?

Być samotnym, to nie to samo, co być samym, czy żyć na własną rękę. Osamotnienie, jest rzeczą ludzką. Człowiek w rzeczywistości jest sam. Lecz samotność to choroba, a jednym z jej objawów jest zachwianie proporcji ocen. Najpierw temu zachwianiu ulega ocena własnej wartości. Choroba doprowadza do sytuacji, w której człowiek woli odrzucić innych, niż sprawić, by oni ocenili moją wartość wyżej, niż sam to robię. Potrzeba akceptować ludzi, z którymi żyję, których codziennie spotykam. Potrzeba przyjmować drobne gesty ludzkiej życzliwości i je odwzajemniać. Samotność wzmacnia w człowieku przekonanie, że nie zasługuję na miłość.

Często człowiek ucieka. Ucieczka bywa często najlepszym rozwiązaniem. Bywają jednak sytuacje, gdzie nie jest ona dobrym wyjściem. Każda ucieczka w pewnym sensie zmniejsza wartość człowieka w oczach tych, od których ucieka. Ucieczka może być pomocą okazaną sobie na krótką metę. Na dłuższą metę mogę stracić okazję poczucia się kimś bardziej wartościowym. Właśnie dlatego ucieczki niszczą człowieka. Uciekając przed problemem, przed kryzysem, oddalamy się także od ludzi. Ucieczka utrwala naszą samotność.

Kolejny sposób radzenia sobie z samotnością, to walka. Jeśli uciec znaczy ulec strachowi, to walczyć znaczy ulec gniewowi. Chodzi i zachowanie własnej wartości. Aby przejść przez strach i gniew, musimy być kochani. Jedynym rozwiązaniem jest miłość. Samotni, to nie ci, którzy nie odczuwają strachu czy złości. Czasem walczą, czasem uciekają. Mimo to kochają. Dla miłości wartością jest to, czym ludzie są, a nie to, co robią. Jeśli będziemy się starali, by inni kochali nas za to, co robimy, będzie to równoznaczne z ćwiczeniem samokontroli, a wtedy nigdy nie doświadczymy miłości z wzajemnością.



Liczba wyświetleń strony: 10658795 * Liczba gości online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC