MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Kłopoty z myślami



Przeciwstawianie pozytywnych i negatywnych myśli, jest metodą obchodzenia się z tymi, które niepokoją i dręczą. Ważne jest nie wypędzanie negatywnych myśli pozytywnymi myślami, ale rozmawianie z nimi i pytanie – co oznaczają. Należy dręczące nas myśli, pytaniami, jakie będziemy im stawiali, sprowadzać je do absurdu. Nie odrzucamy wprost negatywnej myśli, lecz przyjmujemy ją, odbierając jej ostrze.

Często tłumienie wątpliwości czy też niepozwalanie sobie na nie, niczemu nie służy. Będą wciąż na nowo przychodzić i wpędzać nas w obawy i niepewność. Jeśli dopuścimy wątpliwości, jeśli powiemy: „Tak, to prawda, wszystko to się zdarza, ale... ale mimo to trwam przy decyzji, mimo to pozostaję w moim Zgromadzeniu zakonnym”, odbieramy tym wątpliwościom ich siłę i już nas nie nachodzą. Już nie znajdujemy się pod presją konieczności ich osłabiania przy pomocy argumentów. Dopuszczamy je i dzięki temu możemy obchodzić się z nimi na spokojnie.

Niektórzy zakonnicy przyznawali rację myślom, które wmawiały im, że są chorzy. Potwierdzali je. Ale właśnie dlatego, nie rezygnowali z modlitwy. Często bezpośrednia walka z myślą, która wciąż się w nas pojawia, nie przynosi sukcesu. Im częściej zakazujemy sobie myślenia o czymś, tym częściej myśl ta się pojawia i tym intensywniej nas dręczy. Gdy dopuścimy tę myśl do siebie i przyznamy jej rację, będziemy mogli ją osłabić i przezwyciężyć. Nie jest łatwo oddalić od siebie negatywne myśli. Nie jest to też potrzebne. Powinniśmy na nie pozytywnie reagować. Nie powinniśmy ich dusić, ale mądrze się z nimi obchodzić, walczyć z nimi. To, że powrócą, to nic złego. Nie powinniśmy się dziwić żadnej myśli, która się w nas pojawia, nawet jeśli jest niemoralna, albo bardzo egoistyczna i brutalna. Nie powinniśmy popadać w lęk, jeśli odkryjemy w sobie nienawiść i zawiść, zazdrość i tajone urazy albo jeśli zauważymy, że życzymy komuś śmierci. Nie powinniśmy robić sobie wówczas wyrzutów, że nie wolno nam tak myśleć, że jesteśmy z gruntu źli, skoro mamy takie myśli. Nie powinniśmy dać się zastraszyć żadnej myśli obecnej w nas. Nic nam to nie da, a jedynie wpędzi w lęk i bezowocne samooskarżenia.

Właściwą reakcją będzie raczej przyznanie, że taka czy inna myśl jest we mnie, że życzę komuś śmierci, że czuję w sobie nienawiść, mam mordercze myśli, czuję zazdrość, chęć pognębienia kogoś. Dopuszczam do siebie myśl, ale nie działam zgodnie z nią. Walczę z nią, pytając o jej korzenie: Skąd przychodzi ta myśl, co ona mówi o mnie, jaka pozytywna siła w niej tkwi, jaka tęsknota się w niej wyraża i na jakie wewnętrzne rany wskazuje? Jak bardzo musi mnie ta rana boleć, że tak myślę o innych?

Zamiast zakazywać sobie myślenia o tym, dopuszczamy myśl do siebie i możemy otwarcie z nią walczyć. Tylko tak możemy ją przezwyciężyć, nie trwając jednocześnie w ciągłym lęku, że znów się pojawi. Niektórzy czują się wręcz opętani negatywną myślą, ponieważ pojawia się w najmniej odpowiednich sytuacjach. Jeśli patrzymy bez lęku na nasze myśli i otwarcie z nimi walczymy, nigdy nie zostaniemy „opętani” żadną myślą. Myśli nie staną się myślami natrętnymi, ale przeciwnikiem, z którym walczymy ufając, że Bóg da nam zwycięstwo.

Trudno jest stłumić w sobie potrzebę zwrócenia na siebie uwagi i uznania, lub tęsknotę za przyjaźnią. Nic mi jednak nie pomoże, jeśli uznam moją potrzebę za wymaganie, które musi być spełnione, prawo, które mi przysługuje. Wielu zakonników sądzi, że przyjaźń z jakimś mężczyzną lub kobietą jest niezbędna dla ich duchowej równowagi. Nie konfrontują się naprawdę z tęsknotą i bólem, jaki płynie z niespełnionej tęsknoty, lecz kryją je za pretensjami, jakoby taka przyjaźń była koniecznym elementem głębokiego życia duchowego. Przyjąć myśl, pragnienie, potrzebę znaczy całkowicie się jej oddać. Może to wyglądać tak, jak to zdarzyło się w przypadku starca, który realizuje swoją potrzebę, odgrywając ją. Decydujące znaczenie ma to, że myśli się dzięki temu uspokoiły. Mnisi umieli podejść do swoich potrzeb bez lęków, przedstawiali je Bogu i zazwyczaj dzięki temu potrafili się ich pozbyć. Decydujące znaczenie ma pozbawione lęku spotkanie się z pragnieniami i potrzebami. Nie są tłumione, ale przyjmowane, można pozwolić sobie na dialog z nimi i zintegrowanie ich, tak że zostają zaspokojone.

Chociaż myśl niemoralna jest we mnie, ja sam się od niej dystansuję. Nie czynię jej własną myślą, nie biorę za nią żadnej odpowiedzialności, tak że nie muszę sobie czynić z tego powodu wyrzutów. Uważam ją za coś obcego, coś, co podsuwa mi szatan, z czym ja sam nie chcę mieć nic do czynienia. Wyobrażenie, że zła myśl pochodzi od demona, pomaga zdystansować się od niej i traktować ją jak zewnętrznego wroga. Przynajmniej uwalnia mnie to od samo oskarżeń; czyni je wiele osób, gdy tylko odkryją w sobie jakąś myśl, którą należy odrzucić.

W tym samym stopniu, w jakim swoje myśli się ukrywa, mnożą się one i stają się silniejsze. Myśl zaraz znika, gdy zostanie ujawniona. I podobnie jak robak drewno, tak zła myśl niszczy serce. Kto ujawnia swoje myśli, będzie zaraz uleczony, ale kto je ukrywa będzie chory z powodu pychy. Często pomaga energiczne odrzucenie myśli i nie zajmować się nimi więcej. Potrzeba dokonać zastopowania myśli. „Dość!” Należy samemu sobie wydawać takie rozkazy i powstrzymywać natrętne myśli. Metoda ta stosowana jest zawsze wtedy, gdy myśli nie prowadzą dalej, gdy nie odkrywamy w nich ani potrzeby, ani tęsknoty, gdy zamykają się same w sobie, gdy myśl pojawia się w sposób wymuszony i jest bezowocna. Wówczas najlepiej trzymać ją z dala od siebie, odciąć ją, wyrzucić z siebie i nie zajmować się nią.

Jednakże istnieją ludzie, dla których dopuszczanie do siebie myśli, aby z nimi walczyć, nie jest rzeczą dobrą. Powinni oni od razu odrzucać myśl, nie zajmując się nią. To, która droga jest lepsza, zależy od osoby, od jej wytrzymałości i siły oporu. Metoda polegająca na dopuszczaniu do siebie namiętności i walce z nimi jest lepsza. Ale zakłada ona, że człowiek, który ją podejmuje, ma tak silne oparcie w Bogu, że nie zostanie pokonany przez myśli nakłaniające do ulegania namiętnościom, ale wykorzysta to, co jest w nich pozytywnego, i siłę, która w nich tkwi, uczyni swoją. Trzecią możliwością radzenia sobie z myślami jest taka. Zamiast od razu odcinać się od myśli albo wdawać się z nimi w bezpośrednią walkę, należy bawić się myślą jak piłką, którą łapiemy i odrzucamy. Takie postępowanie sprawia, że myśl nie uderza już w nas, z taką siłą jak dotychczas. Nie pozwalamy jej ostro się odbijać, ale chwytamy ją miękko, tak by nie zrobiła nam krzywdy.

Jeśli powiemy sobie, że w żadnym wypadku nie wolno nam stąd odejść, w żadnym wypadku nie wolno mi zrezygnować z powołania zakonnego, taka myśl może nas wprowadzić w lęk. Nie wiemy, czy jesteśmy w stanie wytrwać w życiu zakonnym, czy też jest to ponad nasze siły. Jeśli nie wykluczamy odejścia z zakonu, ale mówimy po prostu: dobrze, ale dopiero w przyszłym roku, wtedy możemy z większym spokojem zająć się taką natrętną myślą. Nie wolno dać się postawić w nieodpowiedniej chwili w obliczu decyzji rzutującej na całe nasze życie. Oczywiście, nie wolno również zawsze odsuwać od siebie momentu podjęcia decyzji. Ale często lepiej jest jednak osłabić siłę myśli, potwierdzając ją wprawdzie, ale nie idąc za nią w danej chwili. Ta metoda okazuje się bardzo przydatna szczególnie w sytuacjach kryzysowych. Gdy ktoś doświadcza zamętu spowodowanego kryzysem, często traci głowę i pochopnie próbuje coś z tym zrobić. Później najczęściej żałowałby swojego kroku.

Niekiedy nie pomaga nic innego, jak tylko pójść za myślą, która nas martwi. Wszystkie argumenty, że dana droga nie jest dla mnie dobra, nie pomagają. Nacisk, by pójść tą drogą, jest tak silny, że ustanie dopiero wtedy, gdy zostanie ona wypróbowana. Własne doświadczenie uczy lepiej niż wszystkie rady innych ludzi czy nawet własne argumenty, które przeciwstawia się natrętnym myślom. Wielu osób potrzebuje okrężnych dróg. Muszą pójść naokoło, aby w ten sposób znaleźć właściwą drogę. Ważne jest przy tym, by nie podejmować ostatecznych decyzji, a tylko sprawdzać, czy mógłbym pójść drogą, która pojawia się w moich myślach. Gdy jakaś myśl wciąż powraca, powinniśmy pytać samych siebie o potrzebę, która się w niej wyraża. Gdy zgodzimy się na potrzebę, dopuścimy ją tak blisko, że jak gdyby przeżyjemy ją w sobie, może zniknąć.



Liczba wyświetleń strony: 10033189 * Liczba gości online: 24 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC