MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Modlitwa źródłem poznania



Zakonnik chce w modlitwie rozmawiać z Bogiem i ku Niemu zwrócić swe serce. Jednak ciągle na nowo doświadcza, że Bóg zmusza modlącego się do tego, by zastanowił się nad sobą samym i by się najpierw zajął własnym sercem. Św. Augustyn pisze, że Bóg wciąż zwraca jego uwagę na niego samego: „Ty zaś Panie, odwracałeś mój wzrok, abym wreszcie spojrzał na samego siebie. Bo ja samego siebie umieściłem gdzieś za swoimi plecami, aby siebie nie dostrzegać. I oto stawiałeś przed oczyma mnie samego, abym zobaczył, jaki jestem wstrętny, pokręcony, brudny, okryty wrzodami, ociekający ropą. Patrzyłem i ogarniało mnie przerażenie, a nie było dokąd uciec od tego widoku”.

Nie możemy uciec przed samym sobą w modlitwie. Bóg nie pozwala nadużywać siebie jako drogi ucieczki. Pokazuje nam to, gdy w czasie modlitwy sprawia, że odkrywamy nasze myśli i uczucia, i tak obnaża nasz stan wewnętrzny. Wszelka modlitwa, która nie konfrontuje nas ze sobą samym i naszą rzeczywistością jest bezcelowa. Jeśli człowiek nie przypomina sobie na modlitwie swoich czynów, trud jego modlitwy jest daremny. Gdy człowiek zaczyna się modlić, zły duch usiłuje mu w tym przeszkodzić, wywołując złe myśli, namiętności i emocje. Zakonnik nie powinien się temu dziwić, lecz uważać to za normalne. Gdy myśli i namiętności przeszkadzają nam w modlitwie, nie pozostaje nam nic innego, jak przestać się modlić i zająć się przychodzącymi myślami. Nie powstrzymywać swoich myśli i nie tłumić je, by móc się modlić w skupieniu, lecz całkiem świadomie zwrócić się w ich stronę. Zobaczyć ich korzenie, a wówczas będzie można się ich pozbyć.

Gdy poradzę sobie z moimi myślami, powinienem zwrócić się w stronę źródła nastrojów i emocji, aby wprowadzić porządek w swoje życie uczuciowe. Za myślami kryją się uczucia i dopiero wtedy, gdy emocje takie jak zazdrość, gniew, nienawiść i złość zostaną uzdrowione miłością, myśli uspokoją się i wówczas będę mógł zwrócić się w stronę Boga. Zakonnik powinien więc na modlitwie czynić refleksję nad sobą, obserwować pojawiające się myśli i nastroje i pytać o ich przyczynę. Poznanie siebie nie jest jednak celem samym w sobie, lecz służy lepszej modlitwie. Przez poznanie siebie wszystko, co się sprzeciwia modlitwie i usiłuje jej przeszkodzić, ma zostać usunięte. Zakonnik nie może strząsnąć lub stłumić myśli i nastrojów, które go wiążą i uniemożliwiają modlitwę, może się ich jedynie pozbyć, jeśli się ku nim zwróci i pozna ich przyczynę.

Św. Antoni tak pisał: „Dobre jest dla nas to, że wycofujemy się do naszej celi i w ciągu naszego życia wiele się nad sobą zastanawiamy, aż w końcu wiemy, jacy jesteśmy”. W jednym z dzieł duchowych o modlitwie czytamy: „Im większą uwagę skierujecie na wasze myśli, tym lepiej będziecie mogli wołać do Jezusa w żarliwej tęsknocie”. Zatem poznanie siebie jest warunkiem prawdziwej modlitwy. Nie możemy modlić się w skupieniu, jeśli nie znamy naszych najskrytszych myśli i dążeń. Brak wewnętrznej czujności sprawia, że wciąż męczą nas rozproszenia. Rozproszenia, które wciąż pojawiają się na modlitwie, są pomocą na drodze poznania siebie. Rozproszenie w czasie modlitwy ma taką samą funkcję w poznaniu siebie, jak sen. One dają na wskazówki, co nas tak bardzo teraz absorbuje w życiu. Pokazują one skłonności serca Gdy tylko poznamy siebie lepiej w ten sposób, rozproszenia ustaną i będziemy zdolni w skupieniu modlić się do Boga.

Poznanie siebie nie jest tylko warunkiem modlitwy, lecz i na odwrót modlitwa jest człowiekowi pomocą w poznaniu siebie. Modlitwa stawia mnie przed Bogiem. Daje mi odkryć prawdziwe motywy mojego postępowania i przyczyny moich myśli i nastrojów. Przez konfrontację z Bogiem uświadamiam sobie, co we mnie jest wypaczone. Modlitwa odsłania to, czego sama obserwacja siebie nigdy by nie uwidoczniła. Jak pisze jeden z autorów: „modlitwa wywabia gnieżdżące się w sercu namiętności, odkrywa niewolę, w której trzyma nas kusiciel”.

Poznanie siebie jest dla zakonnika przede wszystkim poznaniem i uznaniem swojego grzechu. Poznanie własnego grzechu jest tylko wtedy prawdziwe, gdy człowiek przez to cierpi. Głębokiemu poznaniu siebie, które jest bolesne, musi towarzyszyć głęboki, serdeczny żal. To wzbudza wewnętrzną pokorę, która jest potrzebna do prawdziwej modlitwy. Tylko pokora oczyszcza serce i chroni modlącego się przed dumą i samowolą.

Obserwacja samego siebie jest już modlitwą. W niej człowiek, zastanawiając się nad sobą i pozwalając Bogu pytać o swoje myśli, modli się. W modlitwie powinienem poznać przyczyny i tło swoich myśli. Ta rozmowa z Bogiem o sobie samym nie jest tylko przygotowaniem, lecz modlitwą. Człowiek powinien przed Bogiem obnażyć swoje myśli i uczucia. Dopiero gdy w rozmowie o sobie pozna, kim właściwie jest i w jakim stanie się znajduje, dopiero wtedy może mieć miejsce prawdziwe spotkanie, w którym człowiek nie chowa się za pobożną maską, lecz pozwoli Bogu zbliżyć się do siebie. Należy od czasu do czasu medytować nad sobą samym i swoimi reakcjami w pewnych sytuacjach. Im częściej człowiek uznaje swoje błędy i boleśnie za nie żałuje, tym szybciej będzie z nich uzdrowiony.

Poznanie siebie dokonuje się również w decydującym stopniu również w spojrzeniu na bliźniego. Stąd modlitwa za bliźniego jest owocną metodą poznania siebie. Gdy modlimy się za bliźniego, prześwietlamy nasze odniesienie do niego. Modlitwa za współbrata, który mnie obraził, jest sposobem rozpoznania własnej choroby. Gdy tylko przestanę w innym widzieć tylko błędy, stanę się zdolnym do poznania siebie i własnej winy. Modlitwa pozwala mi poznać wszystkie uprzedzenia i powód moich antypatii oraz daje mi w ten sposób otwarte spojrzenie na wartość drugiego

Kto próbuje zobaczyć drugiego człowieka w świetle Boga, jako tego, którego Bóg kocha, ten przestaje przenosić na niego własne błędy i słabości. Modlitwa za bliźniego jest skutecznym sposobem burzenia takiego przerzucania oraz poznania własnego wnętrza. Jednocześnie modlitwa prowadzi do lepszego poznania drugiego człowieka, do poznania, które nie potępia, ale rozumie i umie współczuć.

Dalszą metodą modlitwy prowadzącą do poznania siebie, jest dziękczynienie. Potrzeba również dziękować za niesprawiedliwość. Dziękując poznaję, czego Bóg chce i w jakim stopniu jestem gotowy do pełnienia Jego woli. Gdy dziękuję Bogu za wydarzenia z mojego życia, zarówno te piękne, jak i te bolesne, wtedy przyjmuję siebie wraz z moją przeszłością. A tylko to, co przyjąłem mogę naprawdę poznać. W dziękczynieniu rezygnuję z własnych prób rozwiązania i zawierzam Bogu, ufając że wszystko dobrze zamierzył.

Dziękować za nieszczęście, które grozi mi załamaniem, dziękować za bliźniego, który mnie niszczy, wydaje się absurdem. Lecz gdy tylko zacznę dziękować, poczuję gdzie Mu się sprzeciwiam. W dziękczynieniu zostawiam swoje wyobrażenia o Bogu, który mi pokazuje, często bolesną prawdę o mnie samym.



Liczba wyświetleń strony: 9446049 * Liczba gości online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC