MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Celibat przeżywany we wspólnocie



Nie dziwmy się, że na drodze praktykowania czystości mamy większe lub mniejsze trudności. Nie uniknięcie upadku jest najważniejsze, ale nieustanne podejmowanie drogi na nowo, w nadziei i pokoju. Życie ślubem czystości jest swoistego rodzaju chodzeniem po wodzie. Naszym celem nie jest zdobycie szczytu o własnych siłach. Wybór celibatu jest niebezpiecznym wyborem, choćby z powodu wyrzeczeń, które za sobą pociąga. Trudno jest podejmować nieustanną rezygnację, wyrzeczenie by nie wchodzić w relacje bliskości, jedności w spotkaniu z mężczyzną.

Zrezygnować z najbardziej bezpośrednich form miłości i zrezygnować z możności dania siebie drugiej osobie, może oznaczać narażenie się na ryzyko zamknięcia się w sobie, pewnego uwiądu uczuciowego, surowości emocjonalnej, egoizmu.

Do bardzo przeciętnego, miernego życia może doprowadzić niewłaściwie rozumiany i przeżywany celibat. Zrezygnować z języka seksualności, aby wprowadzić tym samym inny język miłości i czułości, oznacza – narazić się na ryzyko infantylizmu, dwuznaczności, podświadomych kompensat. Trzeba poznać te wszystkie niebezpieczeństwa nie po to, aby się przestraszyć, ale by sobie uświadomić i się przekonać, że chcąc przeżywać celibat dla Królestwa trzeba najpierw starać się uczynić ze swego życia poszukiwanie Boga, służbę jedynemu swojemu Oblubieńcowi. Trudności związane z celibatem zyskają sens, jeśli przeżywać je będziemy w klimacie wiary i więzi z Chrystusem. Trudności z przeżywaniem celibatu mogą stać się z czasem – bolesnymi etapami wzrastania w miłości. Z powodu wymaganych wyrzeczeń i podejmowanych niebezpieczeństw życie w celibacie uczy miłości i może doprowadzić do prawdziwej dojrzałości duchowej.

Prawdziwa wielkość, świętość, prawdziwa miłość nie należą do porządku równowagi. To, z czym sobie nie radzę, nie muszę niszczyć, nie wolno mi tej rzeczywistości tłumić. ("Muszę zniszczyć, stłumić popęd seksualny we mnie. Nie mogę sobie z nim poradzić. Nie chcę tego wszystkiego. Nienawidzę swojej seksualności". Nie niszcz siostro, ale pokochaj. Znajdują się raczej po stronie załamań, które nieustannie zmuszają do tego, aby iść do przodu. Prawdziwa dojrzałość duchowa raczej akceptuje i niesie zachwiania równowagi, przeobraża słabość i niewierność w szukanie z tęsknotą miłości Pana.

Istnieje konieczność zapewnienia osobom żyjącym w celibacie takich warunków życia we wspólnocie zakonnej, w którym mogłyby żyć i rozwijać więzi uczuciowe. Jest to niezbędne. Ewangelia bowiem łączy dwa przykazania miłości – miłości Boga i miłości ludzi. Trzeba ukierunkować całą formację uczuć na przejście: od "sam na sam z Bogiem" do "cały dla braci dla Boga". Iść za Chrystusem w Jego celibacie, znaczy iść za Nim drogą bezbronnej miłości. Mówiąc o równowadze uczuciowej, o dojrzałości uczuciowej nie zapominamy, że trzeba ich szukać właśnie na tej drodze. Pewność, że jest się kochanym przez Boga, pozwala ofiarować siebie, stracić swoje życie, aby je znaleźć. W miłości Ojca Jezus stał się tak dalece bezbronny, że oddał swoje życie. Jedynie miłość Ojca pozwoliła Mu przeżyć tę ofiarę w pokoju.

Staramy się żyć: celibatem, braterstwem i modlitwą. Jedynie przyjęta, kontemplowana, w modlitwie miłość Boga, może karmić takie wybory. Jeśli ciągle nie żyję ze świadomością tej miłości, która mnie otacza, gdzie znajdę siłę na bezbronność? Trudno jest żyć ze świadomością miłości Jezusa, jeśli nie szukam skupienia w modlitwie, jeśli nie jestem z innymi w wierze, aby przyjmować słowo, które objawia miłość Pana. Tradycja chrześcijańska zawsze łączyła najbardziej radykalne wybory ewangeliczne z ustawicznym wysiłkiem modlitwy i medytacji słowa Bożego.

Nie wystarczy tylko jeden raz powiedzieć "tak". Trzeba je powtarzać wciąż od nowa. Wciąż natrafiamy na przeszkody. Nie pociąga nas z czasem ta zgoda, jaką wyraziliśmy Bogu w pierwszych ślubach zakonnych. Jak trudno poznać Boga w Jego licznych przebraniach, a jak łatwo można Go postrzegać jako rodzaj zagrożenia, któremu się przeciwstawiamy. Często nasze spotkanie z Bogiem, jest ponurym, długim oporem. Ile szkody wyrządzamy sobie tym sprzeciwem. Każda odmowa wypowiedzenia "zgadzam się", jest uszczerbkiem dla naszej osobowości, hamuje nasz rozwój, podkopuje naszą radość i uszczupla sens naszego życia. Rezultatem tego jest zajmowanie się tylko sobą, zawiść, kompensacja, nałogi, zgorzknienie, wyobcowanie.

Niepełne "fiat" rodzi ludzi kalekich. "Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z moich ust". Musimy powtarzać nasze "fiat", aż stopniowo obejmie ono wszystko z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Jak długo w mojej przeszłości istnieje coś, co odrzucam, tak długo chowam się jakby w skorupie, której nie można przeniknąć. To, co w sobie tłumię lub z powodu czego wpadam w gniew albo rozdziera mi serce, to wlecze się za mną ogromnym ciężarem. A potrwa do czasu, aż naprawdę zaakceptuję moje cierpienia lub niepowodzenia sprzed odległego nawet czasu.

Moja zgoda może nadać sens czemuś, co na początku wyglądało na bezsens. To wciąż od nowa wypowiadane "fiat" będzie coraz dojrzalsze, głębsze, coraz bardziej ciche, aż w końcu z ciemności wydobędzie się światło, a z krzyża promienny blask. "Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamiaru". Zgadzamy się Bogu na to, co jest teraz, jesteśmy wdzięczni za talenty, uzdolnienia, ale z czego wcale nie wynika, że wszystkie w pełni są możliwe do zrealizowania. Z całym spokojem chcemy przekształcać nasze słabości w siłę, swoje wrodzone pokusy w łaskę, a darowane możliwości w dojrzały owoc.

Mówić "tak" to uznawać innych, ustępować im miejsca i wspierać tych, którzy potrzebują pomocy; to akceptować sytuację, w jakiej się znajdujemy, i siebie w tej sytuacji. Ciągłe powtarzanie swojego "fiat", prowadzi stopniowo do zgody na siebie, na swoje życie, na swoje powołanie – która to zgoda potem nadaje sens wszystkiemu innemu. Nie należy tego utożsamiać z bezsilnym samozadowoleniem, które niczego nie chce ulepszyć. Bo ulepszyć możemy jedynie coś, co akceptujemy. Owoce złości, niecierpliwości lub niezadowolenia są bardzo nietrwałe.

Taka postawa, to piękny akt wiary, ponieważ naprawdę nie wiemy, co nas na tej drodze spotkać może. Dzięki zaufaniu do konkretnej osoby zdobywamy się na to, by powiedzieć "tak" doli i niedoli, które niesie przyszłość. Bez mocnej wiary byłoby skrajną głupotą uroczyście i na zawsze ślubować ubóstwo, czystość i posłuszeństwo. Ponieważ piękno i świadectwo ślubowania polega właśnie na tym, że jest ono jednoznacznym aktem wiary.

Wytrwałe powtarzanie "fiat" prowadzi nas w końcu do tego, że życie zaczyna płynąć w innym kierunku. A czym jest bezsens? Tym, że różne doświadczenia życiowe nie mają ze sobą żadnego związku i dlatego wprowadzają zamęt. To po prostu nie ma żadnego sensu – mówimy. Takie doświadczenia paraliżują każdy ludzki wysiłek, obezwładniają człowieka jak myśl, że przecież i tak nic z tego nie wyjdzie. Kumulacja uczuć rozpaczy i beznadziejności może prowadzić do zaistnienia silnych i bardzo pociągających pokus. Pokusy w tym stanie stają się niezwykle pociągające i "rozwiązujące" problem, w jakim człowiek się znalazł.

Przy naszym "fiat" mówionym Bogu dochodzimy do etapu, że inaczej patrzymy na rzeczywistość, niż dotychczas ją postrzegaliśmy. Doszliśmy do sytuacji, w której mamy właściwą widoczność. Nieograniczone "fiat" uczyniło każdą rzeczywistość przejrzystą i sensowną. Teraz poznajemy Go wszędzie, również tam, gdzie przedtem – jak nam się zdawało, nie było Jego śladu. We wszystkim, co daje, daje również siebie. Dlatego we wszystkim można Go odnaleźć.

"Niech mi się stanie według Twego słowa". Przez to oddaje Bogu swoje ciało; a wszystko, co posiada, też mieści się w tym jednym akcie oddania. Dzięki "fiat", Maryja całą swoją istotą zwraca się ku Bogu. To słowo tworzy przestrzeń, której potrzebuje Bóg, by stać się Człowiekiem. "Fiat" nie hamuje, nie ogranicza osobowości Maryi, przeciwnie – prowadzi ją do pełnego rozkwitu.



Liczba wyświetleń strony: 9446055 * Liczba gości online: 24 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC