MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Pożądanie i ciało



„Odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała” (Ez 26, 26). Jeśli nasz serca mają stać się sercami z ciała, musimy pozwolić, aby nasze pragnienia zostały przemienione. Czym są te pragnienia kształtujące nasze serce, pragnienia, które skrywamy przed innymi, a być może nawet przed sobą? Nikt z nas nie jest na tyle przezroczysty dla siebie, aby zupełnie wiedzieć, czego w rzeczywistości pragnie. Dopóki nie spojrzymy rzetelnie w oczy naszym pragnieniom i nie nauczymy się pragnąć dobrze, będziemy im podlegać i będziemy ich więźniami.

Wydaje się, że nasze społeczeństwo nie umiera z głodu, lecz z nadmiaru pragnień. Każda reklama zachęca nas, aby pragnąć więcej, bez końca i bez granic. Nienasycone, bezmierne pożądanie pożera ten świat i może pożreć nas wszystkich. Niepohamowane pożądanie seksualne jest tylko jednym z objawów tego, w jaki sposób nauczono nas postrzegać świat. Coś do wzięcia i zużycia. Miłość będąca przyjaźnią zachęca nas, abyśmy spoglądali na innych bez przywłaszczania ich sobie. Cieszymy się nimi bez potrzeby posiadania. Trudno jest zdobyć tę wolność serca. Św. Tomasz pisał: „Gdzie miłość, tam wzrok”. Miłość jest nierozdzielna od prawdziwego ubóstwa serca.

Uzdrowienie pragnień zakłada inny sposób bycia w wiecie i życia w klasztorze. Uzdrowienie pragnień jest bardzo ściśle złączone z praktykowaniem ubóstwa ewangelicznego. Trzeba jasno zrozumieć znaczenie seksualności i wyzwolić się od seksualnej mitologii współczesnego społeczeństwa. Z jednej strony związek seksualny postrzega się zazwyczaj jako kulminację wszystkich naszych pragnień wspólnoty i jedyną ucieczkę od samotności. Być pozbawionym związku seksualnego znaczy być na wpół umarłym. Z drugiej zaś strony seksualność jest banalizowana. Pewna pani oświadczyła, że seks nie ma większego znaczenia, niż wypicie filiżanki herbaty.

Połączenie ubóstwienia i banalizacji seksualności sprawia, że celibat staje się trudny do uniesienia. Potrzeba sobie uświadomić prawdę, że człowiek może w życiu zakonnym w pełni i całkowicie kochać, bez obecności tego znaku, jakim jest wymiar seksualny, a równocześnie tenże brak, nie skazuje osoby konsekrowanej na izolację i samotność.

Jeżeli stoimy wobec nienasyconych pragnień świata w którym żyjemy, nie jesteśmy wezwani do stłumienia pragnień, ale do tego, aby pragnąc więcej. Jesteśmy ludźmi pełnymi namiętności i chęć ich zniszczenia oznaczałaby powstrzymanie rozwoju i obumarcie naszego człowieczeństwa. Potrzeba byśmy błagali Boga o to, byśmy nie mogli Mu się oprzeć. Nasze pragnienia mogą nas zaprowadzić na manowce nie dlatego, że prosimy o zbyt wiele, ale dlatego, iż godzimy się na zbyt mało, decydujemy się na niewielkie zadowolenie.

Dążymy zatem do tego, aby nasze pragnienia stały się głębsze. Przemiana pragnień zakłada z pewnością jakąś ascezę. Chodzi jednak o to, aby zrezygnować nie z samych pożądań, to byłoby nieludzkie, ale zrezygnować z przemocy, jaką niosą ze sobą pożądania. Chodzi o to, aby umrzeć dla przemocy związanej z przyjemnością i jej wszechmocnego charakteru. Umiarkowanie nadaje miarę naszym pragnieniom według rzeczywistych potrzeb ciała i w ten sposób uwalnia nas od zwodniczych zachcianek i od tyranii pożądania.

Nie mogę mieć dojrzałej relacji do mojej seksualności, dopóki nie nauczę się akceptować, a nawet zachwycać się ludzkim ciałem, moim własnym i innych ludzi. Moje ciało, ciało innych osób: piękne i brzydkie, chore i zdrowe, stare i młode, męskie i kobiece, nie powinno być dla mnie źródłem niepokoju. Należy doceniać cielesność. Ślub czystości nie jest ucieczką z naszej cielesnej egzystencji. To, co dla nas znaczy cielesność, odkrywamy w szczytowym momencie życia Jezusa, gdy daje nam On swoje Ciało. „To jest Ciało moje za was wydane”. Eucharystia pokazuje nam powołanie ludzkiego ciała: stanie się wzajemnym darem, możliwość komunii. Nasza cielesność nie jest wyłączona poza obszar naszego powołania.

Prawdziwa czystość serca nie polega na uwolnieniu od skażenia powodowanego przez ten świat. Polega raczej na byciu w pełni obecnym w tym , co robimy i czym jesteśmy, mając twarz i ciało, które wyrażają nas samych bez oszustwa i obłudy. Ludzie czystego serca nie kryją się za swymi twarzami, spoglądając z lękiem. Ich twarze są przezroczyste, bezbronne, widać na nich Chrystusowe ogołocenie i podatność na zranienia. Mają swoją wolność i spontaniczność. Zadaniem naszej miłości wobec innych osób jest to, byśmy pomagali sobie wzajemnie owocować. Musimy pozwolić odejść temu, co zrodziliśmy.



Liczba wyświetleń strony: 10033152 * Liczba gości online: 17 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC