MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Ślub czystości



Nie sposób było smucić się w obecności Jezusa. Uczniowie radowali się Jego towarzystwem, wzajemną miłością podczas wspólnych posiłków oraz podziwiali Jego człowieczeństwo. Jezus na pewno nie był ponurym celibatariuszem. Celibat nie izolował Go, lecz czynił bardziej dla ludzi dostępnym. Ludzie zbliżali się do Niego bez obaw, co może wskazywać na fakt, że Jezus w stosunkach z innymi był ciepły i serdeczny.

Celibat zakonny oznacza życie bezżenne wybrane ze względu na Królestwo Boże i kształtowane na wzór życia i posługi Jezusa. Nie może ono wykluczać uczuciowości i przyjaźni. Ponieważ ewangeliczny celibat jest oznaką bycia uczniem, zatem zdolność do zażyłości, do związków uczuciowych, jest znakiem owocnej czystości. Jeden z autorów mówi, że miarą czystości jest głębia przyjaźni, którą darzymy innych ludzi. Czystość to nie jest trzymanie się w bezpiecznej odległości od innych. Taki dystans to raczej rodzaj nieczystości, nie pozwalającej zaangażować się z miłością w życie bliźnich.

Cnota czystości polega na integracji popędu seksualnego z całą osobowością, zgodnie z wybranym stanem. Dopiero zintegrowana seksualność umożliwia odkrywanie tajemnicy, jaką stanowi drugi człowiek, oraz pozwala na serdeczną zażyłość z nim. Osoby konsekrowane powinny własną seksualność odpowiednio ukierunkować, zamiast odrzucać czy tłumić. Osoby konsekrowane mogą być serdeczne i czułe w kontaktach z innymi – wręcz muszą być takie, jeśli chcą kochać tak, jak kochał Jezus. Osoby te muszą rozwinąć w sobie zdolność do bliskich związków z mężczyznami oraz z kobietami, takich jednak, aby one nie miały charakteru erotycznego.

Życie w celibacie niesie ryzyko. Może ono prowadzić do unikania bliskich relacji z ludźmi. Niektóre osoby, lękając się gwałtowności popędu seksualnego, tłumią go, tym samym tłumiąc uczuciową sferę swojej osobowości. Boją się okazywać serdeczność w kontaktach z innymi. Czasami życie uczuciowe takich ludzi wydaje się ograniczone do uczucia gniewu. Niektórzy wznoszą wały ochronne wokół siebie i zamykają się w kręgu własnych zainteresowań. Inni usiłują zagłuszyć tęsknotę za posiadaniem dzieci, oraz pragnienie macierzyństwa, rzucając się w wir pracy. Różnego rodzaju nałogi, np. alkoholizm, pracoholizm, objadanie się – mogą też być znakami niedorozwoju emocjonalnego.

Niektóre osoby w życiu zakonnym trwonią energię na bezowocne poszukiwania osoby mogącej zająć miejsce współmałżonka, z którego posiadania zrezygnowały, decydując się na życie w celibacie, zachowując ślub czystości. Dla innych osób celibat i samotność stają się zbyt wielkimi wymaganiami. Wchodzą w potajemne związki, które usprawiedliwiają wyższymi racjami bądź osobistymi potrzebami, bagatelizując równocześnie fakt, że zmuszeni są prowadzić podwójne życie.

Można zaryzykować twierdzenie, że osoby przygotowujące się do życia zakonnego przed Soborem Watykańskim II traktowali sferę uczuciową podejrzliwie. Wiele Sióstr, jak się wydaje, wstąpiła do nowicjatu w bardzo młodym wieku, a formacja, jaką otrzymały, była surowa. Umysł był wynoszony nad materię, duch nad ciało i myśl nad uczucie. Ciało miało być siedliskiem zmysłów, pożądliwości i wyobraźni, czyli przejawów ludzkiej natury zepsutej przez grzech, stale zagrażającej i przeszkadzającej życiu w łasce uświęcającej. Uczucia i emocje pochodziły z ciała, a nie ducha. Asceza polegała zasadniczo na umartwieniu i zaparciu się siebie, aby ujarzmić niesforną i nieuporządkowaną naturę ludzką. Charakterystyczny jest tekst z książki na temat modlitwy myślnej, czytanej przez 20 lat przed Soborem Watykańskim „Nasze władze zmysłowe muszą być poddane regularnemu ćwiczeniu, polegającemu na nieustannym dławieniu ich pożądań”.

Książka zaleca nie tylko zdyscyplinowany umiar, ale wręcz odcięcie się od wszystkiego, co mogłoby pobudzić zmysły, poruszyć uczucia lub wzbogacić wyobraźnię: „Powinniśmy umartwiać nasz zmysł słuchu, zamykając uszy na to, co jedynie wzbudza przyjemność bądź schlebia nam. Muzycy winni kontrolować swoje pragnienie słuchania muzyki i świadomie zamykać uszy na wszystko to, co jest jedynie zmysłowe. Powinniśmy zabronić sobie jakiegokolwiek dotyku, którego jedynym celem byłoby uzyskanie gratyfikacji zmysłowej – nawet jeśli ta gratyfikacja sama w sobie nie jest grzeszna”.

Panował nieustanny lęk, zwykle niewypowiadany, przed poddaniem się „naturalnym” uczuciom, co miało oznaczać spuszczenie ze smyczy namiętności, a tym samym grozić popadnięciem w poważny grzech. Formacja zakonna w nowicjatach propagowała negatywny obraz natury ludzkiej i miała charakter nadopiekuńczy, a nawet nadzorczy. Nie wolno było odwiedzać się w pokojach. Ostrzegano przed szczególnymi przyjaźniami, czyli związkami emocjonalnymi, które mogłyby spowodować podziały w życiu wspólnotowym i być może stanowić zagrożenie dla czystości.

Nie tolerowano różnicy poglądów ani szczerej krytyki przełożonych. Wiele Sióstr zapłaciło za swoją formację wysoką cenę. Nie potrafią dzisiaj dopuścić uczuć do swojej wiadomości, a tym bardziej okazać je innym, ponieważ przyzwyczaiły się myśleć, że powołanie zakonne wymaga wytłumienia emocjonalności. Czują się niezręcznie w grupach, które kładą nacisk na dzielenie się, współudział. Wiele Sióstr przyznaje, że nie ma prawdziwych przyjaciółek nawet wśród tych, z którymi żyły przez długie lata w klasztorze.

Wydaje się, że większość z nas otrzymała małą formację lub w ogóle jej nie otrzymała w dziedzinie tego, jak sobie radzić z naszymi emocjami, seksualnością, głodem miłości i bycia kochanym. Celibat nie świadczy o niczym, ale celibatariusze świadczą. Jesteśmy świadkami Królestwa, jeśli postrzegają nas jako ludzi, których czystość wyzwala do życia. Nasze wspólnoty powinny być szkołami przyjaźni. W życiu zakonnym miał często miejsce (i ma nadal), starach przed przyjaźnią. Pewien stary dominikanin tak powiedział: „Nie mam nic przeciwko indywidualnym przyjaźniom, sprzeciwiam się natomiast indywidualnym nienawiściom”. Taka przyjaźń nigdy nie jest wyłączna, lecz głęboko przemieniająca, boleśnie i powoli uwalniająca nas od tego, co zaborcze, protekcjonalne lub nadęte.

Szczytowym punktem naszej miłości będzie stan „nieposiadania”. Musimy puścić tych, których kochamy; musimy ich zostawić. Czy moja miłość dla innych daje im wolność, aby mogli stanowić o swoim życiu, czy sprawia, że jestem wolna dla realizacji misji Zgromadzenia? Kiedy ubierają nam habit, przynosimy do Zakonu tę osobę, która jest owocem historii i nosi swoje rany. Jest to osoba, którą Pan powołał, a nie jakaś idealna ludzka istota. Przychodzimy z bliznami przeszłych doświadczeń, być może z nie uzdrowionymi wspomnieniami niepowodzeń w miłości, wspomnieniami przemocy i seksu. Nasze rodziny uczyły nas miłości; one również mogły zadać nam rany, których uzdrowienie zabierze jakiś czas. Musimy zacząć od faktu odczuwania pożądania, posiadania pragnień i ciała. Nie jesteśmy ani aniołami, ani zwierzętami, lecz krwią, ciałem i duchem, przeznaczeni do Królestwa.



Liczba wyświetleń strony: 9446108 * Liczba gości online: 32 * Ostatnia aktualizacja: 2017-06-23
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC