MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Milczenie szansą na poznanie siebie



Uciekamy od siebie, nie lubimy być sami. A gdy jesteśmy sami, to potrzebujemy zaraz jakiegoś zajęcia. Są i tacy, którzy nie mogą znieść bezczynności, zwykłego siedzenia i milczenia. Milczenie nie oznacza jedynie, że ja nic nie mówię, ale, że wypuszczam z rąk możliwość ucieczki od kogoś, od czegoś. Nie tylko wyrzekam się mówienia, ale też i wszelkich zajęć, które mnie odciągają ode mnie samego. W trakcie milczenia zmuszam siebie, aby być ze sobą, ze swoimi myślami i uczuciami, z dobrem i złem, które są we mnie. Pojawiają się wówczas nieprzyjemne nastroje, lęki, poczucie zniechęcenia co do takich praktyk. Wychodzą na światło dzienne odrzucone pragnienia i potrzeby, pojawia się stłumiony gniew, odżywają zmarnowane szanse, słowa nie wypowiedziane lub wypowiedziane niezręcznie.

Pierwsze chwile milczenia często odsłaniają nam nasz wewnętrzny rozgardiasz, chaos naszych myśli i życzeń. Wytrzymać taki chaos, to bardzo bolesne i dokuczliwe doświadczenie. Zderzamy się bowiem z wewnętrznymi napięciami, które nas przerażają. Jednak nie mogą one w tym milczeniu po prostu odpłynąć. Milczenie to jakby analiza naszego stanu, nie próbujemy udawać przed sobą, że jest inaczej. Dokładnie widzimy, co się w nas dzieje. Niektórzy czują, że muszą o tym mówić, muszą swoje problemy omawiać z innymi. To im pomaga w uporządkowaniu swoich napięć. Wypowiedzenie się może rozjaśnić nasz wewnętrzny rozgardiasz. Człowiek powinien pozwolić wówczas , aby została udzielona mu rada przez jednego człowieka. Kto chce tylko milczeć, kto sądzi, że sam może w sobie wszystko ułożyć, tego nie można uważać za zakonnika, bo do istoty życia zakonnego należy gotowość odkrycia swojego stanu wewnętrznego doświadczonemu ojcu.

Wiele osób dzisiaj nie nadaje się do prawdziwego dialogu, muszą się na nowo uczyć wypowiadać samych siebie i doświadczać w tym uwolnienia od własnych wewnętrznych napięć. Dla wielu problem stanowi to, że nie potrafią mówić o tym, co ich naprawdę zraniło. Wszystko przełykają, wchłaniają w siebie ból, gniew, rozczarowanie, stają się wewnętrznie zgorzkniali i dlatego dostają wrzodów żołądka. Ważne byłoby dla tych osób, aby nauczyli się mówić i sobie i o swych ranach.

Życie zakonne jednak, jako lekarstwo stosuje prócz wypowiadania myśli i uczuć, także milczenie. Może być ono pomocne, aby wreszcie kiedyś wytrzymać swoje problemy w milczeniu, a nie zaraz o nich mówić. W gadaniu można utopić wewnętrzne procesy. Dla niektórych jest to po prostu chęć stałego rozwodzenia się o swoim życiu duchowym. Praktykują kult swoich problemów, roztaczając je prawie przed każdym, kto się pojawi. Milczenie w życiu zakonnym leczy uczucia, emocje człowieka: porządkując je, uspokajając, sprowadzając je do tego, co jest. Milczenie powinno pomóc w nabraniu dystansu do podniecenia, złości i gniewu. Nie wyładowuję na kimś drugim tego wszystkiego, co odkrywam w sobie, jako duże i niepokojące napięcie, ale gniew powstrzymuję, aby go rozważyć w sobie. Zanim się na drugiego człowieka zareaguje gniewem, należy najpierw w milczeniu dotrzeć do podłoża swej złości.

Gniew mój często odsłania moje myśli i uczucia wobec mnie samego oraz to, do jakiego stopnia ważne są dla mnie moje poglądy i moja wrażliwość, moje wyczucie w określonej sprawie. Kiedy Bóg stanie się znowu moim ośrodkiem i kiedy będę znowu mógł stanąć przed Nim w całej mojej słabości, spojrzę na siebie z pewnego dystansu, a wówczas gniew mój zniknie i znowu będę mógł się modlić.

Milczenie może nam pomóc w znalezieniu dystansu w stosunku do naszej złości i urazy. Milczenie jest zarówno karą, jak i lekarstwem duchowym. Po upadku, daje ono człowiekowi możliwość wejścia w siebie, osobistej skruchy i żałowania za grzech, czy jakiekolwiek inne wykroczenie we wspólnocie życia zakonnego. W milczeniu zatem, może dokonywać się leczenie ducha ludzkiego. Umożliwia ono nabranie dystansu wobec samego siebie. W pierwszej chwili szukamy winy u innego człowieka i czujemy się niesprawiedliwie potraktowani. Potrzeba zatem jakiś czas pozostać w milczeniu, aby ujrzeć samego siebie znowu bardzo wyraźnie.

W milczeniu ujawniają się wszystkie nieujarzmione emocje. Nieopanowane wydostają się na zewnątrz, bo nic ich nie poskramia. I tak kłębią się i odżywają na nowo, póki nie zastosuje się lekarstwa milczenia nie po to, aby je stłumić, lecz po to, aby wprowadzić w nie ład. Podniecenie wewnętrzne, gdy wyrywa się na zewnątrz, rośnie. Zdenerwowanie na kogoś innego, gdy zostaje uzewnętrznione, często się potęguje. Wtedy człowiek staje zdecydowanie przeciw drugiemu. Milczenie zatem może mi pomóc przetrzymać moje pobudzenie, moje wzburzenie. Milczenie jednak nie oznacza braku emocji. Jest tylko środkiem do ich uspokojenia.

Zewnętrzne milczenie może pomóc w uporządkowaniu wewnętrznych emocji. Milczenie jest dyscypliną, która ma wytworzyć postawę wewnętrzną. Dyscyplina zewnętrzna może być pomocą, aby i w sercu dokonała się przemiana. Milczenie może być również trucizną. Jeżeli ktoś myśli, że nie potrzebuje drugiego człowieka, bo sam może poradzić sobie we wszystkich swoich sprawach, to milczenie wówczas nie leczy, lecz izoluje.

Nawet jeżeli myślimy, że dobrze znamy błąd drugiego człowieka, nie powinniśmy go osądzać. Nasze sądy o drugich są często oparte na złudzeniu i rzutowaniu własnego grzechu na innych. Milczenie jest w istocie rzeczy wyrzeczeniem się osądzania. Niejednokrotnie porównujemy siebie z innymi. Abyśmy w tym porównaniu sami korzystnie wypadli, poniżamy drugiego człowieka. Ciągle podejmujemy wyroki wobec osób, które spotykamy. Jeśli wyrzeklibyśmy się natychmiastowego oceniania innych, osądzania czy nawet skazywania, mogłoby to nas doprowadzić do wewnętrznej ciszy.

Osądzanie innych wprowadza w nas nie tylko niepokój, ale i czyni nas ślepymi na własne błędy. W patrzeniu na drugich milczenie daje nam możliwość jasnego poznania siebie, pozwala zobaczyć mechanizm rzutowania, w którym nasze własne błędy umieszczamy w innych, przez co stajemy się niezdolni do odkrycia własnych błędów. Przy rzutowaniu nasze oczy skierowane są tylko na błędy drugiego, własne pozostają z tyłu za nami, a przez to dla nas niewidoczne. W milczeniu mamy przed oczyma własne grzechy, zwracamy się ku własnym sprawom. Wyrzekając się osądzenia i milcząc, staję się zdolny rozeznać siebie we własnej grzeszności. W milczeniu nie patrzymy na innych, ale na siebie i konfrontujemy siebie z tym, co w sobie odkryliśmy.



Liczba wyświetleń strony: 10658815 * Liczba gości online: 29 * Ostatnia aktualizacja: 2017-10-18
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC