MENU






Modlą się


Służebniczki Maryi
— Wielkopolskie




Sługi Jezusa




Siostry Maryi Niepokalanej

Paschalna droga wspólnoty



Wybór życia wspólnotowego związany jest z wyrzeczeniem się własnych chęci. Wynika to z logiki życia wspólnotowego, według której, to nie my wybraliśmy Boga, lecz to Jego miłość nas uprzedziła, bo Bóg kocha zawsze pierwszy, i to nie nasz dom, wspólnota zamieszkiwane są przez Boga, lecz to właśnie my mieszkamy u Niego. Pod jednym dachem mamy być mistrzami komunii. W takiej perspektywie wyrzeczenie nie jest celem samym w sobie, ale skutecznym środkiem przylgnięcia do Chrystusa, który objawia się we wspólnocie przez moje siostry.

Przychodząc do wspólnoty, człowiek wyrzeka się siebie dawnego: swoich niecierpliwości, egocentryzmu, samowystarczalności i niestabilności, uczy się słuchać i rezygnować ze zbyt pospiesznych i przemądrzałych odpowiedzi. Dopuszcza do głosu innych, nie strzeże zazdrośnie swoich darów, ale oddaje je na służbę wspólnocie, nie oczekując w zamian pochwały, szacunku i przywilejów. Stara się być otwarty na korektę swojego postępowania, przyjmowanie uwag, walczy ze swoim gniewem i kłótliwością, nie używa wypracowanych sposobów poniżania innych, strzeże się kpin i ironii, stara się natomiast być domyślny, całym serce próbuje zrozumieć komunikat wysłany przez inną siostrę.

W wspólnocie próbujemy wyrzec się zawiązywania frakcji, podgrup walczących między sobą, donoszenia i spiskowania. W żadnym wypadku nie wolno proponować komuś wejścia do wspólnoty tylko w tym celu, żeby zrównoważyć siły między moją grupą a domniemanymi przeciwnikami.

Przyglądając się swoim osobistym reakcjom, możemy się przekonać, dlaczego w życiu zakonnym mówi o wyrzeczeniu się siebie jako o rysie szczególnym ludzi żyjących we wspólnocie.

Żyję przez Siostry

Nie wystarczy wyrzec się siebie dawnego. Wyrzekamy się również siebie nowego. I znów doświadczenie wspólnotowe pokazuje, że to, co nowe, bardzo szybko się starzeje i sprowadza nudę, ale że każdy neofita, nowicjuszka jest elementem niebezpiecznym we wspólnocie. Nie tylko bowiem dziwi się, że ktoś zaczął tak żyć, nie czekając na nią, nie tylko próbuje wkupić się do wspólnoty przez wzmożoną aktywność, usłużność i nieco sztuczny entuzjazm, ale próbuje rozruszać według niej nieco już skostniałą tradycję wspólnoty, nazywając niektóre elementy utrzymujące rytm jej życia idiotyzmami lub komplikowaniem życia. Nie znajdująca ujścia ambicja organizuje w końcu własny program modlitw, lektur i spotkań z całym zastępem sióstr, spowiedników, pocieszycieli, doradców, towarzyszy drogi, terapeutów i duchowych przewodników. Są takie osoby w zakonach, które żeby żyć we wspólnocie, utrzymują na zewnątrz niej pokaźny dwór. Ludziom z dworu należy współczuć, gdyż traktowani są jak obserwatorzy: nie pomogą, nie zaszkodzą, a w pewnym momencie mogą służyć jako usprawiedliwienie nieprzewidzianych zachowań.

Wyrzeczenie się siebie nowego jest naprawdę koniecznością, gdyż człowiekowi przychodzącemu do wspólnoty bardzo trudno jest pojąć, że nie tylko ma żyć dla sióstr, ale nade wszystko żyć przez siostry: nie tylko ciągle dawać, ale i przyjąć, pozwolić się pouczyć, dać się obdarować, posłuchać. W tym miejscu dotykamy bardzo ważnego, lecz prostego rozróżnienia, które może zaważyć na całym życiu duchowym i w jakimś sensie bardzo je okaleczyć. Wy¬starczy uznać środki duchowego postępu za cel naszego życia, a bolesne konsekwencje nie dadzą na siebie długo czekać. Dwie z nich wprowadzają prawdziwy zamęt w życiu wspólnoty: rywalizacja i kult odrębności.

Zobaczmy prawdziwy i dowcipny portret człowieka żyjącego dla pokory, która staje się powoli zazdrośnie strzeżonym szyldem. Pochwały i podziw otoczenia towarzyszące jej praktykowaniu odbierają w końcu zdrowy rozsądek i człowiek wpędza się w niewolę hipokryzji i subtelnego kłamstwa.

św. Bernard z Clairveaux pisał: "Przykro jest wynoszącemu się nad innych nie czynić czegoś, co by go wyróżniało. Z tego względu nie wystarcza mu wspólna reguła zakonna ani budujący przykład starszych. Wcale nie stara się być lepszy, chce tylko za takiego uchodzić. Nie pragnie żyć doskonalej, pragnie tylko, by go za doskonałego uważano, ażeby mógł powiedzieć: "Nie jestem jak inni ludzie" (Łk 18,11). Więcej się szczyci z jednego postu, który zachował wtedy, gdy inni jedli, niż gdyby razem z nimi pościł przez cały tydzień. Pożyteczniejsza jest dla niego krótka modlitwa prywatna niż psalmodia całonocna. W czasie posiłku wodzi oczyma po stołach i uważa się za pokrzywdzonego, jeśli ktoś mniej od niego je; dlatego też bez względu na zdrowie odmawia sobie tego, co przedtem uważał za konieczne, obawiając się więcej ujmy dobrej opinii niż udręki głodu. Podobnie, widząc kogoś chudszego lub bledszego, uważa się za mniej doskonałego i nigdzie nie znajduje spokoju. Nie może widzieć swojej twarzy okazywanej ludziom, dlatego bada, jak tylko potrafi, ręce, ramiona, chwyta się za boki, maca barki i uda, aby z większej lub mniejszej chudości członków domyślać się jej bladości względnie czerstwości. Do wszystkiego, co sobie wyimaginował, jest niezwykle skory, ale za to leniwy w spełnianiu obowiązków wspólnych. Nie śpi w łóżku, za to zasypia w chórze; gdy inni śpiewają wigilie, on sobie urządza długą drzemkę, po modlitwach zaś, w czasie spoczynku, pozostaje w kościele, chrząka, pokaszluje, sapie i stęka w swym kąciku, aby go tylko dostrzeżono. Przez wszystkie owe czyny, szczególne, ale bezowocne, urasta w opinii ludzi prostych, którzy nie znając wewnętrznych pobudek działania, chwalą tego nieszczęśnika i nazywają go świętym, a przez to zwodzą (por. Mt 24,24.

Budowanie komunii

W próbie wyrzeczenia się własnych chęci ważne są zwłaszcza trzy środki. Są nimi cierpliwość, pokora i milczenie. Są to postawy sprawdzone w życiu Jezusa. Naśladowanie Chrystusa zaprasza do trudu zaufania, posłuszeństwa, ryzyka ewangelicznego świadectwa, do praktyki życia pozbawionego przemocy w każdej postaci, pełnego roztropności i umiarkowania.

Przez cierpliwość, pokorę i milczenie budujemy między sobą we wspólnocie prawdziwą komunię, która promieniując na zewnątrz, sprawia, że stajemy się źródłem pokoju dla innych, wzbudzamy w świadkach naszego życia pragnienie Boga i zachwyt nad Jego pięknem. Nasza codzienność staje się żywą katechezą nie tylko dla zagubionych, ale i dla mocnych, potrzebujących jednak zawsze odnowy.

Uczenie się Chrystusa

Zamiast mówić: cierpliwość, pokora, milczenie - użyjmy sformułowań: praktykowanie Chrystusa cierpliwego, milczące¬go, pokornego. Nie zbudujemy klimatu pokoju we wspólnocie, jeśli wzorem Chrystusa nie ukończymy raz rozpoczętych rzeczy. Chrystus nie porzucił swojej misji, nie zrażał się zatwardziałością serc najbliższych współpracowników, ale krok po kroku -nauczając i dobrze czyniąc - przybliżał się do Jerozolimy, w której oddając życie, miał zwyciężyć śmierć. Cierpliwość jest więc środkiem, który pomoże wprowadzić w życie wierność Chrystusowi i ludziom. Chrystus może na mnie liczyć, ofiarując mi konkretną misję czy zadanie do wypełnienia, zawsze znajdzie mnie gotowego i niezmiennego w postanowieniach.

Praktykowanie Chrystusa pokornego" wprowadza nas w samą istotę życia ukrytego, które ze względu na Chrystusa wszystko inne każe nam uznać za stratę. Jednak wołanie o miłość braterską nie ustaje - jak napisał św. Bernard z Clairveaux - trzeba więc wrócić do siebie, zniżyć swoje loty. Niezwykłe to słowa, które doskonale ukazują rozdarcie życia ukrytego: pragnienie spoczęcia w Bogu musi być pokornie i z miłością połączone ze służbą braterską, miłością swoich najbliższych, miłością zajęć, do których zostałem powołany. Chrystus pokorny to Chrystus eucharystyczny, który chciał się zostawić pod takimi właśnie postaciami, to Chrystus obecny z nami już do końca czasów, który nigdy nie cofnie swoje¬go oddania.

Praktykowanie Chrystusa pokornego doprowadzi nas w końcu do smakowania owoców życia ukrytego: w naszym polskim Nazarecie, w służbie Kościoła. Tak wielka może być miłość ukryta, ufna i dyspozycyjna, pozbawiona splendoru i reklamy. Odważna i mądra, i tak ściśle złączona z miłością Chrystusa, że człowiek zdolny jest kochać właśnie tą miłością. Praktykowanie Chrystusa pokornego doprowadzi nas do tej radosnej świadomości, że wszystko jest darem.

Często okazuje się, że nie wiemy, jak wielki dar Bóg złożył w nasze ręce. A nawet jeśli wiemy, że jest to pokój, to mamy słabe pojęcie, co może służyć pokojowi, który jest przecież tak delikatną materią. Zbyt jesteśmy rozgadani i nieobecni. Zbyt łatwo dajemy się uwieść lub zastraszyć, co świadczy o płytkości naszego ducha. Zbyt łatwo oddajemy dar pokoju. Co zatem czynić, aby go nie tracić, a tym samym czynić mocnym życie wspólne? Mówić prawdę i nie bronić się, gdy jesteśmy atakowani. To wstęp tej wielkiej ascezy milczenia.

Praktykowanie Chrystusa milczącego to nabywanie zdolności przyjmowania hierarchii rzeczy i spraw, a także wybór środków umożliwiających zachowanie pokoju i komunii. Wybór takich środków jest owocem długiego milczenia, bardzo płodnym czasem kontemplacji. Głos Jezusa Chrystusa był słyszany, bo wyrastał z milczenia współczującego, zorientowanego we wszystkich, na trudnych ludzkich sprawach, a równocześnie milczenia niezależnego, odrzucającego układy i kompromisy kuszące łatwym sukcesem i angażujące imię Boga do nieczystych interesów.

Celem naszych wyrzeczeń we wspólnocie jest miłość, naśladowanie Chrystusa oraz rozbudzenie w nas pragnienia życia wiecznego. U podstaw tego pragnienia jest wołanie o to, aby Bóg był wszystkim we wszystkich.



Liczba wyświetleń strony: 10033202 * Liczba gości online: 23 * Ostatnia aktualizacja: 2017-08-19
© 2002-2017 by ks. Józef Pierzchalski SAC